środa, 12 kwietnia 2017

114 (01-12-2016)

    Trochę naczekałam się na Jake'a, ale w końcu ktoś jego pokroju nie może wyjść z domu bez telefonu - zero sarkazmu. W końcu popularia muszą być gotowe na oferty ról i nie tylko, w każdej chwili sam reżyser mógł zadzwonić ze sprawą do niego, a on musiałby odpowiedzieć natychmiastowo. Wydawało się to dosyć beznadziejne w pewnym względzie. Bo niby mieć wolne, ale zawsze być na skinienie producenta, jeśli nie chciało się stracić roli, co równało się tutaj z pracą. Mogło to również prowadzić do skandali i tym podobnych, więc skracając to wszystko - albo gwiazda nosiła ze sobą telefon, albo mogła się pożegnać z pracą.
     Kiedy w końcu opuściliśmy mieszkanie, a winda stanęła przed nami otworem, zderzyliśmy się ze sporym tłumem ludzi. Może i tak było normalnie o tej porze, nie znałam się kompletnie, w końcu to był drugi dzień, jak się tutaj kręciłam.
     W windzie myślałam, że dostanę ataku klaustrofobii. Pomijając fakt, że chłopak zniknął mi z oczu, w tym niespecjalnie wielkim pomieszczeniu było tak wiele ludzi i tak mało miejsca dla kolejnej istotki, mnie. Powietrze zdawało się być ciężkie, niedostępne. Próbowałam uspokoić swoje nerwy, trzymając ręce na swoich piersiach, kontrolując swoje serce, ale niewiele to pomogło. Miałam wrażenie, że gdyby doszła do nas jeszcze jedna osoba, nie mogłabym już dłużej się powstrzymywać. Krzyki i sapanie byłoby słychać pewnie nawet po drugiej stronie wielkich drzwi.
     Dopiero kiedy moje nogi postanęły na chłodnym parkingowym betonie, odetchnęłam z ulgą. Większość pasażerów co prawda wysiadła wyżej, ale w dalszym ciągu bałam się powrotu tłumów.
     - Jakimś cudem - odpowiedziałam, biorąc masywne ilości powietrza do płuc. Nienawidziłam swojej klaustrofobii.
     Zajęcie miejsca w samochodzie było jednak jeszcze lepsze. Miękkie siedzenia, podgrzewane poddupki, przyciemniane szyby i delikatne światła lampek przy podłożu limuzyny. Sama ta cała otoczka była tak przyjemna, zwłaszcza bo tych kilku chwilach męczarni, że miałam ochotę zostać tutaj dłużej niż by przewidywała nasza podróż.
     Za szybami wypasionego wozu mojego pracodawcy, mieniły się nie tylko światła, ale i ludzie. Z nocną porą ożywały wszystkie imprezowe dusze, przywdziane w najróżniejsze kreacje. Niezliczona ilość aut oraz reklam na każdym roku również dorzucała swoje w kewstii oczojebności. Mimo to, widok był urzekający. Na niebie ciemność, podczas gdy na ziemi kwitło życie, świat zupełnie inny od tego widzianego za dnia.
     Ziewnęłam, opierając się wygodniej na sofie. Nie chciałam iść spać, chociaż podejrzewałam, że w niedługim czasie mogę zacząć być bardziej senna, za wiele to ja dzisiaj nie spałam...
     - Chciałabym wykorzystać jedno z moim pytań - zaczęłam, odchylając lekko głowę do tyłu. Wzrok zawiesiłam na suficie, jakby tam miała mnie czekać moja odpowiedź. - Wydawało ci się kiedyś, że nie należysz? Tak po prostu... To co kochasz robić, otoczenie w którym się znajdujesz, wszystko po prostu, nie jest twoim światem?
     Nie wiem, no natchnęło mnie do tego pytania. Być może dlatego, że w końcu kiedyś był "tylko Jake'iem" a nie "wielką gwiazdą Jake'iem Underwoodem". Jego zarobki, status społeczny czy nawet kariera nie definiowały tego, że musi czuć się spełniony, że musi czuć się "na swoim miejscu".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER