środa, 12 kwietnia 2017

146 (11-01-2017)

     Panowie bardzo szybko zostawili nas całkiem same, co nieco mnie przeraziło. Ostatnim razem jak byłyśmy same przytrzasnęła mi dłoń drzwiami od kabiny. Teraz co prawda żadnych pod ręką nie miałyśmy, chyba że chciała mnie wywleźć z mieszkania, ale na to się chyba nie zapowiadało...
     - Myślałam, że będziesz jakąś konkurencją, ale uspokoiłaś mnie swoim strojem - odpowiedziała słodziutko, poprawiając swoje blond kudły. Coś bym jej odpowiedziała, ale miała rację. Ona wyglądała jak księżniczka, a ja co po najwyżej jak jakiś parobek przy niej. - Mogłabyś się chociaż umalować, wygrywanie walkowerem wcale nie jest fajne...
     Westchnęłam tylko. Nie widziałam sensu stać z nią przed tym wielkim lustrem by podbudowywać jej, i tak zbyt wysokie, mniemanie o swojej osobie i wyglądzie. Ja za to miałam swoje tak niskie, że opuszczanie jego poziomu mogłoby łatwo wpędzić mnie w chore depresje. Jeszcze nie daj Bóg zaczęłabym się malować tak krzykliwie jak matka i zacząć ubierać się wyzywająco, żeby podnieść swoją samoocenę gwizdami i flirtami od zaślinionych, obleśnych kolesi. Błagam nie.
     Kiedy moja noga dotknęła puszystego dywanu, który tak uwielbiałam, usłyszałam ciche dźwięki rozmów. Niewiele słyszałam, ale kiedy dotarła do moich uszu salwa śmiechu, zatrzymałam się w pół kroku. Może... Potrzebowaliby trochę czasu dla siebie? Tak tylko we dwoje - w sumie brzmiało to trochę dziwnie, ale w końcu byli przyjaciółmi. Rzadko widującymi się przyjaciółmi. Zajęcie Lucy przez kilka minut nie powinno być problemem... Chyba.
     - To może załatwimy nasz problem na osobności? - walnęłam pierwsze co przyszło mi do głowy. Widząc jak wyszczerzyła swoje białe perełki, od razu pożałowałam swojej bezmyślności. Chyba powinnam zastosować zasadę myślenia również do innych osób, nie tylko do Jake'a.
     Czy mogłam jeszcze zmienić decyzje? Nie sądzę. Jeśli nie ja bym próbowała przejąć nad tym kontrolę, za pewne ona by to zrobiła. Wyglądała na taką - władczą kobietkę, która zdobywała to, czego chciała. Zwłaszcza w tej sukience. Chyba tylko gej nie poleciał by na nią w tym momencie. Złapałam więc ją za rękę i zaciągnęłam do pokoju, który poprzedniej nocy miał być moją sypialnią.
     Nigdy nie widziałam sypialni Jake'a w świetle dnia, ale miałam wrażenie, że wyglądała prawie tak samo jak ten pokój. Nowoczesny, przestronny, duże okna i... Co więcej mówić? Taki pusty jakby. W gościnnym nie spodziewałam się jakiejkolwiek personalizacji, ale wydawało mi się że to samo było w jego sypialni. Zainteresowało mnie to, zamierzałam to potem sprawdzić - może dowiedziałabym się czegoś ciekawego o Jake'u?
     - I co zamierzasz zrobić? - spytała. Była wyraźnie pewna siebie, jakby nie ważne co się stało i tak była już na wygranej pozycji.
     - Odczep się od Jake'a - powiedziałam spokojnie.
     Myślałam, że dziewczynie zaraz ze śmiechu łezka popłynie i rozmaże ten jej idealny makijaż... I może dobrze by było, poczekałabym aż mój szef zobaczył by ją taką rozmazaną, to może by jej uszczkło tej pewności siebie.
     - To moja kwestia - odpowiedziała w końcu, przerzucając burzę włosów z ramienia na plecy. - Myślisz, że masz jakieś szanse? Tym bardziej ze mną? Nie rozśmieszaj mnie!
     Westchnęłam tylko. Musiałam to załatwić bardziej strategicznie i z myślą o Jake'u jako aktorze, a nie obiekcie moich westchnień. Dlatego musiałam mieć na uwadze to, jaka teraz będzie sytuacja z promocją serialu i randek z Sheilą - tak, niestety i to musiałam umieścić w jego grafiku. Ktoś by pomyślał, że to czyta przyjemność, ale tak naprawdę to była część jego pracy.
     - Jake jest obecnie zajęty...
     - Przez Jareda, ale to chwilowe - przerwała mi, myśląc że jest pewnie super zabawna. Ale nie była i zamierzałam zrobić co w mojej mocy, żeby dała mu spokój. Do jego obecnych problemów, doszłam mu ja, więc jeszcze mała blond zrzęda nie jest mu potrzebna.
     - Jake umawia się z Sheilą, jeśli jeszcze nie czytałaś newsów - powiedziałam spokojnie, patrząc w ziemię. Sama myśl o tym, że muszą się tak trzymać za ręce, przytulać, całować bez uczucia... Chociaż czy można powiedzieć, że nasze małe zbliżenie było kwestią uczuć? Sam powiedział, że nie chce i nie może nic do mnie poczuć, więc nie było sensu rozgryzać tego, co działo się ze mną. Po raz kolejny w moim życiu przekonałam się, że moje uczucia się nie liczą - nie miały znaczenia dla ojca, dla matki, ani reszty rodziny. Teraz również nie miały dla niego...
     - Nawet jeśli, to pewnie tylko na pokaz. Prawdziwa kobieta na boku mu nie zaszkodzi. - Jak widać nic nie rozumiała. Chodziło jej o pieniądze? O sławę? A może o te obie rzeczy - co innego w sumie mogło by być.
     - To może pomóż mu jakąś znaleźć? Było by miło - odpowiedziałam złośliwie, przyklejając uśmieszek na swoją twarz.
     Prychnęła tylko na mnie, choć nie wyglądała by choć najmniejszy cień przysłonił światłość jej zwycięstwa, którego tak bardzo była pewna. Niestety, jak widać mój plan chyba zawiódł.
     Z głębi domu dobiegło nas wołanie. Jednak nie chodziło o nas, a tylko o Lucy. Książęta potrzebowali swojej księżniczki, nie inaczej...
     - A ty może pomóż mu spędzić miło ten wieczór i tutaj zostań Kopciuszku? - Z równie wrednym uśmieszkiem, szturchnęła mnie, gdy ruszyłyśmy w stronę drzwi.
     Nie było co kłamać, nie pchnęła mnie mocno, nie na tyle żebym się przewróciła, a jednak to zrobiłam. Szczęśliwie lub nie, wylądowałam na fotelu w poprzek, uderzając się w to samo miejsce, które kilka godzin temu zaatakował fagas mamy. Syknęłam tylko wściekle, ale dziewczyna nie mogła tego słyszeć, bo już opuściła pokój.
     Powoli usiadłam na fotelu w jakieś normalnej pozie, nadal zmagając się z bólem. Zacisnęłam ręce w pięści, wbijając sobie paznokcie we wnętrze dłoni - to mnie uspokajało. Dodawanie sobie tak niewielkiego i nienzaczącego bólu, zdawało się odejmować to co przeżywałam na plecach.
     - Zaraz przejdzie - powiedziałam cicho sama do siebie.
     - Powiedziała, że zaraz przyjdzie! - usłyszałam zza drzwi głos Lucy, pewnie Jake o mnie pytał, a ona chciała go dla siebie. W tym momencie jednak odciągnięciem ode mnie uwagi, zrobiła mi sporą przysługę. Miałam chwilę, by się ogarnąć, przykleić uśmiech i do nich przyjść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER