Czy coś wymyśli to jak pytać, czy snieg pada w zimie. Wiedziałem, że nie bez powodu mój żołądek ściska się tak nieprzyjemnie, że przypomina mi wręcz o zjedzonym śniadaniu. Mimo wszystko zachowałem pozory perfekcyjnie, nie było po mnie z pewnością niczego widać. Pokręciłem lekko głową, ale raczej z niedowierzaniem niż do zaprzeczenia. Przygotowywałem się na ciężką kolację, może głównie dlatego, że miałem zamiar powidzieć Jaredowi dosadnie, jak wygląda sytuacja i że powinien się ogarnąć.
Nie wierzyłem w ludzi na tyle, żeby ufać, że dziewczyna zmieniła się przez ten czas od kolacji w restauracji. Co więcej, ostatnio było zdecydowanie głośniej o mnie w gazetach i na portalach plotkarskich, więc miałem niejedno zmartwienie. A one, jak powszechnie wiadomo, lubią się mnożyć.
Spencer zniknęła bez czekania na moją odpowiedź. Spuściłem spojrzenie na scenariusz i zdecydowałem się na nim skupić, chociaż na chwilę. Wiadomość o tym, że spotkania zostały odwołane tak po prostu wyprowadziła mnie z równowagi, zachwiała równy poziom irytacji. To było jak wrzucenie iskry do beczki benzyny. Nie trzeba długo czekać na reakcję.
Po raz pierwszy też na poważnie zacząłem rozważać zmianę agencji menadżerskiej. Nie była to łatwa decyzja, oczywiście że nie. Pomimo kilku ostatnich wybryków sprawowali się przecieć nieźle. To trochę jak hazard. Przyłożyłem dłoń do skroni, chcąc żeby ten gest uratował mnie przed nadchodzącym bólem głowy. W ten sposób nie zajrzałem już nawet do scenariusza, bo tak jak siedziałem, znalazła mnie Spencer. Podniosłem na nią spojrzenie. Za jej plecami Dean przygotowywał się już do wyjścia, więc musiało minąć trochę czasu.
Nie potrafiłem powiedzieć, co ona w sobie takiego miała. Coś, czego nie dostrzegało się na pierwszy rzut oka, nawet jeśli patrzyło się dokładnie. Sęk w tym, że na Spencer na początku nikt chyba nie patrzył dokładnie. Nikt chyba nie zadawał sobie trudu, żeby dostrzec piękno, które czai się w jej oczach w kształcie migdałów, żeby dostrzec jak uroczy jest jej nerwowy uśmiech i jak energiczną posiada ekspresję twarzy i ciała. Ja na początku też popełniłem ten błąd. Oceniłem ją pobieżnie, bez wpatrywania się w detale. Im dłużej jednak na nią patrzyłem, tym więcej potrafiłem dostrzec. A to było bardzo niebezpieczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, co przed chwilą jej powiedziałem. Nie chciałem, nie mogłem dać się w to wciągnąć. Ale coś, co przestawiało się wewnątrz mnie na jej widok teraz było tak przyjemne. Odchrząknąłem cicho, odwróciłem spojrzenie, bo możliwe że gapiłem się odrobinę za długo.
- Może być - to było wręcz oziębłe, ale wydawało mi się w tym momencie najlepszą formą ochrony. - To tylko... przyjacielskie spotkanie, będzie pasować - znów uniosłem wzrok. Tym razem uśmiechnąłem się lekko i odłożyłem scenariusz na bok.
Co by się stało, gdybym wstał i teraz do niej podszedł? Jak zachowałoby się moje ciało, które chociaż znało pożądanie i unisienie, nigdy nie czuło niczego więcej poza tą cielesnością? Miałem ochotę spróbować. Ale zdrowy rozsądek przywrócił mnie do porządku. Nic takiego się nie stanie.
Mimo wszystko w głowie ciągle słyszałem jej pytania wyplute wręcz wcześniej tak gorzko, jakby paliły ją w gardło. Zdążyła wyparować ze mnie już złość spowodowana niekompetencją Henry'ego. Wszystko w ogóle nagle zniknęło. Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć. Dean wyszedł z mieszkania i na kilka długich chwil zostaliśmy sami, tak blisko siebie, niewidoczni dla całego świata. Moglibyśmy robić, co nam się podobało... A kolejnego dnia Spencer musiałaby patrzeć, jak robię to samo ze Sheilą. Ta świadomość powstrzymała mnie przed czymkolwiek. Nie zrobię tego. Nie mogę. Miałem niemal pewność, że w ten sposób wybieram mniejsze zło.
Nie zdążyłem się odezwać, bo zadzwonił dzwonek do drzwi. Podniosłem się i wyprostowałem kołnierzyk koszuli. Nawet stres gdzieś wyparował. Zrobiłem kilka kroków z zamiarem otworzenia drzwi, za którymi z pewnością stał Jared i Lucy, ale zatrzymałem się na wysokości Spencer i odwróciłem się do niej powoli.
Jeśli chciałem coś powiedzieć, to to był ten moment. Później nie będzie czasu, możliwości. Ale mimo to milczałem. Podniosłem tylko dłoń, żeby poprawić zagiętą część kołnierzyka jej koszuli. Jej skóra była ciepła, a czas jakby na moment zwolnił. Ociągałem się z wzięciem ręki z powrotem.
- Mam nadzieję że to będzie udany wieczór - udało mi się powiedzieć przed ściśnięte od żalu i nadziei gardło. Może kidyś, może w przyszłości... Może się uda?
Dzwonek do drzwi rozległ się ponownie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz