Nie byliśmy tu sami.
Nic w tej sytuacji nie było prawdziwe,
takie jak kiedyś.
A mimo wszystko przywoływało
wspomnienia uczuć i myśli, które chciałem od siebie odepchnąć. Natarczywie
wracały. Szybko wychwycone zostało moje nienaturalne zachowanie. A czego można
innego się spodziewać – to profesjonalne studio i profesjonalna sesja, której
nie chciałem zniszczyć na chwilę po tym, jak udało się ją uratować. Teraz
odsunąłem się powoli od Spencer. Jej słowa były w niezrozumiały sposób
przejmujące. Co właściwie znaczyły?
Taka już był Spencer – rzeczywista,
realna, prawdziwa. Nie oszukiwała i nie grała w gry. Nie zasługiwała, żebym
traktował ją jak pionek na szachowej tarczy. Jednocześnie bałem się, że
szczerość popchnie mnie zbyt dalego, w miejsca których nie chciałem już
odwiedzać. Przełknąłem ślinę, starając się przestać analizować więcej jej
słowa. Chciałem przestać się zastanawiać, dlaczego to powiedziała, jakie myśli
skrywała pod czaszką. Dlaczego wydawało mi się, że jej głos drży, że jest niepewna.
Chociaż to ostatnie było najbardziej oczywiste. Sesja zdjęciowa była daleką
sytuacją od tej, w której dziewczyna czułaby się komfortowo.
– Tu też mogę prowadzić –
odpowiedziałem cicho, omijając spojrzeniem jej oczy.
Dalsze dywagacje urwała ciemnowłosa
kobieta. Prychnąłem i to był jedyny wyraz irytacji, na jaki sobie pozwoliłem.
Wyprostowałem się i opuściłem dłonie. Frustrowało mnie to, że nie mogę podejść
do tego jak zwykle, ze wszystkim dopiętym na ostatni, perfekcyjny guzik. Że
dałem się rozpraszać tak łatwo tym wszystkim myślom.
Wyprostowałem się, wyprałem twarz z
wszelkich emocji i spojrzeniem odszukałem sylwetkę fotograf zbliżającej się do
nas. Reflektory świeciły jasko prosto na nas, więc nie widziałem dokładnie
otoczenia, ale czułem obecność wszystkich tych ludzi. Byli tu i czekali na
najdrobniejsze potknięcie, gotowi wykorzystać go bez skrupułów. Nie zamierzałem
ułatwiać im zadania, poza tym łatwo przychodziło mi ignorowanie obecności
gapiów. Robiłem to setki razy. Teraz jednak zastanawiałem się, czy dla Hastings
to jest tak naturalnie łatwe. Pewnie nie.
Zacisnąłem usta, zdecydowany
nieodpowiadać. Fotograf miała rację. A ja zachowywałem się, jakbym pierwszy raz
pozował przed kamerą z modelką.
Spencer nie jest przecież mode-...
Wystarczy! Przymknąłem na chwilę oczy.
Dziewczyna jest zwykłą modelką. Nic nie było, nic nie będzie. A po zejściu
zapomnę, że w ogóle to się wydarzyło. Plan zdawał się być perfekcyjny. Dlaczego
kiedyś tak łatwe i naturalne odłączenie emocji w pracy teraz nie bardzo chciało
działać?
W głowie miałem jasny plan, wiedziałem
jak to wszystko ma wyglądać. Przysunąłem się do Spencer, a kiedy znowu zapadła
chwila pełna wyczekiwania przysunąłem ją do siebie. Pierwsze kilka klatek było
wyjątkowo trudnych, ale z każdym kolejnym charakterystycznym kliknięciem
wszystko robiło się coraz łatwiejsze. Spencer w moich dłoniach była znów jak
materiał, który trzeba nieskazitelnie ułożyć, jak plastelina. W gruncie rzeczy
nawet odrobinę przypominało to taniec. Odchyliłem ją do tyłu, zmuszając do
przyjęcia kilku niezbyt wygodnych póz. Starałem się ustawić ją odpowiednio,
naturalnie wykorzystać silne strony jej sylwetki. Sama świadomość, że wiedziałem
co nimi jest świadczyła o tym, że już nieraz wcześniej studiowałem wzrokiem jej
ciało.
W pomieszczeniu poza kilkoma okrzykami
fotografa i błyskaniem flesza było zadziwiająco cicho. Teraz już nikt nie miał
żadnej złośliwej uwagi do powiedzenia. Wszystkie modelki gapiły się na nas
jednak wcale nie mniej intensywnie.
– No, lepiej – powiedziała Bianca, a
chociaż brzmiało to bardzo lakonicznie, to sprawiło że odczułem ulgę.
Komplement z jej ust nie był czymś często spotykanym. – Teraz piętnastominutowa
przerwa, zmiana ubrań, poprawa makijażu. Możecie się czegoś napić.
Rozległ się sygnał jej telefonu i
machnięciem dłoni oznajmiła, że musi odebrać. Kiedy wyszła, w Sali zrobiło się
nieco głośniej. Opuściłem dłonie, pozwalając się odsunąć Spencer. Spojrzałem na
nią z góry.
– Będą na ciebie czekać w pokoju, w
którym byłaś wcześniej – poinformowałem i odwróciłem się. Nie czułem jeszcze
zmęczenia, minęła zaledwie godzina. Sesja mogła trwać drugie tyle, co najmniej.
– Dobra robota. Jak na pierwszy raz wyszło naprawdę dobrze – rzuciłem, nie
odwracając się w jej stronę. Obawiałem się, że jeśli bym to zrobił, mogłaby
zbyt dużo odczytać z wyrazu mojej twarzy. A może to było tylko mylne wrażenie.
Sądziłem, że naprawdę zasługiwała na pochwałę.
Teraz zostało mi jeszcze tylko pozbycie
się tych wszystkich hien z Sali na drugą część sesji i może się okazać, że
naprawdę wyjdzie z tego wszystkiego prawdziwe arcydzieło.
