Nienawidziłam jazdy metrem. Żeby zdobyć miejsce siedzące, trzeba było być wykazać się sprytem, zwinnością, szybkością oraz umiejętnością długiego wstrzymania oddechu. No, a przynajmniej kiedy jeździło się w godzinach szczytu. Szczęśliwie, nauczyłam się tego przez lata, co pozwalało mi nie marnować bezczynnie czasu jazdy. Jakby nie patrzeć nikt mnie do matur nie przygotuje, więc muszę dać z siebie wszystko i wkuwać tyle materiału, ile mogę.
Dzisiaj padło na język angielski, czyli kolejna epoka literacka, kolejna o którą i tak nikt nie dba. Niestety, jest to w kanonie wiedzy egzaminacyjnej, więc wypadałoby posiadać chociaż podstawowe informacje w tym temacie, chociaż tyle.
Westchnęłam, myśląc znów o tym wszystkim. O ile z angielskim dam sobie radę bez problemu, matematyka była moim wrogiem. Był to przedmiot, do którego nie wystarczy mieć książki i wałkować zadania. Pewne niuanse i sztuczki z podstawianiem wzorów i inne bajery, może pokazać tylko nauczyciel. W porównaniu do mich rówieśników, nie miałam na to szans.
Moja mama zachowywała się tak, jakby wciąż przeżywała swoją siedemnastkę. Rozumiem, że wiele przegapiła z powodu moich narodzin, ale czy to jest powód, żeby tak się zachowywać? Żeby robić ze swojego dziecka żywiciela rodziny? Żeby nie znać umiaru?! Nie, zdecydowanie nie. Do niej jednak nic nie przemawiało, żadne rozmowy, żadne argumenty. Dawno się już poddałam. Jedyne co zostało mi więc robić, to pilnować, alby nie skończyła na ulicy.
Pogrążając się tak w swojej frustracji, która narosła przez zarwaną noc, skończył mi się czas. Po czym poznałam? Przystanek na którym wysiadałam był końcem podróży ponad siedemdziesięciu procent pasażerów, i początkiem podróży co najmniej osiemdziesięciu.
Szybko wrzuciłam książkę do torby i uciekłam, nim drzwi od tej metalowej puszki zamknęły się, co przysporzyłoby mi dużo problemów w pracy. Punktualność to jedna z najważniejszych dla nich rzeczy. Zawsze ustawali robotę tak, żebym idealnie ustawiła się w czasie z porządkami zleconych pomieszczeń - bałagan oznaczał spóźnienie, bądź lenistwo.
Grafik był niezwykle ważny i napięty. Wszystko było ustawiane tak, żeby tacy ludzie jak ja nawet nie znaleźli się koło gwiazd przychodzących do firmy. Zdarzały się jednak wypadki, gdzie sprzątanie było potrzebne na zaraz... Wtedy starsze sprzątaczki zawsze wysyłały mnie. To była moja szansa na dodatkowy zarobek, sprzedanie jakichś informacji, które dało się zasłyszeć, czy czasem nawet zdjęć... Media dużo płacą za takie rzeczy, a mnie jak na razie udało się zachować posadę, co świadczy o tym, że kierownictwo nie wie, że to ja.
Kiedy tylko znalazłam się w budynku, udałam się do pokoju personelu położonego w piwnicy. Pierwsze, co zrobiłam po ubraniu paskudnego fartuszka, który automatycznie pozwalał wszystkim ważniakom wokół na pomiatanie mną, sprawdziłam grafik. Jednak nim udałam się w miejsce mojego pierwszego zadania, dostaliśmy telefon.
Na piętrze, gdzie odbywało się właśnie spotkanie jednego z głównych menadżerów firmy z Jakiem Underwood'em, gorącym odkryciem tego roku, miał miejsce wypadek. Wózeczek z kawą, który jeździł między piętrami i serwował ciepłe napoje gościom, przewrócił się i rozlał.
- I oby mi to było załatwione migiem! - wydarł się menadżer, kończąc rozmowę.
Jeśli wierzyć plotkom, to Jake szykował się na rolę serialu. A gdyby tak... o tym właśnie rozmawiali na spotkaniu? To była moja szansa na prawdę wielką kasę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz