środa, 12 kwietnia 2017

134 (05-01-2017)

    Poprosił mnie, bym przestała, więc zaparłam w bezruchu. I tak mój plan został zabity przedwcześnie przeze mnie samą, tak że postanowiłam się pogrążać i wysłuchać jego prośby. Moja głowa jednak momentalnie zapomniała o jeszcze jednym małym fakcie, który dla tej sytuacji był jednak niezwykle istotny – siedziałam na nim. Naprawdę nie wiem, jakim cudem coś takiego tak łatwo uciekło z mojego radaru, zwłaszcza zważając na naszą bliskość. Chyba po prostu... Mi się podobało, było wygodnie. Niestety tylko mnie, bo nie minęła chwila jak Jake zarządzał, bym się podniosła. Ba, nawet sam mnie ściągnął ze swoich nóg i szybko opuścił pokój, zabierając alkohol ze sobą.
     Serce mi drgnęło, po raz kolejny dzisiaj, i w ten sam bolesny sposób. Z opóźnieniem jakby dotarło do mnie, co tak naprawdę zrobiłam. Ja... Czemu uważałam, że najlepszym planem będzie pogorszenie się w jego oczach, żeby po prostu przyznał że nie nic do mnie nie może poczuć i nic do mnie nie czuje? Czemu w mojej głowie brzmiało to jak super pomysł,  który nie może pójść źle? Czemu zdecydowałam się zrobić to, zamiast po prostu z nim porozmawiać rano? Czemu do cholery znów przewaliłam wszystko z powodu decyzji podjętej w nerwach i nieprzemyślanej dokładnie. Jedyne co robiłam,  to powtarzałam,  że plan jest dobry i że musi być wykonany...
     Szybki krokiem również zniknęłam z „miejsca zbrodni” i zamknęłam się w łazience. Wściekłe zaczęłam pozbyłam się swojej kreacji, prawie urywając w niej guziki. Szybko się jednak opamiętałam i zwolniłam tempo rozbierania się. Białą koszulę ładnie odwiesiłam na wieszak, była cała wygnieciona – wiedziałam, że powinnam się tym zająć, skoro doprowadziłam ją do takiego stanu. Czarnej koszuli też się to tyczyło, jednak ją musiałam jeszcze na trochę pożyczyć. Niestety moja sukienką była nadal mokra, a spanie w stroju do pracy raczej nie powinno mieć miejsca – jak wiele innych rzeczy dzisiaj, ale wolałam już o tym nie myśleć.
     Będąc w łazience, od razu też ochlapałam się trochę wodą, żeby ochłonąć. Usłyszałam też wtedy głos Jake’a. Powiedział mi, że mogę spać w pokoju zaraz naprzeciw jego. Nie sądziłam, że w ogóle uda mi się spać... W sumie nie chciałam spać, o mój Boże! W głowie pojawiło mi się światełko nadziei, coś co mogłoby pomóc naprawić tą sytuację! Będę tylko potrzebować kawy, mojego roboczego tableta, kilku kartek z mojego notatnika i o cholera! To mogło się udać!
     W lepszym humorze opuściłam łazienkę, szerokim łukiem omijając moją sypialnię na dzisiejszy wieczór. Moje rzeczy leżały tam gdzie je zostawiłam, na szafce blisko wyjścia. Zaraz obok znalazłam również pożądane przeze mnie urządzenie elektryczne, więc byłam już uzbrojona w moich sojuszników na dzisiejszą noc.
     Zajęłam miejsce na dywanie, blisko gniazda elektrycznego, w którym na moje szczęście tkwiła ładowarka – tablet miał jakieś 30% energii, więc ta, czy inaczej, do rana musiał być w pełni naładowany. Kiedy jednak zaczęłam przerzucać karteczki w moim zeszycie ze smutkiem odkryłam, że kończą mi się kartki. Niby pracowałam dla Jake’a tylko dwa dni, ale trzeba było pamiętać wiele, wiele rzeczy. Tak więc na moje nieszczęście,  szykowała mi się inwestycja w jakiś prawdziwy, porządny terminarz, choć z drugiej strony mogło się to okazać zbędnych wydatkiem – rok zbliżał się ku końcowi, a dni mojej pracy chyba już zostały policzone... Nie mniej jednak nie zamierzałam się poddawać i pracować sumiennie.
     Zaczęłam od najprostszych rzeczy, którymi moim zdaniem menadżer powinien się zajmować. Otóż sprawdziłam opinie mediów i pobieżnie relacje fanów na jego „romans” z Sheilą – prawdę mówiąc czytając te artykuły i oglądać zdjęcia, mało nie złapałam w ręku ołówka. Wyniki zapisałam sobie w kilku słowach w zeszycie, żeby rano przedstawić Jake’owi sytuację, a następnie prześledziłam zainteresowanie serialem. I kto by się nie spodziewał – chemia jaka zadziała się między aktorami głównych bohaterów już zdążyła nabić kilka istotnych procentów. Sprawdziłam też czy nie było nigdzie o incydencie, jaki miał miejsce w drodze do restauracji i na szczęście brukowce oraz blogi milczały. Poza tym to żadnych więcej informacji istotnych nie było, tyle że super przedstawienie było w dniu przesłuchania, że dostał rolę i... Gdzieś pomiędzy tym wszystkim wspomnienia o tym, że jestem jego nowa menadżerką, że tak niespodziewanie, że młoda i inne takie. Na szczęście nic więcej, więc mogłam odetchnąć w spokoju.
     Nie wiedziałam, ile czasu minęło mi na tym wszystkim, ale postanowiłam zrobić sobie przerwę i załatwić jeszcze jedna ważną rzecz. Chciałam załatwić to szybko, jednak leżenie na brzuchu przez tak długi czas spowodowało trochę bóli i problemów z podniesieniem się do pionu. Na szczęście krótkie rozciąganie załatwiło sprawę. Powoli więc ruszyłam w stronę pokoju Jake’a, mając nadzieję że śpi. Wtedy przynajmniej by mnie nie słyszał, a mnie jak na razie wystarczyło po prostu wyrzucenie z siebie tego, co leżało mi na wątrobie i za co czułam, że powinnam go przeprosić.
     - Jake? – zaczęłam, wkładając niepewnie głowę do pokoju. - Śpisz? – Nie otrzymałam jednak żadnej odpowiedzi, tak jak chciałam, więc pewniejszym już krokiem weszłam do pokoju i delikatnie zamknęłam za sobą drzwi. Nie zamierzałam zostać tutaj, nie na długo, jednak lepiej było je zamknąć, w końcu w domu były psy które mogły tu wieść i go obudzić.
     Okna w jego sypialni były odsłonięte, ukazując magiczny wręcz obraz miasta świateł skąpanego w deszczu z niemal czarnego nieba. Co raz krajobraz zmieniała błyskawica, która pojawiała się na chwilę, by równie szybko zniknąć, zostawiając gdzieś po sobie zniszczenia oraz przeciągły huk. Podziwiając te widoki jeszcze przez chwilę, usiadłam na fotelu niedaleko łóżka – chłopak leżak rozłożony na łóżku tak, że nie widziałam jego twarzy i może lepiej.
     - Skoro śpisz, to na pewno mnie nie słyszysz – odezwałam się w końcu. Zawsze była też opcja, że udawał bo nie chciał ze mną rozmawiać i gdybym coś zaczęła mu robić, od razu by zareagował. – Jest jednak coś, co muszę powiedzieć i to nie może czekać. – Westchnęłam czując, że nawet tak nie będzie łatwo, nawet jeśli on spał. – Należą ci się przeprosiny za... To wszystko. Przepraszam, że uciekłam tam w willi Sheili. Przepraszam, że Cię pocałowałam w limuzynie. – Tu zatrzymałam się na chwilę przygryzając dolną wargę.
     Na chwilę urwałam mój monolog, by zębach myśli w słowa. Nawet jeśli mówiłam do śpiącego osoby, chciałam też może przed sobą mieć czyste sumienie, że powiedziałam to jak należy.
     - Przepraszam też za co, co stało się w domu. Za użycie koszul bez pytania, za odstawianie tego... Czegoś. Za zbliżenie się do ciebie tak bardzo bez twojej zgody i tym bardziej chęci. – Z przeprosin to było chyba na tyle. Jednak teraz... – Należą ci się wyjaśnienia. Sama nie wiem, czemu od początku nie zauważyłam jak beznadziejny był to pomysł... Jednak nie umiałam uwierzyć to co, co powiedziałeś. Jeśli miałeś mnie odrzucić to chciałam, żebyś to zrobił, a nie udawał, że jest to uczucie, którego nie znasz i którego nie rozumiesz...! – Musiałam ugryźć się w język, bo w nerwach zaczęłam mówić głośniej. Mimo to uważałam, że mam rację. Miał dwadzieścia osiem lat, i może też między innymi dlatego nic nie powinno między nami być skoro był dziesięć lat starszy, i chciał mi wmówić że nie wie, jak to jest czuć coś do kogoś? Na pewno wiedział doskonale, ale próbował być delikatny. – To że doszło między nami do czegoś takiego nie oznaczało, że nie mogłeś być szczery i po prostu powiedzieć, że Cię poniosło, bo tak naprawdę nic do mnie nie czujesz. I to właśnie chciałam usłyszeć od ciebie – przyznałam się w końcu. – Sheili czy innej dziewczynie byś od razu powiedział, a przede mną się skrywałeś i kłamałeś... Chciałam sprowokować cię, żebyś w końcu powiedział prawdę, ale dopiero po fakcie widzę, jak słaby był to pomysł.
     Podniosłam się w fotela, poprawiając koszule w której się już zadomowiłam. Na mnie zbliżał się już czas, poza tym miałam co robić, a gadanie to śpiącego niczego nie zmieni.
     - Mam nadzieję, że jak wstaniesz rano, to będziesz w stanie mi wybaczyć – dodałam ciszej niż wszystko inne co powiedziałam wcześniej. Dopiero dotarło do mnie, jak bardzo mógł mnie przez to znienawidzić.
     Ostatnią rzeczą, którą zrobiłam przed wyjściem, było narzucenie koca na Jake’a. Jakby nie patrzeć kiedy siedziałam na nim w salonie doskonale czułam, że zarówno spodnie jak i ciało miał wilgotne. Jeszcze tego by brakowało, żeby się przeziębił...
     - Dobranoc – powiedziałam, rzucając na niego ostatnie spojrzenie, gdy stanęłam w drzwiach i wyszłam.
     Czułam się jakoś... Lżej. Chociaż część mnie nie pozwoliła mi zapomnieć, że rano powinnam zrobić to samo. Zostało mi więc tylko modlić się o to, żeby chciał mnie wysłuchać od początku do końca i znalazł czas na taką rozmowę gdzieś indziej niż w samochodzie.
     Swoje kroki skierowałam do kuchni. Potrzebowałam zrobić sobie kawy, żeby jakoś przytrzymać tą noc i wypełnić resztę planów, jakie miałam. Nie wiedziałam co prawda gdzie co leży, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby dowiedzieć się gdzie są, prawda? Potrzebowałam w końcu tylko kubka, cukru i łyżeczki, skoro Jake miał ekspres do kawy – na moje szczęście taki sam, jaki obsługiwałam pracując w kawiarnii.
     Jednego byłam pewna - od teraz musiałam bardzo zważać na swoje słowa i czyny. BARDZO. Nie chciałam więcej go kłopotać swoimi głupotami i tym, że często nie myślę kiedy w grę wchodzą silniejsze emocje. Złość, smutek, radość... Być może zauroczenie. Musiałam wziąć się w garść, tak samo jak to zrobiłam, kiedy mama przestała się mną zajmować. Umiem to zrobić!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER