środa, 12 kwietnia 2017

118 (14-12-2016)

     Przez pierwszych kilka kroków spaceru, było normalnie. Oślepiały nas świtała samochodów strojących w korku, a zaraz później światła lamp. Otaczały nas różne rodzaje hałasu, które mimo wszystko nie były uciążliwe, a nadawały swego rodzaju spokoju całej scenerii. Przez tę krótką chwilę, było zadziwiająco miło i spokojnie... No właśnie, było.
     Moje myśli zostały brutalnie odwrócone od myślenia o tym, jak szybko i łatwo udało mi się rozbawić chłopaka. Dla kogoś, kto miał tyle na głowie i tak ciężko pracował, śmiech był naprawdę ważnym czynnikiem.
     Nie dostałam nawet chwili żeby zareagować na pisk dziewczyn, bo Jake już trzymał mocno rękę i ciągnął mnie gdzieś w tłum. W tym szaleńczym biegu i przeciskaniu się, prawie zgubiłam obcasy, nie wspominając o tym, bólu przysporzył mi ten mały maraton.
     - Gdzie nas ciągniesz?! - wydyszałam, jednak chłopak nie odpowiedział. Nie słyszał mnie lub był zbyt pogrążony w planie ucieczki, że by mnie dostrzec w tym wszystkim.
     Kiedy wpadliśmy w zakręt, zwolniliśmy, ale nie szliśmy też normalnym tempem. Fanki również nie zaprzestały swojego pościgu, cały czas słychać je było gdzieś za naszymi plecami. Były jak takie małe robociki szukające, drony czy jak to się tam zwało.
     Nagle zostałam szarpnięta za rękę dużo mocniej niż poprzednio i dużo szybciej. Znaleźliśmy się w zaułku węższym niż najmniejsza winda w której byłam. Podczas gdy napierałam na jedną ścianę  plecami, druga była w mniejszym zasięgu, niż odległość między moim łokciem a ramieniem. W tym momencie wszystko inne przestało się liczyć - pościg, kolacja, Jake, a ciemność nas otaczająca tylko zaczęła wzmagać moje lęki.
     Poczułam, jak nogi zaczynają mi się lekko trząść, a oddech znacznie się spłycił.
     - Zabierz mnie stąd - zażądałam, zaciskając mocno palce na jego marynarce.
     Za ciasno, za mało miejsca, ściany się do mnie zbliżały, ale nie miałam siły by uciec. Bałam się, bałam się strasznie.
     Otworzyłam usta i zaczęłam głośno oddychać, wręcz sapać. Każda sekunda spędzona między ścianami trwała wieczność, a wyjście, które jeszcze przed chwilą zdawało się być trzy kroki stąd, teraz było niczym kilometrowy, niekończący się korytarz.
     - Zabierz mnie stąd! - powtórzyłam dużo głośniej.
     Moja dłoń przeniosła się z jego marynarki na jego rękę. Złapałam go mocno i nie zamierzałam puszczać, dopóki by mnie stąd nie wyprowadził.
     Miałam wrażenie, że chłopak nie reaguje na moje błagalne próby wydostania się stąd. Jakbym w ogóle przed nim nie stała, co przyprawiło mnie o znaczne zwiększenie pokładów nerwów i strachu, które już we mnie były.
     - Jake... - Nie dokończyłam. Poczułam, że moje nogi są jak z gumy, nie mogłam ich utrzymać już w pionie.
     Oparła głowę o jego ramię, czując, że nie utrzymam swoich oczu otwartych ani chwili dłużej. Coś jakbym zrobiła się nagle ekstremalnie śpiąca, ale podświadomie wiedziałam co się działo - miało to miejsce zawsze, jeśli byłam zbyt długo w ciasnym pomieszczeniu, a że miałam małą tolerancję... Traciłam przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER