Takie spotkanie zapewne mogło mieć miejsce, ale na pewno beze mnie. Nim Jake zdobyłby wolny termin, a tym bardziej taki pasujący do Sheili i "gołąbeczków", zapewne już dawno by mnie to nie było. I szkoda, to dopiero mogłoby być starcie gigantów. Sheila nawet poza błyskami fleszy nie pozwoliłaby sobie na oddanie Jake'a jakby nie był jej, to przynajmniej wyniosłam po dniu na planie, a Lucy też nie wyglądała na taką, która by się ulękła swojego przeciwnika. Ich pojedynek, werbalny bądź może nawet siłowy, stał by się hitem internetu w kilka sekund! Walczące kociaki zawsze łatwo się sprzedają. Z kolei przeciwieństwem tego są takie sytuacje, jak ta która zastała między nami po trajkotaniu Lucy na temat Jake'a i jego wspaniałości... Kompletnie nie dziwiłam się, że Jared zareagował jak zareagował - jaki facet chciałby by jego kobieta wychwalała jego przyjaciela niczym jakieś bóstwo, któremu oddałaby swoją duszę i ciało w każdej chwili. Dlatego też wolałam trzymać język za zębami i nie pchać się w ich dramaty, raczej byłam typem słuchacza w tego typu sprawach.
Wsadziłam sobie kolejny kawałek sushi do ust, kiedy wszystkie trzy pary oczy zwróciły się ku mnie. Tego najbardziej się bałam - że z jakichś chorych powodów, kogoś zacznę obchodzić. Albo inaczej, nie podejrzewałam, że Lucy będzie próbowała udupić mnie moją pracą. Myślałam, że do wielu rzeczy się może posunąć i wieloma rzeczami będzie próbowała mnie ośmieszyć, ale jak widać to za mało. Chciała wszem i wobec uświadomić moją niekompetencję, co z drugiej strony wydawało się zbędne. Jake o niej wiedział, ona też, więc chodziło o Jareda? To przed nim tak bardzo chciała mnie ośmieszyć? A może chciała lepiej przy mnie wyglądać, jako druga i jedyna kobieta w pomieszczeniu?
Żadna odpowiedź nie wydawała się dobra. Jeśli powiedziałabym prawdę, Jake na pewno dobrze by na tym nie wyszedł. Nigdy żaden pracodawca nie wygląda dobrze, kiedy na stanowisko z wielkimi, zatrudnia młodą dziewczynę bez nich. Wiadomo, jakie podejrzenia zostałyby wysunięte, a patrząc na nasze relacje od wczoraj... Z drugiej strony zaś miałam bardzo kuszącą opcję kłamstwa. Niestety, nikt nie nałożył na nich limitu pytań, więc doszliby do tego samego wniosku, a w dodatku zostałabym uznana za kłamczuchę - cudowne opcje, prawda? To przynajmniej tyle w temacie mówienia... Został mi jeszcze jeden bajer, którego nauczyłam się pracując w barze, żeby wyciągać pieniądze od klientów. Generalnie polegało to na tym, by wywołać wymioty bądź zakrztusić się napojem/jedzeniem. Jeśli udałoby mi się tylko podkrztusić i uciec do łazienki... Albo temat zostałby zamknięty, albo Jake został by z tematem i sam mógł zadecydować w jakim świetle chciał mnie postawić.
Wciągnęłam nosem powietrze przepełnione zapachami naszej wspólnej kolacji. Smażone mięsne smakołyki, alkohol, sałatki i inne, wraz z delikatną domieszką mocnych, damskich perfum. Następnie przytrzymałam je w płucach przez chwilę, nim zrobiłam się czerwona na twarzy, a następnie spróbowałam przełknąć sushi, które zdążyłam już przemielić w ustach. Zadziałało tak jak sądziłam, jedzenie "zatamowało" się w przełyku i poleciało z powrotem do ust.
Szybko odsunęłam krzesło i oddaliłam się od stolika. W tym samum czasie przycisnęłam oczywiście rękę do ust, żeby nie zostawić po sobie śladu - ścieżki doprowadzającej do mojego położenia, które i tak można było łatwo odnaleźć. Kuchnia była bliżej, więc oczywiście nad tamtym zlewem zawisłam, wypluwając tam zawartość moich policzków. Obrzydlistwo, ale zawsze działa.
- Tyle dobrego jedzenia... - burknęłam pod nosem, przepłukując sobie usta wodą. Nawet tego jednego kawałka sushi było mi szkoda.
Było mi troszeczkę niedobrze, ale to na własne życzenie. Jakby nie patrzeć w tym byłam dobra - w uciekaniu. Poza wymiotnymi odruchami posiadałam jeszcze na pęczki innych strategii, jednak każda potrzebowała odpowiedniego otoczenia oraz rekwizytów. W obecnej sytuacji, nie licząc kolczyka, zostało mi niewiele opcji, ale to zawsze coś, prawda?
Póki to byłam i "dochodziłam do siebie", miałam czas żeby wymyślić odpowiedź na to niezręczne pytanie, jeśli by się znów pojawiło. Jedyne co wpadło mi do głowy to staż - w końcu jakby nie patrzeć jestem z firmy, w której pracował Henry, prawda? Co więc, gdyby zmyślić, że praktykuje u Jake'a, konsultując moje decyzje również z kimś wyżej, póki on szuka sobie prawdziwego menadżera? To by chyba mogło przejść... Chyba.
Muzyka zmieniła się. Nie tylko stała się żywsza, ale również głośniejsza. Myślałam, że chcieli coś zagłuszyć, ale po chwili zobaczyłam Lucy ciągnącą za sobą Jake'a - chyba szykowały się małe tańce... Więc i ja musiałam zdobyć sobie partnera. Co prawda nie liczyłam nawet na to, że blondyneczka zrobi się chociaż trochę o to zazdrosna, ale zawsze można było potem pobawić się w odbijane.
Ze swojego siedzenia Jared doskonale widział ich tańce i nie wyglądał na zachwyconego. Już w głowie widziałam jej argumenty "z tobą mogę zatańczyć zawsze" "to zaszczyt byłoby zatańczyć z taką gwiazdą" i bla bla bla. Nic więc dziwnego, że szklanka z której popijał chłopak była miarowo napełniana alkoholem, który stał koło niego. Nie wiedziałam, czemu się na to zgadzał.
- Może nie jestem seksowną blondynką w czerwonej sukience do ziemi, ale może dasz się zaprosić na parkiet? - spytałam, opierając się biodrami o stolik niedaleko niego.
Jared podniósł na mnie wzrok jakby nieprzychylnie, pociągając łyka ze szklanki. Okazał się jednak być jego ostatnim.
- A nie zwymiotujesz na mnie? - zaśmiał się, odstawiając szklankę na bok.
Uśmiechnęłam się. Sądziłam, że zostanę skarcona za moje słowa, albo że zostanę spławiona, ale jednak chłopak nie miał ze mną problemu. Poczułam się dzięki temu nieco luźniej.
- Myślę, że jak tak ładnie prosisz, to się powstrzymam - odpowiedziałam, kierując się w stronę salonu, gdzie Jake i Lucy tańczyli pewnie w najlepsze.
Nie umiałam tańczyć, a przynajmniej nie wyobrażałam sobie umieć robić to tak luźno wśród trzech innych osób. Może po prostu denerwowałam się też sprowokować Lucy do jakiegoś "pojedynku" tanecznego, który na pewno bym przegrała. A jeśli by za bardzo przegięła... Nie wiedziałam, czego spodziewać się po żadnym z chłopaków, więc miałam nadzieję, że jak już rzuciła się na gwiazdora, to będzie to dla niej wystarczające i obędzie się bez popisów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz