Cała ta sytuacja, która zaczęła się między nami wczoraj była zupełnie niedorzeczna. Ile razy chciałem się jej pozbyć coś lub ktoś stawał mi na drodze. Poza tym samo przygotowanie mnie do roli zajęło dobre dwadzieścia minut, a później... Później zaczęła się prawdziwa karuzela szaleństwa. Mój czas wolny przez pobyt na planie właściwie nie istniał, a jeśli już miałem chwilę na odetchnięcie, wszędzie pojawiała się Sheila. Wydawało mi się, że plan mam tak napięty, że nie da się już w niego nawet palca wcisnąć. Mimo wszystko, dla mnie to był dzień jak codzień. Ale dzisiaj chciałem pogadać ze Spencer, bo ciążyła mi jej milcząca obecność i nieobecny wzrok, jakby ignorowanie mnie miało w czymś pomóc.
Nie miałem nawet dużo czasu, żeby zastanawiać się nad jej zachowaniem. Reżyser przycisnął nas porządnie, a jeden z aktorów drugoplanowych stwarzał mnóstwo problemów, przez co już od samego początku byliśmy opóźnieni.
Oczywiście, ten dzień miał swoje plusy. Jared dzwonił, żeby się upewnić cy spotkanie jest aktualne, więc z ulgą mogłem odpowiedzieć mu twierdząco. Poza tym dostałem grafik swoich zajęć, lekcji i ćwiczeń przydotowawczych do roli. Było ich mnóstwo, czasami całe dnie wraz z obiadem i kolacją zajęte były przez lekcje szermierki, strzelania z łuku, jazdy konnej i wielu innych rzeczy. To skutecznie odrywało moje myśli od Spencer, Sheili i wszystkiego w ogóle, co wiąże się z pierwiastkiem kobiecym.
Kiedy w końcu całe szaleństwo odrobinę się uspokoiło i większość załogi poszła jeść obiad, miałem chwilę na rozmowę ze Spencer. Nie było w niej jednak nic specjalnego ani osobistego, chyba oboje mieliśmy świadomość, że tutaj wszyscy mogą nas usłyszeć. Stłumiłem swoją narastającą cierpliwość i irytację. W głowie nadal brzmiały mi słowa, które powiedziała wczoraj: te, które były prawdziwe i te które niesprawiedliwie mnie raniły. Ale nie chciałem teraz zajmować tym sobie głowy, więc kiedy się po prostu zapytała, czy może wyjść do domu, zgodziłem się. I na tym się skończyło. Dobrze z resztą, bo zaraz pojawiła się Sheila marudząca, że nie jem ze wszystkimi obiadu i czekają na mnie żeby zacząć.
Po wyjściu Spencer dzień niby biegł moją własną rutyną, a jednak coś było w nim innego niż zwykle. W limuzynie zamiast menadżerki większość czasu siedziała Sheila, tylko kilka kursów zrobiłem bez niej. Na planie było tyle pracy, organizacji i układania wszystkich planów, dat wystąpień publicznych i sesji promujących, że kręciło mi się w głowie, kiedy w końcu dostaliśmy kolejną przerwę.
- Cieszysz się, że wszystko rusza na dobre? - usłyszałem za uchem znajomy głos i odwróciłem się leniwie, żeby spojrzeć na Sheilę. Przygotowywałem się na kolejny jej atak, ale ten nie nastąpił, przynajmniej nie od razu. Usiadła na krześle obok mojego o westchnęła głęboko, jakby właśnie zmagała się z życiowym problemem. A po chwili... Na jej twarzy pojawił się najprawdziwszy uśmiech, jaki kiedykolwiek mi zaprezentowała. - Zawsze czekam, aż wszystko się zacznie. To moja ulubiona chwila, kiedy wszystko jest ekscytująco nowe i świeże, nie jestem jeszcze zbyt zmęczona, żeby się tym cieszyć.
Jej słowa były tak szczere, że uderzyło mnie to niepostrzeżenie. Dlaczego tak nagle zdecydowała się ze mną o tym porozmawiać? W sali robiło się coraz ciszej i dotarło do mnie, że ktoś ją woła. Menadżer, mężczyzna z którym rozmawiałem kilka dni temu, krzyczał że muszę już iść. Ona jednak nie drgnęła. Zauważyłem, że sala pustoszeje całkiem szybko, a służby sprzątające robią swoje. Przeciągnąłem się i odłożyłem scenariusz na bok.
- Też to lubię - powiedziałem, gapiąc się przed siebie na część rekwizytów leżących na jednej ze scen w mieszkaniu mojego bohatera.
Dziewczyna siedziała bez ruchu i gapiła się w to samo mniej więcej miejsce na wprost swoich oczy. Menadżer po kilku nieudanych próbach zwrócenia na siebie uwagi swojej podopiecznej też najwyraźniej zrezygnował z dalszych prób i zamilkł. Nie wiem, co to była za chwila, ale było w niej coś dziwnego, niezrozumiałego. Skończyła się szybko. Uprzejmość i dziwna nostalgia Sheili prysnęły nagle jak bańka mydlana. Podniosła się i otrzepała swoją elegancką sukienkę.
- Pamiętaj o ćwiczeniach, nie chcę żeby czyjeś lenistwo zepsuło mój serial - skrzywiła się lekko i położyła dłonie na biodrach. - Widziałam, że ogon wyszedł. Nie za dobrze spełnia się na swojej funkcji. Powinieneś zatrudnić sobie jakiegoś profesjonalistę, Jake, dopóki twoja ani moja nie leży jeszcze w gruzach. Przyjacielska porada - uśmiechnęła się złośliwie i tyle było ją widać.
Przez kilka minut siedziałem bez ruchu, aż odgłos szpilek zupełnie zniknął. Wsłuchałem się w szum wiatraków olbrzymich wentylatorów kilkunastometrowej hali. Przez chwilę miło było nie myśleć o niczym ani o nikim. Nie trwało to długo, zanim wyciągnąłem telefon i poprosiłem Stevena, żeby za kilka minut był gotowy i czekał na mnie na dole.
Gapiłem się na scenariusz, chociaż słowa nie zostawały mi w pamięci. Kolejny kandydat okazał się nie pasować do moich oczekiwań, które Spencer postawiła zdecydowanie za wysoko jak na kogoś, kto nie ma pojęcia o tym zawodzie. Kiedy mężcyzna wszedł do pokoju, złapałem się na tym, jak szukam w nim cech, które posiadała dziewczyna. Jest gadatliwy? Przyjazny? Otwarty i szczery? Zorientowawszy się co robię po prostu nazwałem się w myślach idiotą.
Ale teraz zacząłem się na poważnie zastanawiać, co jest ze mną nie w porządku i kiedy to się zaczęło dziać. Nie skupiłem się nawet na tym, że Spencer stoi tuż obok mnie, tak głęboko zanurzyłem się w myślach o niej. Dopiero, kiedy jej głos wydał się przerażająco realny podniosłem na nią spojrzenie i drgnąłem nieco zbyt nerwowo.
- Jasne, że możemy - odpowiedziałem od razu, czując, jak coś nieprzyjemnego rośnie mi w gardle.
Właściwie to chciałbym uniknąć konieczności rozmowy, bo czułem, że muszę się przed nią przyznać do tego, że wcale wczoraj nie spałem. Miałem wrażenie jednak, wcale nie bezpodstawne, że to ją zdenerwuje. Ciągle rozważałem, jak to poprawnie rozegrać, nawet kiedy ona zaczęła już mówić. Byłem okropnie rozkojarzony i przez chwilę błądziłem wzrokiem to po scenariuszu, to po pokoju, ale nie znajdywałem niczego, na czym mógłbym go skupić. Dlatego przeniosłem spojrzenie na Spencer, która też wyglądała na nieco zdenerwowaną. Sens jej słów docierał z lekkim opóźnieniem do mojego mózgu.
Ale teraz jeszcze zrozumiałem, że unikaliśmy siebie tego dnia nawzajem - przypadkowo czy nie, nieważne. To było to, co różniło ten dzień od poprzednich. Odłożyłem książkę na bok. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno, miasto zaczynało znów świecić milionami lamp ulicznych i świateł.
Kiedy zapadła głęboka cisza zorientowałem się, że to chyba czas, kiedy powinienem coś powiedzieć. Wydawało mi się, że Hastings wręcz wstrzymuje oddech, czekając na moje słowa. W głowie układało się to, co chciałem powiedzieć, ale zamiast rozsądnej, bezpiecznej odpowiedzi z moich ust wydostały się zupełnie nieprzemyślane i szczere słowa.
- Nie musisz. Nie spałem wczoraj, kiedy do mnie przyszłaś.
Dopiero kiedy to powiedziałem, dotarło do mnie, jak niezręczna to sytuacja. Odchrząknąłem, spuszczając z niej spojrzenie na podłogę, na miękki dywan, na którym stała. Pięknie, Jake. Idealnie. Naprawdę świetnie to rozegrałeś, dyplomatycznie i w ogóle. Cisza jednak nie pasowała do tej sytuacji, więc chciałem naprawdić jakoś zbyt łatwo wypowiedziane przed chwilą słowa.
- Przyjmuję przeprosiny za to, za co się należały. Nie chciałem wczoraj o tym rozmawiać, dlatego chyba unikam cię dzisiaj cały dzień - wolno ważyłem słowa, żeby znowu nie palnąć czegoś głupiego. - Myślę, że to co było wczoraj powinno zostać w przeszłości. Nie ma to nic wspólnego z Sheilą ani żadną inną dziewczyną, po prostu nie mogę... Nie chcę narażać swojej kariery zrobieniem czegoś głupiego. Pocałowałem cię wczoraj, poniosło mnie. Zapomnijmy o tym - dodałem, przymykając jednocześnie powieki i wypuszczając z cichym sykiem powietrze z płuc.
Czułem, że to jest kłamstwo, albo przynajmniej niepełna prawda. Czułem, że kryje się za tym coś jeszcze innego, ale to było niebezpieczne. Teraz, kiedy wszystkie oczy są zwrócone na mnie i na Sheilę... Czułem się zagubiony w tej sytuacji, kompletnie.
Co powiedziałby świat wiedząc, że słynny Jake nigdy wcześniej się w nikim nie zakochał? Co powiedziałaby Spencer? Jak długo i głośno by się z tego śmiała? Wolałem otoczyć się bezpiecznym ostrokołem, żeby nikt nie mógł mnie głęboko zranić. Zawsze to robiłem, nie rozumiejąc któregoś ze swoich uczuć. Z drugiej strony miałem wrażenie, że to zawsze jakiś wybór.
Teraz całkiem świadomie zdecydowałem się zranić Spencer.
Nawet pomimo tego, że cały dzień nie chciała mi wyjść z głowy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz