środa, 12 kwietnia 2017

130 (30-12-2016)

    Nagłe szarpnięcie wciągnęło mnie do środka samochodu. Nie zareagowałam na nie jednak w żaden sposób - nie krzyczałam, nie przepraszałam, nie dziękowałam, kompletnie nic. Jedyne co, to miałam nadzieję, że chłopak nie potraktuje tego jako jakąś desperacką próbę zwracania na siebie uwagi po tym wszystkim... Bo w końcu na filmach zawsze kobiety tak robiły, prawda? Robiły coś, żeby zwrócić na siebie uwagę i żeby facet czuł się winny - tak przynajmniej widziałam w tych wszystkich telenowelach brazylijsko-portugalskich, które leciały w kafeice, w której kiedyś pracowałam. Nie mniej jednak nie próbowałam doprowadzić do czegoś takiego. Po prostu to wszystko, co miało miejsce, było dla mnie nowe - pragnienie, namiętność, zazdrość... Odrzucenie. W bardzo krótkim czasie przeżyłam najprawdziwszy rollercoaster emocji, prawie jakbym miała okres.
     Kiedy Jake opuścił limuzynę, odetchnęłam głośno. Miałam zachowywać się normalnie, a już na wstępnie spaliłam plan. Nie będzie łatwo, gadanie jest tylko takie proste, ale chociażby ze względu na to, że miałam cel na który bardzo potrzebowałam pieniędzy musiałam zostać. Stety bądź niestety, chodziło również o to, że nie chciałam odchodzić. Prawda była w końcu taka, że szansa, jaką dał mi Jake, otworzyła mnie na wiele nowych doświadczeń i doznań, mogłam spróbować wielu nowych rzeczy. Byłam mu wdzięczna, choć pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy.
     Prawie usnęłam czekając na powrót aktora. Nie było go mniej więcej piętnaście minut, do tego czasu zdążyłam sobie wszystko przemyśleć i to niejednokrotnie. Zdążyłam też kilkukrotnie zmienić mój plan działania względem Jake'a. Przeszłam chyba przez wszystkie opcje, które symulowałam w mojej głowie - ignorancja, dystansowanie, częstsze żarty ukrywające swój dyskomfort i wiele innych... Ale ostatecznie stanęło chyba na najlepszej opcji. Sam w końcu to powiedział - "Kiedyś, kiedy będę wiedział dlaczego, na pewno dam ci lepszą odpowiedź. Dzisiaj nie mogę do tego dodać nic więcej". Nie chciał być wobec mnie szczery i powiedzieć, że nie wiem, poniosło go kiedy go pocałowałam, albo że po prostu brakowało mu takiej bliskości, bo w końcu to potrzeba jak każda inna, ale nie. On wolał tak... Nijaką, mętną odpowiedź. Jednak w momencie, kiedy pierwsze szoki ze mnie zeszły, a ja bardzo szybko dochodzę do siebie, miałam już strategię, jak pogrzebać go tą wymijającą odpowiedzią. Czemu się chować i odsuwać, kiedy mogę wręcz przeciwnie, zbliżyć się, by poznał odpowiedź, czyli po prostu powiedział mi szczerze, o co chodziło.
     Droga do apartamentu oczywiście minęła w ciszy, przynajmniej pomiędzy nami. Było to również spowodowane tym, że Jake usnął, ale to szczegół. Dla kontrastu do atmosfery panującej w samochodzie, na zewnątrz panowała burza, jakiej od dawna już nie widziałam. Wiatr szalał, próbując przygwoździć drzewa do ziemi, deszcz próbował utopić liczne chodniki, a błyskawice... Błyskawice chyba po prostu parodiowały paparazzi, bo w radiu nie mówili jeszcze o ani jednym wypadku porażenia.
     Spojrzałam na śpiącego chłopaka, którego cały ten zewnętrzny hałas zdawał się nie dotyczyć. Wyglądał tak spokojnie tego spał, jak aniołek - super przystojny aniołek. Aż ciężko było sobie wyobrazić, że mógł być zdolny do takiej namiętności...
     - Szykuj się - szepnęłam, pochylając się nad chłopakiem i odgarniając delikatnie mokre włosy z jego czoła. Nie mógł mnie słyszeć, spał jak kamień, ale w razie czego mogłam się tłumaczyć, że go uprzedziłam, a to że mnie nie słuchał... - Wydobędę z ciebie prawdę, więc uważaj, wkurzyłeś mnie, łatwo nie będzie. - Zazwyczaj to tak działało. Albo dostawałam doła i smutków, które potem zmieniały się w huragan złości i motywacji do swego rodzaju pomsty jak ta, albo nerwy wskakiwały mi na najwyższy poziom a potem płakałam jak bóbr. Cóż, taki mamy klimat.
     Kiedy zatrzymaliśmy się na parkingu podziemnym, bez słowa opuściliśmy limuzynę. Znaczy my, bo Steven pożegnał się z nami jak tylko odprowadził nas do windy. Założyłam więc, że mieszka gdzieś blisko, a ja z powodu burzy zostałam na łasce do przenocowania przez Jake'a. To dawało mi możliwości, żeby zacząć swoje knowania... Jednak w windzie nadal udawałam załamaną. Bawiłam się rąbkiem suchej już sukienki i patrzyłam pod nogi.
     Pierwszy z metalowej puszki wyrwał mój pracodawca, szybkim krokiem szykując się do domu. Szczęśliwie, nie zatrzasnął mi drzwi przed nosem, więc dopiero kiedy znalazłam się w mieszkaniu, zamki zostały zamknięte. Oczywiście nim to się stało, psy rzuciły się na powitanie swojego pana. Korzystając więc z okazji, pognałam do łazienki. Chciałam już zacząć być upierdliwa do stopnia, gdzie pożałowałby swoich słów i braku szczerości.
     Pierwsze co zrobiłam w łazience, to pozbyłam się sukienki. Być może trochę za późno, ale zorientowałam się, że w sumie nie mam nic do przebrania, tylko strój roboczy... ALE byłam w łazience. A co zazwyczaj jest w łazience? Pralka. Co za tym idzie? Jest i suszarka! A tam co? Ubrania - i to nie byle kogo, bo samego Jake'a. W głowie od razu zapaliła mi się zielona lampeczka, kiedy zobaczyłam białą i czarną koszulę wiszącą na wieszakach - przypomniało mi to dzisiejszą kreację Sheili. Połowa jej sukienki była czarna a połowa biała, co postanowiłam odtworzyć spinając ze sobą obie koszule. Nie trudno się domyśleć, że wyglądałam w finalnym dziele jak worek na ziemniaki - w końcu chłopak był ode mnie dużo wyższy, szerszy w barach, no i był facetem, chociaż przy moich niewielkich piersiach to i tak różnicy nie robiło. Dwa rękawy, które powiewały wolno związałam na przedzie jak pasek.
     Spojrzałam w lustro, zadowolona ze swojej parodii. W tym momencie nawet przez głowę mi nie przeszło, że mogą być mu te koszule na jutro potrzebne, tak byłam zaślepiona swoim planem, który tak niespodziewanie wpadł mi do głowy. Wyglądałam w sumie śmiesznie. Drobna istotka, której ręce tonęły w rękawach za długich o dobre kilka centymetrów. Kołnierz oczywiście postawiony, jakżeby inaczej. No i oczywiście ważna była długość mojej kreacji - po związaniu jej wolnymi rękawami, nie dość, że się skracała, to jeszcze całkiem fajnie się marszczyła, sięgając mi mniej więcej do połowy uda. Tak że generalnie wyglądałam jak sierota, ale miałam nieco kusząco wystawione nóżki, co być może mogło okazać się moją bronią - w końcu tak chętnie się do nich dobierał w aucie.
     Wiążąc wilgotne jeszcze włosy w kucyk, myślałam o tym, co chciałabym tym przekazać i o co samej mi w ogóle chodzi... Jakbym próbowała przed sobą udowodnić, że moje parodiowanie Sheili naprawdę ma na celu wyciągnięcie z niego pożądanej informacji.
     - Jestem w końcu taka normalna, taka inna, prawdziwa, więc ciężko mu powiedzieć, co czuje - burczałam pod nosem, doprowadzając włosy do upragnionego stanu. - Ale gdyby coś takiego miało miejsce z Sheilą czy inną sławną dziewczyną, śliczną i kłamliwą, na pewno nie miałby tego problemu...
     Wzięłam głęboki wdech, żeby się opanować, bo już nerwy zaczynały mi skakać. Po prostu... Okej, nie znałam go, nie miałam prawa tego zakładać, ale liczyłam, że w razie czego spotkam się ze szczerością od niego, a nie fałszywym stawianiem mnie pod znakiem zapytania, kiedy tak naprawdę nie chciał już więcej mieć tak bliskiego kontaktu z kimś mojego pokroju.
     Kiedy wyszłam z łazienki, nie widziałam nigdzie psów ani Jake'a, ale byłam zdeterminowana i go znaleźć. Co miałabym mu dokładnie powiedzieć? Nie wiem, ale na pewno nie zamierzałam tak po prostu tej sprawy zostawić. Po tym jaką szczerością ja go obdarzyłam, zasługiwałam na to samo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER