Mieszkanie było ciche jak zawsze. Nic nie wskazywało na to, że tej nocy jest w nim ktoś poza mną, zdarzało się to niezwykle rzadko i nie bez przyczyny. Nie potrafiłem zasnąć, czując czyjąś obecność obok, zwłaszcza osoby, której nie znałem za dobrze, a przestałem się już oszukiwać, że po dwóch dniach jesteśmy ze Spencer najlepszymi przyjaciółmi. Okazało się, że nie wiem nic o niej ani ona o mnie, nie mówiąc oczywiście o tym, co cały świat może z łatwością pod moim imieniem wygooglować.
Ciało wydawało mi się być nieznośnie ciężkie, ale umysł nadal podjudzony całą gamą emocji nie pozwalał mi odpocząć. Usiadłem na łóżku, opierając się o jego ramę i żałowałem w tej chwili, że jednak nie wziąłem ze sobą więcej whiskey. Może to pozwoliłoby mi ukoić nerwy, albo chociaż uśpiło emocje na tyle, że byłbym w stanie zasnąć. Wiedziałem, że dziewczyna gdzieś tam jest. Nie słyszałem jej, ale wiedziałem, że nie wyszła, nie trzasnęła drzwiami. Wyjątkowo zostawiłem też odsłonięte żaluzje, żeby móc obserwować burzę, która rozszalała się nad całym miastem. Myślami byłem jednak zupełnie w innym świecie, daleko stąd, daleko od tego wieżowca i całego Nowego Jorku.
Mój ojciec miał rację, przydałyby mi się wakacje. Tylko nie mogę sobie teraz pozwolić na żaden wyjazd, nie w tak kluczowym punkcie. Westchnąłem ciężko ze świadomością, że ta odpowiedź jest zupełnie uniwersalna do każdego momentu mojego życia. Zawsze będzie nieodpowiedni czas na wakacje, na przerwę i na odpoczynek. Pracoholizm mnie zabije pierwszy.
Usłyszałem w pewnym momencie ciche pukanie do drzwi. Był to dźwięk tak niespodizewany w ciszy mieszkania przerywanej od czasu do czasu grzmotem i monotonnym uderzaniem deszczu o szybę, że aż podskoczyłem na łóżku. A później położyłem się i zamknąłem oczy. Nie miałem ochoty rozmawiać. Wszystko było jeszcze za świeże, złość zbyt realna, mógłbym powiedzieć o kilka słów za dużo, których później będę żałował. Zamiast tego nie poruszyłem się ani o milimetr, kiedy Spencer odezwała się cicho. Jej pierwsze słowa były zaskakujące, nie to oczekiwałem usłyszeć. I w pewnym momencie źle zrobiło mi się ze świadomością, że udaję, że śpię zamiast z nią porozmawiać, ale postanowiłem trwać w tym do końca.
Nie pożałowałem, że pozostałem w bezruchu. Dziewczyna wprost zarzuciła mi kłamstwo, jakby znała mnie na wylot i wiedziała, co czuję i kiedy mówię prawdę. Nie chciało mi się w to nawet wierzyć. Kiedy wyszła, odetchnąłem z ulgą. Szczęśliwy, że powstrzymałem się przed zdradzeniem swojej pozycji i rozgoryczony jej pochopnym osądem i niesprawiedliwymi słowami.
Tej nocy nie spałem wiele, wsłuchując się do samego rana w odgłosy gasnącej burzy, która ciągnęła się jeszcze dobrych kolejnych kilka godzin. Dopiero, kiedy zaczęło świtać udało mi się na moment usnąć, a sen był gładki, płaski. Zupełnie bezbarwny, jakby ktoś wyprał z niego kolory. Nie przyniósł mi też wiele wypoczynku, bo obudziłem się jeszcze bardziej zmęczony i to pod wpływem budzika. Zawsze budziłem się przed alarmem, a to teraz było bardzo złym znakiem zapowiadającym zły dzień.
Telefon nie przestawał dzwonić. Wstając z łóżka zignorowałem go na rzecz ważniejszych potrzeb, takich jak prysznic chociażby. Pokonując krótką drogę do łazienki widziałem, że drzwi do drugiego pokoju są zamknięte. To pewnie oznaczało, że Spencer jeszcze spała. Tym lepiej. Do tej pory nie wiedziałem, co jej powiedzieć ani jak się zachować. Najrozsądniejszym wyjściem było przyznanie, że wczorajszy wieczór to była totalna pomyłka, bo najwyraźniej tego właśnie oczekiwała. Zabawne, że prawdziwego kłamstwa nie nazywała kłamstwem.
Kiedy wróciłem do pokoju, telefon naliczył osiem nieodebranych połączeń. Zapowiadał się wyjątkowo ciężki dzień... Podniosłem słuchawkę, a po drugiej stronie odezwał się szef działu menadżerskiego, z którym nie rozmawiałem od kiedy opuściłem jego gabinet. Przekazał mi kilka wskazówek od producenta serialu, dołożył do dzisiejszego dnia kilka dodatkowych zajęć, w tym sesję promującą kręconą produkcję. Cudem udało mi się wygrać wolny wieczór. Mimo wszystko, nadal byłem powiązany kontraktem z agencją, dzięki czemu dostałem kilka namiarów do polecanych menadżerów. Henry naciskał i jasno stawiał sprawę: muszę wrócić do jakiegoś profesjonalisty i ja zgadzałem się z tym założeniem.
Przebrałem się w wyjściowy, raczej luźny strój i zatrzymałem się w połowie drogi do kuchni. Spencer spała w salonie na dywanie. Zmroziło mnie to, bo nie oczekiwałem jej tutaj zobaczyć. Obok miała tablet i notatnik, więc mogłem tylko sobie wyobrażać, że ona też nie spała do późnej nocy.
Najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji było po prostu udawanie, że nic się nie stało. A przynajmniej na pewno najprostrzym.
- Spencer, obudź się, musimy zaraz wychodzić - pochyliłem się nad nią i niechętnie wyrwałem ze snu, lekko potrącając ją w ramię. Ale sen miała co najmniej solidny, więc kucnąłem obok i spojrzałem na notatki, które leżały rorzucone po dywanie. Kiedy wydawało mi się, że się poruszyła i otworzyła oczy, nie zamierzałem zwlekać ani dać jej dojść do słowa. - Tu masz kilka rzeczy, które trzeba wcisnąć mi do grafiku. Dzwoniła agencja i załatwili kilka spotkań na ostatnią chwilę. Zaraz powinien pojawić się Dean, kawy?
Położyłem zakreśloną swoim niezbyt estetycznym pismem kartkę zapisaną wcześniej podczas rozmowy telefonicznej i podniosłem się do pionu. Później skierowałem się do kuchni, nakarmiłem psy i nie wystarczyło więcej czasu na nic, bo rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzysz? To pewnie właśnie Dean - mruknąłem, stojąc przodem do lodówki i plecami do dziewczyny. Na stole nadal leżał scenariusz, do którego jeszcze nie miałem nawet okazji porządnie przysiąść.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz