Do kuchni wyraźnie dochodziły głosy z przedpokoju, bo nie była zbytnio od niego oddalona, a poza tym mieszkanie chociaż ponadprzeciętnych rozmiarów, nie było ogromne. Zacisnąłem dłonie na krawędzi blatu, mając ochotę powiedzieć wszystkim, że cyrk skończony i nie jestem zwierzątkiem na wystawie, ale opanowałem się. Jak zwykle z resztą. Nie miałem komfortu, żeby móc sobie pozwolić na kilka rzeczy, więc tylko patrzyłem jak kawa sączy się powoli przez ekspres i wiedziałem już, że nie będę miał czasu wypić i zjeść spokojnie. Sheila nie przyszła tutaj bez powodu, nigdy w ogóle nie robiła nic dla korzyści innych.
Wszystko tak strasznie się skomplikowało i to kiedy? wszystko wczoraj. W dodatku dzisiaj będę musiał dać Lucy do zrozumienia, że myli się w stosunku do mnie i nie biorę do łóżka wszystkiego, co ładnie wygląda i jest chętne. Zapowiadał się długi dzień, bardzo długi.
Skrzywiłem się na dźwięk swojego imienia odmienionego w tej sposób przez blondynkę, na powitanie skinąłem tylko głową i przelałem kawę do kubka termicznego, dolałem do niej mleka i zamknąłem wieczko. Dopiero po tych wszystkich czynnościach znów spojrzałem na Sheilę, która stukała obcasem wyczekująco o kamienną posadzkę i stała z rękami założonymi na piersi. Dean przywitał się szybko i równie szybko zniknął w głębi domu, wywijając się jakąś pracą do zrobienia.
- Wpadłaś z przyjacielską wizytą? - Oczywiście że nie. Nie trzeba było nawet czekać na jej odpowiedź.
- Pierwszy dzień jest najważniejszy. Ludzie powinni widzieć nas razem, nie myśl sobie w tej pustej główce, że to coś dla mnie znaczy - rzuciła prosto z mostu, przechadzając się wkoło wyspy kuchennej, następnie wchodząc do salonu i oglądając wszystko uważnie. Była tutaj po raz pierwszy. - Jedziemy moją taksówką.
- Mylisz się - odpowiedziałem spokojnie, wypijając łyk kawy. - Jedziemy moją, Spencer jedzie z nami, chyba nie zapomniałaś. Muszę mieć transport gotowy na miejscu. Poza tym postaraj się być dla niej miła, chociaż na pokaz - miałem wrażenie, że moje słowa nie mają dla niej większego znaczenia, ale zatrzymała się na chwilę i przerwała obchód. - Umiesz dużo rzeczy robić na pokaz, to nie wykracza poza twoje kwalifikacje.
- Ładny masz stąd widok.
Jej słowa były niespodziewane, uniosłem lekko pytająco brwi ku górze. Blondynka uśmiechnęła się słodko, jak zawsze kiedy coś szło zgodnie z jej planem. Zaraz, gdzie właściwie zniknęła Spencer? Nie trawło to długo, kiedy usłyszałem że otwiera frontowe dni i krzyczy, że spotkamy się na planie. Coś mi w tym śmierdziało, biorąc pod uwagę złośliwy uśmiech Sheili, ale i tak postanowiłem to sam sprawdzić. Nie dało się ukryć, że nadal czułem się niezręcznie w towarzystwie Hastings po tym wszystkim, co stało się wczoraj.
Zmrużyłem oczy, odstawiając kubek na blat i szybko pokonałem odległość dzielącą mnie od drzwi. Słyszałem za sobą stukot obcasów. No nie, tylko nie idź za mną, pomyślałem machinalnie. Spencer była już przy windzie, kiedy wyszedłem na korytarz do niej prowadzący. Miałem ten luksus, że ta winda zatrzymywała się na moim piętrze tylko do mojego apartamentu, więc nikt na pewno by nam nie przeszkodził w rozmowie. Nie licząc Sheili.
- Nie jedziesz ze mną? - zapytałem, ne kryjąc swojego zdezorientowania.
Dokładnie sekundę później rozległ się dzwonek oznajmiający, że winda pojawiła się na zawołanie. Poprawiłem kołnierz koszuli i wyszedłem głębiej w stronę windy, ale blondynka która pojawiła się za moimi plecami była szybsza.
- Tak będzie lepiej, Jake, nie sądzisz? Dobrze, że ona sama też na to wpadła, dziewczyny jednak myślą tak samo, zdecydowanie logiczniej niż faceci - blondynka zacmokała z niecierpliwością, kręcąc lekko głową. Wyglądała niewinnie, dlaczego więc miałem wrażenie, że przyłożyła do tego rękę? - Chodź, ona sobie świetnie poradzi. Widzimy się na planie - zrobiła tu efektowną przerwę - Spenc-iii.
Drzwi do windy i tak zamknęły się już za szatynką, nawet jeśli chciałbym ją zatrzymać. A nie wiem, czy chciałem. W końcu to jeszcze bardziej skomplikowało by naszą współpracę. Zacisnąłem usta i wszedłem do mieszkania. Nie odzywałem się wiele, tylko jeśli Sheila zadawała jedno z pytań o scenariusz albo plan działania. W końcu i ona zauważyła, że coś nie gra i przestała zupełnie po jakimś czasie prowokować mnie do rozmowy. Dopiłem swoją kawę jeszcze zanim znaleźliśmy się na planie, ale niestety nie obudziła mnie zbytnio.
Dałem Stevenowi wskazówki, gdzie ma na mnie czekać i nie czekając, aż blondynka mne dogoni wszedłem do budynku. Chociaż był oblegany przez paparazzi, którzy co chwila pstrykali zdjęcia, to na szczęście ochrona pilnowała bezpiecznej ścieżki dostania się do środka. Po przywitaniu się z reżyserem i znalezieniu swojej garderoby zacząłem rozglądać się za menadżerką, mając nadzieję, że już jest na miejscu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz