czwartek, 30 listopada 2017

226

     Chciałam, żebyśmy mieli to już za sobą. Żeby grał tak, jak robi to od wielu lat, ale nie na scenie, ale przede mną. Żeby udawał, że nie jestem dla niego nikim więcej, jak zwykłym pracownikiem hotelu. Żeby mnie zostawił z taką samą obojętnością, jak zrobił to wcześniej... Nie wiem, czemu miałam jakiekolwiek złudzenie, że mogłoby być inaczej. Bo odwzajemnił mój pocałunek? Bo ze mną tańczył? Bo chciał spać ze mną w łóżku? Bo sam mnie pocałował?  - To wszystko pewnie robił z niejedną i pewnie nawet więcej, ale tak jak tamte ``związki``, cóż... Z nikim nie był, jak zaczynałam pracę u niego, a teraz między nami są takie kontakty jakie są. Czyli ich nie ma.
     Kiedy mnie mijał, przez chwilę chciałam go zatrzymać, zadać tyle pytań, które do tej pory trzymałam w najgłębszych zakamarkach swojej głowy, jednak nie sądziłam, żeby chciał ich słuchać. Tak samo jak ja nie chciała słuchać stukotu kółek jego walizki, ale... Któreś z nas musiało być niezadowolone, padło na mnie.
      Dalej opierając się o ścianę, zaczęłam odcinać się od myśli o Jake`u tak, jak drzwi windy odcinały go ode mnie fizycznie. Nim jednak zdążyły domknąć się do końca, coś, albo raczej ktoś, je zatrzymał. Aż podskoczyłam przestraszona, jednak aktor zdawał się tego nie zauważyć, obrzucając mnie wszystkim, co go chyba do tej pory gryzło. Byłam zaskoczona - z wielu powodów. Nie sądziłam, że jeszcze o mnie myśli, ani że chciał mnie przeprosić... Ani tym bardziej, że się na to zdobędzie, ponieważ i ja powinnam to zrobić, ale nie umiałam chyba. Czułam się za bardzo zraniona tą całą sytuacją... Głupota - od początku wiedziałam, że jeśli w ogóle się mną interesuje, to jest to zwykła rozrywka w jego bogatym, ciekawym życiu, a i tak pozwoliłam sobie wierzyć, że jest inaczej.
     Stałam przez chwilę zbierając myśli. W tej sytuacji dobór słów zdawał się mieć ogromne znaczenie, ale może to było tylko moje wrażenie. Nie umiałam ukryć przed samą sobą faktu, że chciałam znów być bliżej niego - na moje nieszczęście, uczucie jakim go darzyłam zdawało się wcale nie znikać.
     Czytałam, że zakochanie przemija po maksymalnie czterech latach, co dawało mi nadzieje na to, że za około trzy lata będę wolna od tego uczucia. Zostaną tylko wspomnienia i niedoszłe pragnienia, jednak nie jest to żadna nowość, każdy z takimi musi żyć.
      W końcu wiedziałam chyba, co powinnam zrobić. Delikatnie położyłam swoją dłoń na jego, próbując zabrać ją z drzwi, jednak nie pozwolił. Zdawał się lekko zadrżeć pod moim dotykiem, ale się nie poruszył nawet o milimetr. Wtedy po raz pierwszy podniosłam na niego wzrok i już wiedziałam, że nie puści mnie bez odpowiedzi. Nie zamierzałam nawet go zbywać, ale:
     - Nie możemy blokować windy - powiedziałam spokojnie, mimo walącego serca. Jednak do momentu kiedy nie wystąpiłam z windy, nie chciał jej puścić. Jakby bał się, że jest to podstęp i ucieknę.
     Z cichym zgrzytem winda udała się na górę, by za chwilę znaleźć się, za pewne, z powrotem na samym dole i zabrać kolejnych gości do ich ogromnych pokoi z malowniczymi widokami. Sama najchętniej zrobiłabym to samo, jednak raczej nigdy nie będzie mnie stać na wakacje w tak luksusowym miejscu jak to.
     Wzięłam głęboki wdech. Tak wiele razy odtwarzałam w głowie tą rozmowę, a teraz moje myśli były puste, jakbym nie była gotowa na ten temat.
     -  Jesteś gościem hotelu, więc zwracam się do Ciebie jak na pracownika przystało - odparłam w końcu, z resztą zgodnie z prawdą. Następne słowa jednak sprawiły i trudność i nie umiałam ich powiedzieć, patrząc na niego. - No i... przy ostatnich naszych spotkaniach wyraziłeś się jasno co do mojej obecności w pobliżu Ciebie... - Nie umiałam po prostu ubrać tego inaczej w słowa. On... po prostu zrobił chyba wszystko co mógł, żeby nie tylko odsunąć, a odepchnąć mnie od siebie, więc czemu dziwi go taki dystans?
     Spojrzałam w okno, które miałam za plecami. Widok stoku pokrytego tonami białego śniegu bardzo mnie uspokajał, a spokój bardzo był mi teraz potrzebny. Schowane w kieszeniach spódnicy ręce drgały nerwowo i nawet zaciskanie ich w piersi nie pomagało. I ja musiałam się zdobyć na wyżyny i...
     -  Ja.... - zaczęłam, jednak powiedzenie tych słów byłoby kłamstwem. Westchnęłam głośno. - Nie mogę. - Spojrzałam na niego ponownie. Widok jego zmieszania uzmysłowił mi, że powinnam niezwłocznie przejść do wyjaśnienia. - Gratuluję, byłeś w stanie wznieść się ponad złość na mnie czy może nawet własną dumę i przeprosić, ale ja nie potrafię. - W jednej chwili to wszystko jakby znalazło we mnie drogę ujścia, te wszystkie niewypowiedziane emocje i myśli. - Nie potrafię pojąć... Czemu? Ty... - Przez sekundę jakby moje ciało broniło się przed wypowiedzeniem myśli nasuniętej przez mózg, jednak tym razem on nie dał się zagłuszyć. - ... Pozwoliłeś mi się w sobie zakochać, a potem się tym zabawiłeś! - Pewnie zaczynałam brzmieć jak podirytowana, jednak nie krzyczałam. Praca w hotelu oduczyła mnie donośnej operacji moim głosem.
     Wypowiadanie w końcu tych słów było niesamowitą ulgą, a jednocześnie czułam, że to może być koniec. Że może jednak nie potrzebuję tych trzech lat i jak skończę mówić, nasz ``most`` zostanie doszczętnie spalony.
     - Nie zaciągnąłeś mnie ostatecznie do łóżka, więc nie wiem co chciałeś osiągnąć... - I zasadniczo na tym powinnam skończyć. Powiedzieć, że nie pozwolę na to ponownie i odejść, jednak słowa ``druga szansa`` odbijały się tak głośno w mojej głowie, że nie mogłam ich zignorować. - Więc jeśli nie zamierzasz mi powiedzieć, czym była ta... Gierka, czy jakby tego nie nazwać, to... - Zacisnęłam wargi. Nie miałam czym mu zagrozić, byłam dla niego nikim, choć ktoś pewnie by polecał mi sprzedanie naszej historii mediom, ale... Nie. Tylko dzięki niemu wyszłam w życiu na prostą, nie zamierzałam go tak potraktować. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy, więc się poddałam. - Nie wiem - wyznałam zrezygnowana. - Ale jedno wiem na pewno - prawda mi się należy! - Teraz irytacja była zastąpiona pewnością siebie. Sztuczną, ale zawsze jakąś. Tak naprawdę chciałam się skulić w kłębek i nie pracować, dopóki by nie wyjechał.
     Na piętrze było tak cicho, że bałam się, że usłyszy nawet nie bicie, a walenie mojego serca. Czułam, jak obija się o żebra z taką siłą, jakby chciało się ich pozbyć i sobie pójść... Być może nawet do niego, jednak pewności nie miałam. Odkąd poznałam Jake'a, moje serce przestało mnie słuchać, więc chyba można powiedzieć, że nie należy już do mnie?

225




        To było głupie, impulsywne, idiotyczne! Ja się tak nawet normalnie nie zachowuję! Kto to widział, żeby gonić się w ten sposób po korytarzach? Ale skoro powiedziałem już „a”, zamierzałem to kontynuować i brnąć dalej, więc wszedłem do windy spokojnie, a drzwi zamknęły się i okazało się, że nie ma już odwrotu. Panowała nieprzyjemna w moim odczuciu cisza, ale nie oglądałem się na pozostałą dwójkę. Poruszać prywatny temat przy świadkach – niemożliwe. Niecierpliwie odczekałem, aż dotrzemy do piętra, na którym mężczyzna wysiądzie, a kiedy to się stało…
        No cóż, nie przyszła oczekiwana ulga. Wręcz przeciwnie, nienormalny stres tylko się nasilił. Przepuściłem faceta w drzwiach i wtedy kątem oka ponownie zmierzyłem sylwetkę Spencer. Miała na sobie uniform, jaki wcześniej już widziałem u ludzi na dole, w holu, więc jedyne sensowne pytanie, po które ją goniłem właśnie zniknęło. Staliśmy więc w milczeniu. Zapomniałem nacisnąć guzik ze wskazaniem piętra, bo zamiast tego rozważałem tysiąc możliwości, co zrobić w podobnej sytuacji. Żadna nie była jednak dobrym wyjściem, koniec końców więc dojechaliśmy na samą górę. I dopiero wtedy Spencer się odezwała.
        Jej słowa były niczym smagnięcie batem. Oficjalny ton i unikanie kontaktu wzrokowego… Jakbyśmy w ogóle się nie znali. Jakby to wszystko, co było między nami nie tak dawno temu dało się po prostu wymazać. Parsknąłem cicho, kręcąc głową z niedowierzania. Zamiast szoku powoli docierała do mnie niczym zza grubej ściany irytacja. Może też powinienem udawać, że nic nie zaszło?, przeszło mi przez myśl.
       Przez dłuższą chwilę nic się nie działo i miałem wrażenie, że Spencer powtórzy swoją prośbę nagląco, ale nie zamierzałem dać jej na to czasu. Zerknąłem na tablicę z numerami pięter – to nie należało do mnie. Miałem wrażenie, że moje ciało też już nie jest pod moją kontrolą, kiedy postawiłem pierwszy krok naprzód, a później minąłem ją w drzwiach. Zatrzymałem się za nimi, plecami do dziewczyny. Mógłbym jej tyle powiedzieć, o tyle zapytać, wyjaśnić się, przeprosić… Zwłaszcza to ostatnie. Zacisnąłem zęby, a palce na uchwycie swojej torby.
        Drzwi zgrzytnęły i miały się zamknąć, ale tym razem to ja je przytrzymałem.
        Poczekaj — powiedziałem wyraźnie, powoli, zbierając się w sobie, żeby pociągnąć to dalej. — O co w tym chodzi?
        To pytanie paliło mój język i gardło, kiedy je wypowiadałem. Było takie proste i głupie, wręcz dziecinne, żeby je zadać w tej sytuacji. Z pewnością ją zraniłem i miała prawo mnie nienawidzić. Ale nie chciałem… Tego. Podniosłem na nią spojrzenie, kosztowało mnie to większą część energii.
        Dlaczego tutaj pracujesz i dlaczego zwracasz się do mnie „pan”? — Przełknąłem ślinę. — Gdzie byłaś przez cały ten czas?
        Robiłem, co w mojej mocy, żeby głos mi się nie załamał. Miałem przeczucie, że dziewczyna zaraz po prostu każe mi się cofnąć, odejść, jakbym mógł – zniknąć. Czułem w jej postawie to, czego nie zdążyła mi przy naszym ostatnim spotkaniu powiedzieć. I wiedziałem, że łudzę się niczym głupiec, starając się zrozumieć tą sytuację. I naiwniak, jeśli sądzę, że uda mi się tu coś naprawić. Ale…
        Mam nadzieję, że dobrze sobie radziłaś przez ten czas — dodałem sucho, chłodniej niż planowałem.
        Nie, nie wydawało mi się, że mam prawo pytać, co u niej. Albo powiedzieć, że żałuję tego, co się stało. Cofnąłem się nieco, ale nadal nie pozwoliłem się tym drzwiom zamknąć. Miałem wrażenie, że gdyby teraz odjechała bez słowa, straciłbym swoją jedyną szansę. Szansę, na którą nie do końca zasługuję. Opuściłem wzrok, rozglądnąłem się dookoła, ale zrobiłem to bez celu. Na korytarzu było pusto, bogato zdobiony hol zapewniał dojścia do najdroższych apartamentów.
        W końcu w tej ciszy coś we mnie pękło. Nabrałem dużo powietrza w płuca, a później wypuściłem je ze świstem. Miałem nadzieje jeszcze na spokojny wypoczynek?
        I jeszcze coś. Ostatnio nie było do tego okazji — mruknąłem, plasując spojrzenie gdzieś na jej twarzy, starając się coś zaobserwować, dostrzec nawet najmniejszą zmianę. Nie było mi teraz bynajmniej łatwo. — Przepraszam.

środa, 29 listopada 2017

224

     Słyszałam jego głos za sobą, co tylko sprawiło, że przyspieszyłam kroku. Nasze ostatnie spotkanie dawało mi wystarczająco informacji, żeby odtworzyć to, co zapewne chciał mi wygarnąć prosto w twarz, zamiast zwyczajnie ignorować - pewnie że go śledzę, że mam dać mu spokój, że nie życzy sobie mojej osoby nigdzie w pobliżu niego póki to jest... Generalnie cokolwiek, co miałoby mi pokazać, że nie chce bym psuła mu wyjazd swoją obecnością, więc mam, grzecznie mówiąc, spierdalać od niego tak daleko, jak tylko będę mogła. I prawie udało mi się uniknąć takiej konfrontacji, jednak winda do której wbiegłam, nie była pusta. Starszy mężczyzna jadący na wyższe piętro postanowił zachować się kulturalnie i przytrzymać drzwi dla Jake'a.
     Unikałam wzroku aktora jak ognia, jednak on nadal parzył. Dopiero upomniany przez mężczyznę w windzie, wszedł do niej, a ja znalazłam się za jego plecami, gdzie poczułam się jakby bezpieczniej. Nie mniej jednak teraz z kolei swoim wzrokiem obdarowywał mnie gość hotelu, którego pewnie zdaniem, zachowałam się bezczelnie, nie wypełniając polecenia człowieka, albo raczej jednej z osób, dzięki której miałam pensje. Karcąco kręcąc głową poświęcił mi kilka sekund swojej uwagi, a następnie wysiadł.
     Zostaliśmy sami, jednak Jake nic nie mówił. Może jednak postanowił odpuścić sobie niepotrzebne gadanie, kiedy dokładniej przyjrzał się temu, co nosiłam - uniform hotelowy. To był chyba jeden z najsilniejszych dowodów na to, że nie jestem tu po to, żeby go śledzić bądź prześladować, a po prostu przypadkiem, bardzo z resztą niefortunnym, przyjechał wypoczywać do miejsca, w którym obecnie odbywałam praktyki...
     Nim winda dojechała na moje piętro, wcisnęłam przycisk na niższy poziom.
     - Niestety musi Pan wysiąść - powiedziałam, nie podnosząc na niego wzroku. Nie miałam innego wyboru jak zostawić go na tym piętrze. Nawet jeśli wyżej był tylko dach, goście hotelowi nie mieli tam wstępu, a kamery bezpieczeństwa by łatowy wydały złamaną przeze mnie zasadę. - Na powyższe piętro mają wstęp tylko pracownicy hotelowi.
      Mówiąc to wszystko, cały czas trzymałam jedną rękę przy drzwiach, żeby się nie zamknęły, nim Jake jej nie opuści. Miała jakby nie patrzeć jeszcze kilka minut, żeby ochłonąć, i zapewne zmarznąć, ale była to lepsza opcja niż załatwianie tego... Czegoś między nami. W sumie o czym ja w ogóle mówiłam? Między nami nie było już nic więcej, zostały tylko wspomnienia, o których lepiej zapomnieć, niż otwierać stare rany.
     Przez ten cały czas, mój wzrok dzielnie skanował każdy kawałek moich butów, starając się jakby w pamięci wyryć ich obraz tak, jakbym widziała je po raz ostatni... Heh, zabawne, ponieważ po naszym ostatni spotkaniu robiłam wszystko, żeby zapomnieć o nim. O tym jak wyglądał, jak się zachowywał, jak posyłał wszędzie swój czarujący uśmiech mimo złego samopoczucia, jak zmęczony przeczesywał włosy po drzemce w limuzynie, jak cudownie było czuć ciepło jego ciała,,jak wyglądał bez koszuli... Jak na mnie patrzył z ciepłem, a potem obrzydzeniem w oczach.
     Mimo iż winda była spora, zdawałam się czuć ciepło jego ciała, jakby w rzeczywistości był ogniskiem, a nie żywą osobą. Jednak jak to zazwyczaj z ogniem jest - jeśli zrobi się za ciepło, płomienie zaczynają parzyć, a ja nie chciałam na to pozwolić... Znów.

223



        Zawsze uparcie twierdziłem, że nie potrzeba mi specjalnych wakacji I przerwy od pracy, a im inni bardziej naciskali na to, że to dla mnie konieczne, tym bardziej czułem potrzebę sprzeciwiania się temu naciskowi. Uważałem się za osobę stworzoną do swojej pracy i zawsze – a zwłaszcza po wydarzeniach po Halloween – niechętnie się od niej dawałem odrywać. Wszystko szło zaskakująco dobrze i zgodnie z planem. Przez te kilka miesięcy ciężkiej pracy nad serialem zrobiliśmy dużo ujęć, a pierwsze odcinki były w procesie montażu. Kiedy wyszedł pilot, ludzie oszaleli na jego punkcie; wielki boom i zainteresowanie naszą pracą z pewnością było przyjemną nagrodą, ale zapowiadało jeszcze więcej pracy, co przyjmowałem z otwartymi ramionami.
        Teraz jednak, stojąc samotnie przed wielkim oknem i patrząc na ludzi śmigających po stoku w ostatnich promieniach słońca miałem wrażenie, że wybór tej ścieżki i zostanie aktorem (choć nigdy nie żałowałem swojej decyzji) sprawił, że wiele w życiu mnie ominęło. Wiele rzeczy, które inni uważają za swoją codzienność i których nie doceniają. Podniosłem dłoń i pomasowałem nadgarstek, na którym spoczywał drogi zegarek. W tym samym momencie dopadło mnie niemiłe, naglące przeczucie, że ktoś mi się przypatruje. W jasnym odbiciu w oknie dostrzegłem czyjąś sylwetkę w oddali, ale na zewnątrz było jeszcze za jasno, żeby zobaczyć jakiekolwiek szczegóły. Przez pierwszą chwilę uznałem, że należy to zignorować; to piętro było przeznaczone dla bogatych i sławnych ludzi, więc nie wszyscy mieliby tutaj taki prosty dostęp. Mogłem czuć się więc w miarę swobodnie. To co najwyżej rozpuszczone dziecko jakiegoś srającego złotem biznesmena, które czai się na zdobycie autografu. Postanowiłem kurtuazyjnie zignorować obecność tej osoby.
        Po dłuższej chwili zerkania w odbicie z pewną nutą irytacji zauważyłem, że ta osoba nadal tam stoi. Brew drgnęła mi niebezpiecznie, zacisnąłem palce na uszach torby i odwróciłem się leniwie, jakbym wcale nie wiedział, że ktoś tam w ogóle stoi.
        Kiedy pierwszy szok minął i uświadomiłem sobie, na kogo patrzę – i że to nie jest raczej wyjątkowo realistyczny sen na jawie – zrobiłem mały krok w przód. Nie wiem, dlaczego. Nie szukałem powodów. Ale ten sam krok, mały ruch sprawił, że dziewczyna odwróciła się na pięcie i rzuciła w przeciwną stronę. Może uświadomiła sobie, na kogo patrzy. I jej reakcja była poprawna. Jednak ja nie potrafiłem teraz stąd odejść i nie zadać chociaż jednego pytania. Miałem wrażenie, że kręci mi się w głowie, kiedy ruszyłem za nią. Że nie kontroluję wyrazu swojej twarzy. O co zapytam? Nie mam pewności. Nie wiem nawet, co zrobię, kiedy ją dogonię.
        Spencer – czy to była ona? – prawie już się udało dostać do windy i uciec. Ale ja nie pozwoliłem na odwracanie się do mnie plecami.
        Chwila! — krzyknąłem, przyspieszając znacznie, kiedy drzwi do windy zaczęły się zamykać.
        Najwidoczniej szczęście dzisiaj było po mojej stronie, albo w środku był ktoś uprzejmy, bo drzwi otworzyły się ponownie, kiedy do nich dopadłem. Były już niemal zamknięte, kiedy to się stało, a rozpaczliwe naciskanie przycisku przywoływania windy nie podziałałoby z pewnością, gdyby nie wesoły mężczyzna w średnim wieku, który od wewnątrz je otworzył.
        Stanąłem twarzą w twarz z dziewczyną w otwartych drzwiach. Czułem, jak serce mi dudni, a oddech jest trudny do opanowania i to zdecydowanie nie przez mój krótki bieg. Przez długi moment stałem bez ruchu, po prostu się w nią wpatrując.
        — Wchodzi pan?
        Dopiero uprzejmy glos wyrwał mnie z transu. Spojrzałem na mężczyznę, jakby dopiero co się tutaj pojawił, a później potrząsnąłem głową. Zrobiłem krok do tyłu i pozwoliłem drzwiom do windy się zamknąć. Za nimi zniknęła zarówno zdziwiona twarz faceta, jak i ta należąca do dziewczyny, a ja stałem jak idiota i gapiłem się na stalowe drzwi, zastanawiając się, co też mi do głowy przyszło, żeby za nią biec. Doszedłem do jednego wniosku. Zaczynam wariować, a to nie mogła być ona. Co by tutaj robiła? Po prostu spotkałem obcą osobę. To było najprostsze wyjaśnienie, którego nawet moja podświadomość nie chciała zaakceptować.

czwartek, 2 listopada 2017

222

     Uśmiechnęłam się lekko do telefonu. Dean odkrył uroki tworzenia gifów z kotkami i codziennie wysyłał mi po jednym - coś tak jak operatorzy oferują płatny żart dnia, tak jak za darmo otrzymywałam słodziakowe gify. Dzisiaj była to seria maluszków mieszczących się w kubeczkach i filiżankach. Dorzucił mi nawet dwa bonusowe psy w miskach na koniec!
     Wrzucając komórkę z powrotem do kieszeni fartuszka, ruszyłam przed siebie. Bogate zdobienie korytarzy zdążyło mnie znudzić już tydzień temu, w porównaniu do widoku zimowej krainy, który zapierał dech w piersiach. Najbardziej lubiłam jednak siadać na tak zwanym piętrze bogaczy - 3 najwyższe piętra hotelu, gdzie okna nie tylko były największe, ale również widać był z nich najwięcej. Ogromny kurort i szlaki narciarskie, oddzielone od miasta gęstym lasem, który nocą zdawał się świecić. A niebo... Czegoś takiego nie zobaczy się w Nowym Yorku. Nocą widać na nim każdą gwiazdę, a księżyc wydaje się być jaśniejszy niż kiedykolwiek mogłoby się wydawać... Nic więc dziwnego, że hotel posiada tyle pokoi dla nowożeńców oraz że tak często w restauracji na hole ludzie się sobie oświadczają. Romantyczna atmosfera jest w każdym zakątku tego miejsca.
      Nie śpiesząc się do holu, gdzie powinnam zejść po kolejne cele, postanowiłam na chwilę zatrzymać się przy jednym z wielkich okien na bogackim piętrze. Grupa kasiastych miała jakiś czas tutaj zabawić, a ja zostałam posłana by upewnić się, że wszystkie barki są pełne, lodówki schłodzone, a ręczniki i inne pierdoły leżą w łazience. Nie rozumiałam potrzeby tej kontroli, ponieważ poziom tej placówki sprawiał, że każdy wykonywał swoją robotę na 101%, aby na pewno zachować swoje stanowisko.
     Westchnęłam cicho, widząc, że ktoś już okupuje jedyne okno po drodze do windy. Zostało mi więc już tylko iść tam, gdzie mnie oczekiwali, jeśli nie chciałam nawtykać sobie biedy z powodu czekania na samotne podziwianie widoków...
     Z daleka podziwiając horyzont widoczny zza okien, ani przez chwilę nie zadałam sobie trudu, by zapytać mężczyznę z walizką, czy na pewno jest na właściwym piętrze, bądź czy nie potrzebuje pomocy. Z doświadczenia przekonałam się już, że jeśli rzeczywiście był jednym z bogaczy, to wyciąganie do niego ręki nie ma sensu. Oni wolą wzywać ludzi do siebie, niż gdy oferuje się im coś. I ten właśnie chyba podjął decyzję o tym, że potrzebuje służby.
      Serce mi przyspieszyło, bynajmniej nie dlatego, że wiedziałam że czeka mnie praca, ale dlatego, że od razu poznałam osobę, która odwróciła się w moją stronę.
     Nie, ja... Ja miałam tu przyjechać, żeby o tym zapomnieć, pokazać sobie, że mogę zajść daleko bez jego ingerencji, że nie potrzebuję jego pieniędzy, że... Że nic do niego nie czuję i mogę znaleźć kogoś, kto będzie mnie chciał z całym tym natłokiem mojego życia. Tak, zdecydowałam się w końcu zainteresować moim życiem uczuciowym, spróbować znaleźć sobie kogoś, komu by na mnie zależało.
     Powinnam odsunąć sprawy prywatne i skupić się na pracy, poczekać aż zapyta o to, co chce zapytać - otwierał już usta, i wykonać polecenie jeśli będę w stanie. Po to tu w końcu byłam, w tym tygodniu miałam pracować jako pomoc hotelowa, chociaż oddałabym w tej chwili wszystko, żeby posłali mnie teraz do części restauracyjnej, a nie za siedem dni.
     Naprawdę chciałabym móc zamknąć ten rozdział, albo chociaż zachowywać się tak, jakby nic się nie stało, jednak nadal nie umiałam. Jake był... Moją pierwszą miłością, jeśli tak się w ogóle jeszcze mówi, a ta ponoć nigdy nie rdzewieje. To chyba nie czyniło mnie nikim specjalnym, kolejną zakochaną fanką w jego szeregach...
     Szybko odwróciłam wzrok i zaczęłam prawie że biec w stronę widny.
     Wybacz Jake, ale nie jestem jeszcze gotowa, być może jeszcze długo nie będę... Jednak dla Ciebie to i tak pewnie nie ma znaczenia. Jeden problem z głowy mniej, prawda?
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER