Swoboda - tak, właśnie to czułam. Ciężko pewnie w to uwierzyć, zważając na tonę makijażu i "dodatkowe części ciała" jakie właśnie na sobie miałam, jednak było to w tym momencie dla mnie najmniejszym problemem. Ja po prostu chciałam się od niego odsunąć - jego bliskość, dotyk... Przytłaczały mnie. Jakby nakładał na mnie łańcuchy, a potem kazał się w nich poruszać i uśmiechać, jakby było to kompletnie normalne.
Mimo to chciałam wiedzieć, co siedziało w jego głowie? Do tej pory zaszło między nami wiele, jeśli tak to w ogóle można nazwać, jednak nie byłam w stanie go rozgryźć. Najłatwiej byłoby założyć tak jak to przedstawiał z początku - że chodziło o sex i to dlatego się tak zachowywał. I to by wyjaśniało to bycie miłym i w ogóle, ale nie umiałam w to uwierzyć. Od początku był bardziej uczynny i wyrozumiały niż można by się spodziewać i samo to nasuwało różne myśli, jednak potem... Then we went downhill. Jednak mimo wszystko dbał o to, bym miała , że tak to ujmę, co ze sobą zrobić. Dzięki niemu mam mało wymagającą pracę, jednak dalej dobrze zarabiam. Wierzyć w to, że to z poczucia winy, że chciał zaciągnąć mnie do łóżka też nie wierzyłam, bo w końcu raz spaliśmy razem i do niczego nie doszło... No i nie czułby się raczej winny, jeśli to rzeczywiście było wszystko, czego by ode mnie chciał.
Szybkim krokiem opuściłam pokój zaraz za Jake'iem, ale nie udałam się w umówione miejsce. Potrzebowałam chwili oddechu, kilka chwil z dala od tłumów i błysku flashy. Chwili gdzie moja głowa mogłaby wrócić do moich szarych, przyziemnych spraw...
A skoro o nich mowa, to nawet to nie było mi dane, chociaż nie mogę obwiniać Jake'a za coś, na co sama się zgodziłam. Otóż przy obecnych funduszach, miałam szansę wrócić do szkoły i normalnie się uczyć. Niestety, kiedy przyszłam złożyć papiery w tym temacie, sekretarka zasugerowała, żebym dobrze to przemyślała. Nie wiedziałam, o co może jej chodzić, jednak nie potrzeba było wiele, żeby otworzyć mi oczy. Wyjęła jedno z pisemek leżących na stercie w poczekalni i podała mi je z taką miną, jakbym była niespełna rozumu... Chociaż w tej chwili może niewiele się myliła.
Gazetka miała kilka miesięcy, jednak poznałam jej okładkę od razu. W tamtym czasie niewiele się działo, największy rozgłos przyniósł nowy serial w którym rolę dostał Jake... I jego nowa menadżerka - ja. Podziękowałam kobiecie grzecznie i wyszłam z budynku, zabierając ze sobą papiery.
Dziwnie się z tym czułam. Liczyłam że ta praca otworzy mi nowe drzwi, ale nie przewidziałam, że w tym samym czasie zamknie stare. Coś jak spalone mosty - już nie mogłam wrócić, chyba że chciałam mieć spokój, bo o ile nie szwędali się za mną paparazzi, fangirls nie mają litości.Ciągłe pytania, prośby, uwaga jaką bym zwracała... Nie tego bym chciała decydując się na powrót.
Westchnęłam, spoglądając na drzwi, za którymi chwilę wcześniej zniknął aktor. Nikt za nim nie wchodził, więc jeśli i nikt nie wszedł tam przed nim... Zapowiadała się chwila sam na sam. Aż po ciele przeszły mi nieprzyjemne ciarki. Przez chwilę wahałam się nawet, czy po prostu nie udawać przez resztę przerwy, że tak naprawdę nie miałam czasu przyjść, ale... Nie, nie mogłabym.
Przed naciśnięciem klamki wzięłam głęboki oddech. Wszystko. Jakoś. Się. Ułoży. A to, o czym chciałam z nim pogadać, będzie musiało poczekać do końca dnia roboczego... Albo i dłużej, jeśli nie będę w stanie zebrać się w sobie, co było bardzo możliwe.
- To tylko ja - powiedziałam, wchodząc do środka. - Chciałeś o czymś porozmawiać? - Właściwie to powinnam spytać, o czym chciał porozmawiać, ale z nerwów już zdążyłam poplątać język.
Chociaż siedział przede mną na kanapie, nie widzieliśmy się twarzą w twarz. Nerwowo patrzyłam na jego plecy, oczekując... Nie wiem, czegokolwiek, aż zauważyłam lustra. Wielkie lustra, które chyba tylko mnie mogły umknąć - w ich odbiciu widziałam zarówno siebie jak i Jake'a, który patrzył na moje odbicie.
- Powinnam usiąść? - spytałam, odchrząkując.
Sama nawet nie wiedziałam, skąd te nerwy. Może dlatego, że sama chciałam z nim porozmawiać i bałam się wypalić teraz? Albo bałam się tego, co mogę usłyszeć? Chociaż chyba tylko prośba o udział w morderstwie mogła mnie zdziwić... Albo może powinnam w końcu podejść do takich rzeczy z czystą głową? Tyle raz mówił i robił wiele rzeczy i wyciągałam z nich... Bardzo często mylne wnioski. Może czas po prostu przestać myśleć i zacząć słuchać?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz