środa, 12 kwietnia 2017

138 (05-01-2017)

    Czułam jego wzrok na sobie, słyszałam jak się do mnie zbliża, jak staje za mną na wyciągnięcie ręki... Moje gardło było jednak ściśnięte niczym pętla szubienicy na wisielcu. Zacisnęłam dłonie schowane w kurtce w pięści - nie mogłam nic powiedzieć, ani nie bawić się w te cyrki. Tym razem nie była to pochopna decyzja, nie była podjęta w nerwach i była jedyną dobrą decyzją, jaką mogłam podjąć. Nie chciałam narobić chłopakowi więcej kłopotów. A zresztą, skoro o nich mowa, lepiej żeby myślał że go unikam, niż żeby wiedział że Sheila wie o lęku, którym ze mną się podzielił.
     Ciarki przeszły mnie po całym ciele, kiedy usłyszałam głos dziewczyny. To było gorsze, niż ten ucisk gardła - teraz czułam się tak, jakby zimna stal noża napierała na moje gardło. Teraz bałam się wypowiedzieć nawet jednego słowa, żeby nie zachwiać stabilności naszej małej "umowy". Nie mogłam mieć co prawda pewności co do tego, jak zamierza jej dotrzymywać, jednak wolałam jej nie testować. Gdyby sprawa dotyczyła mnie miałabym to gdzieś, nie może mi niczego odebrać bo nie mam nic. Jednak w przeciwieństwie do mnie Jake mógł wyznaniem takiej tajemnicy stracić rolę i może nawet wiele więcej.
     Bez słowa weszłam do windy i wcisnęłam guzik na parter, gdzie znajdował się hol i główne wyjścia. Dopiero gdy drzwi zasunęły się za mną, odetchnęłam z ulgą. Ale tylko czysto teoretycznie, bo ciągle czułam na sobie ciężar całej tej absurdalnej sytuacji... Chciałam, żeby ten dzień już się skończył. Tyle godzin na planie z Sheilą wszędzie, potem spotkania z menadżerami którzy mają pewnie jakieś 99% szans przejąć moje stanowisko, a potem kolacja, na której tym razem będę musiała ignorować zachowanie Lucy żeby nie nadepnąć Jake'owi i jego przyjacielowi na odcisk. A jeszcze w między czasie musiałam wpaść do domu...

*u*

     Po kilkunastu godzinach na planie po prostu wymiękałam. Czy to przerwa czy nie, Sheila zawsze była koło niego, ewentualnie zawsze był na tyle zajęty, żebym nie mogła z nim mówić. Albo może tylko mi się wydawało i teraz z kolei on mnie unikał... Cokolwiek to by nie było, skutecznie utrudniało nam porozmawianie o czymkolwiek na spokojnie bez dodatkowych słuchaczy. Do tego ciągle czułam na sobie wzrok tej podstępnej anielicy, który mówił coś w stylu "stoisz za blisko, odsuń się albo ja cię odsunę", nawet jeśli sama nie była w pobliżu... Jednak przyszedł moment, kiedy musiałam zbliżyć się do Jake'a, bo załatwianie tego telefonicznie byłoby niedorzeczne.
     Dogadałam się z nim szybko, żebym wyszła pod koniec pracy żebym mogła pojechać do domu po rzeczy na kolację do przebrania i parę innych pierdół, które były mi bardzo potrzebne. Na moje szczęście zgodził się i nie zadawał pytań - cicho jednak miałam nadzieję, że ta cisza nie oznaczała, że relacji między nami nie da się poprawić...

*u*

     Kiedy stanęłam przed domem już czułam, że będzie ciężko. Tyle czasu wczoraj ignorowałam telefony mamy, że jeśli byłam w domu, miałam przechlapane. Nie dlatego, że się o mnie martwiła, ale dlatego, że pewnie czegoś chciała albo zepsułam jej jakieś plany...
     Na paluszkach weszłam do środka, ściągając obcasy już na wycieraczce przed domem, żeby nie wywołać dużo hałasu. Niestety, jak tylko zamknęłam za sobą drzwi, jej fagas niczym pies zaczął ją "alarmować" o nowozaistniałej obecności. Ta jednak zdawała się nie reagować, jakby wcale poprzedniego dnia nic ode mnie nie chciała...
     Jej nowy facet był zadziwiająco młody. Znaczy, zawsze miała młodszych, ale ten to wyglądał na takiego, który zamiast pójść na maturę, wolał wylądować z nią w łóżku. Do tego miał taki tępy wyraz twarzy, a po słownictwie również można było wywnioskować, że inteligencją nie grzeszy, skoro każde możliwe słowo zastępował przekleństwem. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że masę mięśniową sporą to on miał - pewnie mama wyhaczyła go na "biedną niewiastę potrzebującą pomocy z bardzo ciężkimi zakupami" czy coś.
     - Co ode mnie chciałaś wczoraj? - spytałam, wchodząc do jej pokoju. Albo raczej próbując, bo jej fagas stanął w drzwiach i ani myślał mnie przepuścić.
     - Było się zainteresować wczoraj, dzisiaj nie zamierzam z tobą rozmawiać - oświadczyła ostentacyjnie, nie odrywając wzroku od swojego odbicia lustrze. Malowała się, ale do pracy raczej się nie szykowała, skoro ten facet tutaj był. Chyba że... Nie, wolałam o tym nie myśleć.
     - No chyba sobie żartujesz?! - Nie to, żebym się przejmowała, ale miałam już dość. Dojść sytuacji z Jake'iem, z Sheilą która się na mnie uwzięła, z moim brakiem myślenia, a teraz jeszcze ona mi tu focha chciała strzelać?!
     Chciałam przepchnąć fagasa z drzwi, jednak postanowił oddać mi tym samym. Nie trudno więc się domyśleć, że jego siła plus moja masa zrównało się tym, że wylądowałam na naprzeciwległej ścianie. Albo nawet gorzej - na rogu ścian, uderzając się porządnie w głowę i jeszcze boleśniej plecy, tuż przy prawej łopatce.
     Przez chwilę myślałam, ze uderzyłam się naprawdę porządnie w głowę i miałam zwidy, albo co gorsza, że zemdlałam i miałam jakieś dziwne sny... Moja mama momentalnie podniosła się ze swojego siedzenia i swoim klapkiem z obcasem zaczęła bić fagasa. Krzyczała, żeby się wynosił, a on tylko szybko uciekał do drzwi, próbując uniknąć jej ataków. I już. Nie było go. Aż byłam w szoku, czy to była matczyna reakcja na krzywdę dziejącą się jej córce?
     Niestety, mój zachwyt miał miejsce tylko przez chwilę, bo kiedy wróciła po schodach do miejsca, gdzie leżałam, spojrzała tylko na mnie jakby chciała powiedzieć "żałosne" i wróciła do swojego zajęcia. Jak widać jednak mój dzień dobroci dla zwierząt się skończył...
     Zaczęłam powoli podnosić się z ziemi, ale wydawało się, że wszystko jest w miarę okej.
     - Zanim wyjdziesz gdzieś znowu, zrób mi obiad! - krzyknęła mama, nim zdążyłam zamknąć się w pokoju.
     Uważając, że zmarnowałam wystarczająco dużo czasu, szybko wymieniłam zawartość mojej torby. Sukienka poleciała do prania, a na jej miejscu pojawiła się czarno-czerwona koszula w kratę, którą miałam na sobie w dniu, w którym poznałam Jake'a, oraz spódnica, którą podkradłam mamie z suszarki z nadzieją, że nie zauważy. Nie wiedziałam w końcu jak mam się ubrać na tą kolację, więc wybrałam coś co może być postrzegane jako luźne, a jednocześnie trochę bardziej schludne, może troszeczkę podchodzące pod eleganckie. Dorzuciłam też sobie książkę od HiS'u do plecaka, brudnopis w którym robiłam wszystkie szkolne notatki, oraz pracę z polskiego, którą musiałam dokończyć i dostarczyć przy najbliższej okazji do szkoły.
     Cały czas przy pakowaniu jednak czułam ból, kiedy sięgałam po coś prawą ręką. Założyłam, że to od uderzenia, w końcu od czego innego by być mogło? Nic też na to poradzić nie mogłam, więc po prostu wzięłam torbę i przygotowałam mamie to, czego zażądała - obiad.

*u*

     - Przepraszam, że tyle zeszło, korki - skłamałam połowicznie, wchodząc do mieszkania aktora. Naprawdę były korki, ale spóźniłam się tak bardzo przez sytuację w domu oraz małe zakupy, na które wpadłam po drodze.
     Według planu, jeśli dobrze pamiętałam, ominęło mnie jedno spotkanie. Była to dosyć duża strata, ale nadal miałam szanse poznania dwóch pozostałych przeciwników. Spotkanie z jednym z nich miało zacząć się za kilka minut, a Dean był gdzieś poza polem mojego widzenia. Za to Jake siedział na widoku w swoim fotelu i czytał scenariusz. Może to nie była najlepsza chwila, ale...
     - Możemy porozmawiać? - spytałam, stając naprzeciw niego.
     Zaczęłam już nerwowo skubać skórki przy paznokciach. Ta rozmowa miała być trudniejsza niż wczorajsze gadanie to "trupa", bo teraz mogłam widzieć jego reakcje, mógł mi przerwać, mogłam w nerwach źle dobrać słowa i pogorszyć sytuację... Jednak musiałam spróbować. Należało mu się to.
     - Należą ci się przeprosiny i wyjaśnienia za wczoraj... Chcesz ich wysłuchać? - Po dzisiejszym dniu było spore prawdopodobieństwo, że podejrzewał że go unikam, albo on sam po porannej "ucieczce" postanowił mieć mnie gdzieś. Tak więc jeśli nie chciał słuchać co mam do powiedzenia, nikt go nie zmusi do słuchania tego... Teraz. Bo jeśli odmówiłby, i tak miałam zamiar powiedzieć mu to bo na to zasługiwał.
     W przeciwieństwie do wczoraj, moja wypowiedź miała brzmieć troszkę inaczej. Miałam czas, żeby przemyśleć sobie kilka rzeczy i trochę uspokoić swoje nerwy, więc wypowiedź wymagała korygacji. Nie zamierzałam na przykład mówić, że kłamał o swoich uczuciach - tak dosadne stwierdzenie postanowiłam zachować dla siebie. Nie omieszkałam jednak próbować podrzucić tematu jako coś w stylu "jak możesz nie wiedzieć co czujesz?". W końcu był ode mnie dziesięć lat starszy, miał karierę, pieniądze i pewnie wiele przeżył. Jakim cudem więc nie był w stanie stwierdzić, czy się we mnie zakochał czy po prostu, nie wiem, ma słabość do chudzielców mojego pokroju? Zamierzałam też nie mówić o tym, że innej dziewczynie pewnie by się przyznał. A i na pewno usunę przeprosiny za to, jak szukał mnie po domu Sheili - to, że nie było mnie przy nim w pierwszym miejscu było winą Andrewa, choć nie wiedziałam czy jest tego świadom. I co najważniejsze - zamierzałam dodać, że obiecuję, że nie powtórzę więcej ani tego pocałunku, ani żadnego takiego głupiego pomysłu z bawieniem się jego koszulami czy "sexownymi akcjami", bo było to głupie i nie na miejscu.
     Zostało mi tylko liczyć na to, że pozwoli mi powiedzieć to wszystko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER