Czułam się tak, jakbym dostała pięścią w brzuch. Niby powinnam być szczęśliwa, że nic nie pamiętał, otwierało mi to drogę do wymazania wczorajszej nocy z pamięci nie tylko mojej, ale również nie zasiewania jej wcale w jego umyśle. To jednak oznaczało kłamstwo - nie pierwszy z resztą raz. Czemu zawsze, kiedy z nim byłam, do tego się sprowadzało? A no tak, ponieważ on nie chciał prawdy. On chciał mieć spokój, a ja nie chciałam tego... Czegoś między nami komplikować.
Wzięłam głęboki wdech. Nie patrzyłam na Jake'a. Najchętniej bym wlepiła wzrok w piękne widoki, jednak jak to zwykle w sypialni aktora, okna były zasłonięte. Tylko kilka stróżek światła informowało nas o cudownym blasku słońca, który rozświetlał stoki na zewnątrz. Im dłużej zwlekałam z odpowiedzią, tym pod większym znakiem zapytania stawiałam prawdziwość tego, co miałam powiedzieć... Pozostawało jednak jedno ważne pytanie - prawda czy kłamstwo.
- Jared zamówił wczoraj więcej alkoholu, więc go przyniosłam - zaczęłam w końcu mówić. - Została już wtedy tylko wasza dwójka i Annabel. Chciała się tutaj przespać, ale powiedziałeś jej, że to łóżko pomieści tylko Ciebie i ich przegoniłeś. - Byłam ciekawa, czy mi uwierzy. Nie kłamałam, chociaż jeśli faktycznie spotykał się z tą aktorką, to mogłoby to rzeczywiście wyglądać na zmyśloną historyjkę. - Ja poszłam sprzątać, a potem pomogłam Ci się położyć do łóżka. - Nie był to koniec wczorajszych wydarzeń, ale... Tyle prawdy chyba mu wystarczyło. Nie chciałam opowiadać o wczorajszym upokorzeniu. Za bardzo dałam się ponieść emocjom i dostałam swoją nauczkę. Nawet pijany Jake mnie nie chciał.
Nerwowo zaczęłam bawić się rękawami swetra. Chciałam móc po prostu zrobić co do mnie należy, czyli posprzątać, i wyjść. Czułam się okropnie w jego towarzystwie po wczorajszej nocy. Najchętniej to bym stąd wyjechała... Albo nie, żeby on już wracał do Nowego Yorku na swój plan filmowy i żebyśmy znów nie przecinali swoich dróg - tak było lepiej. Zdążyłam już prawie zapomnieć... Ale jak widać, przeciwieństwa się przyciągają!
If it's still in your mind, it is worth taking the risk.
don't set your goals
by what
other people
deem important
sobota, 23 grudnia 2017
sobota, 16 grudnia 2017
243
Nigdy
więcej nie piję.
Solenne obietnice abstynencji
towarzyszyły mi niezwykle rzadko – zazwyczaj znałem swoje granice I nie
przekraczałem ich praktycznie odkąd osiągnąłem pełnoletniość. Tym dziwniejszy
był wczorajszy wyskok, zupełnie nie w moim stylu. Ale największą dziurę w
brzuchu kręciły mi wyrzuty sumienia związane ze Spencer. A co, jeśli naprawdę
zrobiłem coś głupiego, tylko zwyczajnie pamiętam to jak przez mgłę?
Przewróciłem się z jękiem na plecy, bo żołądek dawał o sobie boleśnie znać przy
każdym ruchu, a potem wbiłem spojrzenie w sufit. Nie, przecież to niemożliwe.
Myśl rozsądnie Jake. Spencer na pewno na nic by mi nie pozwoliła, a jako, że
ona była trzeźwa, to miała nade mną na pewno niemałą przewagę rozsądnego
myślenia. Po prostu… Przyjdzie tutaj, a ja zwyczajnie zapytam, czy była tu
wieczorem.
Na rozmyślaniach tego pokroju spędziłem
znacznie dłużej niż podejrzewałem, co uświadomiło mi nagłe pojawienie się
dziewczyny w apartamencie. A wydawało mi się, że minęło zaledwie kilka minut.
Cóż, efekt był ten sam – nie doszedłem do żadnej rozsądnej konkluzji ani planu
działania, który mógłbym obrać. Przymknąłem oczy, w głowie powtarzając jakieś
pokraczne błaganie nieprzypominające żadnej modlitwy, a później dziewczyna się
odezwała. Milczenie nieco się rozciągnęło i osądziłem, że czas się w końcu
odezwać.
— W sumie to tak — powiedziałem,
syknąwszy gniewnie. Podniesienie się do pozycji siedzącej było trudnym
zadaniem; głowa łupała mnie nieprzyjemnym, pulsującym bólem. — Znaczy, że nie
sprzątaj, bo mam pytanie.
Spuściłem nogi na ziemię. Była
przyjemnie zimna, trochę uspokajała nie tylko szalejące myśli, ale także ból
głowy i nudności. Czułem się naprawdę jak okropny śmieć. Miałem nadzieję, że
ten rozdział został za mną dawno zamknięty w krótkim okresie buntu, jaki
przechodziłem w młodości. Potoczyłem spojrzeniem dookoła, nawet nie było syfu,
a później zatrzymałem go na sylwetce dziewczyny.
Cholera… Wyglądała ślicznie. Możliwe,
że patrzyłem trochę zbyt intensywnie i trochę za długo, ale zwolnione myślenie
sprzyjało temu przyjemnemu zajęciu. Miała spięte włosy, proste ubranie, a
jednak było w niej coś takiego, co przyciągało spojrzenie. Aktorki, które mnie
otaczały mogły spędzać godziny na charakteryzacji, a nie osiągnęłyby pewnie
takiego efektu. Rozważałem to krótką chwilę, a wyraz mojej twarzy zamarł w
obojętności, nie zmienił się nawet pomimo coraz bardziej płomiennych myśli…
Których zdecydowanie nie powinienem jeszcze dodatkowo podsycać.
— Trochę głupia sytuacja, zupełnie
jakbym znowu był nastolatkiem. Nieczęsto mi się to zdarza — zacząłem, błądząc
spojrzeniem na ścianę ponad jej ramieniem, niezdolny, żeby złapać solidniejszy
kontakt wzrokowy. — W każdym razie… Byłaś tu wczoraj wieczorem? Bo to jeszcze
bardziej żenujące, ale obawiam się, że… Umknęło mi trochę faktów — dodałem
zażenowany, znowu zmieniając kierunek spojrzenia, tym razem na własne stopy.
Chęć napicia się w końcu przezwyciężyła
złe samopoczucie, podniosłem się więc powoli przystanąłem tuż przy Spencer,
wyciągając dłoń i wysuwając butelkę spomiędzy jej palców.
— A za to — uniosłem wodę nieznacznie
do góry, odkręcając ją — dzięki, bo ratuje mi życie — wytłumaczyłem i
przystawiłem ją do ust, pociągając kilka długich, rześkich łyków wody. Była
zimna, chłodziła spierzchnięte usta i zdarte zapewne od wczorajszych głośnych
rozmów i śpiewów gardło. No, nieźle wczoraj się tutaj powyprawiało…
Później przecież przyszły jeszcze
dziewczyny, też już w zdecydowanie wskazującym nastroju… Chwila. Co?
Zmarszczyłem brwi i nieobecnym wzrokiem zmierzyłem twarz dziewczyny, jakby na
nim kryła się odpowiedź na jakieś nurtujące mnie pytanie. Annabel i Mary były
tu wczoraj? I kto jeszcze? Drobne przebłyski wspomnień rozświetliły mi się w
głowie i miałem praktycznie pewność, że to mi się nie śniło. Będę musiał
pogadać z Jaredem, o ile ten w ogóle ściągnie się dzisiaj z łóżka. Ale skoro
tak, Hastings też musiała tutaj być. Ta myśl sprawiała, że w gardle ponownie mi
zaschło.
— Więc, hmm? Co robiłaś tutaj wczoraj?
— zapytałem, tym razem obierając zgoła inną taktykę poznania prawdy,
podejrzliwie mrużąc oczy i cofając się o krok. Bliskość Spencer nie pozwalała
mi zdecydowanie na logiczne myślenie.
piątek, 8 grudnia 2017
242
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię i nie wychodzić. Nawet pijana wersja Jake'a nie chciała mnie na prawdę - jedynie w formie żartu czy zabawy. Zabolało po prostu, tak w cholerę. Chciałam przeprosić, odejść i... Może nawet zrezygnować ze stażu, byle tylko nie musieć więcej się z nim widzieć - to tak na wypadek, gdyby do rana nie zapomniał o tym zajściu. Niestety, chyba w ramach kary za to, że mój poprzedni wybór był taki zły, tym razem go nie dostałam. Chłopak po prostu objął mnie w pasie i zmusił, bym ułożyła głowę na jego klacie. Czułam się tak beznadziejnie, że nawet nie próbowałam się szarpać. Postanowiłam po prostu zaczekać, aż uśnie i wymknąć się do swojego łóżka.
Czekając na swoją okazję do ucieczki, myślałam o naszej najbliższej konfrontacji. Jak powinnam się zachować w wypadku, kiedy nie będzie nic pamiętać? Co powinnam powiedzieć, jeśli będzie pamiętać i będzie chciał wiedzieć, czemu to zrobiłam? Lepiej było mieć wypracowaną odpowiedź wcześniej, niż potem improwizować i dać plamę.
Nie miałam jednak wiele czasu na obmyślanie swojego planu, bo zadziwiająco szybko usnęłam. Sądziłam, że moje ciało będzie się bardziej opierać zmęczeniu, jednak w obliczu ramion i ciepła, którego tak pożądałam, nie miałam najmniejszych szans. Nieświadomie oddałam się słodkiej rozkoszy choć na kilka krótkich chwil....
Kiedy obudziłam się po raz pierwszy, na dworze nadal było ciemno. Niewiele mogło to powiedzieć, skoro i tak dopiero od godziny siódmej zaczynało świtać. Nim jednak znów odpłynęłam przypomniałam sobie, że miałam uciekać. Chłopak nie mógł obudzić się koło mnie w łóżku! Zwłaszcza, jeśli, nie daj Bóg, Jared bądź ktoś inny znali kod dostępu do wynajmowanego przez niego pokoju.
Próbowałam wyplątać się z jego uścisku, jednak nawet w stanie spoczynku Jake był ode mnie silniejszy. Za każdym razem, kiedy próbowałam się podnieść, ciężar i siła jego uścisku ciągnęła mnie na niego z powrotem. A może był yo cichy głos podświadomości, która chciałaby leżeć z nim tak godzinami... Ale nie mogła. Moja głupio rozkochana świadomość, dalej robiła sobie idiotyczne nadzieje.
Po szóstej próbie wyślizgnięcia się z objęć aktora bez budzenia go, wpadłam na lepszy pomysł. W programie o dziwnych ciekawostkach mówili kiedyś, że rzekomo całowanie kogoś śpiącego sprawia, że przy tej przyjemniej czynności, wiotczeją mięśnie - a tego właśnie potrzebowałam, by uwolnić się z pułapki jego ramion. Delikatnie zbliżyłam swoją twarz do jego. Wyglądał po prostu idealnie, jak wyjęty z obrazka. Jeszcze raz - na jakiej podstawie robiłam sobie nadzieje? Czemu ktoś taki miałby w ogóle chcieć mieć jakąkolwiek relację ze mną.?
Wzięłam głęboki wdech i na chwilę przyłożyłam swoje wargi do jego. Musiałam wrażenie, że chłopak się poruszył, może nawet obudził, jednak nic takiego się nie stało. Za to jednak okazało się, że program miał rację. Bez problemu mogłam się uwolnić z jego objęć, a Jake nadal spał kamiennym snem.
- Jak widać nie jestem twoim księciem, śpiąca królewno - wyszeptałam, po czym cmoknęłam go w czółko przed opuszczeniem łóżka. - Śpij słodko.
Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłam przed kompletnym opuszczeniem jego sypialni, było okrycie go kołdrą, albo raczej jej kawałkiem, ponieważ leżał na niej. Zadziwiające było to, że wcale nie było mi zimno, kiedy się obudziłam... Jego odsłonięty kaloryfer musiał nieźle grzać.
Wymknęłam się z mieszkania co prawda nie po cichu, bo z workiem pustych butelek w worku, jednak wydaje mi się, że nie obudziłam ani Underwooda, ani innych gości w drodze do windy, bo nikt nie zadzwonił ze skargą. Jedynie pracownicy dziwnie na mnie patrzyli, ale jakoś pokrętnie udało mi się wyjaśnić, że miałam naprawdę masę sprzątania. Nie zadawali więcej pytań, więc musieli to kupić.
Dopiero w mieszkaniu mogłam odetchnąć, zrzucając z siebie ubrania i wchodząc pod prysznic. Nie wiem, jak długo stałam pod deszczownicą, jednak wystarczająco, żeby skóra na palcach był pomarszczona - tak naprawdę mocno. A potem... Było już zwyczajnie za późno, żeby iść spać. Była co prawda sobota i dzisiaj praca (praktyka) mnie nie obowiązywała, jednak dalej obowiązywało mnie bycie na wezwanie Underwooda. Gdybym poszła spać, nie podniosłabym się pewnie do późna, a nie miałam pewności, kiedy chłopak będzie czegoś chciał.
Siedziałam właśnie na parapecie, popijając ciepłą kawę, kiedy zadzwonił pager. Widząc wiadomość wiedziałam, że niestety na pewno nie zapomniał poprzedniej nocy. Jednak była to prośba, więc mogłam najzwyczajniej w świecie odmówić, i to właśnie zamierzałam zrobić. Jednak chłopak, jakby czytając mi w myślach, wysłał po chwili drugą wiadomość, w której zawarł życzenie, które musiałam spełnić - taka praca. Jednak, żeby gościom ani pracownikom nie mieszać, jedyne czego się ode mnie wymagało to schludne ubranie i biodrowy fartuszek z identyfikatorem.
Bez większego zastanowienia, naciągnęłam na siebie luźny, bordowy sweter, a tyłek ukryłam w czarnych leginsach. Z butami wyboru nie miałam, więc bez wydziwiania wsadziłam stopy w wysokie, pseudoskórzane brązowe kozaki. Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłam przed założeniem kurtki, było związanie włosów w wysokiego kucyka. Nie widziałam sensu malować się, skoro było to być może moje jedyne wyjść do hotelu tego dnia.
Nim jednak znalazłam się przed drzwiami do pokoju chłopaka, zgarnęłam po drodze odkurzacz i kilka innych środków które miały mi pomóc doczyścić apartament po wczorajszej imprezie. Prędzej czy później i tak musiałabym się tym zająć, więc lepiej chyba było załatwić to jak najszybciej... Poza tym widziałam realną szansę na to, że jeśli podczas rozmowy będę sprzątać, będę spokojniejsza. No i oczywiście nie zapomniałam o wodzie, o którą prosił.
Do pokoju weszłam bez pukania - w końcu mnie wzywał. Nie zastałam go jednak w salonie, kuchni, ani też nawet łazience, co oznaczało, że czekał w sypialni... Nerwowo podeszłam do drzwi sypialni, wstawiając do środka głowę - leżał na łóżku, jednak nie spał, na moje nieszczęście. Nie wyglądał lepiej niż w poprzednich dniach, więc zapewne nie spało mu się najlepiej. Do tego kac na pewno dokładał swoje.
Nim weszłam do pokoju, naciągnęłam mocniej rękaw na prawą rękę. Nie chciałam, żeby zobaczył bandaż. Bałam się, że wywołam tym u niego niepotrzebną litość, jaką wydawało mi się, że mnie darzył za czasów, kiedy byłam jego menadżerką.
- Przyniosłam wodę, o którą Pan prosił - powiedziałam, podchodząc do niego z napojem. - Potrzebuje Pan czegoś jeszcze, czy mogę się zabrać za sprzątanie? - spytałam jak tylko pochwycił butelkę z wodą. Patrząc na to, że chciał rozmawiać, zapewne nie było mi dane iść w spokoju sprzątać, jednak co szkodziło spróbować?
Jedno wiedziałam w tej chwili na pewno - musiałam spróbować wmówić mu, że do wczorajszego pocałunku, oraz wspólnego spania, nie doszło. Skoro nawet po pijaku nasza bliskość była dla niego żartem, nie było sensu mówić mu prawdy. Za bardzo bałam się jego reakcji, może nawet utraty stanowiska na praktykach, jeśli by nagle zdecydował, że już nie chce prywatnego asystenta hotelowego - menadżer by zauważył, że coś jest nie tak i wyciągnął by wnioski bez żadnej rozmowy.
Zabawne, w ironiczny sposób, było to, że był jedną z niewielu osób, na których naprawdę mi zależało, a mimo to ciągle obracałam się w kłamstwie rozmawiając z nim. Zatajałam swoje uczucia, mówiłam to, co wydawało mi się, że chciał usłyszeć, naginałam prawdę, by pasowała do rzeczywistości, w jaką wierzył... A to wszystko po to, żeby wyciągnąć go z bagna, w jakie wkopuje go ciągle swoją osobą.
Czekając na swoją okazję do ucieczki, myślałam o naszej najbliższej konfrontacji. Jak powinnam się zachować w wypadku, kiedy nie będzie nic pamiętać? Co powinnam powiedzieć, jeśli będzie pamiętać i będzie chciał wiedzieć, czemu to zrobiłam? Lepiej było mieć wypracowaną odpowiedź wcześniej, niż potem improwizować i dać plamę.
Nie miałam jednak wiele czasu na obmyślanie swojego planu, bo zadziwiająco szybko usnęłam. Sądziłam, że moje ciało będzie się bardziej opierać zmęczeniu, jednak w obliczu ramion i ciepła, którego tak pożądałam, nie miałam najmniejszych szans. Nieświadomie oddałam się słodkiej rozkoszy choć na kilka krótkich chwil....
Kiedy obudziłam się po raz pierwszy, na dworze nadal było ciemno. Niewiele mogło to powiedzieć, skoro i tak dopiero od godziny siódmej zaczynało świtać. Nim jednak znów odpłynęłam przypomniałam sobie, że miałam uciekać. Chłopak nie mógł obudzić się koło mnie w łóżku! Zwłaszcza, jeśli, nie daj Bóg, Jared bądź ktoś inny znali kod dostępu do wynajmowanego przez niego pokoju.
Próbowałam wyplątać się z jego uścisku, jednak nawet w stanie spoczynku Jake był ode mnie silniejszy. Za każdym razem, kiedy próbowałam się podnieść, ciężar i siła jego uścisku ciągnęła mnie na niego z powrotem. A może był yo cichy głos podświadomości, która chciałaby leżeć z nim tak godzinami... Ale nie mogła. Moja głupio rozkochana świadomość, dalej robiła sobie idiotyczne nadzieje.
Po szóstej próbie wyślizgnięcia się z objęć aktora bez budzenia go, wpadłam na lepszy pomysł. W programie o dziwnych ciekawostkach mówili kiedyś, że rzekomo całowanie kogoś śpiącego sprawia, że przy tej przyjemniej czynności, wiotczeją mięśnie - a tego właśnie potrzebowałam, by uwolnić się z pułapki jego ramion. Delikatnie zbliżyłam swoją twarz do jego. Wyglądał po prostu idealnie, jak wyjęty z obrazka. Jeszcze raz - na jakiej podstawie robiłam sobie nadzieje? Czemu ktoś taki miałby w ogóle chcieć mieć jakąkolwiek relację ze mną.?
Wzięłam głęboki wdech i na chwilę przyłożyłam swoje wargi do jego. Musiałam wrażenie, że chłopak się poruszył, może nawet obudził, jednak nic takiego się nie stało. Za to jednak okazało się, że program miał rację. Bez problemu mogłam się uwolnić z jego objęć, a Jake nadal spał kamiennym snem.
- Jak widać nie jestem twoim księciem, śpiąca królewno - wyszeptałam, po czym cmoknęłam go w czółko przed opuszczeniem łóżka. - Śpij słodko.
Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłam przed kompletnym opuszczeniem jego sypialni, było okrycie go kołdrą, albo raczej jej kawałkiem, ponieważ leżał na niej. Zadziwiające było to, że wcale nie było mi zimno, kiedy się obudziłam... Jego odsłonięty kaloryfer musiał nieźle grzać.
Wymknęłam się z mieszkania co prawda nie po cichu, bo z workiem pustych butelek w worku, jednak wydaje mi się, że nie obudziłam ani Underwooda, ani innych gości w drodze do windy, bo nikt nie zadzwonił ze skargą. Jedynie pracownicy dziwnie na mnie patrzyli, ale jakoś pokrętnie udało mi się wyjaśnić, że miałam naprawdę masę sprzątania. Nie zadawali więcej pytań, więc musieli to kupić.
Dopiero w mieszkaniu mogłam odetchnąć, zrzucając z siebie ubrania i wchodząc pod prysznic. Nie wiem, jak długo stałam pod deszczownicą, jednak wystarczająco, żeby skóra na palcach był pomarszczona - tak naprawdę mocno. A potem... Było już zwyczajnie za późno, żeby iść spać. Była co prawda sobota i dzisiaj praca (praktyka) mnie nie obowiązywała, jednak dalej obowiązywało mnie bycie na wezwanie Underwooda. Gdybym poszła spać, nie podniosłabym się pewnie do późna, a nie miałam pewności, kiedy chłopak będzie czegoś chciał.
Siedziałam właśnie na parapecie, popijając ciepłą kawę, kiedy zadzwonił pager. Widząc wiadomość wiedziałam, że niestety na pewno nie zapomniał poprzedniej nocy. Jednak była to prośba, więc mogłam najzwyczajniej w świecie odmówić, i to właśnie zamierzałam zrobić. Jednak chłopak, jakby czytając mi w myślach, wysłał po chwili drugą wiadomość, w której zawarł życzenie, które musiałam spełnić - taka praca. Jednak, żeby gościom ani pracownikom nie mieszać, jedyne czego się ode mnie wymagało to schludne ubranie i biodrowy fartuszek z identyfikatorem.
Bez większego zastanowienia, naciągnęłam na siebie luźny, bordowy sweter, a tyłek ukryłam w czarnych leginsach. Z butami wyboru nie miałam, więc bez wydziwiania wsadziłam stopy w wysokie, pseudoskórzane brązowe kozaki. Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłam przed założeniem kurtki, było związanie włosów w wysokiego kucyka. Nie widziałam sensu malować się, skoro było to być może moje jedyne wyjść do hotelu tego dnia.
Nim jednak znalazłam się przed drzwiami do pokoju chłopaka, zgarnęłam po drodze odkurzacz i kilka innych środków które miały mi pomóc doczyścić apartament po wczorajszej imprezie. Prędzej czy później i tak musiałabym się tym zająć, więc lepiej chyba było załatwić to jak najszybciej... Poza tym widziałam realną szansę na to, że jeśli podczas rozmowy będę sprzątać, będę spokojniejsza. No i oczywiście nie zapomniałam o wodzie, o którą prosił.
Do pokoju weszłam bez pukania - w końcu mnie wzywał. Nie zastałam go jednak w salonie, kuchni, ani też nawet łazience, co oznaczało, że czekał w sypialni... Nerwowo podeszłam do drzwi sypialni, wstawiając do środka głowę - leżał na łóżku, jednak nie spał, na moje nieszczęście. Nie wyglądał lepiej niż w poprzednich dniach, więc zapewne nie spało mu się najlepiej. Do tego kac na pewno dokładał swoje.
Nim weszłam do pokoju, naciągnęłam mocniej rękaw na prawą rękę. Nie chciałam, żeby zobaczył bandaż. Bałam się, że wywołam tym u niego niepotrzebną litość, jaką wydawało mi się, że mnie darzył za czasów, kiedy byłam jego menadżerką.
- Przyniosłam wodę, o którą Pan prosił - powiedziałam, podchodząc do niego z napojem. - Potrzebuje Pan czegoś jeszcze, czy mogę się zabrać za sprzątanie? - spytałam jak tylko pochwycił butelkę z wodą. Patrząc na to, że chciał rozmawiać, zapewne nie było mi dane iść w spokoju sprzątać, jednak co szkodziło spróbować?
Jedno wiedziałam w tej chwili na pewno - musiałam spróbować wmówić mu, że do wczorajszego pocałunku, oraz wspólnego spania, nie doszło. Skoro nawet po pijaku nasza bliskość była dla niego żartem, nie było sensu mówić mu prawdy. Za bardzo bałam się jego reakcji, może nawet utraty stanowiska na praktykach, jeśli by nagle zdecydował, że już nie chce prywatnego asystenta hotelowego - menadżer by zauważył, że coś jest nie tak i wyciągnął by wnioski bez żadnej rozmowy.
Zabawne, w ironiczny sposób, było to, że był jedną z niewielu osób, na których naprawdę mi zależało, a mimo to ciągle obracałam się w kłamstwie rozmawiając z nim. Zatajałam swoje uczucia, mówiłam to, co wydawało mi się, że chciał usłyszeć, naginałam prawdę, by pasowała do rzeczywistości, w jaką wierzył... A to wszystko po to, żeby wyciągnąć go z bagna, w jakie wkopuje go ciągle swoją osobą.
241
Milczenie w tej chwili wcale nie
zbijało mnie z tropu. Możliwe, że gdyby w mojej głowie szumiało mniej wypitego
alkoholu, a świadomość nie byłaby tak otumaniona, to poczułbym się co najmniej głupio…
A właściwie wcale bym się nie poczuł, bo z pewnością nie wypaplałbym tych kilku
słów. Teraz jednak nie odczuwałem specjalnie mocno mijającego czasu, umykało mi
spod kontroli także obiektywne ocenianie wyrazu twarzy Spencer. Praktycznie nie
odbiła się na niej żadna myśl, tylko oczy co jakiś czas przeskakiwały z mojej
jednej źrenicy na drugą. Zastanawiała się, może obliczała za i przeciw? Leżałem
spokojnie, niebyt posiadając energię, żeby zrobić coś innego, niż po prostu
wpatrywać się w jej śliczną, okrągłą twarz, na którą padała poświata
elektrycznych płomieni. Wpatrywanie się w nią zamiast w wyimaginowany kominek zawieszony
na drogich, jasnych kafelkach było zdecydowanie przyjemniejsze.
Nie zamierzałem się nigdzie spieszyć.
Nawet otulony tym szalem spokoju po wypiciu alkoholu wiedziałem, że nie chcę
jej spłoszyć ani ponownie popełnić jakiegoś idiotycznego błędu. Co z tego, że
jutro może z tego zostać jedynie mgliste wspomnienie, skoro przyszłe chwile się
nie liczyły, a tylko ta obecna. Nie doszukiwałem się w tym nic więcej, jak
tylko samej przyjemności, własnego spełnienia egoistycznych marzeń, kierowanych
jeszcze bardziej egoistycznymi pobudkami.
I Spencer chyba też musiała być pod
wpływem, bo pochyliła się nade mną i zrobiła dokładnie to, o co ją poprosiłem.
W pierwszej chwili zaskoczyło mnie to, jakbym od początku oczekiwał, że zrobi
coś zupełnie innego. A później mój mózg zupełnie się wyłączył, a ciało domagało
się tej delikatnej pieszczoty jak wody w upalny dzień. Odchyliłem głowę do
tyłu, a moje dłonie powoli odnalazły swoje miejsce na ciele dziewczyny – jedna na
zagięciu na plecach, a druga na przedniej stronie uda. Jej ciało było ciepłe,
drobne, delikatne, podobnie jak ta chwila zbliżenia. Ulotna. Na tyle, żeby rano
obudzić się ze świadomością, że to tylko bardzo realistyczny sen.
Ponownie czas nie grał tutaj teraz
żadnej roli. W moim odczuciu mogło minąć pół godziny albo pół minuty, ale cisza
dookoła nas pozostawała niezmienna. Uchyliłem oczy, tym samym uchwyciwszy przed
nimi obraz, kiedy szatynka była jeszcze blisko.
Zapadła cisza i czułem, że muszę jakoś
ją przerwać. Nie szukałem daleko ani nie wybierałem wśród wielkich słów. Przede
wszystkim to zamazałoby przeżytą chwilę temu podniosłą chwilę, a poza tym mój
mózg nie chciał współpracować. Obraz co jakiś czas rozmazywał się, tracił na
ostrości, zamrugałem się krótko. Co to za wyraz wymalowany na jej twarzy?
Smutek? Radość? Strach? Oczekiwanie? Opcji było tak wiele, ale nie potrafiłem
określić, która jest prawdziwa.
— Wcześniej tylko sobie żartowałem —
zacząłem z trudem, nie odrywając spojrzenia od jej oczu. Musiałem odchrząknąć,
żeby mój głos nabrał nieco więcej siły, ale nie mówiłem głośno. Jakby teraz
ponownie każdy gest mógł sprawić, że Hastings ucieknie z tej przedziwnej
scenerii. Powoli podążyłem za wyjaśnieniami moich myśli. — Nie cierpię leżeć sam
w tym łóżku, zawsze wtedy wydaje się cholernie puste i zimne.
Podniosłem ramiona i praktycznie ostatkiem
skoncentrowanej siły przyciągnąłem dziewczyną do siebie, układając jej głowę po
jednej stronie mojej klatki piersiowej, a ramionami zamknąłem blisko siebie.
Już kiedyś tak było… Kiedy? Wydaje się, jakby minęły setki tysięcy lat, odkąd
między nami coś ułożyło się dobrze… Mruknąłem cicho, ze znanym tylko dla siebie
sensem.
— Potrzeba mi kogoś, kto mnie trochę
zagrzeje… — dodałem ciszej, zamknąwszy oczy. — Strasznie tu zimno…
Ułożyłem wygodniej głowę na poduszce, a
kiedy tylko zamknąłem oczy, osunąłem się w krainę snu, mając Spencer w
objęciach. Zasnąłem znacznie szybciej, niż udawało mi się to ostatnimi czasy.
Jeden promień słońca uparcie wspinał
się najpierw po brzegu materacu, później spacerował wzdłuż jego krawędzi aż
dotarł na poduszkę. Najwyraźniej ta tak mu się spodobała, że jaskrawym językiem
smagał ją kawałek po kawałku, aż w końcu padł prosto na jedno moje oko i
uparcie na nim zostawał, niezależnie, w którą stronę obróciłem głowę.
Upierdliwy promyk upodobał sobie irytowanie mnie i z godnym podziwu zapałem
dręczył przez co najmniej godzinę, aż zdecydowałem, że ze snu nici. Trzeba
wstawać. Poza tym czułem już, że jak tylko podniosę się do siadu, moja ciężka
głowa da znać o ogromie kaca, który powoli już się w niej rozwijał, a żołądek
przypomni o wszystkim, co zjadłem ubiegłego dnia. Wstawanie więc kojarzyło mi
się z katuszami, które jednak musiałem przejść, bo gardło i spuchnięty język
wspólnie błagały o chociaż kroplę wody i byłem pewny, że nie uda mi się zasnąć,
dopóki nie zaspokoję pragnienia.
W myślach przygotowałem więc sobie
pieczołowicie plan działania, ale w praktyce wyszedł on bardzo koślawo. Ledwo
podniosłem się do pionu, a głowa już pękała od niespodziewanego bólu, zanim
doczołgałem się wręcz do kuchni wiedziałem, że cały dzień będę czuł się
paskudnie. Na stole stała butelka z wodą gazowaną, a w torbie miałem trochę
lekarstw, które od razu popiłem, nie łudząc się, że przejdzie w planowanych
trzydziestu minutach.
I dopiero wtedy rozglądnąłem się po
apartamencie. Było… Zaskakująco czysto. Co więcej, jak na warunki wyspałem się
całkiem nieźle, choć pewnie wyglądałem jak kupka nieszczęść. Podniosłem dłoń do
skroni i zmroziło mnie w połowie ruchu.
Spencer.
Sen? Sen na jawie? Co to niby do kurwy było?
Pokręciłem energicznie głową, co było
ogromnym błędem, bo od razu eksplodowała bólem. Osunąłem się na jedno z
krzeseł, bo jego siła podcięła mi nogi.
Nie no, bez przesady! Żebym miał sny
prawie erotycznie z nią związane? Naprawdę za dużo wczoraj wypiłem… Część
imprezy chyba wymykała mi się w dodatku z pamięci. Spojrzałem nietrzeźwo
otępiony bólem na pager, leżał na stole przede mną. Przez kilka długich minut
prowadziłem mozolną walkę ze samym sobą i doszedłem do wniosku, że jeśli się
nie dowiem, to nie zasnę ponownie spokojnie.
„Możesz na chwilę przyjść?”
Dopiero, kiedy wysłałem tę wiadomość,
dotarło do mnie, jak źle brzmiała. Zmusiłem szare komórki do współpracy. Muszę
się dowiedzieć, czy tutaj wczoraj była, czy po prostu tracę zdrowy rozsądek. W
obu wypadkach pewne było, że wczoraj palma uderzyła mi chyba do tego małego,
zidiociałego móżdżka.
„A jeśli nie, to potrzebuję butelkę
wody. Gazowanej.”
Odłożyłem narzędzie praktycznie bez
wyrzutów sumienia, małą butelkę z wodą opróżniłem do końca, po czym wyrzuciłem
do kosza i wróciłem powoli do łóżka, tam zamierzając poczekać zarówno na
Hastings jak i na to, żeby ten paskudny ból wreszcie zniknął. Przy okazji może
nieco uda mi się jeszcze zdrzemnąć i zminimalizować przewroty żołądka.
czwartek, 7 grudnia 2017
240
Kiedy mniej więcej ogarnęłam największe skupisko brudu, była pora zabrać się za ostatnie pomieszczenie, w którym widziałam gości - sypialnię Jake'a. Na wypadek, gdyby już spał, ściągnęłam przed wejściem buty. Okazało się to jednak niepotrzebne. Aktor dalej był pochłonięty obserwowaniem płomieni z takim oddaniem, jakby były one najseksowniejszą tancerką na świecie, odstawiającą dla niego pokaz życia. Mówiłam do niego, pytałam czy wszystko w porządku, jednak nic nie odpowiedział. Nie poruszył się nawet do momentu, kiedy podałam mu rękę i powiedziałam, że pomogę mu zapakować się do łóżka. Już się kiedyś zdarzyło, że pomagałam mu zdjąć spodnie, więc powtórka z rozrywki raczej nie powinna być problemem.
- Wyglądasz strasznie, powinieneś się położyć. - Nie dbałam już o formalności. Szansa, że będzie pamiętał w ogóle moją obecność w tym pokoju by mnie zaskoczyła.
Zareagował szybciej, niż się spodziewałam. Pochwycił moją dłoń i stanął na równe nogi. Wyglądało to dosyć pokracznie, ponieważ musiałam podać mu lewą rękę, czyli tę słabszą - podanie prawej, poharatanej przez szkło, raczej skończyłoby się upadkiem nas obojga. W sumie jak się okazało po chwili, i tak nastąpił.
Nie puszczając mojej dłoni, Jake objął mnie w pasie. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, jednak nim podniosłam na niego wzrok... Bam! Leżeliśmy już na łóżku. Znaczy się on leżał na łóżku, ja wylądowałam na nim. Podciągnęłam nogi tak, by spróbować wydostać się z jego uścisku, jednak zamiast tego moja pozycja z leżącej, zmieniła się na leżącą okrakiem.
Serce waliło mi szalenie szybko. Znów byłam tak blisko niego... Oh, jakże chciałam się po prostu poddać i ułożyć w jego ramionach. Jakże chciałam pozwolić mu na to, żebyśmy tak sobie razem, najzwyczajniej w świecie leżeli... Ale wiedziałam, że nie powinnam. Dawanie sobie nawet tej krótkiej, złudnej chwili, byłoby istną destrukcją.
- Możesz mnie pocałować? - spytał, kiedy nasze spojrzenia się spotkały.
Zamarłam. Miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Nie, musiałam się przesłyszeć. On nie mógł... A jeśli? Ponoć po pijaku ludzie nabierają odwagi i mówią oraz robią rzeczy, których wstydzą się normalnie. Inni jednak uważają, że w takim stanie upojenia po prostu do głowy przychodzą głupie pomysły. Może to być jednak tłumaczenie, które ma w zamiarze ukryć prawdę, która wyszła na jaw... Tylko pytanie, której wersji chciałam wierzyć?
Jeszcze przez chwilę siedziałam tak na nim w zawieszeniu. Musiałam zdecydować, czego chciałam. Spełnienie jego życzenia nie oznaczało, że rano będzie z tego zadowolony, ani że nawet będzie to pamiętać. Za to odmowa... Odmowa byłaby sprzeczna z tym, czego chciałam, do czego wewnętrznie się rwałam. Pragnęłam z go, nie tyko fizycznie, jednak to była jedyna bliskość, na jaką miałam szanse.
Wiedziałam, że nie puści mnie bez odpowiedzi. Musiałam się decydować, nie mogłam milczeć w nieskończoność...
Odgarnęłam kilka kosmyków włosów, które opadły na jego twarz. Był tak ciepły, a jego skóra była delikatna w dotyku. Podkrążone oczy aż prosiły się o więcej snu, za to niesamowite usta... One już wyraziły, czego chciały.
- Rano będziesz tego żałować, wiesz? - spytałam, obserwując blask płomieni tańczący w jego oczach. Nie oczekiwałam odpowiedzi, wiedziałam, że tak będzie, a mimo to przysunęłam się do niego i musnęłam delikatnie jego wargi.
Czułam się tak, jakbym znów próbowała czegoś, co uwielbiałam, jednak przez lata nie miała z tym styczności. Delikatnie pieściłam jego usta, jakbym się bała, że przy niewłaściwym ruchu może nagle otrzeźwieć i mnie odepchnąć. Po kilku chwilach strach minął, jednak nadal nie pogłębiałam pocałunku. Taka delikatność była może nawet bardziej kusząca i podniecająca, niż gdyby nasza bliskość była bardziej intensywna.
Nie umiałam opisać radości, jaka wiązała się z tą chwilą. Nie umiałam sama przed sobą zaprzeczyć, że sama kilka razy myślałam o tym, co by było gdyby sprawy między nami potoczyły się inaczej, jednak zaraz potem wracały wspomnienia i wszystko trafiał szlag. W sumie obecna sytuacja, jak te poprzednie, opierała się na tym samym - na niczym. Nie przeszkadzało mi to jednak czerpać garściami z tego doświadczenia. Zapach alkoholu kompletnie mi nie przeszkadzał, chociaż cały czas miałam z tyłu głowy konsekwencje, z jakimi się wiąże.
Nie wiem jak długo byliśmy tak do siebie zbliżeni, jednak w końcu nastąpił moment, w którym nasze wargi się rozdzieliły. Nie odsunęłam się jednak daleko, nadal byłam w zasięgu kilku centymetrów od jego twarzy i... Czekałam na jakąś reakcję. Na to, że zrozumie, że popełnił błąd, lub dalej będzie kroczył w to szaleństwo.
Czułam przyjemne ciarki na całym ciele. A może był to efekt tego, że była w krótkiej spódnicy oraz bluzce bez dłuższych rękawów i najzwyczajniej zaczęło robić mi się zimno? Nie umiałam powiedzieć... Ba, nawet nie umiałam poświęcić temu więcej czasu w mojej głowie, niż zwyczajne dostrzeżenie tego zjawiska.
- Wyglądasz strasznie, powinieneś się położyć. - Nie dbałam już o formalności. Szansa, że będzie pamiętał w ogóle moją obecność w tym pokoju by mnie zaskoczyła.
Zareagował szybciej, niż się spodziewałam. Pochwycił moją dłoń i stanął na równe nogi. Wyglądało to dosyć pokracznie, ponieważ musiałam podać mu lewą rękę, czyli tę słabszą - podanie prawej, poharatanej przez szkło, raczej skończyłoby się upadkiem nas obojga. W sumie jak się okazało po chwili, i tak nastąpił.
Nie puszczając mojej dłoni, Jake objął mnie w pasie. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, jednak nim podniosłam na niego wzrok... Bam! Leżeliśmy już na łóżku. Znaczy się on leżał na łóżku, ja wylądowałam na nim. Podciągnęłam nogi tak, by spróbować wydostać się z jego uścisku, jednak zamiast tego moja pozycja z leżącej, zmieniła się na leżącą okrakiem.
Serce waliło mi szalenie szybko. Znów byłam tak blisko niego... Oh, jakże chciałam się po prostu poddać i ułożyć w jego ramionach. Jakże chciałam pozwolić mu na to, żebyśmy tak sobie razem, najzwyczajniej w świecie leżeli... Ale wiedziałam, że nie powinnam. Dawanie sobie nawet tej krótkiej, złudnej chwili, byłoby istną destrukcją.
- Możesz mnie pocałować? - spytał, kiedy nasze spojrzenia się spotkały.
Zamarłam. Miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Nie, musiałam się przesłyszeć. On nie mógł... A jeśli? Ponoć po pijaku ludzie nabierają odwagi i mówią oraz robią rzeczy, których wstydzą się normalnie. Inni jednak uważają, że w takim stanie upojenia po prostu do głowy przychodzą głupie pomysły. Może to być jednak tłumaczenie, które ma w zamiarze ukryć prawdę, która wyszła na jaw... Tylko pytanie, której wersji chciałam wierzyć?
Jeszcze przez chwilę siedziałam tak na nim w zawieszeniu. Musiałam zdecydować, czego chciałam. Spełnienie jego życzenia nie oznaczało, że rano będzie z tego zadowolony, ani że nawet będzie to pamiętać. Za to odmowa... Odmowa byłaby sprzeczna z tym, czego chciałam, do czego wewnętrznie się rwałam. Pragnęłam z go, nie tyko fizycznie, jednak to była jedyna bliskość, na jaką miałam szanse.
Wiedziałam, że nie puści mnie bez odpowiedzi. Musiałam się decydować, nie mogłam milczeć w nieskończoność...
Odgarnęłam kilka kosmyków włosów, które opadły na jego twarz. Był tak ciepły, a jego skóra była delikatna w dotyku. Podkrążone oczy aż prosiły się o więcej snu, za to niesamowite usta... One już wyraziły, czego chciały.
- Rano będziesz tego żałować, wiesz? - spytałam, obserwując blask płomieni tańczący w jego oczach. Nie oczekiwałam odpowiedzi, wiedziałam, że tak będzie, a mimo to przysunęłam się do niego i musnęłam delikatnie jego wargi.
Czułam się tak, jakbym znów próbowała czegoś, co uwielbiałam, jednak przez lata nie miała z tym styczności. Delikatnie pieściłam jego usta, jakbym się bała, że przy niewłaściwym ruchu może nagle otrzeźwieć i mnie odepchnąć. Po kilku chwilach strach minął, jednak nadal nie pogłębiałam pocałunku. Taka delikatność była może nawet bardziej kusząca i podniecająca, niż gdyby nasza bliskość była bardziej intensywna.
Nie umiałam opisać radości, jaka wiązała się z tą chwilą. Nie umiałam sama przed sobą zaprzeczyć, że sama kilka razy myślałam o tym, co by było gdyby sprawy między nami potoczyły się inaczej, jednak zaraz potem wracały wspomnienia i wszystko trafiał szlag. W sumie obecna sytuacja, jak te poprzednie, opierała się na tym samym - na niczym. Nie przeszkadzało mi to jednak czerpać garściami z tego doświadczenia. Zapach alkoholu kompletnie mi nie przeszkadzał, chociaż cały czas miałam z tyłu głowy konsekwencje, z jakimi się wiąże.
Nie wiem jak długo byliśmy tak do siebie zbliżeni, jednak w końcu nastąpił moment, w którym nasze wargi się rozdzieliły. Nie odsunęłam się jednak daleko, nadal byłam w zasięgu kilku centymetrów od jego twarzy i... Czekałam na jakąś reakcję. Na to, że zrozumie, że popełnił błąd, lub dalej będzie kroczył w to szaleństwo.
Czułam przyjemne ciarki na całym ciele. A może był to efekt tego, że była w krótkiej spódnicy oraz bluzce bez dłuższych rękawów i najzwyczajniej zaczęło robić mi się zimno? Nie umiałam powiedzieć... Ba, nawet nie umiałam poświęcić temu więcej czasu w mojej głowie, niż zwyczajne dostrzeżenie tego zjawiska.
239
Już na praktycznie samym początku tej
libacji zgubiłem z oczu pager i słuch po nim zaginął. Na moje szczęście nikt go
nie nadużywał, więc może po prostu zapodział się gdzieś pomiędzy moimi
rzeczami, a Jared okazał się w posiadaniu drobinki rozumu i nie wpadł na
pomysł, żeby ponownie go nadużywać. Z resztą po wypiciu sporej ilości alkoholu
takie fakty i drobnostki niespecjalnie chciały się trzymać mojej głowy. Nie
wiem dokładnie, w którym momencie w moim pokoju pojawiła się Annabel ze swoimi
przyjaciółkami, rozmywała się też chwila, w której większość z nich się
zwinęło. Nie byłem na tyle ogarnięty, żeby śledzić kto z kim wychodzi, ale
miałem niemal pewność, że reżyser szedł pod pachę z dwoma dziewczynami, których
imiona dawno wyparowały z mojej pamięci. Miałem to do siebie, zapominać rzeczy
nieistotne. Rozśmieszył mnie ten fakt, więc prychnąłem śmiechem i potrąciłem
palcem szyjkę stojącej nieopodal butelki. Wydała dziwnie przyjemny dźwięk. To
też w gruncie rzeczy mnie bawiło.
Wszystko mnie bawiło! Miałem ochotę
poderwać się i tańczyć w jednej sekundzie, a w kolejnej zauważyłem, że nie mam
na to sił. Siedziałem więc tak, oparty o łóżko i gapiłem się w przestrzeń,
starając na czymś zawiesić spojrzenie. Gdzieś za mną – na mnie? – siedziała jeszcze
Annabel, och tak, ją poznałem akurat po zapachu perfum, choć w powietrzu
przeważała woń alkoholu i jedzenia. Jared kręcił się gdzieś, tocząc rozbudowany
monolog i prowadząc dyskusję sam ze sobą, bo nasza dwójka nie zwracała na niego
uwagi.
Coś ta Ann za bardzo się klei…
Dobra, później jej powiem, żeby się
odwaliła, zdecydowałem sennie. Miałem poczucie, jakby chmury wypełniały moją
głowę, a były tak ciężkie, że musiałem się przedzierać przez nie, żeby
skojarzyć dwa fakty. Odchyliłem lekko głowę do tyłu, kiedy ktoś stanął obok
nas. Na pewno nie był to Jared, on nie nosił takich fikuśnych butków.
O, Spencer! Uch, nie miałem siły, żeby
cokolwiek zrobić. Od kiedy powietrze jest takie ciężkie jak ołów?
— Sorry bejb, to łóżko może pomieścić
tylko mnie — odpowiedziałem, uśmiechając się przebiegle w stronę Annabel.
Jakikolwiek miała interes w zachowywaniu się w ten sposób, nie był to mój
interes. Może szykowała jakiś podstęp? No, ale ja, Jake Underwood szpieg
wszechczasów nie zamierzałem dać się na niego złapać, bynajmniej! Przejrzałem
ją! Rozciągnąłem leniwy uśmiech szerzej na twarzy i zadarłem brodę. — A skoro
masz swoje łóżko, powinnaś z niego zrobić użytek — dodałem nieco może
bełkotliwie, oparłem się na ramieniu z wyprostowanym łokciem i zerknąłem za
siebie, odnajdując spojrzeniem Jareda.
Drań gapił się na etykietę jakiegoś
alkoholu. Chyba nie zamierza mi tego wypijać!
— Jared, zmywaj się stąd — rzuciłem
rozbawionym głosem i oparłem się o ramę łóżka wygodniej. Elektryczne płomienie
i ciepło hipnotyzowały mnie swoimi powolnymi ruchami. — I zostaw butelkę —
dodałem, przymykając powieki. — Zmykaj, Annabel, skoro oboje nie jesteśmy
zainteresowaniu w tym, w czym ty sądzisz, że jesteś zainteresowana, ale z
pewnością się mylisz nawet bardziej niż ja — dodałem i uniosłem palec
wskazujący ku górze, jakbym właśnie wygłosił wyczerpujący teologiczny wykład na
trudny dla ludzkości temat. Haha, mogłem się czuć jak prawdziwy, sędziwy
profesor!
Kiedy tamta dwójka wyszła, odetchnąłem
z ulgą. Nareszcie zostałem sam… Gapienie się w płomienie nadal było najlepszą
rozrywką, na jaką było mnie stać. Jeszcze chwila, chwileńka i podniosę się i
położę na łóźku, jeszcze tylko moment…
Przeszkodziło mi coś, albo raczej ktoś.
Oderwany od rzeczywistości podniosłem spojrzenie na Spencer. Chwila, co?
Zamrugałem kilkakrotnie. A co ona tutaj robi? Jakoś nie szło mi logiczne
myślenie, więc zamiast tego pozwalałem sobie chłonąć ten widok. Wydawało mi
się, że mózg mi owinęła przyjemna kołdra nieświadomości, a wszystko wydawało
się być wolne, rozmazane, a jedynie ona pośród tego wszystkiego była taka, jak
zawsze. Patrzyłem na jej pełne usta, które poruszały się, jakby coś do mnie
mówiła. Zamrugałem ponownie. Zdecydowanie coś mówiła.
A moja koszula była rozpięta. Co za
złośliwość rzeczy martwych, kiedy niby to się stało? Musiałem nieźle się urżnąć,
skoro najwidoczniej mamy już za sobą grę wstępną, tylko Spencer ma jeszcze na
sobie podejrzaną ilość ubrań. Zdecydowanie za wiele.
Złapałem jaj dłoń, kiedy zrozumiałem,
że chyba chce pomóc mi wstać albo kontynuować naszą małą zabawę (tylko cholera,
dlaczego nie potrafiłem sobie przypomnieć, kiedy ona się zaczęła? Choleraaaa,
dlaczeeegoooo?). Kiedy oboje byliśmy już w pionie i miałem pewność, że gdzieś
za moimi plecami jest łóżko, na którym przed chwilą leżała jeszcze Annabel,
zrobiłem mały krok w tyłu. Łydka napotkała opór, więc zacisnąłem swoją dłoń na
jej dłoni, a drugą złapałem ja w pasie, żeby mieć pewność, że nie uda się jej
utrzymać równowagi. Wydawało mi się, że krótki, urwany śmiech opuścił moje
usta, jakby to była najlepsza zabawa na świecie, a chwilę później leżałem na
plecach na miękkim materacu, a dziewczyna na mnie. Teraz nie było czasu na
racjonalne myślenie ani zadawanie sobie pytania, czy to mądre. To był czas na
działanie, na szczere robienie tego, na co naprawdę miałem ochotę, a czego na
trzeźwo z pewnością bym nie zrobił.
Wydawało mi się, że wstrzymywałem w tej
krótkiej chwili oddech, a moje serce chciało opuścić klatkę piersiową w tempie
natychmiastowym, bo panoszyło się pomiędzy żebrami boleśnie. Czemu miałbym tego
nie zrobić? Nie spróbować? Zdrowy rozsądek i „porządny Jake” przywoływali wizje
tego, jak skończyło się to ostatnio w podobnej sytuacji, ale otępienie
alkoholem było zbyt silne, żeby ich obu posłuchać.
— Możesz mnie pocałować? — wyrwało mi
się, a moje oczy wiernie utkwiły spojrzenie w jej twarzy, jakbym chciał znaleźć
w nich jakiś błysk, zrozumieć może coś więcej. Mój głos był dziwnie nieswój,
zachrypnięty od dłuższego milczenia i cichy, choć pewny. Wcześniejszy śmiech
dawno wyparował z wyrazu mojej twarzy i nie byłem pewny, jakie emocje po tym na
niej zostały. To proste pytanie przeszyło powietrze i zawisło między nami. Czy
będę żałował? Później, jutro, za tydzień?
Na pewno nie.
środa, 6 grudnia 2017
238
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułam się tak dobrze, pracując. W pewnym momencie nawet zapomniałam o bólu dłoni i pracowałam tak sprawnie, jak normalnie. Wciągnięta w wir zajęć nie miałam czasu myśleć o kumulacji ostatnich dwudziestu czterech godzin. Było dobrze do tego stopnia, że nie pomyślałam o Jake'u aż do późnego wieczora, kiedy pisałam maila do Deana. Oczywiście nie odpowiedziałam mu o naszej rozmowie w holu... Wspomniałam tylko, że wstawił się za mną w recepcji i teraz znów, tak jakby, dla niego pracuje. I myślałam, że na tym skończy się jego obecność w dzisiejszym dniu, że skończę pisać i będę miała wieczór dla siebie - miałam w planach iść na spacer, jednak telefon z pracy zmienił trwale moje plany.
Dostałam informację o zamówieniach na sporą ilość alkoholu i przekąsek z pokoju Jake'a. Potwierdzili, że nie on je zamawiał, ale nawet jeśli było to swego rodzaju impreza (w granicach nie przeszkadzania innym gościom), to ja musiałam ją obsługiwać. Myślałam, że zrobię krzywdę za to, że urządził zabawę u siebie - tylko to miałam w głowie wbijając się znów w hotelowy mundurek, który obecnie zawierał również rękawiczki. O dziwo, tego dnia również po raz pierwszy zauważyłam, że czarny fartuch noszony na spódnicy, jest delikatnie do niej podszyty.
Jared, który zdawał się już nieźle podpity, ale nie zchlany, zadzwonił po nową porcję alkoholu, tym razem niewielką, więc założyłam, że już tylko niedobitki zostały. Miałam jednak ochotę odmówić przyniesienia go - wydawało mi się, że już im wystarczy. Kim ja jednak byłam, żeby im go odmawiać? Ja tu tylko sprzątałam... I nie tylko.
Zamurowało mnie, kiedy zamknęłam za sobą drzwi do apartamentu Jake'a, a konkretnej do jego sypialni, gdzie znajdowała się teraz cała impreza. Na podłodze siedział nikt inny, jak on sam, wpatrzony w spokojnie bujające się płomienie elektrycznego kominka. Nie to mnie jednak tak zaskoczyło. Na jego ramieniu leżała, może nawet wręcz na nim spała, dziewczyna z którą dzisiaj widziałam go w jacuzzi. Dowiedziałam się, że nazywa Annabel i również jest aktorką, jednak nie mogłam sobie przypomnieć jej z żadnego filmu, jakie ostatnio oglądałam - może występowała w innych gatunkach....
Jared jako jedyny zareagował na moje wejście, od razu przychodząc po butelkę, którą miałam na tacy. Ja jednak tempo nadal wpatrywałam się w parę siedzącą tak sobie słodko, w romantycznej prawie że scenerii...
- Nie chcę się wtrącać, ale nie powinniście już rozejść się do swoich sypialni? - zagadnęłam, choć tak naprawdę powinnam ugryźć się w język.
Okazało się, że dziewczyna się, że dziewczyna nie spała, bo od razu zareagowała:
- Reguły hotelu nie zabraniają chyba nocowań... - wymruczała ponętnie. No i miała rację, tak długo jak płaciła za swój pokój, mogła spać u kogoś innego, o ile na to pozwalał. - Więc mogłabym zostać gdyby ktoś bardzo chciał - ciągnęła, jednak Jake nic nie odpowiedział. W końcu czekanie ją znudziło, więc przesunęła się tak, żeby siedzieć na przeciwko niego. Zrobiła naburmuszoną minę, pochylając się w stronę Jake'a tak, że gdyby pochylił się kawałek do przodu, mógłby utonąć w jej biuście.
Odwróciłam wzrok, bojąc się, że może dojść do rzeczy, których oglądać nie chciałam.
- Wyjdę od razu, jak skończę sprzątać - poinformowałam... Nawet nie wiek kogo, bo miałam wrażenie, że nikt mnie nie słuchał.
W części salonowej, gdzie odbywała się cała zabawa, było oczywiście najgorzej. Butelki stały wszędzie, jednak ich sprzątnięcie nie było problemem. Kłopotem były okruszki, które walały się po całym dywanie i nie tylko. Było jednak za późno na odkurzanie, więc poprzestałam na zebraniu wszystkich butelek na blacie w kuchni.
Dostałam informację o zamówieniach na sporą ilość alkoholu i przekąsek z pokoju Jake'a. Potwierdzili, że nie on je zamawiał, ale nawet jeśli było to swego rodzaju impreza (w granicach nie przeszkadzania innym gościom), to ja musiałam ją obsługiwać. Myślałam, że zrobię krzywdę za to, że urządził zabawę u siebie - tylko to miałam w głowie wbijając się znów w hotelowy mundurek, który obecnie zawierał również rękawiczki. O dziwo, tego dnia również po raz pierwszy zauważyłam, że czarny fartuch noszony na spódnicy, jest delikatnie do niej podszyty.
Jared, który zdawał się już nieźle podpity, ale nie zchlany, zadzwonił po nową porcję alkoholu, tym razem niewielką, więc założyłam, że już tylko niedobitki zostały. Miałam jednak ochotę odmówić przyniesienia go - wydawało mi się, że już im wystarczy. Kim ja jednak byłam, żeby im go odmawiać? Ja tu tylko sprzątałam... I nie tylko.
Zamurowało mnie, kiedy zamknęłam za sobą drzwi do apartamentu Jake'a, a konkretnej do jego sypialni, gdzie znajdowała się teraz cała impreza. Na podłodze siedział nikt inny, jak on sam, wpatrzony w spokojnie bujające się płomienie elektrycznego kominka. Nie to mnie jednak tak zaskoczyło. Na jego ramieniu leżała, może nawet wręcz na nim spała, dziewczyna z którą dzisiaj widziałam go w jacuzzi. Dowiedziałam się, że nazywa Annabel i również jest aktorką, jednak nie mogłam sobie przypomnieć jej z żadnego filmu, jakie ostatnio oglądałam - może występowała w innych gatunkach....
Jared jako jedyny zareagował na moje wejście, od razu przychodząc po butelkę, którą miałam na tacy. Ja jednak tempo nadal wpatrywałam się w parę siedzącą tak sobie słodko, w romantycznej prawie że scenerii...
- Nie chcę się wtrącać, ale nie powinniście już rozejść się do swoich sypialni? - zagadnęłam, choć tak naprawdę powinnam ugryźć się w język.
Okazało się, że dziewczyna się, że dziewczyna nie spała, bo od razu zareagowała:
- Reguły hotelu nie zabraniają chyba nocowań... - wymruczała ponętnie. No i miała rację, tak długo jak płaciła za swój pokój, mogła spać u kogoś innego, o ile na to pozwalał. - Więc mogłabym zostać gdyby ktoś bardzo chciał - ciągnęła, jednak Jake nic nie odpowiedział. W końcu czekanie ją znudziło, więc przesunęła się tak, żeby siedzieć na przeciwko niego. Zrobiła naburmuszoną minę, pochylając się w stronę Jake'a tak, że gdyby pochylił się kawałek do przodu, mógłby utonąć w jej biuście.
Odwróciłam wzrok, bojąc się, że może dojść do rzeczy, których oglądać nie chciałam.
- Wyjdę od razu, jak skończę sprzątać - poinformowałam... Nawet nie wiek kogo, bo miałam wrażenie, że nikt mnie nie słuchał.
W części salonowej, gdzie odbywała się cała zabawa, było oczywiście najgorzej. Butelki stały wszędzie, jednak ich sprzątnięcie nie było problemem. Kłopotem były okruszki, które walały się po całym dywanie i nie tylko. Było jednak za późno na odkurzanie, więc poprzestałam na zebraniu wszystkich butelek na blacie w kuchni.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER

