Kiedy tylko usłyszałam głos rodziców Jake'a, szybko wyciągnęłam rękę z jego dłoni. Przez ścisk i moje nie najlepsze samopoczucie, trzymaliśmy się blisko. Chłopak chyba całkiem o tym zapomniał, więc w zasięgu wzroku jego rodziców, nie ważne jakie było wytłumaczenie, lepiej było z tym skończyć. W końcu na jakim świecie pracodawca chodzi ze swoją TYLKO I WYŁĄCZNIE pracownicą za rączkę? W żadnym! Z resztą... Dziwnie się czułam, kiedy trzymał mnie za rękę, nawet jeśli nikt inny nie zwracał na to uwagi. Może to dlatego, że rzadko w ogóle ktokolwiek trzyma moją rękę.
Generalnie całe spotkanie potoczyło się dużo lepiej niż to sobie wyobrażałam nawet w najlepszych scenariuszach. Spodziewałam się dostać po głowie za to, że nie byłam w stanie sprowadzić ich syna na czas, jednak zamiast tego zostałam ciepło powitana i szybko zaproszona z Jake'iem do stolika. Państwo Underwood nawet próbowali wciągać mnie do swoich rozmów, jednak starałam się mówić mało, próbując usunąć się jakby z ich pola widzenia, żeby całkowicie skupili się na synu. W końcu to był ich rodzinny czas, czułam że jednak nie powinnam się zgadzać ani tu być. Nie mogłam jednak zaprzeczyć, że rodzice aktora sprawiali wrażenie naprawdę przemiłych i fajnie się słuchało tego, co opowiadali. Nie można zapomnieć też o mojej niepowtarzalnej szansie zjedzenia sushi, którą miałam dzięki nim. Kto by pomyślał, że surowa ryba może być taka dobra?
Największe wrażenie jednak wywarło na mnie drzewo wiśni, którego gałęzie rozpościerały się na całej szerokości sufitu - oczywiście jeśli tak beznamiętnie i płasko można określić gigantycznych rozmiarów szklaną kopułę. Granat nieba w połączeniu ze słodkim różem płatków kwiatów dawał niesamowity efekt. Może dlatego jedzenie tutaj przychodziło tak łatwo? Ponieważ ludzie cały czas mieli z wrażenia otwarte usta. Piękniejszego widoku moje oczy nie widziały od... Chyba nigdy. Nawet jeśli hodowane sztucznie i na jakichś sterydach, nie dało odmówić się drzewu uroku oraz pięknego zapachu, który był na tyle delikatny, by nie zakłócać posiłku.
Grzecznie pożegnaliśmy się z rodzicami chłopaka, nawet zostałam uściśnięta przez jego mamę, i ruszyliśmy w stronę wyjścia z restauracji. Steven już dawno poinformował Jake'a, że czeka na nas na parkingu, zwarty i gotowy do drogi. Szczerze to miałam ochotę poprosić swojego pracodawcę o pozwolenie by iść do domu, ale skoro zabrał mnie na tak wystawną kolację, nie wypadało odmówić mu towarzystwa w miejsce, gdzie nie chce iść. I ja w sumie też...
Z opóźnieniem dotarło do mnie, że gwiazdor o coś mnie pytał.
- Dobrze się bawiłam, nawet bardzo. Twoi rodzice są przemili, zwłaszcza mama. A sushi było przepyszne. Najlepsze jednak było to drzewo, nieziemski widok - wyrzuciłam z siebie bez większego namysłu. Nie było w sumie przecież nad czym się zastanawiać, powiedziałam co myślę.
Dla niego pewnie takie "niesamowite" widoki są normalnością - drogie restauracje, prywatne wyspy, plany filmów, widoki z wieżowca. Otaczał się tyloma niesamowitymi widokami, że to wszystko było za pewne dla niego tak zwyczajne, jak dla mnie widok mojego pokoju. To zrodziło w mojej głowie kolejne pytanie, które chciałam zadać mu z czasem. Mianowicie, czy jest jakiś widok, który aż zapiera mu dech w piersi? Czy jest coś, na widok czego aż usta mu się otwierają? Czy jest na świecie coś takiego, co uznaje na niesamowite?
- A ty jak się bawiłeś? Patrząc na to, ile masz pracy, pewnie rzadko masz możliwość spędzić tak czas z rodzicami... - Nie mniej jednak chętnie wymieniłabym się z nim na ciepłą acz nieczęstą atmosferę, zamiast nieodpowiedzialnej matki z klientami w domu.
Ukradkiem spojrzałam na telefon, który już dawno temu wyciszyłam i wyłączyłam w nim wibracje. I słusznie, bo mama zbombardowała mój telefon do stopnia maximum. Pewnie była głodna, albo potrzebowała mnie do czegoś... I gdybym miała teraz "czas wolny" zapewne bym do niej wróciła, bo mimo wszystko czułam się w obowiązku zająć nią. Jednak myśląc w sposób, że nadal jestem w pracy, choć w jakiś sposób dobrowolnie, mogłam bez większych wyrzutów sumienia się od niej uwolnić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz