Ten dzień zaczynał się już koszmarnie, a myśl o przeżyciu go do końca prawie nie pozwoliła mi wstać z łóżka. Od wczesnej nocy po apartamencie kręcili się różni ludzie i weterynarze, specjaliści w swojej dziedzinie - podobno. Bo nikt nadal nie wiedział, co dzieje się z Drakiem. W związku z nieprzespaną nocą poziom mojej energii do działania spadał do zera, a menedżerzy przez telefon upewniali mnie w przekonaniu, że muszę dzisiaj wykrzesać z siebie wszystko na spotkaniu z reżyserem nowego serialu (akurat dzisiaj, kiedy wyglądałem jak zombie) i na sesji charakteryzatorskiej do roli, jaką mam tam zagrać. Jeśli byłoby to coś a'la the Walking Dead, to dzisiaj faktycznie dostałbym tę rolę z palcem w...
Mimo tego wszystkiego wstałem z łóżka, na którym przeleżałem bardziej niż przespałem jedną godzinę, ubrałem się i wyszedłem z apartamentu. Winda zawiozła mnie do holu, w którym czekał już umówiony kierowca. I tak oto o godzinie siódmej pięćdziesiąt zaczynał się mój normalny dzień pracy. Ktoś kiedyś pomyślał że łątwo i fajnie jest być aktorem? Chyba nigdy nim nie był.
- Panie Underwood, najpierw pański menedżer życzył sobie pana spotkać. Późniejszy plan dnia dostanie pan zapewne na spotkaniu z nim - powiedział wysoki, barczysty mężczyzna, którego oczy zasłaniały ciemne okulary. Kiwnąłem głową, bo nie miałem nawet ochoty się odzywać.
Jakiś reporter palant znów rozesłał wiadomość, o której wychodzę z mieszkania. Łatwo było to poznać - przed foyer apartamentowca, na niewąskim na szczęście chodniku stały tłumany ludzi w różnym wieku i różnej płci. Nabrałem powietrza w płuca, przepychając się w stronę samochodu w asyście kierowcy. Zazwyczaj robiłem sobie jakąś fotkę z fanami albo chociaż podpisałem kilka autografów, dziś jednak byłej nie w nastroju na pobłażanie komukolwiek.
Do biura menedżera dotarłem spóźniony, zły i śpiący. Rozmowa zaczęła się konkretnie - przynajmniej za to ceniłem Harry'ego, zawsze zaczynał od sedna sprawy i nie owijał w bawełnę.
- Reżyser powiedział, że da ci dużą szansę na ten serial. Biorąc pod uwagę statystyki, temat jakiego dotyczy, czyli lekkie sci-fi o superbohaterze, który podawany jest w wiadomościach jako złoczyńca... Ten temat jest chodliwy, to duża szansa, żeby wypromować się i ponieść na fali, na której obecnie już jesteś.
Zgadzałem się z nim, nie moglem tylko zapanować nad opadającymi powiekami. Spotkanie ciągnęło się, padało wiele informacji które miałem zapamiętać dotyczących fabuły filmu i potrzebnych do castingu. Szczęśliwie sam casting nie odbywa się dzisiaj. Po kilkudziestu minutach miałem wrażenie, że więcej nie dam rady. Chcąc jednak sięgnąć po kawę ze stolika, na którym stała, stało się coś nieprzewidywalnego. Ktoś pchnął wózek, mój refleks nie wystarczył, żeby zareagować i potrąciłem dłonią dzbanek pełny czarnego napoju. Kawa rozlała się, zalewając przy tym moje buty.
- Świetnie... - mruknąłem do siebie, wstając. Dziewczyna odpowiedzialna za wózek chyba cała trzęsła się ze stresu. - Przepraszam za kłopot. Dzisiaj nie jestem w najlepszej formie. Harry, zawołasz kogoś? Moje buty przemokły - zwróciłem się do menedżera, pod maską chlodnego profesjonalizmu ukrywając złość i frustrację. Osobie znanej nie wypada być bucem i wydzierać się na głos na głupotę i pecha, co miałem ochotę zrobić.
Wyciągnąłem telefon w oczekiwaniu na kogoś, kto posprząta ten bajzel. Zadzwoniłem do kierowcy, który czekał na dole, żeby przyniósł mi coś na zmianę z bagażnika samochodu. Byłem przygotowany zawsze na wszelkie niepowodzenia i nieplanowane tarapaty.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz