Nim zdążyłam się zorientować, zostałam wciągnięta do domu. Niestety, nie przez Jake’a – on został przy samochodzie, witając się z paparazzi. Wyrwanie się „porywaczowi” było niewielkim wyzwaniem, znając poziom mojej siły, jednak on sam też nie stawiał się by zatrzymać mnie na siłę, bo chyba doprowadził mnie gdzie chciał, do braku.
- Normalnie dziewczyny same proszą, żebym stawiał im drinki – powiedział szatan z uśmiechem. Chwilę mi to zajęło, ale go rozpoznałam. Andrew – rywal Jake’a, który przegrał z nim ostatni casting.
- Zaraz po tym, jak przetargasz je do barmana przez cały lokal? – spytałam zirytowana, poprawiając sukienkę, która wygniotła się nieco podczas drogi limuzyną. – Nic dziwnego, że nie otacza cie wianuszek kobiet...
Wyraźnie nie spodobały mu się moje słowa, ale chyba miał coś do mnie, bo nie zraził się na tyle, by dać mi spokój, żebym mogła znaleźć mężczyznę, z którym powinnam tu być. Oraz chciałam, to nie moje towarzystwo i miałam tylko na chwilę przyjść, by zaraz moc znów zaszyć się w ciepłym samochodzie.
- Jak Ci się pracuje u Jake’a? Normalnie nie pracuje z kobietami, a już na pewno nie tak młodymi...
- No i? – Nie rozumiałam, czemu miałoby mnie to interesować. On w końcu nie wiedział, kim naprawdę jestem ani jak dostałam tą posadę, więc to kogo zatrudniał wcześniej było niebo a ziemia z tym, że ja byłam teraz jego menadżerem. Sprzątaczka z wyobraźnią i motywacją, tym byłam.
- Co was łączy? – Jak widać nie myliłam się co do jego intencji.
- Praca – odpowiedziałam beznamiętnie, chociaż prawda była nie co inna, ale tylko z mojej strony.
- No co wchodzi w skład tej twojej tak zwanej „pracy”? – Ciągnął dalej. – Nikogo nie nabierze na to, że tak młodo jesteś w stanie zastąpić wieloletnio doświadczonych menedżerów...
I wtedy dojrzałam Jake’a, ale nie był sam. Stał razem z Sheilą na tarasie koło basenu, „ukryci” za krzykiem, który miał tyle dziur co szwajcarski ser. Nie odrywałam od nich wzroku. Czemu? Po ruchach blondyneczki było już widać, że coś jest na rzeczy. Kobieca mowa ciała należy do bardzo wyrazistych, więc nie szło pomylić jej sygnałów z niczym innym. Czekałam tylko, aż zacznie swoją scenę, na pewno wcześniej zaplanowaną, skoro zabrała Jake’a w miejsce, z którego reporterzy spokojnie mogli zrobić jakieś zdjęcia. Być może nie rewelacyjne jakościowo, ale chodzi przecież o fotografie, do której dopisze się coś na czym można zarobić i bum! Pierwsze strony są jak w banku!
Andrew chyba zrozumiał, że nic ze mnie nie wyciągnie, albo był równie zainteresowany co ja tym, co mogło zaraz się stać. Reszta gości chyba nie specjalnie się tym przejęła, i pewnie w ogóle nie zauważyła, zajęta swoimi sprawami. W końcu skoro następnego dnia i tak będą mogli o tym przeczytać, to po co im teraz live show?
Rozmawiali, ale nie wiedziałam o czym. Ogrom muzyki oraz szklane drzwi tarasowe, które nas dzieliły, zapewniały im sto procent prywatności jeśli o same słowa chodziło. Nagle jednak rozmowa ucięła się, bo dziewczyna spuściła głowę, a on patrzył na nią tylko karcącym jakby wzrokiem. Jednak po chwili jakby kompletnie zmienił swoje nastawienie i ją przytulił. Mało nie wyplułam coli, którą zaczęłam pić. To było coś więcej niż przyjacielski uścisk czy taki na pocieszenie, o nie... A po chwili było nawet gorzej, bo kiedy w końcu Sheila podniosła głowę i ich spojrzenia się spotkały... Nie, po prostu nie.
Sięgnęłam po kieliszek wódki, której jeszcze przed chwilą odmawiałam, i wypiłam. Gorzkie było jak cholera, zwłaszcza dla mnie jako osoby niby niepijącej, jednak miałam wrażenie, że jeśli coś mnie nie trzepnie, to oczy wyjdą mi z orbit na ten widok. Albo gorzej, że wyjdę i wepchnę ich do basenu bo... Dziwna taka złość mnie wzięła, widząc ich razem.
W momencie kiedy myślałam już, że się od siebie odkleją, zrobiło się jeszcze gorzej. Aktorka zarzuciła mu ręce na szyję, a Jake wczepił palce w jej blond loki. Dla mnie taki widok to było za wiele chyba... Mnie też całował dla pokazu, powinnam umieć to rozpoznać, ale wydawało mi się, że w tym było coś innego... A przecież mówił mi, że za nią nie przepada. Jak widać jednak ładna buźka i kształty robią swoje.
Wypiłam jeszcze jeden kieliszek, jakbym chciała dodać sobie siły by przestać się na nich gapić i odejść. I to zrobiłam, zabierając ze sobą jeszcze dwie butelki Coca-Coli, której w takiej ilości mogły zrobić mi więcej niż te dwie małe dawki wódki.
Zaczęłam rozpychać się między ludźmi w poszukiwaniu wyjścia. Starałam się na tym skupić moje myśli, ale nie potrafiłam. Mimowolnie czułam łzy cisnące się do oczu, co w tłumie ludzi oraz kaskadzie świateł wcale nie pomagało mi odnaleźć ucieczki stąd. Szczerze to nie wiem ile błądziłam oraz ile razy Andrew próbował jednak zaciągnąć mnie z powrotem pod barek, ale ostatecznie udało mi się opuścić posiadłość. Do tego czasu chłoptaś odpuścił widząc, że grubo ignoruje jego egzystencję, i mogłam w spokoju udać się na parking. Multum limuzyn i innych bogatych samochodów stało na ogromnym, betonowym podwórku. Na moje szczęście Steven miał uchylone okno w samochodzie, więc bez problemu znalazłam nasz „powóz”. Bez słowa wyjaśnienia usiadłam z tyłu na kanapie jak gdyby nigdy nic i pozwoliłam sobie wycisnąć z siebie te kilka ostatnich łez.
Musiałam to przyznać raz a dobrze przed samą sobą, uroiłam sobie że między nami może coś być. Zwłaszcza po tym pocałunku, kiedy wydawało mi się, że ewidentne między nami zaiskrzyło, nawet jeśli to było na scenie. Poza tym traktował mnie tak... Nieprofesjonalnie. Nie byłam jego pracownicą, a przynajmniej nie czułam się tak. Owszem zarabiałam i robiłam dla niego różne rzeczy, ale nie traktował mnie jak pracownika. Było jakoś tak... Luźno między nami, miło, zabawnie, ale jak widać się zagalopowałam. Wydawało mi się, ze może być jak na filmie, że między nami może coś być, ale przyszedł chyba czas się obudzić.
Nagle mój telefon zadzwonił – Jake. Na miejsce smutku weszła swego rodzaju złość. Tyle czasu mnie nie było, bo Andrew mnie „porwał”, a on dopiero teraz postanowił mnie szukać? Nie potrafiłam odebrać. Odrzucałam połączenie za połączeniem, aż w końcu przestał dzwonić. Jednak okazało się, że to nie oznaczało końca poszukiwań, bo po chwili usłyszałam jego krzyk. Wolał Stevena z zapytaniem, czy może mnie widział. Kiedy odpowiedział, że jestem w samochodzie, nie minęły może dwie sekundy a już był w środku, siedząc naprzeciw mnie.
Jake był wyraźnie wściekły na mnie. Krzyczał, ale zdawałam się nie słyszeć jego słów, jakby mówił do mnie w innym języku. Nie wiem ile trwało, nim przestał. Nie był to jednak koniec, wyraźnie czekał na jakiś mój odzew, jednak nie wiedziałam co mu powiedzieć.
Nie wiedziałam, czy alkohol dodał mi odwagi, razem z dobrymi dwoma litrami Coca-Coli, ale tylko jedna myśl była w mojej głowie – pocałować go. Nie dlatego, że byłam schlana i nie wiedziałam co robię, ale właśnie dlatego, że byłam przytomna. Jeśli by mnie odrzucił... Zapewne bym się otrząsnęła z tych babskich fantazji i skupiła na pracy. O ile po tym incydencie by mnie nie zwolnił...
Przysunęłam się do chłopaka w momencie, kiedy zmarnowany westchnął i zamknął na chwilę oczy. Nasze wargi zetknęły się, a ja z ciężko bijącym sercem czekałam, aż mnie do ciebie odepchnie. Ale pomijając okoliczności i powody dla których się to działo, przyjemnością było znów zetknąć się z jego ciepłymi, delikatnymi wargami, chociaż zapach jaki pozostawiła na nim blondi, odbierał mi trochę radości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz