Odrywając się myślami od pocałunku, pochłonęłam się całkowicie modyfikowaniem planu dnia Jake'a. Miałam w notatniku wytyczne co do planu filmowego i spraw, które muszą być załatwione. Niestety nie pokrywały się one z czasem wolnym, jaki w złożeniu miał gwiazdor. Korygowanie tego na kilka najbliższych dni pochłonęło niesamowitą ilość energii i czasu. W pewnym momencie nie miałam w sobie ni kszty by dalej trzymać oczy na świecącym ekranie tableta.
Położę się tylko na chwilkę - pomyślałam, kładąc głowę na mięciutkim dywanie.
*u*
Zaczęłam wracać do świata żywych, kiedy poczułam lekkie trząchanie i usłyszałam swoje imię. Nie chciałam wstawać, zasatawiałam się też, gdzie podział się mój budzik... Zawsze mnie budził. Jednak jak tylko uchyliłam oczy, by obadać sytuację, zapragnęłam zamknąć je z powrotem. Do konfrontacji z Jake'iem potrzebowałam siły, a obecnie czułam się wyssana że wszystkich życiowych soków na najbliższe kilka godzin. Niestety, nie było czasu na opierdzielanie się, dawno już w sumie do tego przywykłam. Teraz jednak musiałam mieć na uwadze, że nie pracuje dla siebie, a dla niego i jako jego menadżer, muszę dawać z siebie więcej niż normalnie.
- Nie dziękuję - odpowiedziałam, gdy spytał o kawę. Po dzisisjeszej nocy i tym, jak bardzo mnie zawiodła, miałam dość. Lepiej bym się czuła, gdybym do tej pory była na chodzie, a nie zaczerpła kilka marnych godzin snu.
Gorsza jednak od zmęczenia była gorycz, kiedy rzucił mi kartkę z planami, które musiałam uwzględnić w dzisiejszym planie. On sobie nawet nie zdawał sprawy, ile musiałam siedzieć nad tym, żeby było to jak kolwiek użyteczne! A teraz on... Ugh! Co gorsza, nie mogłam narzekać na głos, taka w końcu była moja praca.
Szybko podbiosłam się z podłogi, przeciągając swoje ciało do stopnia, w którym kilka kości wydało znajomy, strzelajacy dźwięk. Dopiero wtedy zgarnęłam z szafki torbę i udałam się do łazienki na szybką transformację. Stając jednak twarzą w twarz w moim lustrzanym odbiciem uświadomiłam sobie że a - wyglądałam jak koszmar i b - koszula, w której spałam była w znacznym stopniu rozpięta. Nawet tego nie poczułam! Z resztą, jak bardzo kręciłam się w nocy, żeby do tego doszło? Niestety, na więcej pytań nie miałam czasu, ponieważ musiałam w tempie błyskawicy zmienić swoje koszmarne położenie w menadżerkę Jake'a Underwooda. Dziekowałam sobie w duchu, że spakowałam również szczoteczkę do zębów, inaczej zabiłabym chłopaka oddechem przy najbliższej możliwej okazji.
Akurat kiedy gotowa wyszłam z łazienki, zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć i rzeczywiście, był to Dean, ale... Miał towarzystwo.
- Witaj ogonku - powiedziała Sheila z tym jej sztucznym uśmieszkiem na twarzy. Nie wiedziałam kompletnie o co chodzi jej z tym ogonkiem, ale nie specjalnie też jakoś się tym przejmowałam. - Lepiej żebyś trzymała się dzisiaj z daleka od Jake'a. To ma być kolejny dzień promocji dla serialu i naszego związku. Nie potrzebujemy do tego ogonka. - Jej ton stał się bardziej poważny jak tylko Dean zniknął z pola widzenia dziewczyny. - Najlepiej zadowól się dzisiaj jakimś metrem czy taxówką i lepiej to sama zaproponuj, albo...
- Albo co? - przerwałam jej oczywiście.
Dziewczyna zbliżyła się do mnie prawie tak bardzo, jak ja byłam wczoraj z Jake'iem. Czułam zapach jej gumy balonowej i słodkich perfum.
- Bo szkoda by było, gdyby ktoś się dowiedział, że Jake Underwood ma lęk wysokości...
Aż wbiło mnie w ziemię. Skąd... Skąd ona wiedziała? Nie zapisałam sobie tej informacji nigdzie, no na prawdę nigdzie! Więc jak...
- Bez powodu w końcu nie szukałabyś tej informacji - Widząc moje zaskoczenie, podsunęła mi rozwiązanie. I zostawiając mnie tak oniemiałą, ruszyła w głąb mieszkania. Jedyne co usłyszałam to: - Hej Jake'uś!
Czułam się tak, jakby czyjeś ręce zaciskały się wokół mojej szyi. Nie dość, że sytuacja między mną a chłopakiem stała pod wielkim znakiem zapytania, to jeszcze musiałam dzisiaj trzymać się od niego w miarę daleko, ponieważ kobieta która mogła bardzo mu zaszkodzić, wiedziała za dużo. Nie mogłam zignorować jej ostrzeżenia, już pierwszego dnia mi pokazała, jak daleko może się posunąć. Kto wie? Może nawet mogła znacznie dalej... Nie zamierzałam tego jednak sprawdzać, nie kosztem Jake'a. Co mi więc innego zostało, jak nie bycie na tak na każdą jej zachciankę?
Pogrążona we własnych myślach założyłam buty, a następnie szybko uporałam się z poprawkami planu. Jake i Sheila nadal nie szykowali się do wyjścia, pewnie o czymś rozmawiali, a ja nie zamierzałam się tam zbliżać. Nawet teraz bałam się wejść Sheili za skórę...
- Tablet z planem masz na stole, ja wychodzę, do zobaczenia na planie! - krzyknęłam tylko, ubierając kurtkę.
Nic wcześniej nie miał do załatwienia, udanie się na plan filmowy było pierwszą rzeczą na liście dzisiejszych obowiązków. Z resztą, może użycie normalnej komunikacji miejskiej dobrze mi zrobi? Przez ostatnie dwa dni bujałam się limuzyną, gdzie do tej pory jazda samochodem była dla mnie szaleństwem. A w końcu nie potrzebowałam się ukrywać za przyciemnianymi szybami tak jak oni, ja nie byłam sławna, nie byłam nawet rozpoznawana. Nie było więc nic, co by stało na przeszkodzie, bym pojechała do studia metrem na przykład.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz