środa, 12 kwietnia 2017

113 (01-12-2016)

        Jedno z podstawowych pytań w takim razie zostało właśnie odhaczone. Przechyliłem głowę, mrużąc przy tum oczy, jakbym chciał zmierzyć, czy Spencer na pewno nie kłamie, ale jej wytłumaczenie było całkiem logiczne. Może fakt, wielkich cycków to ona nie miała, a we współczesnym świecie, zwłaszcza w obrębie gwiazd, ludzi kina, muzyki i wielkiego półświatka medialnego przywykłem do myśli, że to bardzo się liczy. Wiele kobiet przykładało do tego wagę aż za bardzo. Stwierdziłem, że dalsze zachodzenie w głowę skąd w mojej głowie wzięło się to pytanie było bezsensowne raczej. Przeszedłem kilka kroków wgłąb salonu.
        Obserwowałem, jak zakłada buty, przy okazji analizując wszystkie pytania, które zadała w międzyczasie i leniwie zbierając swoje rzeczy z blatu w kuchni i dużego pokoju. Klucze, portfel, telefon... Rozleniwił mnie ten prysznic okropnie, ale wiedziałem że do końca tego dnia jeszcze całkiem sporo "atrakcji", więc musiałem się trzymać. Na pierwszy ogień w restauracji pójdzie kawa.
        Zajrzałem do dalszego pokoju w poszukiwaniu komórki, później do sypialni.
        - Możliwości jest wiele - rzuciłem po drodze, odpowiednio głośno żeby Spencer mogła mnie usłyszeć. Dzieliło nas kilka ścian i drzwi. - Zawsze jest opcja sprzedawania swoich organów albo jakiejś nielegalnej działalności w zamian za piersi. - Zaśmiałem się krótko, podnosząc pościel i sprawdzając na półkach. - Znam ludzi, którzy by to zrobili... Cholera, nie mogę znaleźć tego idiotycznego telefonu.
        Poszukiwania zajęły jeszcze kolejne kilka minut, ale w końcu stanąłem obok menadżerki, która już chyba była gotowa do wyjścia.
        - Mało mam tych pytań trochę - skrzywiłem się ledwo widocznie. Czyli zostały dwa i może dobrze by było je jakoś wykorzystać rozsądniej, a nie trwonić na byle co. Chwilę łudziłem się, że do mnie należy pięć, nie trzy. - Myślę że potrzebowałabyć do tego podwójnych szpilek. Chodźmy, samochód już będzie na nas czekał - pomachałem chwilę telefonem, na którym napisałem szybkiego sms'a do Stevena.
        W windzie był okropny tłok, zostaliśmy wepchnięci w dwa różne kąty. Zastanawiałem się jak to możliwe, że zazwyczaj puste pomieszczenie teraz było wyładowane po brzegi ludźmi w garniturach i eleganckich strojach. Może w restauracji na dole odbywała się jakaś gala. Kiedy dotarliśmy na najniższe piętro parkingu podziemnego, szybko rozpoznałem samochód swojego szofera, stał bardzo niedalego. Wyciągnąłem się, chcąc pozbyć się zapachu wody kolońskiej faceta, który bezczelnie przypierał mnie do ściany windy.
        - Co za straszny motłoch - rzuciłem sarkastycznie, kierując się do samochodu i oglądając pobieżnie na Hastings. - Cała?
        Kiedy zajęliśmy już swoje miejsca na tylnej kanapie - ja zwyczajowo po prawej stronie samochodu, dziewczyna obok mnie po lewej - auto ruszyło. Wolno opuszczaliśmy parking. Na zewnątrz było prawie zupełnie ciemno. Miasto jednak tętniło życiem, w tej dzielnicy mieszkali głównie bogacze, więc chodniki przyozdobione były najdroższymi, błyszczącymi sukniami i garniturami. Samochody najnowszych modeli świeciły się w świetle lamp i mnóstwa gustownych neonów.
        Miasto budziło się do nocnego życia. Zapatrzyłem się na ten widok, który uwielbiałem oglądać zza przyciemnianej szyby w limuzynie. To życie, z pewnością ne przyziemne, ale bez grama męczącej słway było dla mnie nieosiągalne. Z pewnością do końca życia zapamięta się mnie jako Jake'a, aktora. Nigdy nie będę 'po prostu Jake'iem'.
        Westchnąłem, odciągając wzrok od szyby i spojrzałem na zegarek na dłoni. Mieliśmy spokojny zapas czasu, nawet jeśli utkniemy w korku, to nie powinniśmy się spóźnić na kolację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER