Nie zdążyłem usłyszeć odpowiedzi swojego ochroniarza, który dzielnie przedzierał się przez wcale nie rzednący tłum za mną. Sheila zrobiła wszystko, żeby zwracać na siebię uwagę innych ludzi i oczywiście jak zwykle jej się to udała. Niejedna dziewczyna mogła zazdrościć jej włosów, makijażu, ubrań, pieniędzy, wyglądu i Bóg wie czego jeszcze. Ja widziałem ją inaczej niż ogół. Wiedziałem, co czai się pod tą skorupą idealnego piękna; ktoś zepsuty, zgniły i zwyczajnie brzydki. To odrzucało mnie od niej skutecznie, ale inni zdawali się na to przymykać oko. Oczywiście, w tym świecie ludzie mają różne dziwne priorytety.
Nie odrywałem od niej uważnego spojrzenia, zmierzając jej w kierunku. Mogło to wyglądać dwojako - jakby zrobiła na mnie ogromne wrażenie - ale robiłem to z czysto strategicznych motywów. Przy niej musiałem pilnować się bardziej, niż przy innych. Nie chciałem przegapić żadnego detalu z jej zachowania, który mógłby dać mi tu przewagę.
Stała pośrodku małego kółeczka fanów jak jakaś królowa i tylko czekała, aż do niej podejdę. Mój krok był wyluzowany, dłonie w kieszeni, spojrzenie jedynie pozornie uśpione, żeby osłabić jej czujność. Nawet udało mi się przylepić uśmiech do twarzy, kiedy już znalazłem się w zasięgu jej słuchu. Czułem mocną woń perfum, które nieprzyjemnie drażniły mój nos. Przystanąłem o kilka kroków od niej; musiała mimo tego zadrzeć lekko głowę, żeby spojrzeć mi w oczy.
- Cześć Jake - powiedziała, uśmiechając się słodko. Brakowało tylko cichego "awww" jej fanko-przyjaciółek stojących za nią, żeby dopełnić scenę rodem z komedii romantycznej. - A już wszyscy myśleliśmy, że nas, przepraszam, m n i e nie zaszczycisz wizytą. Przyprowadziłeś ze sobą swój ogonek? - uśmiechnęła się, jakby właśnie zjadła tonę cukru.
Sparodiowałem ten uśmiech, przechylając lekko głowę w bok. Nikt z gapiow nie odważył się wcisnąć pomiędzy nas nawet słowa, wszyscy jeszcze czekali na mój ruch. Poza tym nawet nie znałem tych ludzi, kilku aktorów, trochę młodzieżowych piosenkarzy i dzieciaki, które szastają pieniędzmi rodziców. Nie moje towarzystwo.
- Yo, Sheila. Wybacz za spóźnienie - oczywiste chyba było, że moje przeprosiny nie były z tych najszczerszych. Jako gwiazda tego kalibru mogłem się dowolnie wręcz spóźniać i wcale to nie było faux pas. - Jestem okropnie zajęty przez ten nowy serial - ugryzłem się w język, zanim dodałem coś nieprzemyślanego. Jak na przykład to, że szukam nowego menadżera. - Masz na myśli Spencer? Jest tutaj ze mną, gdzieś zniknęła mi z pola widzenia.
- Świetnie. Bo teraz nie potrzeba nam ogona - uniosła zagadkowo brwi, poszerzając uśmiech. - Mary, zajmijcie się czymś. Lailah, przygotuj mi drinka, za moment wejdę do środka.
Rozstawiała ludzi po kątach, a oni z wdzięcznością, że to ich wybrała wykonywali polecenia. Smutne, jak wiele w ludziach może kupić sława i pieniądz. Przestąpiłem z nogi na nogę, zastanawiając się o co tym razem chodzi. Odrobinę martwiło mnie to, że Hastings nie ma nigdzie wokoło, ale nie miałem czasu się tym teraz martwić.
- Chodź za mną - rozkazała uprzejmym, o dziwo, tonem.
- Możesz wrócić do samochodu, Steven. Będę przy telefonie - rzuciłem tylko do stojącego za mną mężczyzny, nie odwracając się nawet przez ramię i podążyłem za dziewczyną.
Zatrzymała się dopiero nad basenem. Początkowo nie tłumaczyła a ja nie domyśliłem się od razu, o co może jej chodzić. Kiedy przybrała swoją bardziej naturalny, wredny wyraz twarzy i położyła drobne, wypielęgnowane dłonie na biodrach coś zaczęło mi świtać. Niby byliśmy oddaleni od ludzi na tyle, żeby porozmawiać, ale jednak mogli nas widzieć. Wiedziałem, że powinienem się mieć na baczność.
- Czas na scenkę. Lubię podgrzać atmosferę w mediach, zanim wszystko się zacznie, ludzie często mają mnie wtedy na języku. Tak się z przykrością składa, że teraz to ty jesteś mi potrzebny - była pewna siebie. Siebie i swojego celu.
- O czym mówisz?
- Nie bądź głuptasem, Jake, takie teksty możesz zostawić dla Andrew'a. Rób co mówię. Zaraz spojrzę na swoje buty, masz zagrać swoją rolę. Wiem, że potrafisz. I proszę cię na boga, zrób to tak, żeby wszyscy uwierzyli. Nie od niechcenia. Mam p o c z u ć, że naprawdę mnie pragniesz.
Wiedziałem, że ma rację. Że mamy to zrobić, skoro oboje zgodziliśmy się na warunki, jakie nam postawiono. Sheila była trudną zawodniczką i nie potrafiłem nawet powiedzieć, czy sama wynosi z tego jakieś korzyści, czy nie. Westchnąłem przeciągle. To tylko gra. Dokładnie tak, jak na planie. Byłem do tego zdolny, w końcu nie raz grałem już Jake'a Underwooda.
Przyzwyczaiłem się już, a może bardziej nauczyłem jak podchodzić do takich scen. Nie ruszało mnie to. Nie wzbudzało żadnych emocji. Po prostu sucha gra aktorska i nic więcej. Ale wiedziałem, że ludzie w to uwierzą, zawsze wierzyli w takie rzeczy. Kiedy w końcu wszystko się skończyło poczułem, że napiłbym się chętnie czegoś z wysoką zawartością procentów. Nie zwróciłem uwagi na to, że Sheila uśmiecha się, jakby ktoś dał jej prezent na gwiazdkę.
- Pięknie. Prawie przez chwilę sama w to uwierzyłam.
- Chciałabyś wierzyć? - zapytałem szybko, chcąc od razu wykorzystać szansę i licząc, że z rozbiegu podwinie jej się noga. Przez moment prawie to się stało, ale uśmiechnęła się miło i nie odpowiedziała. Złapała moją dłoń i wprowadziła do środka, gdzie było co najmniej dwa razy głośniej niż na zewnątrz. Widziałem też litry alkoholu i poczułem, że naprawdę zaschło mi w gardle.
Ale najpierw rzeczy najważniejsze. Wysunąłem rękę z dłoni blondynki i wzruszyłem lekko ramionami. Znalazłem w kieszeni telefon i po prostu skierowałem się schodami na górę, gdzie było odrobinę ciszej, mając nadzieję, że gdzieś w jendym z pokoi nie znajdę Spencer... Z kimś. Wiadomo, do czego używa się pokojów na piętrze na takich imprezach. Coś jednak nie pasowało, bo nie ważne, ile razy nie dzwoniłem to ona odrzucała połączenie i - dałbym słowo - przeszukałem cały niemal dom. Po Spencer nie było nawet śladu. Moje serce zakołatało z irracjonalnego strachu już po raz drugi tego dnia. Przecież tu jest tyle ludzi... Na pewno nic się jej nie stało, mówił rozum. Ale serce wcale nie chciało słuchać. Zaczęło pędzić coraz szybciej, kiedy otwierałem kolejne drzwi. Większość z par kochających się na łóżkach, komodach i przy szafach, a nawet jedna na dywanie nie miało głowy do tego, żeby zamknąć drzwi na klucz.
Spencer jednak nigdzie nie było. I przestało mi być do śmiechu.
Ostatnim miejscem był ogród. Jeśli nie tam, może samochód? Nie wiem, ile czasu minęło, kiedy podszedłem do swojej limuzyny. Krzyknąłem na Stevena, a kiedy dostałem odpowiedź twierdzącą naraz poczułem ulgę i ukłucie złości. Dlaczego to zrobiła? Wsiadłem na tylną kanapę, zajmując miejsce tuż przed jej nosem, żeby dobitnie poznać odpowiedź na to pytanie.
- Zdajesz sobie sprawę, jakie scenariusze już miałem w głowie? Co ci strzeliło do tego łba, żeby odrzucać moje połączenie? Dlaczego nie pomyślałaś, co ja musiałem przez to czuć, przedzierając się między ludźmi i zaglądając do tych wszystkich pieprzonych pokojów? - mój głos unosił się niekontrolowanie, bo nie potrafiłem już zdobyć się na spokój. Nie dość, że jedna dziewczyna przysparza mi problemów, to teraz drugiej też się zachciało!
Steven pierwszy raz od dawna słysząc mnie tak wściekłego bezgłośnie niemal wysunął się zza kierownicy i wyszedł na zewnątrz. Pewnie wolał tego nie słuchać, ale każdy kto byłby blisko mógłby mnie z łatwością usłyszeć. Na szczęście szyby były przyciemnione, a ochroniarz miał sporo oleju w głowie i nie pozwoliłby nikomu słuchać tego jak przedstawienia w teatrze. Miałem do niego zaufanie.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz, Hastings? - mój głos brzmiał wrogo, nieswojo. Ale odpowiedź na to pytanie była chyba przecząca. Przymknąłem w końcu oczy, zakładając z góry, że nigdy się nie dowiem w takim tempie co się stało.
To, że nogle Spencer znalazła się podejrzanie blisko zauważyłem dopiero czując jej usta na swoich. Przy niej, w przeciwieństwie do Sheili, nie byłem ani ostrożny ani uważny. Nie spodziewałem się po niej niczego przebiegłego. A jednak coś właśnie się działo i minęło kilka dobrych sekund zanim zorientowałem się co. Moje oczy rozszerzyły się niebezpiecznie. Próbowałem zapanować nad emocjami, tak jak w bardzo podobnej scenie przed chwilą, ale... Co chwilę coś wymykało mi się z rąk, jakbym próbował złapać wodę w palce.
Nie rozumiałem, dlaczego to się dzieje. Nie docierało do mnie w ogole żadne logiczne myślenie, ale to było takie inne od wszystkiego, co znałem. Nie potrafiłem ani nad sobą ani nad sytuacją zapanować, więc po prostu odsunąłem od siebie wszelkie logiczne myśli.
Uchyliłem lekko powieki, patrząc z bliska na Spencer. Pachniała odrobinę moim szamponem i alkoholem, wydawało mi się, że dostrzegłem ślady łez na jej policzkach. Położyłem chłodną dłoń na jej odkrytym ramieniu, przez co musiała się wzdrygnąć i zacisnąłem na nim palce. Przysunąłem się bliżej, niezbyt delikatnie pieszcząc jej wargi swoimi, zakręciło mi się odrobinę w głowie, więc drugą ręką przytrzymałem się kanapy samochodowej. Dłoń z jej ramienia przesunąłem po chwili na kark i wplątałem ją w ciemne włosy na jej potylicy, pogłębiając pocałunek. Dlaczego? Co mnie właściwie do tego skłoniło? Nie wiedziałem. Jedyne, o czym myślałem to to, że chcę więcej tych ust, tego gorąca, które z nich płynęło i które rozgrzewało mnie wewnątrz klatki piersiowej.
Nasze oddechy mieszały się, a szyba obok której siedzieliśmy lekko zaparowała. Nie potrafiłem przestać. Może powinienem ją odsunąć, ale nie mogłem. Moje ciało było spragnione jej ciała i najgorsze było to, że nie wiedziałem dlaczego. Wiedziałem tylko, że obudziło się we mnie coś, czego wcześniej nie było. Pojawiło się znikąd i nie potrafiłem tego nawet nazwać.
Łapałem łapczywie powietrze, jakbym walczył o życie. Druga dłoń spoczęła za kolanem Spencer, mniej więcej w połowie jej uda. Noga dziewczyny była ciepła, a skóra miłą w dotyku. Nie kontrolowałem tego. To nie było reżyserowane. Gdyby ktoś spytał, nie mógłbym wytłumaczyć.
Nie wiem, ile to trwało, ale w końcu oświetlił mnie promyk myśli. Odsunąłem się ostrożnie, jakbym właśnie znalazł coś szukanego bardzo długo i bał się wypuścić to ze swoich objęć. Zamrugałem kilkakrotnie, starając się złapać normalnie oddech, ale to zadanie było trudne. Niesamowite, ile razy grałem coś takiego, nigdy wcześniej tego naprawdę nie przeżywając.
- Pytanie numer dwa - odezwałem się w końcu, kiedy odzyskałem głos i świadomość na tyle, żeby skleić jakieś zdanie z rozbieganych myśli. - Dlaczego to zrobiłaś?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz