sobota, 8 kwietnia 2017

99 (02-10-2016)

        Patrzyłem groźnym wzrokiem - z którego ona chyba sobie w ogóle nic nie robiła - jak zabiera moje ciastko, a później siada na blacie, przeglądając scenariusz, który ukrała nikomu innemu jak mi. Oj, widocznie Spencer zaczyna się czuć coraz swobodniej w moim meszkaniu, a przed chwilą jeszcze była taka wystraszona w windzie, jakbym naprawdę planował w niej zrobić z nią coś mało przyzwoitego. Uśmiechnąłem się podstępnie na tę myśl, której na szczęście na pewno nie pozna i wyprostowałem się na krześle, przechylając się na nim lekko do przodu i opierając łokcie na stole, żeby balansując na dwóch nogach krzesła nie zgubić zaraz zębów na blacie. Jej pomysł ze zdania na zdanie brzmiał coraz bardziej na szalony, ale w gruncie rzeczy podobało mi się.
        To znaczy spodobałby mi się, oczywiście, gdybym był pewny że znam cały pierwszy odcinek, ale nie przeczytałem go nawet do końca. Cwana bestia, miała nade mną znaczną przewagę, bo poza tym przecież przeczytałem go tylko raz, a moja pamięć choć dobra, nie była przecież niezawodna. Westchnąłem teatralnie, udając że rozważam jej słowa, a przcież decyzja była oczywista. Nie miałem zamiaru się wycofywać tylko dlatego, że mogę przegrać. Nie odpuściłbym sobie takiej szansy na zadanie jej kilku jakichkolwiek pytań. Na razie nie martwiło mnie to, że będę musiał się później odpłacić tym samym. Uśmiech na myśl o co będę mógł ją później wypytać nie znikał mi teraz z ust.
        - Mam pewien warunek - odparłem najpierw, przeszywając ją, a chwilę później książkę z tekstem wzrokiem. Nie może mieć tak łatwo, a skoro i tak stoję na przegranej pozycji mogę próbować negocjować warunki. - Nie musi być słowo w słowo, uznajmy że liczy się tylko znaczenie moich tekstów. Przecież nie miałem nawet całej pół godziny, żeby to przeczytać, mała oszustko - zaśmiałem się, splatając na blacie palce obu dłoni i patrząc na nią nieco spod byka.
        Nie przewidywałem, że wyjdzie z tej gry coś dobrego, ale wbrew wszystkim konsekwencjom był to świetny sposób na wyćwiczenie teksu i pamięci. Ostatecznie też pomoże nam to zabić czas oczekiwania na pierwszego kandydata, a którym umówiłem się dzisiaj poprzez agencję menedżerską, kiedy Spencer była w domu po ubrania. Kobieta w telefonie, którą znałem z widzenia z agencji, gdzie poznałem się ze Spencer, zachwalała go bardzo. Jednak czasem im bardziej ktoś coś zachwala, tym mniej mi się to podoba, wiec do tego spotkania planowałem podejść bardzo sceptycznie i bardzo wątpiłem, że to będzie nowy zastępca Hastings. Musiałem jednak utrzymać pozory tego, że szukam kogoś zgodnie z warunkiem, jaki postawiła mi dziś rano dziewczyna.
        - Poza tym wiedz, że srogo zapłacisz za każdy punkt, jaki uda mi się od ciebie wyciągnąć - zaśmiałem się krótko pod nosem. Przygotuję takie pytania, których w normalnych warunkach nikt by nie zadał, a przecież ona sama się o to prosi. - Poza ty jeśli chodzi o pieniądze, zadzwonię do banku i jeszcze dzisiaj powinny być a koncie. Równe dziesięć tysięcy, zgoda? To nieco podwyższona stawka za tydzień pracy, bo cię lubię, a poza tym przyda ci się to na pewno.
        Wzruszyłem ramionami, jakby oczekując wyrzutów. Ale kto kłóciłby się o pieniądze? Na pewno nie osoba, która ich potrzebuje, a widząc jak mieszka Spencer oraz fakt, że dzieli dom ze swoją matką, pieniędzmi na pewno nie wzgardzi. Temat jednak nie był zbyt odpowiedni, więc przyglądnąłem się jej przez moment i zastanawiałem się, co może mi tu nie pasować.
        - Możesz zejść ze stołu? - zapytałem w końcu z prawdziwym oburzeniem. Wiedziałem, że mnie nie posłucha, bo dzisiaj zaczęła się robić naprawdę bezczelna, więc w końcu poważny wyraz twarzy zamieniłem na uśmiech. - Co za maniery - dogryzłem jej jeszcze, cmokając cicho. - Zaczynaj.
        Teraz zauważyłem, że Spencer pachnie szamponem, ubrana już w swoją sukienkę. Przez chwilę oceniałem wzrokiem smukłe nogi, które doskonale było widać, kied siedziała na blacie, a mokre włosy opadały jej na twarz, mocząc skórę, scenatiusz i ubranie. Zamrugałem kilkakrotnie. To tylko ładna dziewczyna. Przecież wiele jest takich, odezwał się głos rozsądku i natychmiast wbiłem spojrzenie w scenariusz, choć nie mogłem dostrzec co jest w nim napisane, bo trzymała książkę pod kątem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER