środa, 12 kwietnia 2017

152 (12-01-2017)

     Zarówno mnie i Jareda wbiło w podłogę, kiedy zobaczyliśmy Lucy z Jake'iem. Ich ciała mieszały się ze sobą przy każdym ruchu - podejrzewałam, że dziewczyna będzie to robić, jednak aktor zdawał się nie mieć nic przeciw temu. Widok ich krzyżujących się spojrzeń, biodra przylegające do siebie, dłonie splecione w uścisku... Gdybym miała magiczne moce, między nimi wyrosłaby ściana o grubości dwóch, nie, trzech metrów! Po prostu czułam się tak dziwnie, widząc ich tańczących tak blisko siebie. To nie wyglądało na zwykły taniec, był taki... Wyzywający, ale może tylko mi się wydawało.
     - Ze ścianami słabo się tańczy - rzuciłam do Jareda, kiedy w końcu się otrząsnęłam i zdjęłam z nich wzrok. Razem z nieco wymuszonym uśmiechem, złapałam go za rękę i wciągnęłam na biały dywan.
     Przyjaciel Jake'a objął mnie jedną ręką w pasie, a drugą splótł razem z moją. Wyglądaliśmy jak spokojniejsza wersja tamtej dwójki, jednak mimo iż również wkroczyliśmy na "parkiet", cały czas na nich zerkaliśmy. On miał wytłumaczenie na to, czemu może mu się nie podobać, ale co ze mną? Choćby ze względu na moją pracę nie powinnam w ogóle poddawać się takimi uczuciom jak te podobne do zazdrości. Jednak innego argumentu nie miałam, więc musiałam odciągnąć od tego widoku chociaż jego, bo widać było, że jest z tym okej.
     Obróciłam nas tak, że Jared stał tyłem do "pary wieczoru", na pewno dobrze mu to zrobi. Mi z resztą też. Był wyższy ode mnie, więc i ja nie musiałam na nich patrzeć.
     - Powinnam chyba założyć spodnie, skoro to ja mam prowadzić w tym tańcu. - Zaśmiałam się, próbując jakoś rozluźnić atmosferę. Lepsze to niż tańczenie jakby miało się kija w tyłku.
     Od tego momentu szło nam jak z płatka. Bujaliśmy się trochę w tańcu, ale nie był on naszym priorytetem. Był raczej... Podłożem do rozmów i żartów. Atmosfera była naprawdę przyjemna, jakbyśmy wcale nie poznali się tak naprawdę kilka minut temu. Opowiedział mi trochę o sobie, rzucił kilka dobrych żartów, a nawet podzielił się historią z dzieciństwa jego i Jake'a. Niestety, w całej tej otoczce swobody i śmiechu nie zauważyłam, że chłopak przekręcił nas tak, że mógł spokojnie obserwować lepszych tancerzy dzisiejszego wieczoru. Zorientowałam się jednak za późno, bo dopiero kiedy nastąpiła rytualna wymiana samic przez samców alfa. Podczas niej Lucy próbowała chyba podstawić mi nogę, ale jej nie wyszło.
     Już na samym początku serce przyspieszyło mi bicia. Taniec z tymi dwoma panami zupełnie się różnił. Z Jaredem byliśmy bardziej zdystansowani, rozmawialiśmy, a ilość dotyku jaka między nami zachodziła, była tylko na potrzebę tak zwanego tańca, bo nie koniecznie tak bym to nazwała. Z kolei Jake od początku zachowywał się zupełnie inaczej - nie rozmawialiśmy, a ja odwracałam od niego wzrok bo nie mogłam znieść tej bliskości. Ręką leżącą na moich biodrach przyciągnął mnie do siebie, a dłoń która trzymała moją, splotła nasze palce. Delikatnie bujaliśmy się w rytm muzyki, niczym nie przypominając tego szaleństwa, którą odprawiał z Lucy.
     Jego ręce były większe od moich i przyjemnie ciepłe. Bałam się jednak, że szybko je zabierze, jeśli z nerwów zaczęłyby mi się pocić. Póki jednak to nie nastało, korzystałam z tego, jak złudnie przyjemne to było. Ten raz nie przypomniał żadnego z naszych poprzednich. Normalnie po kilku sekundach nasze dłonie się puszczały, a teraz tkwiły w stanie, który nie wskazywał na rozdzielenie w najbliższym czasie.
     Oparłam głowę na jego torsie, pozbywając się resztek odległości między naszymi ciałami. Niby mały kroczek, ale zdobycie się na niego wiele mnie kosztowało. W takiej jednak pozycji nie czułam się pod lupą jego wzroku, ani nie czułam krępacji w unikaniu patrzenia na niego.
     - W porządku - odpowiedziałam cicho.
     Bicie mojego serca z tak bliska musiało dotrzeć do niego i doprowadzić do próby wyrównania naszych rytmów, przez co jego organ zaczął bić szybciej. Powinno mnie to pewnie pchnąć do odsunięcia się od niego, ale po prostu nie umiałam. Zapach jego perfum oraz ciepło bijące od jego ciała było wręcz otumaniające. Był jak pokusa, której nie mogłam zaspokoić. Dlatego tak bardzo bałam się podnieś wzrok i spojrzeć na niego, bo nie chciałabym musieć się powstrzymywać.
     - Przyjemnie tak, nie uważasz? - zagadnęłam, wtulając w niego głowę. Powinnam może wymyślić inteligentniejszy temat, ale po prostu wszystkie bezpieczniki mi się powyłączały. Rozkoszowałam się tym momentem - był to pierwszy i zapewne ostatni taki taniec i chciałam go dobrze zapamiętać.
     Nim Jake cokolwiek odpowiedział, za oknem rozległy się huki. W pobliskim klubie musiała być jakaś szalona impreza, skoro aż fajerwerki poszły w ruch! Nie było chyba bardziej idealnego miejsca do oglądania ich - wybuchy działy się praktycznie naprzeciw nas! Te wszystkie kolory i kształty... Uwielbiałam to. Dlatego co roku w sylwestra szłam do centrum miasta, gdzie zawsze działy się największe i najpiękniejsze pokazy. Zawsze też wracałam z nich autobusami i na piechotę, by dalej oglądać ludzi, którzy kupili za wiele petard i o drugiej nad ranem nadal rządzili niebem.
     Z uśmiechem obróciłam się w stronę Jake'a, jednak nasze spojrzenia od razu się spotkały, jakby zamiast patrzeć na niebiańskie pokazy patrzył na mnie...
     Delikatnie uniosłam się na palcach, skracając dystans między naszymi twarzami. Aktor jednak ani drgnął, a nawet miałam wrażenie, że również odebrał kilka centymetrów od tej odległości. Nasze ręce nadal były splecione, a ciała zbliżone.
     Powinnam była coś powiedzieć - że wysyła mi sprzeczne sygnały, że powinien się odsunąć, że chyba nie dam rady go nie pocałować, że przez niego wali mi serce, że chcę żeby mnie pocałował, ale chyba ktoś nade mną czuwa, bo czas znów przyspieszył jak tylko krzyk Lucy rozciął powietrze.
     Odsunęliśmy się od siebie, rzucając spojrzenie na blondynę. Pupile Jake'a, być może przestraszone wybuchami, przybiegły do pokoju i rzuciły się na dwie najbliższe osoby - Jareda i Lucy. Chłopak wyraźnie nie miał nic przeciw, jednak dziewczyna próbowała odgonić od siebie zwierzę w takiej panice, jakby miało ją zabić. Szamotała się i machała rękami, aż w końcu sama nadepnęła sobie na kiecę i poleciała w długą. Mój ulubiony dywan zamortyzował jej upadek, ale nie ocalił sukienki, jak i jego właścicielki - sukienka osunęła się z jej biustu, wydostając piersi na światło dzienne, oraz chyba słyszałam dźwięk rwącego się materiału.
     - Nie patrz! - Złapałam twarz Jake'a w dłonie i zwróciłam ku sobie. Od razu pożałowałam tej decyzji. Wolałabym chyba żeby przez te kilka chwil patrzył na jej nagie piersi, niż żeby teraz znów patrzył mi w oczy. Chyba miałam talent do stawiania nas w niezręcznych sytuacjach...
     Bez pośpiechu zabrałam swoje dłonie z jego twarzy. Mimo lekkiego zarostu jego policzki wcale nie były szorstkie czy nieprzyjemne w dotyku - wręcz przeciwnie, zachęcały do pieszczot. Zastanawiało mnie, czego to kwesta? Bo jakby nie patrzeć każda część jego ciała czymś mnie przyciągała. Czy to oznaczało, że ja zwariowałam? A może po prostu tak go pragnęłam? Takie uczucie było dla mnie czymś nowym, nieznanym, ale wiedziałam czym jest. Chciałam je zgłębiać, poznawać, okiełznać! Ale nie tylko - po prostu mnie oczarował. Zakochałam się, czas to chyba głośno przyznać.
     Musiałam pamiętać tylko jedną bardzo ważną rzecz. Najważniejszą chyba nawet - zakochanie jest chwilowe. Za kilka dni, może tygodni, przejdzie mi. Do tego czasu mogę już nie pracować, więc będzie mi nawet łatwiej zapomnieć. Ale gdyby on... Gdyby tylko chciał, może nie miałabym nic przeciwko małej przygodzie. Pierwszy raz czułam coś takiego i chciałam to zbadać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER