środa, 12 kwietnia 2017

133 (05-01-2017)

        O ile na początku wyglądało to na jakiś żart, którego nie rozumiałem, a sytuacja była na tyle zabawna, żeby usmiechać się pod nosem, tak po chwili wszystko przestało być śmieszne. Nie wiem, czy zmiana nastąpiła kiedy dotarło do mnie, że jednak wiem co znaczy ten strój, czy może wtedy kiedy zorientowałem się, że dziewczyna zachowuje się jakoś dziwnie, zupełnie nie jak ona. Niesamowite, że jestem w stanie tak pomyśleć zaledwie po niespełna dwóch dniach 'znajomości'. Jakbym już przyzwyczaił się do tego, że Spencer jest wszędzie ze mną. Źle, bardzo źle. Nie tyle że nawet nieprofesonalnie, ale po prostu wiedziałem, że to podstawowy i niebezpieczny krok, tak przywiązywać się do dziewczyny, o istnieniu której nawet nie powinienem wiedzieć, gdyby nie czysty przypadek. Jeśli dodam do tego to, co stało się w limuzynie... Cała ochota na żarty gdzieś się ulotniła. I uśmiech też zniknął mi z twarzy.
        Wcześniej nie przywiązałem do tego wagi, ale teraz zdawało mi się to dziwnie podejrzane. Czy Sheila nie miała dzisiaj sukienki w podobnym typie? Oczywiście, z pewnością była jakieś dziesięć razy droższa i nie sklejona z dwóch męskich koszul, ale wydawało mi się, że ten zabieg nie jest wcale wykorzystany przez szatynkę przypadkowo. Alkohol nadal przyjemnie rozluźniał moje ciało, ale nie dało się ukryć, że coś się zmieniło w atmosferze w pokoju. Niepokojąco pulsowała mi ta myśl pod czaszką, alarmując, że nie zmierzamy tu do nieczego dobrego.
        Gapiłem się na prowokacyjne ruchy i wydłużone wizualnie przez podwinięte koszule nogi. Analizowanie sytuacji w ogóle mi nie szło... W końcu mimo wszystko jestem cholernym facetem, nie może na mnie nie działać coś takiego. A jednak, ile aktorek widziałem w podobnych sytuacjach? I to takich, którym z pozoru Spencer nie dosięgała do kostek. Tym razem miała mnie w garści. Ale na szczęście tylko przez krótką chwilę i tylko dlatego, że wypiłem prawie całą szklankę whiskey na raz. To z pewnością dlatego nie powstrzymałem jej wcześniej, nie, to nie miało nic wspólnego z tym, że ten widok mi się podobał.
        Przez to całe zamieszanie, które miało miejsce w mojej głowie nie zauważyłem nadchodzącej małej katastrofy. Któryś z psów zaszczekał kilka razy głośno, kiedy dziewczyna coś krzyknęła, ale poza tym nie docierały do mnie żadne dźwięki. Poczułem się co najmniej niekomfortowo i niezręcznie. A to w historii jak długo żyję jeszcze mi się nie przytrafiło w tak intymnej sytuacji. Teraz jednak... Teraz było inaczej.
        I coś wewnątrz mnie mówiło, że nie powinno tak być. Ta myśl szybko rozprzestrzeniła się po całym moim ciele i każdy neuron krzyczał, że coś jest nie w porządku. Dlaczego to robiła? Nie zachowywała się tak nigdy wcześniej. Miałem wrażenie, że złe przeczucia docierały nawet do cebulek moich włosów.
        - Spencer - podniosłem spojrzenie na jej oczy. Moje serce biło niezrozumiale szybko, wręcz łomotało w klatce piersiowej, a wszystko było tak nowe i tak świeże, że nie potrafiłem się powstrzymać, żeby na dłuższą chwilę nie zatrzymać wzroku na jej ustach. Pamięć ich tekstury i smaku nadal była wyraźna. - Przestań - powiedziałem cicho, ale dosadnie.
        Mój głos był nienaturalnie chłodny, nie potrafiłem zrozumieć własnej reakcji. Nie było nic złego w tej chwili, a jednocześnie wszystko było złe i nieodpowiednia. Dlaczego miała na sobie to ubranie i dlaczego tak się zachowywała? To jakiś podstęp? Może naprawdę chce zniszczyć moją karierę, a te dwa dni były jedynie zasłoną dymną. Ta myśl mnie sparaliżowała. Nie potrafiłem jej zrozumieć i to wzbudziło iskierkę irytacji, która bardzo szybko rozpaliła się promieniem złości. Może liczyła że załatwię jej sławę. Albo kto wie, co chodziło jej po głowie? Ludzie są nieobliczalni. Nie warto im ufać. Poczułem, jak teraz serce niemal zamiera w mojej piersi.
        - Zejdź ze mnie - rozkazałem, bojąc się chociaż drgnąć. Bojąc się zrobić jeden nieodpowiedni ruch. - W cokolwiek grasz, skończ to już.
        Nie musiałem długo czekać, bo drgnęła nerwowo i poruszyła się, a dla mnie to był wystarczający znak. Złapałem jej ramiona i pomogłem jej podnieść się do góry, jednocześnie odzyskałem wolność. Pies znowy zaszczekał, ale nie interesowało mnie to. W drodze ewakuacyjnej do pokoju, którą chciałem pokonać jak najszybciej zabrałem szklankę z resztą alkoholu.
        Dopiero, kiedy znalazłem się w pokoju pozwoliłem sobie na chwilę wytchnienia. Na mojej twarzy wymalował się zły grymas, kiedy opierałem się plecami o drzwi. Dlaczego właściwie do tego wszystkiego doszło do tego wieczora? Co się ze mną ostatnio dzieje?! Kiedyś nie pozwoliłbym sobie na tyle, na postawienie na szali mojej kariery, a już na pewno nie u początków kręcenia serialu promowanego na taką skalę. Miałem ochotę coś rozbić, a w dłoni miałem już pustą szklankę. Powstrzymałem się ostatnią resztką woli i trzęsącą się dłonią odłożyłem ją na półkę. Chyba jeszcze do mnie to wszystko nie dotarło, a już na pewno nie niecodzienne zachowanie Hastings tego wieczora.
        Kiedy po kilkunastu minutach ciszy stwierdziłem, że mogę panować znów nad swoim głosem otworzyłem drzwi do pokoju i wyjrzałem na korytarz. Pusto.
        - Możesz spać w pokoju gościnnym. Jest przygotowany, naprzeciwko mojego - rzuciłem w nicość, niepewny, czy Spencer to w ogóle usłyszała. Odpowiedziała mi cisza, więc zamknąłem drzwi do pokoju i usiadłem na łóżku, starając się wziąć w końcu w garść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER