Czułam swego rodzaju poczucie zwycięstwa, kiedy mężczyzna nie umiał odpowiedzieć na pytanie. Można by się spierać, że coś w końcu powiedział, no ale... Używanie standardowych szablonów odpowiedzi nie świadczy dobrze. Chyba, że jest się prawnikiem i używanie bardzo oględnych wypowiedzi ma przekonać sędziów do niewinności twojego chlebodawcy. Chodziło tutaj jednak o posadę menadżera - czyli coś zupełnie innego, co nawet osoba bez doświadczenia i wiedzy jak ja, mogła zrozumieć.
Pałeczkę szybko przejął Jake, tak jak z resztą powinien. No i przestałam się odzywać też dlatego, że i ja nie miałam pojęcia o czym gwiazdor mówił. Raczej uważałam się za osobę, która nie miała czasu na takie pierdoły jak obecne trendy i tak dalej... Ale może ta praca byłaby dla mnie idealną okazją do nadrobienia takich pierdół?
Podczas więc gdy Underood "atakował" swojego potencjalnego przyszłego pracownika, ja siedziałam wygodnie oparta na sofie i obserwowałam zdenerwowanie kandydata. Nerwowo trząsł nogą, czasem uderzał palcami o aktówkę, z którą przyszedł. Zadziwił mnie jednak fakt, że nawet raz nie zaplątał mu się język - grał czasem na czas, ale nic poza tym.
Po trzydziestu niezwykle nudnych minutach, w końcu mieliśmy to zakończyć. Starałam się nie okazywać po sobie radości, ale było naprawdę... Naprawdę strasznie ciężko. Nie dość, że zanudziłam się odpowiedziami i prostolinijnością tego faceta, "tego nie było w papierach", "mam wszystko czego by panu było potrzeba", to jeszcze po prostu sam w sobie temat przestał mnie interesować. W końcu niewiele już mogłam powiedzieć, a koleś i tak wydawał się być na przegranej pozycji, więc nie miałam się o co martwić... Chyba. Dlatego przyszła znów kolej na to, żeby wziąć sprawy w swoje ręce.
- No to - zaczęłam pierwsza, kiedy drzwi od apartamentu stały już otworem, gotowe do wywalenia go stąd. - Dziękujemy za poświęcenie nam czasu, nie zadzwonimy, więc niech Pan nie czeka. - Mówiąc to, pchnęłam go lekko w stronę drzwi. Wydawał się tak zszokowany tymi słowami, że bezwiednie przekroczył drzwi. Szybko zamknęłam je za nim, nie czekając na nic więcej.
Nie podnosiłam wzroku na Jake'a. Czemu? Byłam zdenerwowana tym, co zrobiłam. Może się myliłam i go chciał? Może nie życzył sobie traktowania kandydata w taki sposób? Poszłam za impulsem, a teraz byłam zdenerwowana tym, że oberwie mi się za to.
- Niech załatwią ci kogoś lepszego, on się nie nadaje dla ciebie - stwierdziłam, wymijając chłopaka w korytarzu.
Licząc na to, że nie wypowie się w tym temacie, jak gdyby nigdy nic się nie stało, udałam się do łazienki. Włosy już trochę mi przeschły, ale nadal były wilgotne, no i nie ułożone. Przyszedł więc czas na suszenie i lekki makijaż, póki jeszcze był na to czas.
Szarpiąc swoje włosy, by pozbyć się wszystkich kołtunów, zastanawiałam się, kiedy zjawi się Jake. Jakby nie patrzeć szybko mu uciekłam, więc spodziewałam się, że tak bez słowa nie zostawi mojego zachowania.
- Zwolnić ci łazienkę? - spytałam szybko, kiedy chłopak wsadził głowę do pomieszczenia. Raczej zbić go z tropu mi się nie uda, ale zawsze mogłam próbować odroczyć swój wyrok. Ale raczej po pół godzinie takich zabaw z tym tak zwanym menadżerem, raczej miał już tego dość.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz