Oparłem się wygodniej i kiedy zauważyłem, że dziewczyna odkłada tablet, sam odłożyłem tekst na bok na chwilę. Chyba poza tym nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak trudne może być życie innych. Chociaż nie jestem gwiazdą od dawna i kasa, którą teraz zarabiam to naprawdę ogromna kwota, to nie zawsze tak było. Zaskoczył mnie jednak wywód dziewczyny na temat pracy i nauki plus jeszcze gotowaniu obiadu za matkę. Ja, kiedy chodziłem na studia, nigdy nie musiałem pracować - to zawsze rodzice zapewniali mi wtedy byt i chyba dlatego nie byłem pewien, czy potrafię zrozumieć sytuację mojej jednodniowej menadżerki.
- Pracowita jesteś - stwierdziłem, przyglądając się jej z rosnącą ciekawością; jak to jest mieć takie życie, najwidoczniej pracować tak ciężko? - To rzadkie wśród dzisiejszej młodzieży - zauważyłem, mrużąc nieco oczy. To z jej własnego wyboru czy może zmuszona jest do tak ciężkiej pracy? W mojej głowie pojawiały się jeszcze inne pytania, ale wszystkie były zbyt osobiste, żeby je zadać. - Ale przynajmniej po dzisiejszym dniu nie będziesz narzekać na brak pieniędzy, menedżerzy zarabiają naprawdę przyzwoite pieniądze - podsumowałem, chociaż nie wspominała nic o niskich zarobkach.
Ale kto inny jak nie osoba potrzebująca forsy pracuje na dwa etaty tak ciężko jak tylko może i w dodatku chwyla się każdej okazji? Taką okazją na pewno był dla niej dzisiejszy dzień. Nie wyglądała na onieśmieloną moją obecnością ani na pewno na zafascynowaną moją osobą. A to właśnie były spojrzenia, które najczęściej otrzymywałem od jej rówieśniczek. Coś wyróżniało ją z grona szarej masy, która otaczała mnie wszędzie nie byłem pewien czy to pracowitość i sumienność, czy może szczere spojrzenie ciemnych oczu. Oderwałem od niej spojrzenie, kiedy i ona to zrobiła. Przeniosłem je na ogromną szybę, nieco żałując takiej decyzji.
Później znów przemieściła się na dywanie i wyglądała jakby naprawdę czerpała radość z jego miękkości. Sam lubiłem siedzieć na ziemi, opierać się o łóżko w wygodnym dresie i pić coś chłodnego. Znów skupiłem spojrzenie na Spencer, kiedy zaczęła mówić.
- Lubię jeździć na nartach - zacząłem spontanicznie, zupełnie zaskoczony jej pytaniem. Zacząłem jednak jak w typowej rozmowie z reporterem, ta odpowiedź często bywała pierwsza na wyuczonej liście, po chwili jednak rozluźniłem się nieco. - Poza tym możesz się śmiać, ale kolekcjonuję zagarki i krawaty, mam je wszystkie ułożone kolorystycznie w garderobie - zaśmiałem się po tych słowach krótko.
Nie zdążyłem zapytać jej czy przypadkiem nie boi się psów, przyzwyczaiłem się już że wszyscy wiedzą o obecności tych dwóch olbrzymów u mnie w mieszkaniu. A może właściwie całkiem o tym zapomniałem. Uprzytomniłem sobie to nawet nie w momencie, kiedy rozległ się niski, krótki szczek, a raczej dopiero w momencie, kiedy Queen rzuciła się biegiem w naszą stronę. Trochę ślizgała się po parkiecie, ale kiedy już do nas dotarła, od razu rzuciła się na Spencer... Z jęzorem. Jej ślina była wszędzie i chociaż sam byłem do tego przyzwyczajony i nie obrzydzało mnie to, to natychmiast doskoczyłem do psa, starając się ją odciągnąć od leżącej na ziemi Spencer. To był prawdziwy wybuch namiętności i szczęścia ze strony psa.
- Jezu, przepraszam ale zapomniałem zupełnie powiedzieć ci o psach - rzuciłem, kiedy w końcu udało mi się opanować psinę. - Z dwójki to Queen jest bardziej przyjazna, nic ci nie zrobi - dodałem, odsuwając psa i oceniając straty. Co tu dużo mówić, Spencer będzie potrzebowała chyba nowego ubrania. Westchnąłem ciężko, każąc psu usiąść i patrząc na wyrządzone śliną szkody.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz