środa, 12 kwietnia 2017

156 (13-01-2017)

     - Nie, czasem lubię pochodzić sobie jak słoń albo poskakać jak kangur, a co? - odpowiedziałam cicho, mimo iż zadał pytanie retoryczne. Nie raz już słyszałam o tym, jak bezdźwięcznie się poruszam, ale to zapewne kwestia wagi i małych stóp.
     Ale to co powiedział później... Przez chwilę wręcz wystarczyłam się, że pytał poważnie. Kąciki jego ust nawet nie drgnęły, więc ciężko było domyśleć się, że może żartować. Kamienne twarze przybrane przez dwójkę towarzyszy niestety i jemu się udzieliły, ale była to chyba normalna ludzka reakcja na dyskomfort w tej sytuacji jak tak zwane "piąte koło u wozu" - w tym wypadku były nawet takie dwa. Ja jednak trzymałam się lepiej niż on, bo dobrze mi znane były takie sytuacje. I stąd też właśnie pochodziła moja propozycja o ulotnieniu się - nic lepszego nie dało się zrobić. Nie przy takiej nafochanej pannie.
     - Rozważałam taką opcję - odpowiedziałam z taką powagą co on, ale lekki uśmiech szybko pojawił się na mojej twarzy. - Żartowałam - dodałam. W naszej obecnej sytuacji lepiej było prostować każdą rzecz, która mogła wyjść dwuznacznie bądź nie być do końca wzięta za żart. Wysyłanie sprzecznych sygnałów to jedna sprawa, drugą jest odbieranie ich pozytywnie w momencie, kiedy odrzucenie jest nieuniknione. Nadal nie zrezygnowałam z uświadomienia go, ale chciałam chociaż spróbować nie dawać mu odczuć, że odbieram je tak jak odbierałaby je jakakolwiek pewnie inna zakochana dziewczyna.
     Sytuacja w łazience robiła się coraz gorętsza, ale w ten negatywny sposób. Powoli podgrzewała się, niczym woda na wolnym ogniu, ale nawet mały płomień prędzej czy później doprowadza wodę do wrzenia, a ja nie zamierzałam być w pobliżu, gdy to się stanie. I nikt, ale to NITK nie był w stanie mi wmówić, że ich związek jest super i że są w sobie zakochani - a przynajmniej nie, że Lucy żywiła do chłopaka jakiekolwiek uczucie. Zaczynając od tego, jak go traktowała, kończąc na tym, że własnego faceta zbeształa za patrzenie, a gdy patrzył obcy facet, sławny aktor, nie miała już kompletnie nic przeciwko... To chore i tyle.
     Cała trójka w końcu eksmitowała się z łazienki, zostawiając dziewczynę samą. Sytuacja tym bardziej przestała mi się podobać, kiedy Jared postanowił zrobić sobie symulator pijaka i zaczął wlewać w siebie szklankę trunku za szklanką... Może przesadzałam, może niepotrzebnie się obawiałam, skoro Jake na to jeszcze nie reagował, ale nie bez powodu obawiałam się pijanych ludzi. Ten siedzący tutaj był zwłaszcza o tyle groźny, że w każdej chwili mogła powrócić jego samica, która mogła wyprowadzić go z równowagi bardzo łatwo. Gniew i alkohol to chyba najgorsze połączenie. Decyzje, które zapadają pod wpływem tych dwóch nigdy, ale to nigdy nie kończą się dobrze.
     Spojrzałam ze swojego miejsca na Jake'a i zrozumiałam, że się myliłam. Po jego twarzy widać było, że jest zmartwiony, ale jakby... Nie wiedział jak się zabrać za to. Ja również nie miałam pomysłu, jak mądrze można by to rozegrać - do głowy przychodziło mi tylko przerwanie tej naszej "sielanki", ale niestety to nie ja tutaj decydowałam.
     Wstając z miejsca, przeszłam koło aktora i delikatnie przejechałam palcem po jego ręku. Miałam nadzieję, że zrozumie przekaz i pójdzie za mną - uważałam, że to lepsze poproszenie go na słowo, ale tylko dlatego że nie chciałam głośno zapraszać go na rozmowę, z której wykluczalibyśmy Jareda.
     Oparłam się biodrami o oparcie sofy i obserwowałam przez szklane ścianki, jak po kilku chwilach chłopak ruszył w moje ślady.
     Jedynym źródłem światła było miasto za oknami oraz lampy z jadalni. Ich blask rozpraszał się przez szklane ściany i rzucał na nas i resztę salonu słabe światło. Zdawało się być tak... Spokojnie. Ciszę co jakiś czas przerywał tylko stukot szkła napełnianego przez Jareda - nawet na nas nie patrzył, pogrążony gdzieś we własnych myślach.
     Dzisiejszy wieczór naprawdę mógł być dobry, nawet z Lucy. Nie wątpiłam ani przez chwilę, że będzie stosować jakieś nieczyste zagrania czy kleić się do Jake'a, ale i tak widziałam lepszy koniec niż to co obecnie miało miejsce.
     - Słuchaj, wiem że to nie moja sprawa, ale chyba przydałoby się coś z tym zrobić - stwierdziłam, nie odrywając wzroku od upijającego się przyjaciela gwiazdy. - Nie chcę się narzucać, ale.... - urwałam, przenosząc wzrok na aktora. Przykro mi było, że czas który tak bardzo chciał spędzić z przyjacielem, na którym tak mu zależało... Ehh, szkoda słów.
     Nic już chyba nie mogło naprawić tego spotkania tak, żeby wyszło na "+", a przynajmniej nie w odczuciu Jake'a. Ja miałam to szczęście, że mimo tego bajzlu, byłam emocjonalnie odcięta od tych wydarzeń - nie byli to moi znajomi, dopiero co ich praktycznie poznałam. Dla niego było to jednak najlepszy przyjaciel i jego okropna dziewczyna, więc logicznym było, że musi się czuć teraz bardzo źle.
     - ... jeśli mogę jakoś pomóc, to powiedz. - Nie robiłam tego tylko z grzeczności. Patrzenie na to, co przechodzą oni oboje, i Jared i Jake, było w pewien sposób bolesne. Kiedyś nawet pedagog, do której poszłam na rozmowę w związku z przejściem na nauczanie indywidualne, powiedziała mi że jest zaskoczona tym, ile mam w sobie empatii. Co prawda nie do wszystkich, ale tą dwójkę akurat lubiłam. - Potraktuj to jako podziękowanie za taniec - dodałam, posyłając mu blady uśmiech. Miało to na celu dwie rzeczy. Po pierwsze - zachęcenie go do skorzystania z mojej pomocy i po drugie - cichy, nieinwazyjny sygnał, że jestem mu wdzięczna za to i podobało mi się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER