Wcześniej wszystko kręciło się coraz szybciej, a nasz gesty, zdawało mi się, były poza kontrolą naszych mózgów. Nie wiedziałem nawet, czy moje pytanie ma jakikolwiek sens, bo żadna odpowiedź nie byłaby naprawdę dobra. Sam nie umiałbym odpowiedzieć dlaczego właściwie siedzimy tak blisko siebie, spragnieni, chcący spróbować, czy to mogłoby działać. Ona miała w sobie coś, co chciałem przy sobie zatrzymać, co sprawiało, że nie byłem zmęczony nawet, gdybym długo biegł ani głodny, gdybym tygodniami nic nie jadł. To przeświadczenie było dla mnie tak nienaturalne i dziwne, że sam siebie już nie rozumiałem.
Zanim zdążyłem się zorientować, skończyliśmy jak na załączonym obrazku. Nie wiem, kiedy guziki mojej koszuli zostały rozpięte, ale teraz, w ym dziwnym roztargnieniu nie to było moim problemem. Chciałem zebrać się do kupy, ale przychodziło mi to tak trudno, jak nawidoczniej Spencer. Po prostu długą chwilę gapiłem się na nią, zbierając myśli i starając się opanować wszelkie niepożądane reakcje organizmu.
Mimo tego, że wmawiałem sobie, że tak nie może być, że to wszystko jest ogromną pomyłką, to cały czas patrząc na usta dziewczyny miałem ochotę powtórzyć to, co sam przed chwilą skończyłem. Czułem, że to mogłoby mi dać odrobinę szczęścia... Nawet, jeżeli ogół społeczeństwa uznałby, że w życiu to mi akurat szczęścia nie brakuje.
Skinąłem jedynie głową na potwierdzenie, że będę trzymał gębę na kłódkę. Nie zależało mi na stawianiu jej w jeszcze bardziej niezręcznej pozycji, jak na dłoni było widać, że stresuje się tym, bo być może właśnie zamierza powiedzieć. Wydawało mi się, że na początku musiała mieć każde słowo przemyślane, a później... Zaczęła mówić jakby miała karabin w dłoniach, szybko i momentami niezrozumiale. A mi wydawało się, że sam w tym wszystkim się powoli gubię. Jak idiotyczne z mojej strony było to zachowanie w skali od jeden do dziesięć?
Oczywiście wiedziałem, jak działam na kobiety. W każdym prawie przedziale wiekowym, jeśli nie swoim wyglądem, to już na pewno zawodem i majętnością. A jednak miałem nadzieję, że Spencer wyjdzie poza to. Może dlatego też była wyjątkowa w moich oczach. Po prostu... Zachowywała się inaczej, niż wszyscy. Nic nie udawała, była sobą i tego brakowało mi w życiu. Kogoś, przed kim nie muszę niczego ukrywać. Gdyby ktoś powiedział mi to kilka dni temu, raczej nie uwierzyłbym. Zacisnąłem usta w wąską kreskę i słuchałem wszystkiego, co miała do powiedzenia. Wiedziałem, że będę potrzebował momentu, żeby to wszystko przemyśleć, ale na razie nie mogłem pozwolić sobie na taki komfort. Nie, dopóki są między nami jeszcze niewypowiedziane słowa.
Chociaż słyszałem podobne słowa od wielu ludzi, to nigdy nie zrobiły na mnie takiego wrażenia. Nie potrafiłem zdecydować, jakiego rodzaju to było wrażenie, ale patrzyłem prosto na twarz Spencer, która uciekała wzrokiem i starałem się zrozumieć, co sie ze mną dzieje.
- Nie wiem dlaczego - i chociaż ona powiedziała tak wiele, to na razie było mnie stać tylko na to bardzo gorzkie stwierdzenie. Nie miałem pojęcia, po co pchałem się w to wszystko. - Sama sobie zdajesz sprawę z tego, że to nie powinno się nigdy zdarzyć. A jednak nie potrafiłem się powstrzymać. Jest w tobie coś... Czego nie da się opisać słowami. Jesteś inna niż oni - uśmiechnąłem się, wyraźnie niewesoło, a mój głos leko się załamał, jakbym nagle ochrypnął, kiedy dłonią wskazywałem na willę, która była po mojej lewej stronie. - Oni wszyscy, którzy otaczają mnie na codzień i karmią kłamstwem tylko po to, żeby 'normalni' ludzie mogli poczytać sobie o coraz nowszych wydarzeniach w gazetach. Jesteś... - co dziwne, szukanie odpowiedniego słowa nie było ani trochę trudne, samo przyszło mi na język: - prawdziwa.
Z dobrych wiadomości, dostałem przynajmniej odpowiedź na to, co działo się z nią kiedy w panice przeglądałem kolejne pokoje. Wiedziałem, że to nieodpowiednia chwila, ale dłonie zaczęły mi się lekko trzęść, kiedy wszystkie negatywne i pozytywne emocje zaczęły osiadać, powoli. Uśmiechnąłem się jednym kącikiem ust.
- W poszukiwaniu swojej zguby naoglądałem się w pokojach na piętrze więcej niżby sobie tego najgorszy zboczeniec życzył - zaśmiałem się krótko, odrobinę gorzko. Bynajmniej nie było z czego się śmiać, trzeba będzie mi płacić za psychoterapię. Podniosłem jedną dłoń i niepewnie ułożyłem nią swoje włosy. Nagle zrobiło się między nami dziwnie cicho i odrobinę niezręcznie. Zorientowałem się, że odrobinę za wysoko podwinąłem sukienkę Spencer, a szyby nadal są zaparowane. Zapiąłem bez pośpiechu odpięte guziki mojej koszuli. - Kiedyś, kiedy będę wiedział dlaczego, na pewno dam ci lepszą odpowiedź. Dzisiaj nie mogę do tego dodać nic więcej - zakończyłem poważnie. To wszystko, co powiedziałem było najszczerszą prawdą, której nie powiedziałbym pierwszej lepszej osobie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz