sobota, 8 kwietnia 2017

100 (02-10-2016)

    Zaczęłam udawać, że to taka ciężka decyzja do podjęcia i wykręcać miny nie z tej ziemi... No ale ostatecznie zgodziłam się na jego zasady. Mimo wszystko to miała być też zabawa, a nie sztywna pamięciówka. Poza tym byłam pewna, że nawet i z tym ułatwieniem dam radę bez problemu wygrać naszą małą zabawę. W końcu nie zależnie od tego, jak dobrym aktorem był i jak wiele tekstu w życiu zapamiętał, teraz tylko kartkował scenariusz i nie skupiał się na jego treści.
     Zignorowałam jego gadanie o zejściu że stołu, bo tak jak się domyśliłam, i tak tylko żartował. Poza tym tak było łatwiej chować przed nim treść zawartą na kartkach. Nie odpowiedziałam też nic na temat pieniędzy, chowając swoje zakłopotanie za serialową Biblią.
     - Nie potrzebuje litości – syknęłam na tyle cicho, żeby nie usłyszał. Może dlatego, że nie chciałam by słyszał.
     To było mnóstwo pieniędzy, ale sposób w jaki mi je ofiarował mi nie odpowiadał. „Bo cię lubię, a poza tym przyda ci się to na pewno.”... Poczułam się tak, jakby próbował grzecznie mi powiedzieć „dam ci więcej biedaku i ogarnij się w końcu”. Nie chciałam pieniędzy za darmo, nie od niego. Co innego premia w robocie za ciężka pracę czy podwyżka, ale to jest zupełnie inne niż dać komuś więcej bo się go lubi. Chociaż nie, nawet to bym przełknęła i podziękowała i było by ok, ale to jego ostatnie słowa sprawiły, że krew się we mnie zanotowała. Jednak postanowiłam zamknąć te złość w sobie i darować sobie kłótnie w tym temacie. To nie był na to czas... Jednak jak już zdobędę te wszystkie pytania, które mogłabym mu zadać, cóż, wtedy będzie czas na wiele rozmów.
     - Jeśli dodatkowo zagrasz do tego na tyle dobrze, i zgodnie z scenopisem, żeby mi się podobało – mówiłam, uśmiechając się chytrze zza scenariusza, dobra mina do wiadomo czego – dostaniesz dodatkowe punkty. – Musiałam dać mu w końcu jakiekolwiek szanse... – Ale uprzedzam, jestem bardzo wybredna. – To akurat była prawda, więc jeśli w ogóle chciałoby mu się grać w wolnym czasie, byłby rozpatrywany krytycznym okiem. Skąd miałam tą pewność? Byłam zła na niego mimo wszystko, więc nie było możliwości żebym padła w jego sidła.
     Zgrabnie założyłam nogę na nogę, nie odrywając wzroku od tekstu. Musiałam chociaż na czuja zobaczyć, o chodziło, żeby scena w miarę szybko szła. W innym wypadku nie miałoby to sensu, musiałam w biegu kontrolować cała sytuację. Krople wody, które postanowiły zatrzymać się na kartkach tekstu trochę przeszkadzały, ale nie na tyle, żeby litery stały się nieczytelne.
     - Gotowy? No to start!  – Nie dałam mu nawet chwili namysłu i ruszyłam.
     Dla mnie nie było to wyzwaniem, ja musiałam tylko czytać z tak zwanymi emocjami i naliczać punkty na każdej jego porażce.
     - Czyli nagle to nie moja sprawa, tak? – Szybko zdałam sobie sprawę, jak niewygodne jest takie położenie spraw, więc zeskoczyłam na ziemię i zaczęłam krążyć po kuchni, nie odrywając wzroku od kartek. - Znikasz sobie w środku nocy bez słowa i co, nie masz mi nic do powiedzenia?! – Kończąc to zdanie patrzyłam już na Jake’a.
     Starałam się w to wsadzić jakieś... Emocje czy coś, jednak pewnie wychodziło to dosyć marnie i słabo. Nie byłam w końcu aktorką, a dziewczyną, która czytała ze scenariusza przed jej oczami. Nie miałam pojęcia, jak grać, jak udawać, nie wierzyłam nadal w to, co zrobiłam na przesłuchaniu chłopaka, ale tutaj, kiedy byliśmy sami, nie umiałam tego powtórzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER