Nie miałem ochoty po tak zmarnowanym czasie na miłe pożegnania, a mimo to przylepiłem uśmiech do twarzy. Wypadało chociaż udawać, że jest dobrze; tak tylko dla podbudowania własnej reputacji, poza tym w ścisłym gronie gwiazd wiadomości i plotki roznosiły się szybko. Patrzyliśmy oboje ze Spencer, jak zbiera swoje rzeczy. Chyba wydawało mu się, że poszło całkiem dobrze, bo na jego twarzy nie było ani śladu zażenowania. Przynajmniej do czasu.
Dziewczyna poradziłą sobie z nim szybko, a nasza dwójka patrzyła na nią z różną dozą niedowierzania. On wydawał się zastanawiać, czy Spencer ma równo pod sufitem, ja za to miałem ochotę wykonać przysłowiowego facepalma, kiedy mężczyzna zniknął za zamkniętymi z trzaskiem drzwiami. A chwilę później pozwoliłem sobie na węcej luzu i zamiast powiedzieć jej, jak nieprofesjonalne i nieuprzejme to było (na co zdecydowałbym się zapewne i to jeszcze kilka dni temu) i po prostu prychnąłem ciszym śmiechem. Moje brwi powędrowały do góry w rozbawionym i na raz nie do końca przekonanym wyrazie na twarzy.
Nie minęło nawet kilkanaście sekund, a Hastings już się zwinęła. Zanim się więc zorientowałem zostałem w przedpokoju zupełnie sam. Przekręciłem tylko klucz w drzwiach, po czym rozejrzałem się po mieszkaniu. Dziewczyna gdzieś zniknęła, a na zewnątrz zaczynało się już robić ciemno. Gdyby wychylić się i spojrzeć w dół, zapewne dostrzegłoby się zapalone latarnie uliczne, chociaż ostatnie promienie słońca dogasały jeszcze na zachodnich ścianach wieżowców. Przeciągnąłem się leniwie i wszedłem do łazienki, zza uchylonymi drzwiami świeciło się światło i docierały odgłosy suszarki.
- Tak, wykąpię się przed wyjściem - odpowiedziałem powoli na jej pytanie, wchodząc do pomieszczenia.
Lubiłem swoją łazienkę. Jasne i ciemne płytki przeplatały się na podłodze i ścianach, była przestronna, dobrze oświetlona i przeszklona weneckim szkłem. Lubiłem przesiadywać w wannie, kiedy miałem chociaż dzień wolnego. Niestety, za często się to nie zdarzało. Odwróciłem się w stronę Spencer, która kończyła swój makijaż izbierała się do wyjścia z pomieszczenia; jakby w pośpiechu. Może w obawię, że opieprzę ją za wcześniejszą sytuację? Założyłem dłonie na piersi.
- Zmarnował nam dobre pół godziny, co? - widząc, że chyba nie za bardzo rozumie sytuację uśmiechnąłem się nieco kpiąco. - Ten gościu. Zmarnował nam czas. - Wytłumaczenia chyba nie były konieczne, przekornie spojrzałem ponad nią, w lustrzane odbicie. - Będę się spieszył, bo mamy mało czasu, bądź gotowa jak wyjdę z łazienki... Proszę.
Po tych słowach opuściła pomieszczenie, a mnie coś przyszło do głowy. Mam przecież kilka pytań. Mogę je roztrwonić na co tylko zechcę. Ale co chcę? Przez cały prysznic w mojej głowie panowała pustka. Szampon pienił mi się na głowie i spływał do oczu, co piekło nieprzyjemnie. I nagle, z tą pianą w oczach, zamarłem na moment, a w mojej głowie wykrystalizowało się jedno, proste i bardzo jasne pytanie. Przez chwilę rozważałem, czy je zadać, a po chwili zaśmiałem się pod nosem.
Cały pobyt w łazience nie zajął mi dłużej niż kilkanaście minut. Wysuszyłem przydługie, jasne na końcówkach włosy i ubrawszy się w luźny garnitur na okazje nieoficjalne, takie jak spotkanie z rodzicami, stanąłem w salonie. Nic nie docierało do mojego mózgu, bo powtarzałem sobie ciągle w kółko jedno pytanie. Uśmiechnąłem się krzywo, natrafiając wzrokiem na oczy Spencer.
- Czy twoje piersi są prawdziwe?
Myśląc o tym po wypowiedzeniu pytania, stwierdziłem, że oszalałem. Nie wiem, co podkusiło mnie do zmarnowania pytania na taką rzecz; chyba przekorna natura chłopca, która gdzieś wewnątrz mnie jeszcze się zachowała, ukryła głęboko. Na mojej twarzy malował się pełen spokój i powaga, godna tak ważnej kwestii, jaką poruszyłem.
A Spencer? No cóż, musiała odpowiedzieć na pytanie i jeśli będzie grać fair, to odpowie szczerze. Czekałem spokojnie, ale z rosnącą niecierpliwością.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz