Nie chciałem się jeszcze poddać, wiedziałem że Spencer może zapytać o wszystko, nawet o rzeczy o których nie chcę rozmawiać. Wątpiłem, że uda jej się trafić w mój czuły punkt, musiałaby mieć ogromne szczęście - a może udawałem, że takich słabych punktów jest bardzo mało? Mimo wszystko nie oddałem jej jeszcze zwycięstwa, poddanie się w taki sposób nie było w moim guście. Poza tym dziewczyna nie wypadła z roli, a walka nadal trwała.
Chrząknięcie przywołało mnie na ziemię, a zacięta mina i surowy ton tym bardziej podbudowały we mnie chęć walki i chęć zdobycia punktu. O ile nie miałem w głowie jeszcze zaplanowanego, co powiem ani tym bardziej o co później przyjdzie mi ją pytać, to teraz nie liczyło się "potem". Odpowiedziałem spojrzeniem nieznoszącym sprzeciwu, ale znając odgrywaną przez nią postać, ta nie podda się tak łatwo. To był charakter zacięty i zdecydowany, dążący do celu mimo wszystkich przeciwności. Z tym, że moja postać była godną dla niej przeciwnością i postanowiłem pójść w tym kierunku. Ostatecznie miałem przecież jakieś setne ułamków szans na to, że trafię w sedno sprawy, co nie? To nie napawało mnie zbytnim optymizmem.
- Jeśli ty nie chcesz wyjść - zacząłem, z nutą granego zawahania, dając teraz do gry nieco więcej niż wcześniej. Wcześniej to była dla mnie zabawa, a teraz zacząłem ją postrzegać jako rywalizację, jako plac boju. - To ja to zrobię. I to bez zawahania - zakończyłem, prostując się.
O ile natura superbohatera i posiadanie podwójnej tożsamości dla mojego bohatera były całkiem naturalne, o tyle wiedziałem, że ciężko mu ukrywać ten fakt przed najbliższymi. A co dopiero przed byłą dziewczyną, którą przecież nadal miał gdzieś głęboko w sercu kochać, dla której nadal zarezerwowane w nim były ciepłe uczucia. Ten ciężar go przytłaczał i sam już nie wiedziałem, czy idę w dobrą stronę, w tę zgodną ze scenariuszem.
Chwila milczenia, jaka między nami teraz zapadła dała mi czas do namysłu i wskazówkę, że to jeszcze nie wszystko. Spencer nie drgnęła, patrzyła na mnie nadal tak samo. Było w jej drobnej sylwetce coś silnego, coś nieopisanego słowami, a jednocześnie w jej oczach czaił się dystans. Widziałem to dobrze, choć nie staliśmy blisko siebie. Ciekawe czy ktoś kiedyś ją skrzywdził... Czy ktoś zawiódł ją w sposób, który przejawia się tą postawą, głęboką nieufnością. To o chwilę zbyt długo zostało w mojej głowie, ten widok i myśli, które nie powinny się w ogóle pojawić. Przecież nic nas nie łączy, żadna przyjaźń ani nawet o przywiązaniu nie można tu było mówić. Co sprawiało, że chciałem ją poznać i zdobyć odpowiedź na to pytanie?
Pokręciłem lekko głową, karcąc siebie samego za takie zdezorientowanie w czasie gry. Odchyliłem się nieco do tyłu, zmierzyłem ją wzrokiem, szukając jakiegoś detalu, który pomógłby mi znaleźć odpowiednie słowa. Nie było jednak nic, żadnej podpowiedzi.
- Jak długo zamierzasz tu zostać? Jak długo zamierzasz jeszcze prosić o moją uwagę i zainteresowanie odstawiając jednocześnie ten teatr zazdrości? - zapytałem spokojnie, mój głos był pewny i opanowany, spokojny, choć nie miałem przecież pojęcia, czy idę w dobrą stronę. Gra aktorska i pewność siebie to podstawowa i najważniejsza zasada takich improwizacji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz