Im więcej kwestii wypływało z naszych ust, im więcej słów wymienialiśmy, im więcej czasu spędzaliśmy zagłębiając się w scenariusz, tym bardziej odrywałam się od otaczającej nas rzeczywistości. Tak naprawdę dawno już powinnam suszyć moje włosy i wprowadzać ostatnie poprawki do mojego wyglądu - w końcu mimo wszystko chciałam jak najlepiej wypaść na kolacji z rodzicami Jake'a. Nie chciałam żeby w razie czego musiał się za mnie wstydzić zarówno w kwestii wyglądu, jak i kwestii zachowania, na które większy wpływ będę miała dopiero kiedy będziemy na miejscu.
Aktor chyba nie wierzył w to, że może zdobyć jakieś dodatkowe punkty, więc pozostał przy próbach usilnego przypomnienia sobie treści, którą widział raz na oczy i tylko przez chwilę. Musiałam jednak przyznać, że szło mu naprawdę dobrze, nawet do tego stopnia, że po cichu trochę zwiększyłam mu poziom trudności. Ta gra miała być w końcu dla niego wyzwaniem, a była takim... Średnim poziomem trudności, a tak przynajmniej się wydawało. Dlatego też nałożyłam, w zależności od długości kwestii, limit na słowa, które mogą być inne i podobne do tych w scenariuszu. Dzięki temu, udało mi się sprowadzić punktację do mniej więcej wyrównanego poziomu.
Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, po plecach przeszły mnie ciarki. Kompletnie zapomniałam o tym, że ktoś jeszcze miał się pojawić w mieszkaniu, nim pójdziemy na kolację. Tak zatraciłam się wymyślonej przeze mnie zabawie, że zapomniałam o tym, że nie miałam żadnego planu na pozbycie się kandydata na moje miejsce.
Podniosłam wzrok na zegarek. Cała ta zabawa zajęła nam może dwanaście minut, choć wydawało mi się, że tkwiliśmy w rolach co najmniej pół godziny.
- Pięć do trzech - mruknęłam do siebie pod nosem. Wynik zapewne byłby bardziej zróżnicowany, gdybym trochę nie nagięła sobie zasad. Wybrałam też może zły fragment, bo jego bohater miał bardzo długie kwestie, to samo moja bohaterka, co trochę przeciągało cały proces "zdobywania pytań". Mimo to nie martwiłam się, nie było chyba nawet pięciu takich rzeczy, o które mógłby mnie spytać, na które nie odpowiedziałabym normalnie. W końcu byłam raczej nieciekawą osobą w porównaniu do niego, to on mógłby uraczyć mnie naprawdę ciekawymi historiami.
Przerzuciłam lekko już przeschnięte włosy na drugie ramię, z opóźnieniem podążając za Underwoodem. Z daleka zauważyłam w drzwiach okularnika, który zewnętrznie wydawał się być dosyć łatwym celem do odstraszenia. Ale jak to mówią, nie powinno się oceniać książki po okładce.
Kiedy wszyscy zasiedliśmy na kanapach, nie odrywałam wzroku od mężczyzny. Nie wiedziałam, ile czasu mam na przeprowadzenie swojego planu, o ile w ogóle bym na jakiś wpadła, oraz czy Jake chociaż na chwilę zostawiłby nas samych - to by wiele ułatwiło... Ale w końcu to rozmowa kwalifikacyjna, były małe szanse, że nagle by wyszedł do łazienki czy coś.
- Ja mam - powiedziałam, nim kandydat zdążył zareagować. Pytanie nie było do mnie, ale nie miałam czasu na układanie przemyślanej psychologicznej gry z mężczyzną, który i tak wydawał się być spięty jak naciągnięte struny w gitarze. - Posiada Pan jakieś, że tak to ujmę, własne znajomości? Chodzi tu na przykład o możliwość zapewnienia zapewnienia Panu Underoodowi dostępu do wymaganych bądź potrzebnych mu dóbr do roli czy ćwiczeń, bez konieczności pokładania dużych funduszy i z możliwością załatwienia ich od ręki?
Jake mógłby pomyśleć, że po cichu chwalę się moim wczorajszym wyczynem... Bo tak było. Jakby nie patrzeć to było jedyne co zrobiłam jako menadżer dobrze do tej pory, więc upewnienie się, że nowy będzie potrafił również zapełnić tę pustkę po mnie, nie wydawało mi się złym pomysłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz