środa, 12 kwietnia 2017

115 (08-12-2016)

        Powietrze w limuzynie przeciął nagle powzięty temat pytań i było to tak nieoczekiwane, że zwróciłem spojrzenie prosto na dziewczynę. Jedno z pytań? Co w tym dziwnego, jak też już jedno swoje zadałem. A jednak przejął mnie dziwny do zrozumienia stres. Nie może zapytać o nic, na co nie będzie odpowiedzi albo czego musiałbym się wstydzieć do końca życia, bo nie ma takiej rzeczy... Chyba. Czekanie na to aż wypowie kilka słów wydawało mi się trwać dłużej niż powinno, więc bez ruchu, nie oddychając nawet przez chwilę wlepiałem w nią pytające spojrzenie.
        Odczułem nieopisaną ulgę, kiedy usłyszałem jej pytanie. Oparłem się wygodniej, nie spuszczając z niej jednak badawczego spojrzenia, a moje ciało widocznie się zrelaksowało. To będzie łatwe.
        Kiedy jednak otworzyłem usta, zorientowałem się że nie wiem jak [i]naprawdę[/i] odpowiedzieć na takie pytanie. W końcu to nie był wywiad, to nie było coś publicznego, nie rozmawiałem z dziennikarzem. To sprawiło, że natychmiast zamknąłem usta. Wszystkie przygotowane odpowiedzi na pytania tego typu nagle wydały mi się albo zbyt ogólne albo nie do końca prawdziwe czy nieprzemyślane.
        - Chyba nigdy tak narawdę się nad tym nie zastanawiałem - zacząłem, przygryzając wnętrze policzka lekko, po czym znów spojrzałem za szyby na zalane blaskiem i bogactwem ulice miasta. Samochód toczył się na razie wolno. - Wbrew pozorom sława zaczęła się bardzo szybko, a jeszcze szybciej zaczęła rosnąć i niezbyt miałem czas, żeby zastanowić się, czy jestem na odpowiednim miejscu. W miarę rosnącej popularności inni ludzie przeważnie dyktowali mi, gdzie jest moje miejsce - zmrużyłem oczy i zmarszczyłem brwi, jakby nie podobało mi się to, co mówię. Ale skoro umówiliśmy się na szczerość, nie musiałem myśleć nad każdym słowem, wystarczyło mówić prosto to, co czułem. Nabrałem więcej powietrza w płuca, po czym wypuściłem je powoli. - Ale myślę, że wszystko co tworzymy jest naszym światem, niezależnie czy kochamy czy nienawidzimy naszej pracy. Od nas w końcu zależy, jak to życie będzie wyglądało, prawda? - wzruszyłem ramionami, ale nie oczekiwałem odpowiedzi. Pytanie retoryczne zawisło w powietrzu, odrobinę mijające się z rzeczywistością.
        Każdy rodzi się jakiś. W jakimś kraju, z jakimś kolorem skóry, uczy się jakiegoś języka i wyznaje jakąś wiarę. Wszyscy rodzimy się ustawieni w jakiś sposób, a to kim się staniemy w przyszłości... Czasem też zależy od zwykłego szczęścia. Samochód przyspieszył i wyjechaliśmy z najbogatszej dzielnicy miasta. Wiedziałem, że zaraz wiedziemy do uboższych, miniemy jes szybko i wyjedziemy główną drogą, która zaprowadzi nas do restauracji. Nieprzyjemne milczenie nasilało się z każdą chwilą, uporczywie prosząc o przerwanie.
        - Trudny temat sobie wybrałaś. Chodzisz jeszcze do szkoły, co nie? W sumie niewiele o tobie wiem, szkoda że mam tak mało pytań - uśmiechnąłem się do niej, opierając łokieć na oknie, a na nim głowę i przechylając się lekko w jej stronę. Atmosfera ciążyła chyba za bardzo. - Zastanawiam się, czy stresujesz się spotkaniem moich rodziców czy raczej jesteś ciekawa, jak to wszystko będzie wyglądało.
        Co prawda znamy się jedynie na gruncie zawodowym... O ile można tak nazwać fakt, że przypadkowa uczennica z firmy sprzątającej stała się moją menadżerką. Nigdy z pewnością tego nie zapomnę. Niesamowite rzeczy takie jak ta i cała sytuacja między nami wydarzają się tylko raz w życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER