Jak już tak zasiedziałam się w fotelu, nie chciałam wstawać. Ciężko było zaprzeczyć wygodzie jakiemukolwiek meblowi w tym domu, bo nawet siedzenie na szafkach kuchennych było wygodne. Chociaż nie miałam jeszcze szansy wypróbować łóżek - to karygodne zaniedbanie będzie wymagało nadrobienia. Zwłaszcza to w sypialni Jake'a będzie wymagało potajemnego testu. Mogłam dać sobie rękę uciapać, że było niebiańsko wygodne. W końcu z jego posadą miał mało snu i musiał się szybko wysypiać, a do tego potrzebny był jakiś bajerancki materac. Chociaż część mnie obawiała się, że jakbym położyła się na nim choć na chwilę, to już bym nie wstała...
Z mojej rzeki myśli wyciągnął mnie Jake. Akurat mój mały wszechświat był poza tematem rozmyśleń, ale może to źle? Jakby nie patrzeć nic w nim nie było jak powinno, cały czas znajdował się w rozsypce. Nie było w nim czegoś takiego jak spokój czy miłość... Mój mały wszechświat był smutnym miejscem, w którym umiałam egzystować, ale nie żyć. Być może dlatego, że nie widziałam w nim dla siebie miejsca?
- Nie, nic - odpowiedziałam machinalnie, kiedy spytał o ból. Oczywiście było to kłamstwem, jednak rzadko się przyznawałam. Nie była to kwestia udawania twardzielki, ale jeśli pokazuje się że łatwo można cię zranić psychicznie czy fizycznie, ludzie mogą to łatwo wykorzystać... A Jake już to zrobił, chociaż może powinnam siebie winić za to. To ja go pocałowałam, ja nastawiłam się na odrzucenie, ja dałam mu powody do tego by mnie zranić. - Przepraszam...
Spojrzałam na niego dopiero, kiedy kucnął koło mnie. Jak tylko wspomniał o odwołaniu kolacji już nie tylko brzmiał smutno, ale i wyglądał na zmartwionego - przysięgam, że czułam się tak jakby ktoś wsunął mi szpilę w serce. Wiedziałam, że to moja wina, ale nie chciałam tego. Jednak jak widać moim lenistwem sprawiłam mu kolejny problem, kolejny zawód. Może więc to i lepiej, że nic nie może do mnie poczuć - jeśli to wszystko co potrafię, to co by mu ze mnie było? Stek nieszczęść, kula u nogi... Zasługiwał na szczęście, a ja raczej przyciągam jego przeciwieństwo.
- Nie jest, nie żartuj! - prychnęłam z uśmiechem, trochę naciąganym. - Po prostu jak już padłam, to trochę się zasiedziałam... Przepraszam- powiedziałam, podnosząc się w fotela. Plecy jeszcze mnie bolały, ale jak nie będę za wiele ruszać się na krześle w jadalni to miałam szansę jakoś to wytrzymać. Aż przez chwilę żałowałam, że przy przebieraniu nie sprawdziłam jak się tam sprawy mają... Teraz jednak nie było na to czasu, tym bardziej nie na to, by prosić o to Jake'a.
Kiedy chłopak również stanął na równe nogi, miałam wrażenie że przeżywamy powtórkę z kilku minut wstecz, gdy goście dzwonili do drzwi. Różnica była taka, że to ja ostatecznie pierwsza wyciągnęłam rękę w jego kierunku. Koszula co prawda wyglądała nienagannie, jednak i tak delikatnie złapałam za kołnierzyk i go poprawiłam. Stamtąd dłoń zjechała mi niżej, na jego klatę, gdzie się zatrzymała. Wyglądał naprawdę dobrze.
- Mam nadzieję, że to będzie udany wieczór - powiedziałam mu to samo, co on mnie wtedy, i posłałam mu blady uśmiech. - No chodź, bo jeszcze coś sobie pomyślą. - Tym razem brzmiałam już weselej. Zapędziłam się i złapałam go również za rękę, ciągnąc w stronę drzwi, jednak nim znaleźliśmy się na widoku, szybko ją puściłam.
Miałam wrażenie, że to mnie przerasta - myślenie o tym co robię. Jak już zdążył namieszać mi w głowie swoją bliskością, to robiłam pewne rzeczy tak... Automatycznie? Bezwarunkowo? Już wiem! - Instynktownie. Nie podobało mi się to - to tak, jakby serce zmieniało rytm mojej "pracy" wedle własnego widzimisie. Musiałam to zatrzymać za wszelką cenę, nie chciałam żeby czuł się niekomfortowo.
Kiedy Jake wrócił do stołu, a ja przyszłam do niego po raz pierwszy, starałam się nie patrzeć na żadnego z gości. Wiedziałam po prostu, że Lucy w myślach ciśnie mnie już pod obcasem, a Jareda nie znałam, ale raczej przychylnie na mnie nie patrzył za marnowanie ich cennego czasu.
- Przepraszam, że musieliście czekać - powiedziałam, siadając naprzeciw Jake'a. Miałam nadzieję, że będę mogła usiąść koło niego, ale Lucy i Jarde zajęli jedyne dostępne miejsca. Wprawiało mnie to w pewien rodzaj dyskomfortu, ale musiałam dać radę.
Zajmując moje miejsce siedziałam prosto jak strzała. Oparcie się o oparcie krzesła, nie ważne jak wygodnego, prędzej by doprowadziło do grymasu bólu niż do jakiegoś pozytywu.
- No więc, jak tam sprawy z Sheilą? - zagadnęła dziewczyna, nonszalancko podpierając rękę na dłoni. Mogłam jej nic nie mówić...
Ze wszystkich pyszności na stole wybrałam sobie sushi. Cała reszta wolała się zadowolić ciepłym jedzeniem, jednak ja wolałam ryż z dodatkami - strasznie mi zasmakowało. Myślałam czy by samej nie zrobić sobie nawet w domu, jednak patrząc na jego ceny łatwo było przewidzieć, że składniki do najtańszych nie należą. Nim jednak zaczęłam zajadać się zimnym przysmakiem, podniosłam wzrok na aktora. Posłałam mu delikatny uśmiech, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały.
- Może zaprosimy ją następnym razem, skoro tak bardzo chcesz ją poznać? - odpowiedziałam, nim zrobił to Jake. Może i ją prowokowałam tym, ale lepiej to niż żeby skupiała się na gwiazdorze.- Wiesz, myślę, że świetnie byście się dogadały...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz