Na początku niczego dziwnego nie zauważyłem. W moim ciele nadal buzowała adrenalina spowodowana pościgiem i koniecznością znalezienia ukrycia, więc wyglądając za róg budynku i szukając psychofanek wszystkie objawy że ze Spencer coś jest nie tak umknęły mojej uwadze. W danej chwili najważniejsze było, że niebezpieczeństwo chyba zostało zażegnane. W oddali nikły krzyki dziewczyn, na ulicy robiło się spokojniej. Ludzie przestali się oglądać i znów, jak zwykle, zainteresowali się jedynie swoimi sprawami. Powoli uspokajałem oddech, dopiero teraz oparłem się całymi plecami o lekko zawilgoconą, ceglaną ścianę i spojrzałem na Spenecer.
Od razu zorientowałem się wtedy, że coś jest nie w porządku.
Poczułem drobną rękę w swojej dłoni, mocno się na niej zaciskającą. Wcześniej nawet tego nie zauważyłem, ślepy niejako na to co działo się dookoła.
- Ej!.. – zdusiłem krzyk, kiedy zauważyłem co się dzieje. Na szczęście zdążyłem zareagować, zanim szatynka zupełnie opadła z sił. Oparła się o mnie i w tym momencie, kiedy złapałem ją w pasie i asekurowałem przed upadkiem straciła przytomność.
Na początku odrobinę spanikowałem, bo nie miałem pojęcia, co się stało. Wcześniej w ogóle nie docierało do mnie to, co się działo z dziweczyną. Całe szczęście, że goniące nas dziewczyny zniknęły z pola widzenia i pierwszą rozsądną decyzją, która przychodziłą mi do głowy, było wyjście z tego wąskiego zaułka i znalezienie miejsca, gdzie Spencer będzie mogła odzyskać świadomość.
- Tylko mi się na drugą stronę tutaj nie przekręcaj... – mruknąłem sam do siebie; czułem jak serce zaczyna galopować z zawrotną prędkością, tym razem nie od wysiłku fizycznego, a ze stresu. Co, jeśli coś się jej stało? Dlaczego straciła przytomność? Szumiało mi w głowie, kiedy podnosiłem jej bezwładne ciało i wychodziłem na ulicę.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że ludzie patrzą na nas dziwnie – dorosły mężczyzna niesie nieprzytomną dziewczynę na rękach, wychodzą z ciemnego zaułka... Nie interesowało mnie to w tym momencie, co tłum może sobie pomyśleć. Cały mój mózg wypełniła panika i pytania „a co gdyby?”. Po kilku minutach szybkiego spaceru, kiedy ramiona zaczynały mnie już boleć od ciążącego ciała dziewczyny i kiedy nadzieja na znalezienie jakiejś ławki prawie zniknęła i miałem położyć ją na chodniku, dostrzem siedzisko. Ławeczka co prawda była na skraju wytrzymałości, ale położyłem na nim bezwładne ciało Spencer.
- No dobra, wystarczy tego, wracaj do siebie – powiedziałem, upewniając się że dziewczyna nie spadnie z ławki, której brakowało jednej czy dwóch desek siedziska. – Nawet nie wiem, co ci się stało, następnym razem możesz krzyczeć głośniej czy coś. – Zdawałem sobie sprawę z tego, że mnie nie słyszy. Przykucnąłem przy ławce, czekając aż wszystko wróci do normy.
Intuicja mówiła mi, że ona tylko zemdlała, może boi się ciemności. Dlatego jeszcze tylko nie dzwoniłem po karetkę, wolne powietrze i leżąca pozycja powinna pomóc. Liczyłem sekundy, podczas których patrzyłem uważnie na spokojną twarz dziweczyny i na unoszącą się powoli klatkę piersiową. Wyglądała jakby spała, z taką różnicą, że miałem wrażenie że to wszystko moja wina. Gdybym zauważył wcześniej, że coś jest nie tak...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz