Nawet,
jeśli nie zdawałem sobie z tego do końca sprawy, decyzję podjąłem już dawno
temu. Nieświadomie wiedziałem, co jest rozwiązaniem tej sytuacji. Moje serce i
rozum stanęły jednak w konflikcie, którego nie można było rozwiązać z korzyścią
dla ich obu. Teraz, wchodząc do pomieszczenia, które prowizorycznie zamieniono
na garderobę Spencer, wszystko wydawało mi się na raz bardziej oczywiste i
coraz cięższe.
W pomieszczeniu nadal było kilka
dziewczyn. Rozmawiały cicho między sobą, ale kiedy wszedłem do pomieszczenia
wszystkie zamilkły i utkwiły we mnie swoje spojrzenie. Zaskakujące, jak
normalna już do tej pory stała się dla mnie taka reakcja ludzi na moją
obecność. Odchrząknąłem i poprawiłem mankiety garnituru, który założono mi
wcześniej specjalnie na tą sesję. Był elegancki, ale zupełnie nie w moim stylu.
Dodatkowo był uzupełniony futrem przy kołnierzu, złotymi zapinkami mankietów i
innymi ekstrawaganckimi ozdobami. Zupełnie nie w moim prywatnym stylu. Głodne spojrzenia
dziewczyn od makijażu mówiły jednak wyraźnie, że wyglądam w nim co najmniej dobrze.
Kiedyś uznałbym coś takiego za
komplement. Może odpowiedziałbym uśmiechem. Ale teraz nie chciałem nawet tego
widzieć, łatwiej było udać, że nic nie dostrzegam.
— Możecie wyjść, potrzebuję chwili dla
siebie — rzuciłem chłodno, omijając je i nie racząc nawet pojedynczym
spojrzeniem.
Wszystkie opuściły pomieszczenie. Po
raz kolejny zaskoczyło mnie, jak wiele władzy posiadam nad ludźmi tylko przez
wzgląd na swoje nazwisko i jak wiele szacunku – prawdziwego i wymuszonego – ono
wywiera. Tym razem też to była tylko płytka emocja. Zostałem sam przed wielkimi
taflami luster oświetlonymi z każdej strony, żeby wywołać optymalne światło do
makijażu. Przejechałem dłonią po oparciu skórzanej kanapy, obszedłem ją dookoła
i opadłem na miękkie poduszki na samym jej środku.
Nie musiałem czekać długo, aż Spencer
pojawiła się we wnętrzu. Widok jej twarzy w lustrze, tak niepodobnej do niej
samej, sprawił, że poczułem nieznajomy ciężar na sercu. Coś ukuło mnie w bok.
Nie ma innego wyjścia. Postępuję dobrze. Mogłem wmawiać sobie to przez całe
wieki, ale podświadomie wiedziałem, że przyjdzie mi tego żałować. I to
niedługo.
Bez słowa patrzyłem na dziewczynę w
lustrze, nawet nie drgnąwszy. Zamknęła za sobą drzwi i zapadło między nami
pytanie, a ja zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę już tego dłużej odciągać.
Wydawało mi się, że muszę wstrzymywać
oddech, jakby dostarczenie zbyt dużej ilości tlenu do płuc miałoby sprawić, że
zmienię zdanie. Powoli pokręciłem głową, ale nie ruszyłem się poza tym nawet o
centymetr. Łatwiej było mi patrzeć na Spencer w lustrze, śledzić wyraz jej
twarzy w tafli szkła. Jakby odbicie rzeczywistości sprawiało, że można ją
ugiąć, zakrzywić, zmienić.
— Powinnaś odejść.
Dwa proste słowa uniosły się w
powietrzu, zawirowały w mojej głowie. Co właściwie znaczyły? Do tej pory nie
byłem pewny. Odbijały się w mojej głowie i wydawały mi się tak płaskie,
pozbawione znaczenia. Zapadła cisza, a ja nie mogłem się przemóc, żeby
powiedzieć coś więcej. W głowie wiele razy powtarzałem to wszystko, co chciałem
jej powiedzieć. Układałem odpowiednie słowa w zdania, ale kiedy teraz przyszło
do rzeczy, nie potrafiłem po nie ponownie sięgnąć. Wszystkie tłumaczenia i wyjaśnienia
wydawały mi się zbędne, puste, zbytkowe.
— Wrócisz do swojej szkoły i swojego życia,
znajdziesz normalną pracę, zaczniesz żyć takie życie, jakie powinnaś… Dokończymy
teraz tę sesję, a później nasze drogi się rozejdą. — Nie potrafiłem zdobyć się
na nic innego.
Świadomość, że podejmuję dobrą decyzję
była silna, ale nie silniejsza, niż emocje, które rozpętały się burzą w moim
wnętrzu. To najprawdopodobniej znaczyłoby, że już więcej się nie spotkamy.
Przymknąłem oczy, rozłożyłem powoli rękę w bok, opierając łokieć na oparciu
kanapy i zaciskając na niej swoje palce, nie odwracając spojrzenie od twarzy
Spencer.
Swoją jednocześnie starałem się
zachować bez żadnego wyrazu. Bez nostalgii i smutku za tym, co być może właśnie
odtrącam. Z myślą, że właśnie tak musi być. Mój pokazowy związek z Sheilą i cały
ten teatr, który przyszło mi grać nie mógł zostać zagrożony. Nie mogłem
poświęcić swojej kariery dla tak… Błahego powodu, jak dziewczyna. Stary, dobry
Jake złapałby się za głowę, gdyby chociażby widział, jak długo zwlekałem z
odcięciem się od Hastings. Odchyliłem głowę nieco do tyłu, a na mojej twarzy
nie malował się zupełnie żaden wyraz.
Była zupełnie pusta, zupełnie jak moje
serce w tym momencie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz