piątek, 28 kwietnia 2017

211


        Jedyną reakcją, na jaką było mnie stać zanim sztab wizażystów porwał Spencer było ciche, przeciągłe westchnięcie. Dlatego, że wszystko toczyło się teraz w złym kierunku. Dlatego, że jeśli Sheila zorientuje się, do czego doszło, nie będzie zadowolona, a brzmiała na pewną siebie i mogłem być przekonany, że miała już niejednego asa w rękawie. Ale poza tym wszystkim też dlatego, jak wyglądała moja obecna menadżerka. Przez chwilę zastanawiałem się, jak taka niepozorna i szara myszka mogła się zmienić w tak radykalny sposób, a ta myśl była naprawdę okrutna. Oczywiście, że mogła się zmienić, warknąłem sam na siebie. To, że postanowiłem przestać widzieć w nią potencjalną kobietę nie znaczyło wcale, że ona sama też postanowiła przestać nią być. Działało mi też na nerwy to, że fotograf zdecydowała tak, a nie inaczej. Niby jak to będzie wyglądało?
        Nie zdążyłem zaprotestować, bo dziewczynę zaprowadzono gdzieś, gdzie nie było jej widać z pokoju, w którym stały aparaty, statywy i tło do sesji. Poza tym i tak bym nie protestował. Moje zdanie nie miało tutaj znaczenia. I odkryłem po chwili, siadając na jednej z wygodnych kanap, że z pewnego rodzaju ekscytacją czekam, aż sesja się rozpocznie. Nie mogłem powstrzymać wyobrażenia, jak to będzie wyglądało. Podjęła mnie euforia pracy. Dobrze znana nuta ciekawości i niecierpliwości. Uśmiechnąłem się sam do siebie, patrząc w przestrzeń gdzie za chwilę będziemy pozować.
        Jedna z pracujących tu dziewczyn musiała jednak źle zinterpretować mój uśmiech, bo skierowała się w moją stronę. Zauważyłem ją dopiero, kiedy przysiadła na oparciu kanapy, blisko mnie.
        – A to zaskakujący zbieg zdarzeń – rzuciła, kompletnie nieprzejęta jakąkolwiek formą uprzejmości. Chyba nawet nie zakładała, że mogę nie chcieć z nią rozmawiać.
        Uniosłem spojrzenie nad jej nagich niemal do pośladków (na których miała skąpe szorty) nóg i przeniosłem je na twarz. Symetryczna, piękna twarz, a jednak dla mnie była pozbawiona jakiegokolwiek wyrazu. Nieoryginalny kanon piękna, który obecnie nie sprzedawał się zbyt dobrze w naszym świecie. Cóż to, chciała sobie zrobić kontakty? Rozśmieszyła mnie ta myśl. A ona ponownie mój uśmiech wzięła jako zachętę do kontynuowania rozmowy.
        – Chociaż nie wiem, jak ktoś tak niedoświadczony jak ona mógłby pomóc nam w tej sesji. Jaka szkoda, że jędza nie wybrała którejś z nas, wiesz – pochyliła się w moją stronę, niby konspiracyjnie – profesjonalistek do tej pracy.
        Zaśmiała się, najwidoczniej nie zauważając grumasu na mojej twarzy.
        Mógłbym jej powiedzieć tyle rzeczy w tym momencie. Że Spencer jest inna niż wszystkie inne dziewczyny, że nie jest tak płytka, a na dodatek zakochałem się w niej jak głupiec... Ale nie wypowiedziałem żadnego ze słów, które cisnęły się na usta. Wiedziałem, że muszę się powstrzymać, bo wyjawienie tych sekretów byłoby koszmarnym błędem. Zamiast tego pochyliłem się tym razem ja nieco w jej stronę. Byliśmy blisko. Dziewczynę chyba to zaskoczyło, bo cofnęła się nieco. Punkt dla mnie. Nie spodziewała się takiej reakcji.
        – Nie obarczaj innych swoimi niepowodzeniami. – Nie mogłem powstrzymać złośliwego uniesienia jednego kącika ust ku górze. Była skonsternowana. Podobało mi się robienie idiotki z kogoś, kto obgadywał innych za plecami w ten sposób. – Pewnie gdybyś była wystarczająco dobra w swoim zawodzie, to byłabyś wybrana. Ale nie twoja wina, że masz piękną, nieodróżnialną na tle tysięcy innych modelek twarz, nie martw się.
        Spencer pewnie oburzyłaby się, że traktuję ludzi w ten sposób. Do cholery z tym, jej tutaj teraz nie było. Musiałem przestać w końcu myśleć w kategoriach, co jej się podoba i co ona pochwala, a czego nie, bo dręczyło mnie to.
        Modelka zaśmiała się niezręcznie, jakby perlisty śmiech i kokieteryjne kładzenie ręki na moim ramieniu było jej jedyną obroną przed tak otwartym atakiem. Poza tym dla kogoś na drugim końcu Sali wyglądaliśmy trochę, jakbyśmy byli starymi znajomymi opowiadającymi sobie właśnie dobre żarty. Zauważyłem kilka zazdrosnych spojrzeń innych kobiet. Co za żałosny świat, kiedy zazdrości się innym dobrze granych pozorów. Odsunąłem się odrobinę, a później wstałem, zapinając guzik swojej marynarki.
        – A teraz wybacz. Mam pracę do zrobienia. – Po tych słowach skierowałem się w stronę planu.
        Minęło dobre kilkanaście kolejnych minut, zanim pojawiła się Spencer. Bianca obrzucała ją zza swojego statywu krytycznym spojrzeniem, ale najwidoczniej nie mogła niczemu zrobić zarzucenia, bo nie odezwała się nawet słowem. Milcząca obecność Spencer była dziwniejsza i bardziej niezręczna, niż wydawało mi się na początku. Odkąd wróciła w peruce, bliźniaczą do tej, którą nosiła Sheila, wydawała się bardziej spięta niż kiedykolwiek. Nawet, jeśli chciałbym powiedzieć coś, co podniosłoby ją na duchu, nie zrobiłem tego. Nic nie dawało mi prawa, żeby się o nią troszczyć. Poza tym sama dała mi znać, że sobie tego nie życzy. Krótka, uprzejma odmowa, ale odkryłem, że nieco za bardzo mnie bolała. Jak odrzucenie.
        Dalsze przygotowania nie trwały długo. Zaledwie po kilku minutach czekania Bianca dała znak, że możemy wejść na plan zdjęciowy. Nabrałem powietrze w płuca i chciałem ruszyć przed siebie, ale Spencer jakby nogi wrosły w podłogę. Czy to stres? Na to wyglądało. Ale nie miałem pewności, o czym teraz myśli, jakie trybiki pracują pod jej czaszką w zawrotnym tempie.
        Położyłem dłoń na jej plecach na wysokości łopatek i popchnąłem lekko, ale stanowczo, do przodu. Musiała postawić krok, żeby zachować równowagę i chyba w ten sposób ocknęła się nieco i zorientowała, że to już czas na rozpoczęcie.
        Kiedy weszliśmy na materiał, na którym mieliśmy robić sesję czekałem cierpliwie na rozkazy fotografa.
        – Dobrze, nie zaczniemy w takim razie od tego, co było planowane. Zmiana strategii. Ty – wskazała na Spencer. Wyczułem, że się spięła, choć nie dotykałem już jej pleców nawet palcami. Moja dłoń opadła wzdłuż ciała. – Stań tyłem do obiektywu. Tak. Spójrz profilem na Jake’a. Dobrze. Jake, do roboty. Ty chyba wiesz, co masz robić.
        Skinąłem głową. Popatrzyłem na dziewczynę. Prosto w jej oczy. Patrzyłem przez długą, zbyt długą chwilę. Wystarczającą, żeby utonąć w tym spojrzeiu, w głębi koloru jej tęczówek, w czujnym obserwowaniu jej oczu. Przysunąłem się o krok bliżej. Nie zauważyłem nawet, kiedy po raz pierwszy pomieszczenie rozświetlił blask flesza. Zamarłem z poważną miną, pierwszy raz od dawna będąc tak blisko niej.

czwartek, 13 kwietnia 2017

210 (13-04-2017)

     Przez kilka chwil miałam problem, żeby w ogóle otworzyć oczy pod wpływem oślepiającym świetle żarówek. Jednak pośpieszana przez wizażystki zgromadzone wokół mnie, zostałam zmuszona do szybkiej akceptacji zmian - ale oczywiście to nie było jedyne, z czym się mierzyłam. Po chwili wokół mojej twarzy było kilka rąk z przeróżnymi pędzlami i gąbeczkami. Nie byłam ekspertem w tych sprawa, ale wydawało mi się, że podkład, trochę pudru i jakiś cień na oczy wystarczy. Patrząc jednak na palety barw, słoiczki z maziami i inne pierdoły rozstawione na stole przede mną, zaczęłam się zastanawiać, jak ciężko będzie to potem ściągnąć i jak łatwo zniszczyć przetarciem oka czy oblaniem się wodą...

     Po kilkunastu minutach, które zdawały się trwać wieki, w końcu mogłam zobaczyć swoją twarz. Nie wiem jak wiele zmieniły te wszystkie pudry i fluidy, które były wcierane w moją twarz, ponieważ nie mogłam oderwać wzroku od swoich oczu. Lekko podkreślone powieki w czekoladowych oraz kremowych odcieniach. Delikatne, czarne kreski na czach, okalane długimi, gęstymi rzęsami, które udało się osiągnąć bez doczepiania ich sztucznych zamienników. Prawdziwie, jak to profesjonalistom, udało się im wyostrzyć, albo raczej wyciągnąć, głębię oraz sexowność ze mnie. A no i jeszcze były usta - delikatnie zaróżowione. Więcej uwagi nie mogłam im poświęcić, bo cały czas wracałam do oczu. Nigdy nie wyglądałam tak dobrze, jak teraz.
     Skoro praca była skończona, wizażystki się rozeszły, zostawiając mnie sam na sam z moim nowym wizerunkiem. Jeszcze przez chwilę tak siedziałam, starając się utwierdzić w pamięci każdy szczegół, każdy odcień, każdy profil... Był to zapewne pierwszy i jedyny raz, kiedy mogłam wyglądać jak najprawdziwsza księżniczka.
     Kiedy usłyszałam głos Jake'a, praktycznie od razu wstałam i udałam się z powrotem do pomieszczenia. Jako jego menadżer w końcu powinnam wiedzieć, co się dzieje, jednak zamiast stanąć koło niego, zatrzymałam się w drzwiach. Przy tłumie ludzi jaki tutaj był to w sumie i tak była lepsza opcja niż pchanie się w środek tego apogeum - z takim wizażem na twarzy, zapewnie wyglądałoby to na zachowanie typowe dla attencion hore, niż zwykłe dotarcie do swojego pracodawcy.
     Czyli jednak Sheila się nie pojawi? Powinnam może jednak sprawdzić pocztę...
     Sięgnęłam po tablet, jednak wtedy Bianca zatrzymała się przede mną. Mało nie połknęłam języka, ponieważ nie czułam się odpowiednia do roli, którą chciała mi powierzyć.
     - N-nie nadaje się...
     - To nie ty o tym decydujesz, kamyczku - stwierdziła, unosząc swoje zmarszczki ku górze w geście uśmiechu.
     Nim zdążyłam coś powiedzieć, zostałam znów "porwana", tym razem jednak do innego pomieszczenia. W pokoju pełnym strojów, peruk i akcesoriów, zaczęto wybierać te, które miałam ubrać jako zastępczyni Sheili. Nie do końca wiedziałam, jakby to mogło działać. Figurę miałyśmy niby podobną, ale to wszystko - inne twarze, inne włosy...

*u* jakieś 30 minut później *u*

     Wróciłam do pokoju o trzęsących się nogach. Nie chciałam brać w tym udziału, nienadawałam się do czegoś takiego. Nawet jeśli zostało mi wyjaśnione, że zdjęcia będą robione tak, by nie było widać mojej twarzy, czułam się po prostu... Źle.
     Podczas gry szukano dla mnie stroju, PROFESJONALIŚCI, I kid u not, wygolili mi dokładniej nogi. Potem posmarowane specjalnymi olejkami, żeby wyglądały na delikatne i gładko. Potem przymierzyłam kilka sukienek, ale ostatecznie zostałam w krótkiej, białej sukience, okalanej delikatną halką. No i oczywiście do tego jeszcze bielizna, ale nie byle jaka - by zbliżyć się do kształtów aktorki, musiałam włożyć do stanika specjalne "powiększacze". Podobnie z resztą do majtek, ponieważ miałam zbyt płaski tyłek, ale o tym wolałam nie mówić! Do tego oczywiście też buty - przy moich małych stopach, nie było problemu z wyborem. Makijaż oczywiście, chociaż był, nie wliczał się do stylizacji, ponieważ moja twarz miała nie być uwzględniona na zdjęciach. I na sam koniec peruka. Wyglądała idealnie jak stylizacja, którą Sheila miała w serialu.
     Nie czułam się już jak księżniczka. Czułam się sztucznie, niekomfortowo, a do tego żołądek podchodził mi do gardła, ponieważ stało przede mną spore wyzwanie. Nie wiedziałam, czy dam radę sprostać oczekiwaniom, albo chociaż standardom...
     Bez słowa stanęłam koło Jake'a, który obserwował przygotowania planu, na którym miała odbyć się sesja. Nie zagadywałam go ani nie pytałam o to jak wyglądam. Wydawał się być myślami gdzieś indziej, chociaż jego wzrok sięgał na osoby kilka metrów przed nami. Zamiast jego, obserwując go z ukradka, posłałam mu uśmiech, a następnie również zajęłam się obserwacją przygotowania naszego planu.

209 (13-04-2017)

        Telefon Sheili milczał jeszcze długo po tym, jak opuściłem salę, żeby do niej zadzwonić. W bocznym korytarzu przeznaczonym jedynie do szybkiego transportu ubrań i innych materiałów na szczęście nikogo nie było. Nikt nie obserwował mnie uważnie, nikt nie przysłuchiwał się rozmowie, właściwie to czułem się bardziej niewidzialny niż kiedykolwiek. Tym razem z pewnością działało to na plus.
        Nie odpuściłem, kiedy nie odebrała za pierwszym razem. Uparcie wybierałem numer po raz kolejny, aż w końcu usłyszałem wymarzony sygnał; ktoś nacisnął zieloną słuchawkę. Poczułem ulgę i rosnącą wraz z nią irytację na głos, który odezwał się po drugiej stronie.
        - Wyspałaś się, wzięłaś odprężającą kąpiel? Jeśli tak, to kiedy zamierzasz się pojawić w pracy?
        W moim głosie dało się wyczuć całkiem wyraźną irytację jej brakiem profesjonalnej postawy, ale to nie było przyczyną zalegającej po drugiej stronie telefonu ciszy. Zamarła, a mi wydawało się, że nawet przestała na moment oddychać. Jakby dotarło do niej coś, czego nie brała wcześniej we własnych planach pod uwagę i zastanawiała się, jak teraz z tego wybrnąć. Nie spodobały mi się moje przeczucia, bo w większości stawiały mnie one teraz na złej pozycji. Jeśli Sheila zapomniała... Nie, nie mogła zapomnieć. Jej menadżer musiał pamiętać. Cisza przedłużała się z sekund na minuty. Coś było w tym wszystkim nie tak. Moje złe przeczucia zacisnęły swoje obślizgłe łapy na żołądku, jakby chciały wycisnąć z niego wszystko, co zjadłem na śniadanie. Zwalczyłem jednak to ukłucie stresu.
       - Wypadło mi coś – rzuciła w końcu żałośnie, jakby nie mogła wpaść na inną odpowiedź. Przypominała mi teraz małe dziecko, które wiedziało, że narobiło sobie problemów. Nie pasowała mi do niej taka postawa, choć mogła być po prostu kolejną grą. – Nie dam rady dzisiaj tam przyjechać.
        Zacisnąłem usta w wąską linię. Zastanawiałem się, czy jest sens w ogóle dalej prowadzić tą rozmowę. Bo jak dla mnie, to usłyszałem już wystarczająco dużo, żeby się rozłączyć.
        - Jake? – zaintonowała pytanie, nie pozwalając mi się rozłączyć. Jeszcze nie. Czułem, że ma coś do powiedzenia. – Masz u mnie dług. Musisz mnie kryć, tak samo jak ja ciebie wcześniej. Jeśli moja kariera ucierpi na tym, że nie będziesz umiał ich odpowiednio przekonać do tego, że jestem bez winy, to wiedz że pociągnę cię za sobą – jej głos nagle stwardniał. Zastygłem w bezruchu, chociaż przed chwilą jeszcze nerwowo krążyłem po korytarzu. – Zrozumieliśmy się?
        Miałem ochotę powiedzieć jej, że jest zwyczajnie głupią dziwką, ale ugryzłem się w język. Ten jeden raz miałem pewność, że nie mam wielkiego pola manewru. Że muszę tańczyć tak, jak mi zagra.
        Oszczędziłęm odpowiedź do jednego, lakonicznego potaknięcia i rozłączyłem się.

        Jej wysokość Sheila nie pojawi się dzisiaj na naszej uroczystości.
        - Sheila nie da rady przyjechać. Miała kolizję w planie, jest na drugim końcu miasta. Zanim tutaj przyjedzie, stracimy dwie godziny zarezerwowane na sesję.
        Kłamanie jak na razie szło mi nieźle. Chociaż chciałoby się powiedzieć, że panna idealna nawaliła i to tylko i wyłącznie ze swojej winy. Kusiło mnie, żeby rozbić jej nienaganny wizerunek jako aktorki, który najwyraźniej stworzyła prekupstwami i wykorzystywaniem ludzi, tak jak teraz. Powstrzymałem się przed skrzywieniem ust w grymasie niezadowolenia.
        Fotograf za to się nie powstrzymywała. Jej wypielęgnowana twarz wyraźnie pokazywała, co sądzi o tym biegu wydarzeń. Założyła ręce na piersi i lustrowała mnie złym, chłodnym spojrzeniem, jakby to była co najmneij moja wina. Może nie ufała mi do końca. Wyglądała na sztywną, pewną siebie i swojego sukcesu osobę.
        Cała reszta obsługi planu sesji zdjęciowej czekała w napięciu na to, jaki padnie teraz wyrok. Ja z resztą też. Miałem nadzieję, że kobieta chociaż przełoży to na inny termin zamiast od razu rezygnować z kontraktu. Ale od dawna nikt nie napawał mnie tak irracjonalnym strachem, jak ta kobieta. Nie zdobyłem się nawet na zadanie pytania, gdzie do cholery podziała się teraz Spencer, kiedy mogła okazać się potrzebna. Liczyłem jednak sam na siebie z nadzieją, że to wystarczy.
        - Moglibyśmy spróbować iw iinym terminie, kiedy... – uniesiona wręcz leniwie ręka brunetki do góry zamknęła mi usta. Nadal wyglądała na złą i surową. Czułem, co teraz nastąpi, chociaż chciałem to przeczucie za wszelką cenę wyprzeć z umysłu.
        - Skoro nasza główna gwiazda ignoruje swoje obowiązki, widzę tylko jedno wyjście.
        - To nie jej wina – wypaliłem bez namysłu, skupiając tym samym jej spojrzenie gdzieć na mojej twarzy. Głupie posunięcie, bardzo głupie. Idioyczne! Teraz sprawa byłą bliższa przegranej niż jeszcze kilka minut temu. Zacisnąłem zęby. Obiecałem ją kryć, musiałęm chociaż spróbować wszystkiego, co przychodziło mi na myśl. – Możemy wykorzystać jeszcze dzisiejszy dzień. Mogłaby pani zrobić zdjęcia mi, może z jakąś modelką pomocniczą? Jest ich tu kilka, widziałem je przeed chwilą, kiedy przygotowywały się do makijażu.
        Zaryzykowałem. Bianca uniosła jedną brew ku górze. Za jej plecami niespokojnie poruszyło się kilka młodych dziewczyn. Z pewnością czekały wieki na możliwość taką, jak ta. Pomyśleć tylko: podrzędna modelka zastępująca wielką gwiazdę, Sheilę Richie. To marzenie nie tylko jednej z nich. I nie mogłem ich za to nawet winić. Teraz były moją jedyną deską ratunku, niestety.
        - Nie. Nie widzę tego – rzuciła kobieta, odwracając się na pięcie.
        Tymi kilkoma słowami przekreśliła moją nadzieję. I wzmożyła uczucie gniewu na zachowanie mojej „partnerki”. Będzie się musiała gęsto tłumaczyć, kiedy już dorwę ją w swoje łapy.
        Teraz jednak zostało mi tylko pogodzenie się z porażką. Jak na domiar tego wszystkiego złego, Spencer też gdzieś zniknęła. Wpatrywałem się w plecy fotografa, gdzieś pomiędzy jej łopatkami. Zauważyłem, że zatrzymała się nagle. Uniosła lekko głowę. A później obróciła się powoli w moją stronę, jakby właśnie się rozmyśliła z wcześniejszych słów. Cofnęła się też o krok, a moje spojrzenie padło na nieszczęsną Hastings, która właśnie stanęła w drzwiach. Tylko tyle, że to nie była ta Spencer, którą znałem do tej pory. Ktoś ją powrał i zamienił na jakąś piękniejszą, bardziej perfekcyjną wersję. Nawet nie patrzyłem na Biancę, kiedy wypowiadała swoje kolejne słowa.
        - Ale z nią możesz spróbować.

208 (11-04-2017)

     Myślałam, że to Jake już się stawił, jednak przede mną stał Dean. Raczej niewiele słów zamieniliśmy do tej pory, ponieważ rzadko bywaliśmy w mieszkaniu aktora, nim on skończył swoją zmianę. Niestety, praca jaką wykonywał zmuszała go, oraz mnie, do pracowania od rana do nocy. Więc jeśli ostatecznie jechałam z nim, Dean zawsze był już po swojej zmianie.
     - Pomogę Ci z kurtką - zaproponował, wyciągając do mnie rękę.
     - Nie dzięki, zaraz wychodzimy - odpowiedziałam, posyłając mu ciepły uśmiech. Takie rzeczy były pewnie wpisane w jego prace, jednak jeśli myślało się w sposób że to po prostu miły gest, od razu się jakoś milej robiło. - Będziesz mieć sporo porządków, jeśli zalegał tutaj przez trzy dni... Już pierwszego ubrudził podłogę w kuchni, więc pewnie trzeba będzie poprawić jego próby sprzątania - rzuciłam pierwsze co mi przyszło do głowy, gładząc jednego z psów po łbie. Bez zajrzenia im pod ogony, nie wiedziałam nigdy z którym mam do czynienia. Dla Jake'a pewnie były kompletnie różne, jednak dla mnie zbyt podobne, żeby rozróżnić.
     - Aż tak źle chyba nie będzie... Kiedyś bohater którego grał był sprzątaczem i trochę porządkowania ćwiczył do tej roli! - odpowiedział Dean w głosie z dumą taką, jakby sam go do tego szkolił.
     - Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić- zaśmiałam się. Jakoś nie umiałam sobie tego wyobrazić.

     Jak tylko przekroczyliśmy drzwi budynku, zostaliśmy zalani falą informacji. Znaczy ja zostałam, ponieważ musiałam pisać rysikiem po ekranie tabletu na tyle szybko, żeby nadążyć wyciągnąć z jej wypowiedzi wszystkie informacje, a później się rozczytać i to przepisać. W końcu jeśli z jakiegoś powodu nie byłoby mnie z Jake'iem, on musiał mieć bezproblemowy dostęp do tych informacji, a nie zastanawiać się kij wie ile, co jest tam w ogóle napisane.
     Równie szybko co zostały nam przekazane wstępne informacje co do sesji, zostaliśmy zabrani do pomieszczeń, gdzie miała się odbyć. Śmiałam nawet sugerować, że było to całe piętro, ponieważ pokoje do makijażu, przebieralnie, catering i scenerie, były porozkładane po wielu, wieeeelu pokojach. Każde pomieszczenie miało swoje przeznaczenie, bardzo podobał mi się taki porządek. Na planie filmowym było inaczej - wielka hala z kilkoma wręcz mieszkaniami czy domami wśród zielonych banerów, gotowe by w każdej chwili być w świetle kamer. Makijaż odświętnie wykonywało się w przebieralniach, bo w gruncie rzeczy tylko one i łazienki miały kompletnie oddzielne pomieszczenia.
     W pokoju panowała dziwnie... Chłodna i ciężka atmosfera. Spojrzeliśmy po sobie z Jake'iem i już miałam pytać, czy przypadkiem moja obecność nie jest problemem, może fotografowie, bądź fotograf, miał coś przeciw obecności menadżerów, uważając ich za niepotrzebnych gapiów? A może po prostu zważając na mój wiek, myśleli że przyprowadził po prostu koleżankę? Jakby nie patrzeć jego menadżerką byłam bardzo krótko, a teraz tylko ją zastępuję, więc raczej mała szansa, żeby jacyś ważni ludzie mieli świadomość takich zmian.
     Już miałam się wycofywać z pokoju, kiedy dowiedzieliśmy się, w czym leży problem. Praktycznie od razu Jake opuścił pomieszczenie z telefonem w ręku, a ja cichutko podążyłam za nim. Bałam się zostawać tam sama... Bianca, światowej sławy fotograf, która miała chyba samodzielnie poprowadzić tą sesję, nie wyglądała specjalnie przyjaźnie, wręcz nawet z lekka strasznie... Nie wiem, zawsze kiedy widziałam ludzi ze zmarszczkami, ale bardzo zadbanych, kojarzyły mi się jakieś Cruelle Demon i inne. Na ich widok od razu dostawałam ciarek...
     - Ty. Zostajesz - usłyszałam twardo za swoimi plecami, kiedy miałam już opuszczać pomieszczenie.
     Głos kobiety w ucho nie pieścił, zwłaszcza kiedy mówiła tonem takim... Oschłym. Prostolinijnym, tak sztywno strasznie, jednak tak pewnie trzeba było się zachowywać w tym biznesie. Krótko i konkretnie, podlizując się tylko tym, którzy mieli jakieś znaczenie.
     Posłusznie odwróciłam się w stronę głosu, odsuwając się niechętnie od drzwi. Musiałam sprawdzić pocztę, bo jeśli jej nieobecność wiązała się z tym, że czegoś ode mnie chciała, mogłam mieć spore kłopoty... Albo raczej Jake mógł mieć, i to z mojej winy. Jednak nie wypadało teraz tak ostentacyjnie wlepić twarzy w tablet i zignorować otoczenie.
     - Jesteś dosyć młoda jak na menadżerkę. - W jeden chwili kobieta stanęła przede mną, dokładnie mi się przyglądając. Bardziej zaskoczyło mnie jednak to, że w ogóle założyła taką opcję. Wiele osób w ogóle nie wierzyło, że mogę dla niego pracować na takim stanowisku i sam Jake musiał informować bramkarzy czy innych ochroniarzy o tym, że nie kłamię i rzeczywiście mi płaci.
     - Zastępuję ją tylko - odpowiedziałam cicho, nieco onieśmielona jej wzrokiem.
     Nic więcej nie powiedziała, skinęła tylko głową na znak, że przyjęła informację do wiadomości. W pewnym momencie, jednak poszła o krok dalej. Przeszła się dwa razy wokół mnie i odezwała się dopiero, kiedy pochwyciła jeden z moich kosmyków włosów.
     - Jak na swoją pozycję jesteś mało zadbana - stwierdziła głośno, wprawiając mnie w zawstydzenie. Wiedziałam doskonale, że mało wagi przykładam do swojego wyglądu i nie specjalnie mi to przeszkadzało... Chyba że ktoś tak publicznie mi to wytykał. Wtedy było mi zawsze wstyd i przykro. - Dziewczęta! - rzuciła nagle, nim zdążyłam zareagować. - Zajmijcie się nią! Nie będę mogła się skupić, jeśli taki nieoszlifowany kamień będzie mi się tutaj kręcić... - Prawie pomyślałam, że to komplement, do póki nie zabrzmiała tak, jakby rzeczywiście przeszkadzało jej coś takiego. Swoją drogą, ciekawe określenie kogoś - kamień. Wszyscy artyści mieli jakieś takie swoje odchyły?
     W jednej chwili zostałam poprowadzona do pokoju obok, bez potrzeby wychodzenia na korytarz, i posadzona na jednym z krzeseł naprzeciw wielkich, białych lamp. Nie bardzo rozumiałam sensu marnowania przyborów na kogoś takiego jak ja, ale w sumie czemu nie skorzystać? Chociaż dzisiaj czułabym się jak księżniczka - wymalowana i wypindrzona raz w życiu. Trochę szaleństwa raz na jakiś czas nikomu nie zaszkodzi, prawda? Chociaż po tym jak ostatnio zaszalała mama, nie powinnam gadać takich rzeczy. Pięć cholernych godzin sprzątania, przez jedno, głupie, uchylone okno!

207 (11-04-2017)

        Zgodnie z moimi wcześniejszymi podejrzeniami, trzy dni wolnego wcale nie były tym, czego pragnąłem. Wręcz przeciwnie; chwilę po tym, jak zwinęła się Spencer Jared stwierdził, że będzie też leciał. Tak zaczęły się trzy dni paskudnej samotności. Pod koniec czułem się jak w więzieniu domowym i w każdej minucie wyczekiwałem czasu, kidy wróci moja praca. Nie cierpię bezczynności i stagnacji, chociaż pierwszy dzień odpoczynku był zaskakująco... Miły. Kolejne jednak stopniowo stawały się coraz gorsze aż do tego stopnia, że rano kiedy Dean wszedł do mieszkania przeglądałem portale plotkarskie, w wyszukiwarce wpisując swoje imię.
        - Jak się trzymasz? To pewnie miła odmiana po ostatnich wszystkich wyjazdach być w domu – rzucił mężczyzna, kiedy spojrzałem na niego przez ramię. – Rozluźniony?
        Dean nie był typem, który wiązał się rozmową, jeśli nie było potrzeby. Zazwyczaj po prostu witał się skinieniem dłowy albo uniesieniem dłoni, a później zakładał słuchawki i przy pracy zaczynał nucić jedną ze swoich ulubionych piosenek. Nie rozmawiał, jeśli nie było konieczności, tym bardziej więc zaskoczyły mnie jego pytania, nawet już nie sama treść, na którą dźwięk miałem ochotę zaśmiać się sarkastycznie. Dawno nie przeżyłem tak długich i, o zgrozo, męczących trzech dni w moim życiu.
        Odsunąłem się od biurka i zatrzasnąłem laptopa. Coś było na rzeczy. Przyglądałem mu się chwilę, kiedy ściągał rękawiczki, szalik i ciężki płaszcz.
        - Nie rozluźnia mnie prokrastynacja, niestety – uśmiechnąłem się leniwie, siadając przodem do oparcia krzesła. Cieszyła mnie czyjaś obecność, bo nagle mieszkanie wydawało się mniejsze niż dosłownie pięć minut temu. – W gruncie rzeczy cieszę się, że wracam do pracy, bezczynność i nuda to nie moje hobby. A co u ciebie? – Poszedłem za ciosem. Nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy na personalne tematy tego pokroju. Ale skoro i tak zamierzałem wybadać, co się dzieje, nie było po temu lepszej okazji.
        Mężczyzna wyglądał przez krótką chwilę na zaskoczonego moim pytaniem. Uniósł wysoko brwi i na sekundę zastygł w bezruchu. Wydawało mi się, że był o sekundę od szczerej odpowiedzi na moje pytanie, kiedy drzwi otworzyły się po raz kolejny i odezwała się Spencer. Wzruszyłem ramionami, pozwalając Deanowi zachować to dla siebie. Ciekawość gryzła mnie jednak wewnętrznie, kiedy zapewniłem że już się zbieram i poszedłem do sypialni skompletować wszystkie potrzebne mi rzeczy. Miałem przeczucie, że wcześniej czy później i tak dowiem się, o co chodziło. W korytarzu słyszałem krótką rozmowę pozostałej dwójki, ale nie skupiałem się na rozpoznaniu słów. Pewnie zwyczajnie uprzejmości, nic wielkiego.

        Pod studiem, w którym umówiona była dzisiejsza sesja faktycznie pojawiliśmy się w godzinę. Niemal z dokładnością szwajcarskiego zegarka. Kiedy wszedłem do wnętrza od razu doskoczyła do nas jednak z tych irytująco nadgorliwych recepcjonistek, tłumacząca co jak gdzie i kiedy. Słuchałem jej jednym uchem, pozwalając Spencer zapamiętywać wzystkie informacje, bo w końcu to była jej praca i to należało do jej obowiązków. Kiedy kobieta w końcu skończyła swoją tyradę, a miałem wrażenie, że już więcej niż dziewięćdziesiąt osób zebranych w przestronnym holu gapiło się na nas otwarcie, ruszyliśmy wgłąb budynku. Bywałem tutaj nie raz, nie dwa. Wszystkie większe sesje wykonywane były przez najsławniejszych fotografów w tym kraju. Poprawiłem swoją kurtkę wymownie. Od razu zjawił się ktoś, kto zapytał kurtuazyjnie, czy może zająć się naszymi płaszczami. Oddaliśmy razem ze Spencer wierzchnie ubrania.
        Na zapleczu, gdzie zawsze przygotowano scenografię sesji i gdzie mieściły się punkty makijażystów, zaraz po wejściu dało się czuć namacalne napięcie. Ludzie stali jak słupy soli, ktoś nerwowo stukał obcasem, ktoś cmokał. Znalazł się jeden biegacz, którmu papiery wyślizgiwały się spod pachy, kiedy biegł.Ogarnąłem spojrzeniem tą scenę, po czym przeniosłem wzrok na Spencer, niemo pytając, czy też to czuje. Chyba nie byłem jedyny z takim wrażeniem.
        - Panie Underwood? – odezwał się wysoki, kobiecy głos. Chłodny i opanowany, a jednocześnie miałem wrażenie, że to tej osobie przyszło przekazać złe nowiny. Jakiekolwiek one były. Obróciłęm się na pięcie i stanąłem niemal oko w oko z kobietą mojego wzrostu na kilkunastocentymetrowych szpilkach. – Mamy złe wiadomości.
        Przytaknąłem. Oczywiście, że złe. Dobrych nigdy nie można się spodziewać.
        - O co chodzi? Chyba nie jestem spóźniony. Zmieniono godzinę sesji?
        - Nie. Obawiam się jednak, że pańska partnerka jest spóźniona. Nie wiadomo, co się z nią dzieje, recepcja nie może dodzwonić się do jej menadżera.
        Z każdym kolejnym jej słowem mięśnie na moim karku napinały się stopniowo. Sheila!... Dlaczego miałem przeczucie, że to właśnie ona postanowi dzisiaj namieszać? Nie wiem też skąd, ale miałem złe przeczucia. Jakby coś z przeszłości starało się dobić do mojej świadomości, ale nie potrafiłem tego sprecyzować. Na szczęście potrafiłem radzić sobie pod stresem. Wciągnąłem powoli powietrze do płuc, żeby opanować złe przeczucie i spojrzałem na wysoką brunetkę. Jej włosy były idealnie proste, sięgały pośladków. Jakby spędziła cały dzisiejszy poranek podkładając je pod żelazko. Musiała być już sporo po czterdziestce, na co wskazywały zmarszczki wkoło jej oczu, ale trzymała się lepiej niż niejedna nastolatka.
        - W porządku. Zadzwonię do niej.

206 (11-04-2017)

     I znów się troszkę nie widzieliśmy. Jeszcze tego samego dnia, kiedy obudziliśmy się do siebie przytuleni, albo raczej ja wtulona w niego, wróciłam do siebie. Albo może raczej powinnam powiedzieć, że wróciłam do zmasakrowanego parteru, ponieważ genialna mamusia chciałam wywietrzyć kuchnię i nie zamknęła okna. Kiedy wróciłam, w domu było zimniej niż na dworze, a do tego podłoga skuta była lodem w okolicach kaloryfera i jego rur. Jak tylko zamknęłam okno, musiałam jak najszybciej pozbyć się śniegu. Mimo małej powierzchni pomieszczenia, nie było to łatwe i spoko białego puchu rozpuściło się na podłodze. Po dziesiątym razie przestałam liczyć upadki, jakie zaliczyłam, jak i siniaki, które potem oglądałam pod prysznicem. Do tego meble... Nie zamierzałam zajmować się wymianą ich tylko po to, żeby mama je znów zniszczyła. O szafkach nawet nie wspomnę,bo i tak nie wyglądały dobrze, więc niewiele bardziej mi to zaszkodziło, jednak stoły oraz krzesła bardzo ucierpiały. Drewo przesiąkło wodą, więc moim ostatnim zadaniem, po wysprzątaniu całej kuchni, było skrócenie ich. W schowku pod schodami miałyśmy takie rzeczy jak siekiera, piła i inne - przydawały się w ogrodzie jak robiło się ciepło. Tak więc raczej mało kto będzie chciał przy nim teraz jeść. Nie to żeby ktoś to robił... Ale cóż, czasem zdarzali się goście, którzy nie przychodzili tylko na ruchanie.
     Reszta dni była na szczęście spokojna, chociaż ilość śladów w okolicach moich łokci, kolan, oraz miednicy, była nienajmniejsza. Nie jednak w kwestii liczby, ponieważ większość tych małych zdążyła zblednąć i widoczna była tylko gdy się temu przyglądało, jednak te większe... Były całkiem sporym problemem. Zwłaszcza, że z moim pechem, ciągle w coś uderzałam. Przeszukiwałam również oferty mieszkaniowe, jednak nic nieprzykóło mojej uwagi. Niestety, musiałam szukać czegoś w miarę blisko centrum, żeby mieć więcej możliwości pracy w pobliżu, żeby nie jeżdzić niewiaodmo ile do nich. No i miałabym bliżej do szkoły, a matura zamniej niż pół roku...
     Naciągnęłam szalik na nos, zbliżając się do budynku Jake'a. Byłam ciekawa, jak spędził te ostatnie dni, w końcu od tak dawna nie miał żadnego wolnego, jednak cóż... To pytanie nie należało do tych koniecznych, a nie zamierzałam marnować moich naciąganych czterech pytań na takie coś.
     Kiedy stanęłam w końcu przed drzwiami do jego mieszkania, musiałam wziąć głęboki wdech. Nina zapowiadała swój powrót na za dwa dni, więc nie miałam wiele czasu na to, żeby zebrać się w sobie i z nim porozmawiać... O tym wszystkim. O tym, żeby mu podziękować za wszystko, czego dzięki niemu mogłam spróbować, za zarobki które pomogą mi wynieść się od matki, za to że od kilku lat zaznałam odpoczynku. Chciałam również  życzyć mu powodzenia, chociaż z jego talentem nie jest mu potrzebne. Do tego... Sprawa sexu. Czułam się zdecydowana na to, żeby do tego doszło i rozstać się z nim raz na zawsze.
     - Dzień dobry! - krzyknęłam wgłąb mieszkania, wchodząc do środka. Psy od razu przybiegły się ze mną przywitać, a ja nie pozostawałam im dłużna w pieszczotach. - Mamy tam być za godzinę, więc kończy ci się czas!
     W sumie tak się zastanawiając, mogłam wyglądać trochę strasznie. Aż dziwne że nie wystarczyłam psów - czarny, gruby płaszcz z podszewką, oraz ogromny kaptur. Góra oczywiście owinięta długim, również ciemnym szalem, na rękach rękawiczki tego samego koloru. Spodnie oraz wysokie kozaki również trzymały się tej samej barwy, więc wyglądałam albo jak mroczny kosiarz zimną, albo jak śniegoodporny włamywacz.

205 (10-04-2017)

        Skrzywiłem się znacznie słysząc o tym, ile „kosztuję”. No, tak, oczywiście; nas, aktorów też mierzy się ceną, a od każdej wysokiej ceny wymaga się znacznie więcej skuteczności niż od tej, załóżmy, przeciętnej. Ale nie mogłem wytłumaczyć nijak dziwnego ucisku w żołądku na myśl o tym, że oto przede mną trzy dni przerwy. Przerwy od wszystkiego, co odciągało moje myśli od Spencer. A na domiar złego ona była tak blisko, przed chwilą leżała na mojej klatce piersiowej, w dodatku palnęła też, że jest we mnie zakochana. Miałem przez krótki moment ochotę, żeby to wykorzystać i ostatecznie zniechęcić ją do siebie. Zabić to uczucie w zalążku. Ale nie dałem rady. Byłem na tyle słaby, że nie pozwoliłem sobie na spalenie za sobą tego mostu. Może nadal żywiłem nadzieję, że będzie z tego coś, czego nigdy wcześniej nie miałem.
        Z zamyślenia, w które wpadłem niechcący wyrwał mnie głos dziewczyny. Podniosłęm na nią niemal natychmiast spojrzenie, które na krótką chwilę ześlizgnęło się na jej nogi, które nie zmieściły się pod szerokim, rozciągniętym swetrem.
        Przez chwilę, kiedy zastygła między nami lepka cisza miałem ochotę znów otworzyć się i zapytać o wszystko, wyjaśnić siebie i swoje zachowanie. To była jednak krótka chwila i nie pozwoliłem sobie jej wykorzystać. Spencer nigdy nie będzie należeć do mojego świata. Ta myśl, choć okrutna, wydawała mi się też jedynym, czego mogę się uczepić. Ten świat nie jest jej światem. Zasługuje na coś innego. Lepszego. Skończyłem powolne, leniwe zapinanie mankietów koszuli, po czym spiąłem ją też na klatce piersiowej. Musiałem w końcu pozwolić jej odejść. Nasze ścieżki i tak od zawsze miały się rozłączyć, a moje trzymanie na siłę tego, co się rozpadało nie miało sensu na dłuższą metę.
        Szatynka wyszła, zanim zdążyłem znaleźć odpowiedź na jej słowa. No i to nazywanie Sheili moją dziewczyną, wydawało mi się wyjątkowo, nie wiem... Ironiczne? Teraz patrzyłem na to pod nieco innym kątem. Zakochała się we mnie. Ile było takich, jak ona, które znały mnie nie tylko z perspektywy filmów, w których grałem i jako aktora, którego oglądały w telewizji? Jak do tej pory, chyba żadnej. Ale w jej głosie brzmiał dziwny smutek, może nawet niechciana złośliwość. Sheila nie była moją dziewczyną.
        Odwróciłem się na pięcie, ale nie było już jej w pokoju. Poszedłem więc do swojej sypialni, gdzie skompletowałem ubranie, luźne jak na dzień lenistwa. Miałem nadzieję, że chociaż Jared zostanie tego popołudnia dotrzymać mi towarzystwa. Wychodząc z pokoju i kierując się do salonu ujrzałem przyjaciela z głupkowatym uśmiechem wpatrującego w znajdującą się już tam Spencer.
        - No i jak, zaruchane? – zapytał, po czym zaniósł się śmiechem.
        W obawie, że Spencer źle zrozumie słabość Jareda do idiotycznych żartów pchnąłem szklane drzwi i znalazłem się zaraz za nią, zanim zdążyła się odezwać.
        - Nie twoja sprawa. Twój wczorajszy wyczyn naprawdę był jednym z gorszych, jakie udało ci się zaprezentować – rzuciłem oschle, unosząc brwi ku górze. Wyminąłem dziewczynę i wszedłem do kuchni, gdzie na płytkach zaschła już mieszanina produktów spożywczych. – Jak chcesz się przydać, to lepiej mi pomóż zamiast obrażać innych – rzuciłem, uśmiechając się wyzywająco w stronę przyjaciela.
        Ten jednak wyraźnie nie kwapił się do pomocy. Że też właśnie dzisiaj Dean nie mógł pojawić się w pracy... A miałem nadzieję, ze sprzątanie tego świństwa mnie ominie. Zabrałem się do pracy, zerkając na Spencer stojącą nieco dalej, w salonie i Jareda, który odpalił sobie jedną z wielu moich gier na konsoli.
        - Sheila nie jest moją dziewczyną. Poza tym, masz zamiar próbować dostać się do metra? Może będzie funkcjonowało, jest szansa, że śnieg go nie zasypał – dodałem, przenosząc spojrzenie na Hastings. Czułem się w obowiązku wyprostować chociaż tą jedną rzecz. Nigdy prywatnie nie nazwałem blondynki własną dziewczyną i zaskakująco przeszkadzało mi, kiedy ktoś inny to robił. Jared nawet nie skomentował moje wypowiedzi. Może czuł, że wcale nie żartowałem.

204 (10-04-2017)

     Byłam trochę poddenerwowana, Jake obudził się niedługo po tym, jak znów się na nim położyłam. Czemu? Bo to by oznaczało, że istniała szansa, że słyszał, że dowiedział się o tym, co gra mi w duszy... Jednak wtedy by coś powiedział, prawda? Powiedziałby "ja tam chciałem tylko zaruchać", albo "wybacz, ale ja nic do ciebie nie czuję", czy "nie prawda, ja również", nie wiem naprawdę, no cokolwiek! On jednak milczał, przynajmniej w tym temacie, a po jego twarzy nie było widać żadnych emocji, które można by podpiąć do reakcji na takie wyznanie. Z drugiej strony hej! Miałam odczynienia z aktorem, mogłam spodziewać się wszystkiego! Zawsze jednak istniała szansa, że jednak naprawdę nie słyszał i, na moje szczęście, moim jedynym zmartwieniem byłoby tłumaczenie się z tego, czemu obudził się ze mną na sobie. Chyba, że nie spał i słyszał co mówię i poczuł, że podniosłam i znów na nim położyłam, czyli że było to całkiem celowe, a nie tak po prostu podczas snu się tak przekręciłam. Albo...
     Aż podskoczyłam, kiedy drzwi do pokoju otworzyły się z rozmachem. W jednej sekundzie usiadłam prosto jak strzała na materacu, coś w stylu "nic się tutaj nie stało!". Przerwało również natłok moich myśli, które sprawiły, że połknęłam język i nie byłam w stanie zebrać słów w chociaż minimalnie logiczne zdania.
     W ciszy przyglądałam się tej wymianie zdań między chłopakami, skupiając swój wzrok na Jaredzie. Wydawał się być nawet bardziej promienny niż wczoraj, kiedy rozlewał napój po kieliszkach. Jednak z ogólnej mimiki jego twarzy można było wywnioskować, że jego głowa pękała w szawch od pytań i spekulacji, albo to było tylko moje wrażenie. Przez chwilę miałam nawet ochotę mu wykrzyczeć, że do niczego między nami nie doszło, że w nim nie spałam  - w takim sensie jak to jeszcze miesiąc temu proponował mi Jake.
     Kiedy chłopak wycofał się z pokoju, wzięłam głęboki oddech, próbując zdobyć się na jakąś rozmowę. Musiałam przestać brać pod uwagę najgorszą z możliwych opcji i płynąć z prądem. W innym wypadku byłby to dla mnie bardzo długi, bardzo ciężki dzień, skoro cały Nowy York kąpał się w śniegu.
     - Nie mam, w końcu łóżko jest tak duże, że spokojnie moglibyśmy spać tam razem - odparłam jak gdyby nigdy nic, sięgając po tablet leżący na komodzie i zabrałam się za sprawdzanie jego poczty. Nie wiedziałam, czy Jared ma do tego dostęp, a ja jakby nie patrzeć byłam tutaj od tego, żeby wykonywać taką pracę, nie dla względów towarzystkich... Już w końcu to sobie ustaliliśmy. - Nina nie napisała nic nowego, za to przyszedł mail od reżysera, w którym informuje, że z powodu zaistniałej pogody, praca jest odwołana na co najmniej najbliższe trzy dni - mówiłam, szybko czytając ścianę tekstu i wyciągając z niej najważniejsze sytuacje. - Jeśli temperatura nadal będzie tak niska, więcej kosztów kręcenie odcinków, wyniosłobym im grzanie całego studia oraz zapewnianie ciepłego cateringu. W sumie nic dziwnego, ty i Shelia do najtańszych nienależycie, więc jeśli jeszcze dołożyć do tego rachunki za grzanie czegoś tak ogromnego... - Nie podnosiłam na niego wzroku, przyglądając się pozostałym wiadomościom, jakie pojawiły się na jego skrzynce mailowej. - Dean przeprasza, że dzisiaj nie przyjdzie, Steven informuje, że nie ma możliwości, by był dyspozycyjny, no i żadnych wieści od twojej dziewczyny - zakończyłam, gryząc się w język za ostanie słowa. Wiedziałam, na czym budował się ich "związek", jednak było to coś, co ciężko przychodziło mi przełknąć. Zwłaszcza, że nadal byłam pod życzeniami Sheili, która ostatnio dziwnie do niczego mnie nie wykorzystywała... Może nawał pracy pozwolił jej zapomnieć o tym, że zna mały sekret Jake'a? - No i owszem, musi być z ciebie wyśmienita poduszka, skoro po ułożeniu się tak, już nie zmieniłam pozycji - dodałam, w końcu podnosząc na niego wzrok. Stał do mnie plecami, więc pozwoliłam sobie na trochę uśmiechu. Nie dlatego, że mimo ubieranej koszuli, jego pośladki były sexownie eksponowane w przylegających do jego ciała bokserkach, a dlatego, że wiedziałam, iż był to pierwszy i ostatni raz. Dzisiaj do wieczora miałam wrócić do siebie, a potem przez jakiś tydzień popracować jeszcze dla niego, a potem... Zastanawiałam się nad skończeniem tej współpracy.
     Tak, usnęłam z taką myślą i jak na razie pozostała niezmienna. Nie chodzi o to, że byłam niewiadomo jak wielce zraniona tym, że chciał mnie zaciągnąć do łóżka, skoro sama rozważałam z czasem przyjęcie propozycji, jednak nie było już powodu, dla którego miałabym tutaj pracować. Pieniądz był dobry, jakby nie ma co do tego wątpliwości, jednak jakby nie patrzeć nie było powodu, dla którego miałby tworzyć dla mnie to stanowisko asystenta menadżera. A jeśli nie było ono robione pode mnie, było na pewno dużo bardziej odpowiednich ludzi na to stanowisko. Ja w końcu zarobiłam na to, co potrzebowałam, przy dobrych wiatrach będę miała również na kilka miesięcy czynszu, więc będę mogła w końcu zająć się przygotowaniami do matury na maxa, oraz odpocząć. Odkąd poznałam gwiazdora i tak miałam tego więcej, jednak miałam na myśli ten prawdziwy wypoczynek, który również i Jake'owi by się przydał - po prostu nic nie robienie, nie przejmowanie się światem zewnętrznym, zero terminów i planów. Po prostu spokój. Z czasem jednak musiałabym podjąć jakąś pracę i jestem tego w pełni świadoma, jednak wydawało mi się, że tak być powinno. I tak wystarczająco długo ciągnęłam od niego pieniądze...
     Powoli wstałam z łóżka, podchodząc do okna przy którym stał - oczywiście w odpowiedniej odległości od szyby. Ja natomiast byłam, pochłaniając miasto skąpane w ściegu czym w ciepłej, czystej kołdrze. Z tak wysoka, w takim cieple, kompletnie zapomniało się o... Wszystkim. Jakby widok był tylko ekranem przedstawiającym sceny z jakiegoś filmu. Jednak to nie powstrzymywało mnie przed pożeraniem każdego centymetra tej magicznej scenerii wzrokiem.
     Poruszona pięknem jak i prostotą takiego widoku, miałam wrażenie, że mogłabym mu powiedzieć tak wiele... Że mogłabym porozmawiać z nim o tym, co się wydarzyło między nami, że mogłabym zadać mu tak wiele pytań tlących się w mojej głowie, może nawet poruszyć temat jego propozycji, jednak kiedy tylko otworzyłam usta, zdałam sobie sprawę, że nie mogę. Na chwilę zatrzymałam się jakby na wdechu, szybko kalkulując wszystko i:
     - Jak tylko oczyszczą drogi, będę wracać do domu. Nie chcę nadużywać gościnności...
     Sama wczoraj to powiedziałam, prawda? Że będę z nim mówić tylko wtedy, kiedy to będzie konieczne. Zawracanie mu głowy na inne głupoty, które miałam w głowie, nie miało sensu...
     - A i pamiętaj, że zostały ci jeszcze dwa pytania - dodałam, wycofując się z pokoju z ubraniami w ręku, nim zdążył coś powiedzieć. W końcu nie byłam tutaj jedyną, która potrzebowała coś na siebie wrzucić.
     Nadal nie powiedziałam mu prawdy. Zostały mu tak naprawdę jeszcze cztery pytania, a to mi przysługiwały dwa. Zamierzałam jednak zrobić dobry użytek z tego, że przy pomocy tego małego kłamstweka przysługiwało mi ich tak wiele.

203 (09-04-2017)

        Śniło mi się coś przyjemnie ciepłego, miękkiego, przyciągającego. Coś, co nie miało konkretnego kształtu, ale kiedy się tego zasmakowało – nawet jeśli nie było niczym do jedzenia – nie chciało się już odchodzić i zapomnieć. Reszta nocy po przeniesieniu się na łóżko była niemal zbawienna. Spałem niczym kamień rzucony w wodę; otulała mnie przyjemnie kołdra, a wraz ze śnieżycą, która w nocy rozszalała się za oknami czułem się całkiem przytulnie. Nie chciałem się budzić z tego przyjemnego stanu, w którym nie było blokad, nie było sławy, obowiązków, przywilejów ani pozorów.
        Po obudzeniu się nie otworzyłem od razu oczu. Czułem na sobie ciężar, ale nie był uciążliwy. W pokoju było gorąco, a dodatkowo grzało mnie ciało osoby leżącej obok. Kedy tylko uświadomiłem sobie, kim może być ta osoba z trudem powstrzymałem odruch, żeby się zerwać, odsunąć. Mogłaby to źle zrozumieć. Mogłaby nie wiedzieć, że chodziło mi o odsunięcie się od pokusy, żeby ją objąć, żeby wytłumaczyć wszystko, co między nami się stało. Pomyślałaby, że się jej brzydzę. Po prostu rozluźniłem napięte w jednej sekundzie mięśnie pleców i karku. Nie poruszyłem się nawet o milimetr, po prostu pozwoliłem sobie na tę chwilę. „Żeby zobaczyć, jak mogłoby być”. Uchyliłem lekko powiekę dopiero, kiedy byłem pewny że to nie zostanie przez nią zauważone. Czułem jej zapach, intensywny zapach snu i mojego płynu do kąpieli.
        Za drzwiami pokoju było cicho, jakby cały zewnętrzny świat zatrzymał się, żeby uczcić ten moment. Uśmiechnąłem się lekko i znów zamknąłem oczy, a wtedy dobiegł do moich uszu dźwięk wypowiedzianych cicho słów.
        Zakochać się? Czy to było zakochanie, co czułem będąc wkoło niej, co długo myliłem ze zwykłym pożądaniem? Nie, to niemożliwe. Nigdy do tej pory się nie zakochałem. Spencer nie potrafiła tego zmienić. Powtarzałem to w myślach tak długo i uparcie, aż stało się prawdą. Nie czułem czegoś takiego do niej. Niemożliwe.
        Czułem przyspieszające bicie serca jak obietnicę tego, co mogłoby się stać, jeśli dopuściłbym do siebie Spencer.
        Z rosnącym na sercu ciężarem stwierdziłęm w końcu jednak, że wystarczy. Poruszyłem się lekko, a kiedy to nie dało żadnego efektu podniosłem powieki i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Było tu tak spokojnie, jakby cztery ściany chroniły mnie przed moim aktorskim życiem i przed wymaganiami innych ludzi co do mojej osoby. Niestety, to było złudne uczucie. Nic nie chroniło mnie przed zewnątrznym światem.
        - Wygodnie? – zapytałem, a mój głos był ochrypły. Odchrząknąłem, nie ruszając się już nawet odrobinę. – Nie wiedziałem, że mam zadatki na poduszkę – dodałem, wysuwając dłoń spod głowy. I zatrzymując ją w pół ruchu. To był odruch, żeby przytulić ją do siebie. Najgorszy z dwuznacznych znaków, jakie mógłbym jej dać po wcześniejszej jasnej odmowie. Opuściłm ramię prostopadle od siebie, na poduszki po mojej lewej stronie.
        Nie było czasu na reakcję, bo drzwi otworzyły się z hukiem. Jared nie bawił się w żadne delikatności. Obrzucił nas oceniającym spojrzeniem, założył ramiona na piersi i zacmokał kilkakrotnie. Na mnie nie zrobiło to wrażenia, dałbym głowę że mogę przeczytać teraz jego myśli. Spencer za to prawie podskoczyła na materacu i podniosła się do siadu. Przyjaciel miał zadowolony z siebie wyraz twarzy, jakby w tym roku dostał wcześniej upragniony gwiazdkowy prezent.
        - Dobry, moi drodzy, same dobre wieści od rana – wyszczerzył się jeszcze szerzej i oparł o framugę drzwi. Ani myślał zostawić nas samych. Westchnąłem przeciągle i wywróciłem oczami, podnosząc się na łokciach.
        - Mógłbyś się ubrać? – zapytałem lakonicznie. W gruncie rzeczy ja miałem na sobie jedynie bokserki, on założył chociaż na to spodnie.
        - Przyganiał kocioł garnkowi, co nie? – wzruszył ramionami i przeniósł spojrzenie na skołowaną najwidoczniej Spencer. – Jak noc? Nie za ciasno wam było w tym wygodnym łóżku? No, ale do rzeczy, do rzeczy. Zasypało cały Nowy Jork, oczekuję że Nina zadzwoni dzisiaj z czterdziestostopniową temperaturą, żeby ci powiedzieć, że plany na dzisiejszy dzień odwołane. Przy takiej ilości śniegu, jaka spadła w nocy paparazzim nawet nie będzie chciało się wychodzić z domu.
        Przekrzywiłem lekko głowę. Chwila, że co? Podniosłem się sam do siadu, a później spuściłem nogi z łóżka i chwyciłem koszulę, która leżała obok kanapy. Zarzuciłem ją na ramiona i zacząłem zapinać guziki.
        - Zostawiła jakąś wiadomość na skrzynce?
        Naturalnie, Jared sam nie wpadłby na ten pomysł. Musiał już przesłuchać wiadomości na telefonie, skoro przyszedł tutaj z tą informacją. Zaśmiał się, odrzucając głowę nieco do tyłu, po czym potwierdził moje przypuszczenia. Rzucił jeszcze coś na temat tego, żeby Spencer się tak nie krzywiła, bo czeka nas leniwy dzień wolny od wszystkich zajęć, po czym wyszedł z pokoju, zostawiając za sobą drzwi otwarte na oścież.
        Przeciągnąłem się i wstałem. Koszula sięgała do połowy moich pośladkó. Niezbyt krępowało mnie chodzenie w takich ubraniach przy innych ludziach – co najmniej połowa tego świata i tak widziała mnie już w samych bokserkach, więc nie było w tym dla mnie nic zawstydzającego. Obróciłem się w stronę Spencer i przyglądałem się jej chwilę. Wczorajsza rozmowa nadal nie dawała mi spokoju. Otworzyłem usta, chcąc już o to zapytać, ale zamknąłem je. Ważniejsze było coś innego.
        - Sorry, ale na kanapie było w cholerę niewygodnie. Pomyślałem, że... – machnąłem ręką w powietrzu, wskazując to na łóżko, to na kanapę. Wciągnąłem w płuca więcej powietrza, po czym podrapałem się po karku. – Tłumaczę się. No nic, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
        Nie wyglądało to zaraz po przebudzeniu, jakby miała mi za złe. W dodatku po mojej głowie kołatała się niespokojnie myśl. Zakochała się? We mnie? To chyba największy błąd jej życia... Czułem się z tą wiedzą trochę niezręcznie. Dostałem do rąk informację, z którą nie za bardzo wiedziałem, co zrobić. Teraz też uświadomiłem sobie, jak bardzo wykorzystana musiała się czuć ponad miesiąc temu. I to wszystko za moją sprawą.

202 (06-04-2017)

     Wahałam się, czy nie zaproponować mu wymiany - w końcu to on leciał po nocy z powrotem do kraju i musiał rano wyglądać świetnie, nie ja. Kiedy tylko jednak otwierałam usta, nie wydobywał się z nich żaden dźwięk, jakbym podświadomie tak naprawdę nie chciała jego dobra. Jakbym chciała, żeby wstał zmęczony, spał źle i wyglądał rano jak zombie... [i]Cholerne sexowne zombie[/i] - podrzucił cichy głos w mojej głowie, za co od razu ugryzłam się w język, żeby nie daj Bóg pokorciło mnie powiedzieć to na głos. Zależało mu tylko na sexie, zasłużył na jakąkolwiek karę z tego tytułu, a skoro ta kanapa to wszystko, co mógł dostać, nie miałam z tym problemu!
     Kiedy Jake poszedł się kąpać, ja dalej myślałam nad swoją decyzją. Chciałam by poczuł, że poczułam się dotknięta tym, że tylko tyle dla niego znaczyłam, ale... Czy naprawdę można było go za to obwiniać? Za to jak chciał to osiągnąć może i owszem, ale czy za to że tylko tego chciał? Nawet nie patrząc na to, kim był. W końcu sex był potrzebą/zachcianką jak każda inna, i nawet jako osoba nie uprawiające tego "sportu" wiedziałam to. Jakby nie patrzeć wynikało to z pewnego bardzo ważnego elementu... Z którym również się czasem zmagałam, jak każdy. Może więc jego propozycja nie byłaby taka zła? W końcu on by dostał co chciał, ja miałabym swój pierwszy raz za sobą, może nie byłby tak straszny jak wszyscy mówią, a przy okazji wiadomo, nowe doświadczenie, zaspokojenie...
     Potrząsnęłam głową, jakby próbując wyrzucić z głowy te myśli, kiedy wszedł do pokoju. Miałam wrażenie, że czerwienię się jak burak, więc w podskokach uciekłam do łazienki, gdzie moje myśli wróciły na swoje miejsce dopiero wtedy, kiedy otuliły mnie snopy ciepłej wody.
     Naprawdę tego chcesz? Zrobić to z nim tak bez uczuć?... Kiedy on nic do ciebie nie czuje?
     Oparłam głowę o kafelki, pozwalając wodzie po prostu płynąć. Nie umiałam tego wyjaśnić w żaden sposób ani poprzeć żadnym sensownym argumentem, ale po prostu... Się zakochałam no. Nie umiałam o nim nie myśleć, udawać że nie istnieje -  chociaż jemu w moim wypadku przychodziło to bardzo łatwo. Podobało mi się w nim coś więcej niż tylko wygląd, chociaż zapewne nie powinnam ufać że jest taki, jak mi się do tej pory pokazywał. Był w końcu aktorem, granie nie jest niczym, co przychodzi mu ciężko. Tak zdobywał to czego chciał - karierę, pieniądze, kobiety...
     Do łóżka zakradałam się najciszej jak mogłam. Kąpielowe rozmyślanie zajęło mi trochę czasu, więc prawdopodobieństwo że Jake już spał, wynosiło prawie sto procent. Jeśli jednak się myliłam, to pewnie usypiał dopiero, więc tym bardziej nie chciałam go wybudzać zapalaniem światła na przykład.
     Najdelikatniej jak tylko umiałam odłożyłam ubrania na szafce nocnej, zostając tylko w swetrze. I oczywiście majtkach i skarpetkach - inaczej nóżki by mi zmarzły... Tak samo jak tyłek gdyby nie fakt, że przed wyjściem z domu zamieniłam podkoszulek i bluzę na bordowy sweter, który sięgał mi za pośladki. Nie dość, że był super ciepły i wygodny, to jeszcze do tego leczył moje kompleksy związane z moim tyłkiem. Nie lubiłam go, uważałam że jest słaby i nie przepadałam za eksponowaniem go, więc wszelkie bluzy, luźne koszulki, kurtki czy właśnie swetry, wybierałam o kroju, który pozwałaby zasłonić moje dwie bułeczki. Jedyne, czego mogłam się obawiać to to, że kręcąc się w nocy, jedna z moich piersi uciekłaby przez dekolt, eksponując swoje niepokaźne rozmiary światu, albo chociaż Jake'owi.
     Z początku nie mogłam usnąć wiedząc, że on tak tam leży... Jednak w końcu zmęczenie wygrało i zapadłam w mocny, typowy dla mnie ze spadkiem śniegu, sen.

     - Jest jeszcze wcześnie, powinnaś spać - powiedział, jak tylko otworzyłam oczy. Nadal jakby lekko zmęczona, odpowiadając mu ziewnięciem, jednak zaraz potem na ustach pojawił się uśmiech, co od razu odwzajemnił. Panujący wokół półmrok nie miał nic na odległość, w jakiej od siebie leżeliśmy.
     Położyłam głowę na jego klacie, dodatkowo przytrzymując go na łóżku nogą, na wszelki wypadek jakby miał wstać. Jednak ani było mu to w głowie, sądząc po tym, jak mocno mnie objął. Było tak... Przyjemnie. Jego ciało tuż przy moim, bicie serca, które słyszałam swoim uchem, jego zapach... Mogłabym tak chyba leżeć godzinami. Jednak wtedy mnie uderzyło.
     - Nie musi...aaa! - Jak tylko spróbowałam się podnieść, przyciągnął mnie do siebie z powrotem.
     - Mam jeszcze sporo czasu - odpowiedział, jakby odczytując moje zamiary. - Tak więc leż i odpoczywaj, ciebie też czeka rano sporo zadań.
     W odpowiedzi z mojego gardła wydobył się jęk zawodu. Nie chciałam się nigdzie stąd ruszać! Było mi tutaj ciepło i wygodnie i fajnie... I on tu był. Uśmiechał się do mnie, przytulał, czułam się w końcu dla kogoś ważna. I nie było ani śladu prób ściągnięcia ze mnie ubrań.
     - No już, zamykaj oczy i do spania póki jeszcze jest czas - zarządził, posyłając mi kolejny uśmiech.
     Poczułam wtedy takie dziwne ukłucie w sercu, jakby coś było nie tak... Wtuliłam się w niego mocniej, niczym przestraszone dziecko i spytałam cicho:
     - A będziesz tu dalej, kiedy otworzę oczy?
     - Zaufaj mi, wszystko będzie dobrze - usłyszałam w odpowiedzi. To jednak nie był koniec. - Pragnę cię. Twojej bliskości, twojego ciała, pożądam pójścia ścieżką, przed którą wcześniej broniłem się rękami i nogami - wyszeptał mi do ucha, jednak moje ubranie nadal pozostało nietknięte. Za to jego ręce objęły mnie mocniej w talii, przyciągając to siebie tak, jakby bały się mnie wypuścić, a usta złożyły delikatny pocałunek na moim czole.
     Wtedy poczułam, jak moje ciało staje się ciężkie. Każda jego część zdawała mi się ciążyć tak, że nawet leżenie wydawało się męczące. Nie wspominając już nawet o tym, że powieki ledwo trzymały między sobą niewielką szparkę, lecz niestety widok przez nią był rozmazany. Poddałam się, nie ważne ile siły wkładałam, ciemność i tak coraz bardziej mnie pochłaniała.

     Nie kłamał. Kiedy otworzyłam oczy, leżał dokładnie tam, gdzie widziałam go po raz ostatni. Co prawda nie obejmował mnie już, jednak ja jak najbardziej wtulałam się w niego. Zaskoczyło mnie to ponieważ... Byłam przekonana, że ta rozmowa mi się śniła. Może jednak naprawdę doszliśmy do jakiegoś porozumienia? Może zaczęliśmy rozmowę, kiedy byłam zbyt śpiąca, żeby pamiętać? W końcu jakoś jego miejsce pobytu zmieniło się z kanapy na łóżko, co znaczy, że musiało coś zajść między nami, jakiś akt zgody i porozumienia.
     Podniosłam się powoli do siadu, starając się nie ściągając z chłopaka więcej kołdry niż powinnam. Kiedy wyjęłam z oczu wszystkie śpiochy, mimowolnie zaczęłam się mu przyglądać. To nie był pierwszy raz, kiedy widziałam jak śpi, co może brzmieć nieco dziwnie, jednak wtedy się tym nie przejmowała. Mój wzrok bezkarnie wodził po jego spokojnej twarzy, jakby próbował zapamiętać każdy detal. Lekko wyciągnięty podbródek, kilkudniowy zarost, potargane włosy, kości policzkowe, które ładnie było widać pod tym kątem... Pochłonięta zapamiętywaniem detali jego twarzy, jakby nie zauważyłam tego, że miałam szansę również poobserwować jego wyrobiony tors.
     W głowie ciągle przewijało mi się pytania: "czy tego naprawdę chciałeś?" "czy naprawdę nie chodziło tylko o sex?". Bo jeśli tak to... Czemu nie nie poprawił? Czemu pozwolił mi wierzyć w to, że jedyne czego chciał, to się ze mną zabawić? [i]Być może nie było czego poprawiać...[/i]
     Westchnęłam cicho. Patrząc na to, co działo się za oknem, dochodziła już siódma. Powinnam była przede wszystkim wyjść z tego łóżka. Potem oczywiście ubrać się i kazać jemu zrobić to samo, chociaż Sheila nie określiła się, o której ma się pojawić.
     W końcu chyba dotarło do mnie, że to wszystko było tylko snem. Dalej dawałam sobie jednak szanse na to, by między nami, w nocy, wydarzył się jakiś akt zgody, którego po prostu nie pamiętałam. Dalej upierałam się przy swoim, że w końcu z jakiegoś powodu leżał tutaj ze mną w łóżku - jeśli chciałby się położyć od tak, zaproponowałby to jak się kładliśmy. Łóżko było na tyle wielkie, że i jeszcze Jared z psami spokojnie by się tutaj zmieścił!
     Podążając za swoim pierwotnym instynktem, powoli, jakby bojąc się, że może się obudzić, znów wtuliłam się w jego tors. Mimo, iż częściowo Jake był odsłonięty, biło od niego gorąco, które mogłoby parzyć, jeśli by chciało! Mimo to, delikatnym ruchem osłoniłam kawałki ciała którymi uciekł na powrót kołdrą.
     Nawet jeśli nie odwzajemniał uścisku, ponieważ leżał z rękami pod głową, było mi dobrze. Nie tylko dlatego, że był niesamowicie wygodny, ale również dlatego, że było to to, czego chciałam. Serce aż przyspieszyło mi, kiedy znów odnalazłam się tak blisko niego - od razu zmęczenie wróciło, sen znów mnie do siebie wołał. Musiałam znaleźć swoje idealne miejsce do spania.
     - Szkoda, że chyba tylko jedno z nas się zakochało - powiedziałam cicho w przypływie radości, jaka mnie otoczyła. Przez chwilę przeszedł mnie dreszcz zdenerwowania, ale wtedy sobie przypomniała, że śpi, więc ta mała tajemnica miała zostać między nami.
     Prawda, zachował się jak dupek i nie miała u niego żadnych szans, ale serce z takimi rzeczami nie wybiera. I może nie różniłam się niczym od morza fanek, które posiadał, jednak nie umiałam przestać. Jednak na dniach znów miałam zostać tylko asystentką menadżera i nasze kontakty miały się ograniczyć, więc czemu nie pożyć chwilą taka jak ta? Cudownie niemożliwą, jednak tak szczęśliwą, nawet jeśli spał...

201 (06-04-2017)

        Ledwo powstrzymałem się przed zaciśnięciem ust w wąską linię. To byłaby wyraźna manifestacja mojej irytacji. Gdzieś w głowie tliła mi się myśl, że Spencer nie zasłużyła sobie niczym na takie traktowanie. Że sam ją odrzuciłem, chociaż mogłem wszystko wytłumaczyć. Ja. Moja decyzja, nie jej wina. Wyprostowałem się powoli, chcąc rozciągnąć zmęczone mięśnie. Jej słowa były boleśnie szczere, prostolinijne.
        A ty chcesz tak grać? Chcesz, żebym cię tak traktował?
        Mało brakowało, jeszcze krótka chwila zawahania, a zadałbym to pytanie na głos. Przeszkodził nam jednak bardzo widowiskowo Jared, który nagle pojawił się znikąd. Ochota, żeby zdobyć się wobec Spencer na szczerość minęła bezpowrotnie. A chwilę później nie miałem już czasu myśleć ani o tym ani o bałaganie zostawionym przed lodówką, bo okazało się że mój przyjaciel pod wpływem alkoholu wpadł na najgłupszy pomysł, o jakim chyba mógł pomyśleć. Nie zdążyłem nawet odpowiednio rozkoszować się tym płynnym szczęściem. Chyba dlatego, że w mojej głowie tliła się iskra nadziei, że zdążę go powstrzymać. Niestety, ale skubany dostał przyspieszenia. Albo to ja byłem wyjątkowo zwolniony, bo zdążył się zabarykadować w moim pokoju.
        - Haha, forma już nie ta, Jake! – zaśmiewał się, uderzając od czasu do czasu w drzwi.
        Poddałem się w końcu, kiedy uświadomiłem sobie że jestem w totalnej kropce. Jared chyba wiedział, że nie mam zapasowych kluczy, przez co byłem bezradny. I na dodatek do rana złość za ten wybryk z pewnością zelżeje. Spróbowałem jeszcze kilkakrotnie, ale ani Jared nie zamierzał się poddać ani drzwi ustąpić. Zaśmiewał się tylko, czym w końcu zaraził i mnie. Nie potrafiłem przestać po kilku chwilach śmiać się nerwowo.
        Odsunąłem się od drzwi o krok. Zmierzyłem je wzrokiem, ale nie zostawało mi nic inngo do zrobienia jak wywiesić białą flagę. Przeszedłem przez korytarz w kierunku dużego pokoju, gdzie znajdowała się Spencer. Kiedy tylko wyłapałem ją spojrzeniem przystanąłem. Zastanawiałem się krótką chwilę, jak zacząć.
        - Mamy mały problem w związku z odpałami Jareda. Nie mam dodatkowych kluczy do sypialni, więc, cóż... Jedyne co nam pozostało to spanie w pokoju gościnnym razem. Mogę zająć kanapę – wtrąciłem or razu i uniosłem ramiona ku górze i przeczesałem dłonią włosy. – To tylko kilka godzin, a jutro kolejny dzień pracy.
        Czułem, że muszę się wytłumaczyć. Ostatnie, czego mi było trzeba to żeby pomyślała że ukartowaliśmy razem, a ja zamierzam to wykorzystać. Obróciłem się na pięcie i poszedłem w stronę łazienki. Krótki prysznic i przygotowanie się do snu zajęło niedługą chwilę. Kiedy wyszedłem na korytarz podszedłem do drzwi swojej sypialni i rzuciłem w stronę zamkniętych drzwi kilka rutynowych gróźb i obelg, ale Jared odpowiadał na nie jedynie śmiechem. Zawróciłem więc do pokoju gościnnego. Spencer już tam była.
        Przez głowę przeszła mi myśl, że powinienem wrócić do wcześniejszego tematu, ale zmieniłem zdanie, kiedy ona bez słowa udała się do łazienki. Odetchnąłem głęboko i ułożyłem się na kanapie. Była twardawa i trochę za mała, bo stopy zwisały mi po drugiej jej stronie. Ogółem nie był to mebel marzeń, ale postanowiłem to przełknąć z godnością. W pokoju zapanował przyjemny półmrok. Słyszałem szmer wody w łazience. A poza tym było cicho. Przymknąłem jedynie oczy, ale to wystarczyło żeby poczuć jak ogarnia mnie senność i zmęczenie obejmuje w swoich ramionach.
        Lekki sen nie pozwolił jednak zasnąć, kiedy do pokoju wróciła Spencer. Na szczęście miała tyle rozumu, żeby nie zaświecić światła. Stawiała ciche kroki, a ja nasłuchiwałem. Jak idzie, jak oddycha. Kanapa była nie tak daleko od łóżka, na którym miała spać. Było już grubo po połowie nocy, ale teraz zacząłem mieć wątpliwości, czy w ogóle dam radę usnąć.
        Wypite procenty dodały mi odrobinę odwagi, ale nie odebrały instynktu samozachowawczego. Przez myśl przeszły mi wcześniej nie zadane pytania. Obróciłem się na bok i patrzyłem jak przy ledwo sączącej się do wnętrza łunie świateł miejskich dziewczyna kładzie się na łóżku.
        Nie zasnąłem, dopóki jej oddech się nie wyrównał. Nie miałem pewności, czy spała, ale spokojny oddech działał na mnie usypiająco.

        Kiedy obudziłem się po raz pierwszy musiało być koło szóstej. Było jeszcze ciemno, nie minęły więcej niż dwie godziny snu, a moje plecy chciały pożegnać się z bolącym kręgosłupem. Z cichym jęknięciem przewróciłem się na drugą stronę, ale to na bolące krzyże nie pomogło. Kanapa była zdecydowanie mniej wygodna niż to zapamiętałem. Szybie rozważenie możliwości.
        Mógłbym po cichu przenieść się na łóżko... Niby co by się stało? Dziewczyna nawet by nie zauważyła, spała już głęboko, byłem tego pewny. Obróciłem głowę w jej stronę. Było ciemno, ale widziałem jej sylwetkę zarysowaną pod kołdrą. Zagryzłem wnętrze policzka. Starałem się jeszcze raz znaleźć lepszą pozycję, ale w końcu chęć wygodnego posłania wygrała. [i]Pieprzyć to[/i], pomyślałem. I najciszej jak mogłem wstałem z łóżka.
        Jak zwykle za piżamę robiły mi same bokserki. Nie byłem pewien, w czym śpi Spencer. Wahałem się krótko, stojąc nad łóżkiem, które z łatwością pomieściłoby trzy osoby. Dziewczyna nawet nie zaproponowała, żebyśmy się spróbowali zmieścić na nim razem... Nic dziwnego, miała mnie za kogoś kto nie panuje nad swoim, ekhem. Starałem się jak najwolniej położyć się na materacu i starając się nie obudzić szatynki. Kiedy położyłem głowę na wygodnej poduszce nie mogłem już opanować uśmiechu. W końcu coś bardziej wygodnego. Od razu poczułem jak ból kręgosłupa puszcza, a łóżko było przynajmniej pasujące na długość.
        Nie musiałem długo czekać zanim zapadłem w objęcia Morfeusza i przedostałem się do słodkiej krainy snów.

środa, 12 kwietnia 2017

200 (05-04-2017)

     Jake musiał więc albo bardzo dobrze ukrywać swoje związki przez ścigającymi go paparazzi, albo to było jeszcze nim jego talent rozkwitł, a konto bankowe zapełniło się tysiącami i milionami dolarów. Od tego momentu było pewnie tak, jak to we wszystkich filmach bywa - kobiety goniły za tym kim był i co posiadał, znajomi liczyli na porfitową znajomość, więc nie wiedząc komu może ufać, zamknął się w swojej prywatnej strefie komfortu, dopuszczając do siebie tylko takiego Jareda, który był z nim chyba... Od zawsze. Mimo iż nie znałam ich długo, widok ich nadal niezmiennej znajomości, zwłaszcza po przejściach z Lucy, mnie cieszył.
     Kiedy dobiegłam do kuchni, moim oczom ukazał się zbitek szkła i różnych produktów spożywczych. Na szczęście jednak nikomu nic się nie stało - ani zwierzakowi, który w popłochu uciekł do swojego pokoju, ani temu kto narobił tego bałaganu. Chciałam iść i pomóc mu sprzątać, ale on powtarzał, że zrobi to sam i że nie potrzebuje pomocy. Normalnie nie przejmuję się, jak ktoś tak gada, jednak nie chciałam na siłę wtryniać się bliżej niego. Przypomniałam sobie, że jeszcze niecałą godzinę temu nie chciał na mnie nawet spojrzeć, więc...
     Słowa Jareda odwróciły na chwilę moją uwagę od kolorowej, pływającej papki, zmieniając obiekt zainteresowań na jego plecy. Wlepiłam w niego wzrok, jakby odprowadzając go wzrokiem do braku, w głowie mając to co przed chwilą powiedział. Jeśli Jake nas nie podsłuchiwał, nie mógł wiedzieć o czym mowa, więc tylko ja mogłam wiedzieć, o co mu chodziło... No i jakoś nie mogłam w to uwierzyć. Oprócz tych wszystkich dóbr, które posiadał, oraz rozgłosu, miał cudne poczucie humoru, był troskliwy, czasem trochę porywczy i szalony, spontaniczny... A no tak, to wszystko było by zaciągnąć mnie do łóżka.
     Mój wzrok spłynął na ziemię, kuląc się u moich nóg niczym zbity pies. Zawsze kiedy przypomniałam sobie ten fakt, te wszystkie wspomnienia... Zdawały się tracić swoją wartość. Bo szczerze, to bawiłam się świetnie! Spróbowałam tylu nowych rzeczy, tyle się dowiedziałam, no i miałam wrażenie, że poznałam też kogoś niesamowitego - głównie ten tytuł zawdzięczał sobie nieosiągalnością, jaką dysponował. Z czasem oczywiście się to zmieniło, zaczęłam patrzeć przez te wszystkie wydarzenia na niego inaczej... Zwłaszcza po tym ostatnim.
     Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero jego głos. Powoli i niepewnie spojrzałam na niego, jednak znów, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, odwrócił wzrok. To... To chyba nie miało sensu. Jak mogłam w ogóle mówić o postawieniu naszych stosunków jakkolwiek na nogi? W sytuacji, w której nie wiem, czy miał mi za złe że mu odmówiłam, nie chciał na mnie patrzeć, czy tak go tym uraziłam, że brzydził się moim widokiem... No nie wiedziałam naprawdę, ale bardzo szybko straciłam nadzieje w temacie naprawiania czegokolwiek między nami.
     - Ja... Ja doceniam troskę, nawet tą udawaną, wiesz? - zaczęłam niepewnie, warząc dokładnie swoje słowa. Nie chciałam go urazić, jednak musiałam dać mu do zrozumienia, że nie musi się zmuszać. To, że przyjdzie nam teraz pracować nie znaczy, że musi w imię swojego profesjonalizmu być kontaktowy i uprzejmy dla kogoś, kogo jak widać widzieć nie chce. Następne słowa wypowiedziałam dopiero wtedy, kiedy przygryzana warga zaczęła mnie już boleć. - Jednak nie musisz się zmuszać, naprawdę. Po prostu... Udawaj że mnie nie ma - wypowiadając te słowa, przeszył mnie taki dziwny ból. Jakby cieniutka, długa igła przeszyła całe moje ciało, przebijając serce na wylot. - Postaram się zawracać ci głowę tylko wtedy, kiedy będzie to naprawdę konieczne. - Kończąc, wysiliłam się na jak najbardziej szczery uśmiech, jaki umiałam, by zapewnić go, że jest to kompletnie w porządku.
     Byłam ciekawa, jak na to zareaguje. Zdenerwuje się? Będzie mu obojętne? Zgodzi się na takie warunki? A może odejdzie bez słowa, od razu wdrażając taki plan działania? Opcji było wiele, chociaż na widziałam tylko scenariusze, w których jak najbardziej odpowiada mu taki układ. W końcu czemu by nie? Rozwiązałoby to jeden mało ważny problem, z wielu które zapewne ma na swojej głowie.
     - I do dna! - powiedział Jared, podając Jake'owi kieliszek. W tym momencie miałam ochotę kopnąć go tak, że nosiłby trzy buty - dwa na nogach, jeden w dupie. Chyba nie wyczuł, że to nie czas, żeby wchodzić między słowa.
     Aktor oczywiście, przyjął trunek, jednak szybko pożałował tej decyzji. Nie zdążył nawet przełknąć napoju, kiedy Jared zamienił się w galopującą antylopę i pobiegł w stronę sypialni krzycząc:
     - W ramach przyjacielskiej przysługi zajmuję twoją sypialnię! - I tyle go było.
     Jake poleciał zaraz w ślad za nim, krztusząc się tym, co jeszcze chwilę temu miało go przyjemnie rozgrzać, jak nas przed chwilą. Nie był jednak w stanie otworzyć drzwi do swojej jaskini, nie ważne ile razy szarpnął gniewnie za klamkę. Musiał więc zamknąć się na klucz, ale to nie powinno być dla Jake'a takim problemem. W końcu zawsze daje się do drzwi właścicielowi dwie pary kluczy, na wypadek gdyby z pierwszą coś się stało.
     Chłopaki przekrzykiwali się przez drzwi, jednak postanowiłam nie wnikać w ich zabawy. Zamiast tego stanęłam przy szybie, by z bliska podziwiać tańce białych baletnic. Z ciepłego środka łatwo było podziwiać ich urok, zwłaszcza z takiej wysokości. Gdybym o tej porze była na dworze, na pewno wyklinałabym je w każdy możliwy sposób.

199 (05-04-2017)

        Nie zaświecałem nawet światła, wchodząc do pokoju. Drake wdarł się tam razem ze mną, ale brakowało mi i tak sił, żeby go przegonić zanim władował się na moje łóżko. Na zewnątrz, za oknami rozszalała się prawdziwa burza. Miękkie światło innych budynków, latarni ulicznych w dole, samochodów i w ogóle całego miasta stanowiło jedyne źródło jasności w pokoju. No i jeszcze mój telefon rzucony na pościel z nie wygaszonym wyświetlaczem. Pogoda sprawiała, że przytulnie był tak po prostu stać w ciepłym mieszkaniu.
        Docierały do mnie strzępki rozmowy Jareda i Spencer, ale nie wyłapywałem żadnego sensu konwersacji. Poczłapałem do kuchni, żeby nalać sobie szklankę zimnego mleka. Po takim dniu pełnym wrażeń i stresu nie potrafiłem bez niej zasnąć. Jeśli tamta dwójka chciała przegadać pół nocy, pfi! Co mi do tego? Zamierzałem iść do spania.
        Nie wszystko jednak poszło tak gładko jak planowałem. Queen weszła mi prosto pod nogi, kiedy szedłem w stronę lodówki z kubkiem w ręce. Szybki wybór; mogłem ratować albo siebie albo kubek albo drzwi lodówki. Instynkt wygrał. Uratowałem się przed upadkiem, za to jedna szuflada w lodówce wypadła z trzaskiem na płytki a razem z nią dwa słoiki z dżemem i majonezem oraz felerne mleko. Zakląłem głośno, donośnie i bardzo paskudnie. Pies czmychnął w głąb mieszkania, za to obok od razu pojawiła się zaalarmowana hałasem Spencer. Przekląłem ponownie, tym razem tylko w myślach.
        - Zaraz się tym zajmę, to nic takiego – uprzedziłem, zanim miałaby ochotę być może w czymś pomóc. Nie miała powodów, żeby to robić. Teraz ‘już się nie lubiliśmy’, poza tym była menagerką nie sprzątaczką. Westchnąłem ciężko i pozbierałem szybko największe kawałki rozbitego białego porcelanowego kubka. Podnosząc się dopiero zauważyłem, że przy kuchennej wyspie pojawił się też Jared.
        Miał na ustach swój tajemniczy, a w tym momencie irytujący uśmiech.
        - Zamknij się – rzuciłem, teraz już bardziej rozbawiony niż zdenerwowany. I tak nic nie szło po mojej myśli. Chłopak uniósł ręce w górę i zaśmiał się na głos, jakby właśnie przeczytał moje myśli. – Po prostu daj mi posprzątać, a najlepiej przynieś mi jakiś kieliszek.
        Jared przez chwilę patrzył na mnie, po czym przeniósł spojrzenie na Spencer. I uśmiechnął się jakoś inaczej. Pochylił się w jej stronę.
        - Myślę, że nie brałaś pod uwagę, że wartość pod względem tego czynnika jest po prostu tak niska, że nie warto się po nią nawet schylać – rzucił i odszedł od stołu, zapewnie po coś do picia, śmiejąc się pod nosem.
        Zmarszczyłem lekko brwi. Już był pijany czy co? Nie zrozumiałem ani słowa z tego, co jej powiedział, za to Spencer chyba lepiej sobie z tym poradziła. Uniosłem ramiona ku górze i przeszedłem nad mieszanką majonezu i dżemu rozsmarowaną po jasnych kafelkach. Była prawie czwarta w nocy, do diabła z tym. Dean posprząta jutro. Wyciągnąłem tylko z lodówki mleko. Jared zniknął z pola widzenia i zostaliśmy na moment sami. Coś, czego starałem się unikać, bo wiedziałem że nie mamy żadnego tematu do rozmowy.
        - Jak mija życie? Wyprowadziłaś się już od matki? – zapytałem, na ułamek sekundy podnosząc na nią wzrok. Atmosfera była dziwna i sztywna, ale miałem nadzieję, ze to pytanie trochę ją przełamie. Może nawet uda nam się wrócić do tego, co było wcześniej? Do luźnego... Kolegowania się. Bez żadnych dodatków. – Wydawało mi się, że chciałaś znaleźć własny kąt – dodałem, niepewny czy to jeszcze aktualne. Nie rozmawialiśmy o takich rzeczach praktycznie od miesiąca i trochę czułem się, jakbym mówił do nieznajomego. Nieznajomego, na którego nie mogę tak po prostu patrzeć z góry, bo za wiele się między nami już wydarzyło.

198 (05-04-2017)

        Wystarczyło, że od czasu do czasu pokiwałem leniwie głową na znak że jej słucham, że nie wtrącałem się i nie przerywałem niespodziewanego wywodu, żebym wyglądał jakbym nic z tego nie rozumiał. Miałem wrażenie, że nie dostaję oczekiwanej wcześniej odpowiedzi, nie przeszkadzało mi to jednak. Nie byłem w stanie jej zmusić do mówienia, zwłaszcza że nie miała powodów, żeby bezgranicznie mi ufać. Wystarczało mi więc to, co mówiła. Nie było we mnie ani grama niezaspokojenia. Bawiłem się swoim pustym już kieliszkiem i co chwilę podnosiłem wzrok na swoją rozmówczynię, ale ona nie odwzajemniała tego gestu. Patrzyła gdzieś w dal, za szybę, jakby tam odkryła coś o wiele ciekawszego od rozmowy. To też mi nie przeszkadzało. Właściwie byłem w tak dobrym nastroju, że nic nie było w stanie go zepsuć. Niesamowita przygoda w podróży, związek, który... No cóż, ostatnio nie należał do najgorszych. Moje życie było wyjątkowo poukładane, czego nie można było chyba powiedzieć o pozostałej dwójce ludzi znajdujących się w mieszkaniu.
        Jake za to zginął na dobre. Tym lepiej, bo nie przeszkadzał nam w rozmowie, a mi wyjątkowo dobrze słuchało się tego słowotoku, który został mi zafundowany. Nawet, jeśli Spencer omijała wyjątkowo uważnie osobistego podejścia do sprawy, to całkiem niezłą frajdą było znajdowanie podwójnego sensu w jej słowach.
        Jeszcze kilka długich chwil po tym, jak Spencer zamilkła nie zabrałem głosu. Ważyłem w ustach słowa, smakowałem ich brzmienie. Czegokolwiek bym nie powiedział, słowa nie miały siły zmieniania uczuć. Ale czułem potrzebę wtrącenia czegoś, być może przez to, że alkohol powoli zaczynał już działać i włączała się moja filozoficzna strona. Uśmiechnąłem się jednym kącikiem ust i wbiłem rozmarzone lekko spojrzenie w trzymane w dłoniach naczynie.
        Odezwała się we mnie iracjonalna chęć, żeby wziąć stronę Jake’a, powstrzymałem ją jednak.
        Zachowywał się ostatnio jak dzikus, starając się to ukryć przede mną pod swoją aktorską maską. Oczywistym było, że to jego wina zapewne przeważała w doprowadzeniu do tej sytuacji między nimi. Uśmiech jednak nie zniknął z moich ust.
        - Jake miał mnóstwo dziewczyn. Bez personalnej obrazy, ale to, że nie posiadasz o nich wiedzy nie znaczy, że możesz go – jak to ujęłaś – pozycjonować go jakby nigdy żadnej nie miał. Chociaż co chciałem powiedzieć tak naprawdę to... – zaciąłem się na moment, a kiedy się ‘odwiesiłem’, chwilowa szansa żeby wytłumaczyć co miałem na myśli zniknęła. Spencer udała się w stronę, z której dobiegał hałas.
        Nie od razu poszedłem za nią. Najpierw napełniłem wszystkie trzy kieliszki do pełna i odstawiłem butelkę spowrotem na szklany blat. Dopiero później przeciągnąłem się leniwie i poszedłem w ślady dziewczyny. Miałem nadzieję, że uda mi się wcisnąć moją wersję tej historii zanim Jake zorientuje się, że gadaliśmy o nim. Znając życie zacisnąłby usta i udawał, że go nie obchodzi o czym mówiliśmy. Szalone. Normalny człowiek zwyczajnie by zapytał, dlaczego go obgadujemy, ale nie on. Nie Jake. On miał świra na punkcie swojego profesjonalizmu.
        W tym aspekcie to ja nigdy go nie zrozumiem.

197 (04-04-2017)

     Niewiele brakowało, żeby zawartość mojego kieliszka wylądowała na blacie, kiedy zadał pierwsze pytanie. Zamiast tego jednak przyprawiło mnie o napad szaleńczego kaszlu, a potem jeszcze bardziej gorzki posmak na gardle. Okropieństwo tak bez popitki, ale nie dało się zaprzeczyć, rozgrzewało jak należy. Brzuszek w ułamku sekundy zmieniał się w mały bojlerek, takie małe centrum grzewcze.
     - Jak to co? Pracuje - odpowiedziałam, próbując zachować resztki jakichkolwiek pozorów. Niestety, nie udało mi się go przekonać - przyjaźnił się z najprawdziwszym aktorem, więc co ja mogłam z moimi głupimi ściemami? Nic tak naprawdę.
     Odchrząknęłam, zwracając wzrok w stronę wielkich okien, za którymi szalała właśnie śnieżyca. Rano to wszystko miało zniknąć w obliczu soli oraz słońca, jeszcze nie był to czas na zimę. Nie przeszkadzałoby mi jednak to gdyby nie fakt, że było jeszcze jedno miejsce, które nie szczędziło chłodem, poza dworem. Nie wiedziałam jednak, jak to wszystko odkręcić, głównie być może dlatego, że nie widziałam, czy się da. Nie tylko dlatego, że nie wiedziałam czy da się z jego strony, ale nie wiedziałam czy będę w stanie tak po prostu zapomnieć o fakcie, dla którego był dla mnie miły... Co jeśli znów próbowałby tego samego? Jest aktorem, porażki to część jego kariery, ale gdyby się poddał, nie był  by na szczycie.
     - Nie wątpię - powiedziałam cicho pod nosem, jakby do siebie. Miałam niemiłe odczucie, że choćbym i w tym momencie wyszła z mieszkania, nie uciekłabym przed rozmową. Jak nie z Jaredem, to jeszcze zostawał Jake.
     Tak naprawdę nie wiedziałam, czy jest o czym mówić. Była sobie dziewczyna, która przez przypadek została menadżerką gwiazdy kina i bożyszcza nastolatek. Dziewczyna nie znała się na pracy, ale bardzo się starała, i przez ten krótki czas bardzo dobrze się bawiła. W tym samym czasie zauważyła, że jak jej rówieśniczki, również czuje miętę to swojego przystojnego pracodawcy, zaczynając od momentu, kiedy ich usta złączyły się w ramach improwizacji, która dała mu rolę. Ich przygoda zaczyna się jednak dopiero kiedy podczas imprezy wpija trochę, z powodu głupiej zazdrości, co dodaje jej odwagi, by powiedzieć aktorowi, że ma wrażenie, że czuje do niego coś dziwnego - nie jest w stanie się określić, ponieważ nigdy wcześniej nie czuła do nikogo nic takiego. Kończy się na tym, że do bezdechu obściskują się na kanapie. Ich sytuacja potem rozchodzi się i schodzi. Dziewczyna ma wrażenie, że to zakochanie, bo co innego? Zaczyna czuć, że jej zależy, mimo iż wie, jak bezsensowne to jest. Jej nadzieje jednak nie przygasają, ponieważ jej relacje z gwiazdą są bardzo ciepłe. Kiedy jednak po tygodniu nie widzenia spotykają pod przebraniami na balu, namiętność znów wybucha między nimi. Potem musieli się rozdzielić, jednak przy ponownym spotkaniu na tej samej imprezie, z ust aktora padają słowa, które może i miałyby być szansę opacznie zrozumiane, gdyby nie tak, iż ów mężczyzna potwierdził, że chodziło tylko o sex. I tak o to, ta sama dziewczyna siedzi w mieszkaniu tego gwiazdora, nie wiedząc jak odpowiedzieć na pytanie, co w ogóle ją tu trzyma...
     - Słyszałeś kiedyś takie pojęcie jak dobro pozycjonalne? - zagadnęłam, próbując na biegu wymyślić jakieś kłamstwo. Miałam już nawet plan jak odciągnąć go od rozmowy na temat mój i Jake'a. - Chodzi o to, że wartości pewnych rzeczy mierzy się w stosunku do innych - zaczęłam tłumaczyć. - Na przykład wartość domu określasz na podstawie wiedzy o wartości domu sąsiadów and so on... - Chyba nie wiedział o co chodzi, tak samo jak ja, ale wiedziałam mniej więcej, jaki efekt chcę osiągnąć, to się liczyło. - Nie ma jednak na to żadnego schematu, atrybutu który jest głównym wyznacznikiem - sam sobie go wskazujesz. Z ludźmi można tak samo, robią tak na przykład kobiety.  - Nina kazała mi wykuć takie rzeczy na pamięć, żeby pomagać jej w badaniu rynku oraz wymyślać coraz to nowe pokazówki dla Jake'a. - Te najpłytsze oceniają tylko pod względem namiętności, jednak te, które szukają czegoś stałego, kategoryzują was w pierwszej kolejności nie pod względem wyglądu, a posiadania partnera oraz liczby poprzednich związków, a zaraz potem dopiero pod względem wyglądu. Nie ja się jednak zaprzeczyć, że atrakcyjność dla niektórych kobiet jest w stanie wybaczyć wiele... Niedociągnięć. - Chcąc chociaż na chwilę zamknąć swoje usta, sięgnęłam po kolejny kieliszek i wlałam w siebie. Moja twarz po raz kolejny wykrzywiła się w nieprzyjemny grymas, ale dzięki temu miałam chwilę czasu, żeby zebrać myśli zanim zacznę układać słowa. - Co więc jeśli bym ci powiedziała, że patrzę na Jake'a pod względem wiedzy o jego poprzednich związkach? - Wszystkich udawanych związkach, które trwały niewiele dłużej, niż promowanie i wydanie filmu. Kolejna rzecz, którą Nina kazała mi zgłębić. - Mając świadomość, że nigdy publicznie nie został nakryty ze swoją drugą połówką, mogę założyć że nie posiadał naprawdę tak owej. - I mówiła to osoba, która nigdy tak naprawdę nie była w żadnym poważnym związku. Jednak jakoś trzeba było namieszać i zmienić tory rozmowy. - Może więc jego wartość, patrząc pod tym czynnikiem, jest nie tylko wysoka, ale zdaje się być również nieosiągalna... Miarą satysfakcji z posiadania dóbr pozycjonalnych jest porównywanie do zasobności innych, a jego jeszcze nikt nie posiadł, że tak to ujmę. - Mówiąc to wszystko nie patrzyłam na Jareda. Mój wzrok ganiał za milionem śnieżnobiałych tancerek, którym został jeszcze kawał drogi do ziemi, gdzie miały zakończyć swój występ. Jednak dłuższa przerwa, jaką zrobiłam w wypowiedzi mogła dać mu zły obraz, więc szybko dodałam żartobliwie: - A wiesz, wyścig szczurów o zerwanie tego kwiatka trwa. Nie mam szans, ale czemu nie przyłączyć się dla samych wspomnień z rywalizacji? - zaśmiałam się, odpychając się rękami od blatu i robiąc obrót o trzysta szcześćdziesiąt stopni na stołku. Do czegokolwiek dążyłam, chyba nie wyszło dobrze, więc musiałam się ratować prawdą. Eh... Tyle gadania na nic. Ale może gdybym powiedziała komuś tak bliskiemu Jake'owi o co chodzi, może byłby w stanie wyprowadzić mnie z moich głupich, cichych wierzeń. - Tak serio to...
     Wtedy z kuchni dobiegł nas głośny hałas.
     - Co to było? - Od razu podniosłam się z miejsca i ruszyłam w tamtym kierunku. Mimo wszystko nie powinnam zapominać, że w mieszkaniu był Jake, a ja nie chciałam by to słyszał. Poza tym, powinnam uszanować to, że nie chciał mówić o sytuacji między nami przyjacielowi. Dlatego może i lepiej, że coś przerwało mi to wyznanie.
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER