Miałam wrażenie, że w momencie, kiedy złapał mnie za ramię, serce stanęło mi dęba, a ciarki przeszły mnie od góry do samiutkiego dołu. Nie licząc tego, jak zimne były jego dłonie, wiedziałam co zaraz będzie miało miejsce. Zacisnęłam więc mocniej oczy, czekając aż tą samą ręką mnie odepchnie i powie, że to niewłaściwe, nieprofesjonalne, że nie jestem w jego typie, naprawdę cokolwiek co mogło by mi wbić do głowy, że po prostu NIE. Jakie więc było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że czas wcale nie zwolnił i tak naprawdę Jake mnie nie odrzucił, a pogłębił pocałunek. Aż otworzyłam na chwilę oczy, żeby przekonać się, czy może jednak nie wypiłam za dużo i nie wylądowałam kij wie gdzie z obcym facetem... Ale nie. To był on. Jake Underwood we własnej osobie. Wpijający się w moje usta. W limuzynie z przyciemnianymi szybami. Sam na sam. To było coś zupełnie innego niż to, co na scenie, niż to co widziałam kilka minut temu na tarasie. Teraz, kiedy nikt nawet nie mógł sięgnąć nas wzrokiem... Czy to oznaczało, że teraz robił to, co chciał, skoro nikt go nie obserwował?
Mój czas na przemyślenia jednak szybko się skończył. W miarę jak pocałunek robił się coraz bardziej namiętny, ja... Traciłam głowę. Nie chciałam, żeby się odsuwał ani tym bardziej przerywał. Z każdą chwilą pragnęłam coraz więcej jego ust, jego dotyku, jego bliskości. Nigdy czegoś takiego nie czułam, pewnie dlatego, że z nikim nic mnie nigdy nie łączyło, nigdy z nikim nie byłam. Ta sytuacja oczywiście nie zmieniała mojego stanu cywilnego na "w związku", ale chyba w końcu poczułam, jak to jest kogoś pragnąć.
Był moment, kiedy myślałam, że z tego wszystkiego, i trochę z braku powietrza, polecę do tyłu w długą. Chłopak jednak na to nie pozwolił, przyciskając mnie mocniej do siebie. Sama nie pozostawałam dłużna na pieszczoty inne niż pocałunki i wczepiłam palce w jego jeszcze przed chwilą ułożone włosy. Druga dłoń natomiast... To chyba w niej skumulował się cały alkohol który wypiłam, ponieważ w miarę jak dłoń chłopaka poruszała się w z mojego kolana w górę, moje zwinne paluszki rozpinały kolejne guziki jego koszuli. Kiedy dobre cztery guziki odsłoniły już jego tors... Miałam wrażenie, że aż szyby zaparowały, biło od niego niesamowite gorąco.
Co chwilę brakowało nam powietrza, ale to tylko na nasze własne życzenie, bo braliśmy tylko po szybki oddechu jeśli w ogóle, jakbyśmy bali się, że wzięcie kilku normalnych oddechów i odsunięcie się od siebie na sekundkę mogłoby sprawić, że oznaczałoby to koniec. Koniec bliskości, koniec namiętności, koniec pocałunków, koniec dotyków, koniec... Tego, co się właśnie zdarzyło.
Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Chociaż i tą przerwę można by uznać za coś dla naszego dobra - jeszcze trochę a któreś z nas, pewnie ja, straciłoby przytomność od braku powietrza. Ale nie żałowałabym, warto. Nie mniej jednak kiedy był teraz tak naprzeciw mnie, kiedy zamiast działać impulsem musiałam myśleć i się odzywać, wysiadłam. Cała moje twarz zrobiła się czerwona. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam tak zawstydzona. Nadal nie docierało do mnie to, co właśnie się stało...
Kiedy w końcu dotleniliśmy się właściwie, znów on wykonał pierwszy ruch, a mianowicie odezwał się. Cała aż podskoczyłam na dźwięk jego głosu.
- J-jak to czemu to z-zroobiłam?! - Nie doszłam jeszcze do siebie, cała drgałam. Nie potrafiłam spokojnie z nim teraz rozmawiać. Moje emocje jeszcze szybko nie zamierzały opaść. - To t-ty ten p-p-p... - Nie byłam w stanie nawet powiedzieć "pocałunek" ani nic pochodnego.
Złożyłam się, tak po prostu. Przyłożyłam głowę do kolan i zarzuciłam sobie ręce na głowę. Taki mechanizm nie tyle obronny co do przyspieszenia mojego ogarnięcia i zebrania myśli w coś bardziej złożonego niż stek jąkania się. Potrzebowałam tylko kilku chwil. Jake chyba też jeszcze nie doszedł do siebie, bo nie zareagował na to w żaden sposób. Ja też mogłam przemyśleć to, o co spytał i powiedzieć to, co naprawdę chciał usłyszeć.
Oparłam głowę na rękach i skupiłam wzrok na małym, otwartym okienku, gdzie znajdowała się kabina kierowcy. Dopiero wtedy zauważyłam, że Stevena tam nie ma - i miałam nadzieję, że wyszedł nim między nami... Zrobiło się gorąco.
- Jeśli choć raz mi przerwiesz, przestanę mówić - ostrzegłam go. Wiedziałam, że jeśli zdobędę się żeby mu powiedzieć szczerze o co chodzi, najmniejsze nawet wcięcie sprawi, że nie będę potrafiła wrócić do tematu. To taka "once in a lifetime chance", zwłaszcza, że żeby wyjaśnić co jak i czemu, musiałam trochę poopowiadać. Westchnęłam. - Nie da się ukryć, że jesteś, no wiesz... - Myślałam, że będzie łatwiej. Na szczęście w jednej z butelek zostało jeszcze trochę Coca-Coli, więc szybko sobie pociągnęłam te dwa łyki. Gazowana słodkość sprawiła, że poczułam się lepiej. - No jesteś przystojny, co tu kryć, myślę, że jak najbardziej jesteś tego świadom, i spodobałeś mi się. Ale nie wyglądem człowiek żyje, całkiem fajnie spędzało się nam czas, więc to, że uważałam cię za.... atrakcyjnego - ucięłam, szukając dobrego słowa - nie sprawiało, że miałam trudności w spędzaniu z tobą czasu, bo nie byłam w tobie zakochana. Nie traktowałeś mnie jak pracownicę, więc miałam do ciebie trochę luźniejsze też podejście, ale... - I tutaj zaczynały się schody. - Kiedy pocałowałeś mnie na tej improwizacji wydawało mi się, że coś zaiskrzyło - mówiąc to, schowałam twarz w dłoniach. Czułam się poniekąd zawstydzona czymś takim, bo wiedziałam, ze dla niego to była czysta gra, nic więcej. - Ale wiesz jak jest, ty jesteś moim szefem, jesteś sławny i tak dalej, więc po prostu stwierdziłam, że powinnam o tym nie myśleć, bo może po prostu tak rewelacyjnie... No wiesz, że dziewczyny tracą głowę. - Zarumieniłam się. Nadal nie umiałam mówić o całowaniu. - Nie umiałam jednak wyjaśnić tego, czemu na myśl o scenach w serialu gdzie byłbyś tak blisko z Sheilą, albo teraz na imprezie... Takie dziwne uczucie złości - dokończyłam ciszej. Wyznanie czegoś takiego nie należało do najłatwiejszych, ale póki gadałam, jakoś byłam w stanie wywalić to z siebie. Jednak o ile do tej pory mówiłam powoli, dalej odpalił mi się słowotok. - Widziałam was i nie umiałam po prostu, musiałam wyjść. Aż nawet wypiłam, a normalnie nie piję. Potrzebowałam takie wuzzwhoom żeby się otrząsnąć, bo nie umiałam wcześniej przed sobą przyznać, że tak naprawdę coś ja ten do ciebie, ale to mrzonki bo w końcu mogło mi się uroić, prawda? W końcu ile dziewczyn uważa, że coś do ciebie, ale przecież nawet cię nie znają, ale masz coś takiego w sobie po prostu. A potem zacząłeś dzwonić, to się wkurzyłam bardziej, że po tak długim czasie po tym, jak Andrew mnie zabrał od ciebie zacząłeś mnie szukać. Nie chciałam z tobą rozmawiać, z resztą i tak uważałam, że wisiało ci, gdzie jestem. A jak przyszedłeś tutaj... - Zatrzymałam się, by wziąć oddech i znów zwolniłam. - Stwierdziłam, że jeśli TO zrobię, jeśli mnie odepchniesz... Że po dostaniu kosza przestanę o tym myśleć.
Przez cały ten wywód ani razu na niego nie spojrzałam. Wcześniej waliłam rumieńce, ale gdybym miała teraz być z nim tak twarzą w twarz, zmieniłabym się w buraka. Za dużo się stało między nami oraz za dużo mu wyznałam w tak krótkim czasie. Dla mojego małego serduszka to było za dużo emocji.
Zostało mi jedynie czekać aż coś powie. Odpowiedziałam chyba wystarczająco i na obie opcje do których mógłby zadać to pytanie. Wiedział więc wszystko, może więcej niż by chciał. Nie zależnie od tego, jak było, teraz była jego kolej, jednak gdyby sam z siebie nie chciał mówić...
- Ja również chcę wykorzystać jedno z moich pytań. - On przed chwilą zrobił to samo, więc nie miała skrupułów, żeby przycisnąć go do wyznania, jak on mnie. - Dlaczego to zrobiłeś? - Chodziło oczywiście o pocałunek. Czemu go oddał, czemu pogłębił... Czemu miałam wrażenie, że to było coś, czego chciał?
Na zewnątrz zagrzmiało. Chyba zbliżała się dosyć potężna burza...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz