środa, 12 kwietnia 2017

158 (15-01-2017)

     Miał rację - plan mi się nie podobał, mimo iż jego skuteczność już teraz była niepowtarzalna. Lucy zdążyła już udowodnić jak bardzo zależy jej na romansie z słynnym aktorem, gwiazdą nowego serialu o rokujących notowaniach, Jake'iem Underwoodem. Niestety, Jared zdawał się tego nie widzieć, albo może jej nie winić, było wiele "albo" i "może" jednak nic nie było głośno potwierdzone, co było sporym problemem. Gdybyśmy znali konkrety powód jego zachowań, dużo łatwiej byłoby zaradzić coś na to, niż zakładać iż poderwanie jej podziała. Ściągnięcie Jareda do łazienki mogło trochę zająć, a jeśli Lucy od razu by się na niego rzuciła... Ten plan był jedną wielką niewiadomą, mimo niezaprzeczalnej skuteczności, która niestety mogła odnieść się tylko do potwierdzenia tego przed Jake'iem, ale on już wiedział jaka ona jest.
     Na słowa "liczę na ciebie" ciarki przeszły mnie od stóp do głów. Nienawidziłam ich - nie miałam problemu z "proszę zrób to" "mam nadzieję, że się uporasz" "zakładam, że sobie poradzisz" i podobne. Jednak świadomość tego, że powodzenie jego planu leży w moich rękach... Już założyłam, że nie dam rady. Już chciałam się wycofać, bo jeśli się nie uda, to kto będzie winny? Ja. Bałam się ponieść odpowiedzialności za ewentualną porażkę, równie bardzo jak widzieć ich całujących się.
     Jak tylko Jake ruszył realizować swój plan, ja poszłam po Jareda. Już na wstępie poczułam, jak zalewam się potem na widok podnerwicowanego, upitego kolesia. Pogrążony we własnych myślach nawet nie zauważył mojej obecności, a nawet jeśli, to grubo mnie ignorował. Normalnie jak najbardziej by mi to pasowało, jednak tym razem potrzebowałam by zwrócił na mnie uwagę, posłuchał oraz poszedł za mną.
     - Jared - chciałam zacząć stanowczo, ale mojemu głosowi bliżej było do roztrzęsienia. Nie mogłam, widząc ile wypił po prostu się bałam. - Jared! - spróbowałam jeszcze raz po tym, jak mnie zignorował.
     - Czego?! - warknął, znów polewając sobie do szklanki.
     Musiałam działać od razu. Jake bez wahania przystąpił do realizacji swojej części planu, więc nie mogłam tak po prostu poświęcić kilku minut na przemyślenie tego co bym mu powiedziała. Ostatnie sytuacje pokazały również, że podejmowane przeze mnie decyzje w pośpiechu i bez namysłu, były beznadziejne.
     - Chodź ze mną - palnęłam, nie mając nic lepszego w głowie. Co mogłam mu innego powiedzieć? Jak zachęcić, by poszedł ze mną? - Proszę... - Czasem najprostsze rzeczy są najbardziej efektywne.
     Jared podniósł na mnie wzrok po raz pierwszy, odkąd tu weszłam. Jego oczy były lekko zamglone, jednak nie zdradzały niczego czego mogłabym się obawiać. Co innego można było odczytać z jego mimiki czy ruchów. Cała reszta zdradzała niepokój, złość, irytację i niechęć. Na kogo kierunkował jaką emocję? Tego nie wiedział nikt, w tym stanie pewnie nawet on sam.
     Chłopak podniósł się ze swojego miejsca, co sprawiło że nerwowo zrobiłam krok w tył. Tak łatwo zamierzał mnie posłuchać? Czy naprawdę udało mi się osiągnąć powodzenie swojej części misji? Poczułam ulgę, jednak trwała ona tylko chwilę. Jared bardzo szybko postanowił zmienić ją w strach, a nawet przerażenie.
     Poruszając się w moim kierunku, kopnął dwa krzesła które stanęły mi na drodze, oraz poprzewracał kilka rzeczy na stole. Nie był to przypadek - nie chwiał się ani nie przewracał, gołym okiem widać było że to zamierzone. Obijające się o siebie naczynia przyprawiały mnie o nieprzyjemne ciarki o hałas, który kaleczył moje biedne uszy.
     Kiedy w końcu chłopak obszedł stolik, zaczęłam kierować swoje kroki na zewnątrz szklanej "pułapki", skąd przez korytarz można by było dostrzec cokolwiek działo się między Jake'iem i Lucy w łazience. Zwycięstwo było tak blisko, a jednocześnie tak daleko, kiedy chłopak złapał mnie za rękę i zatrzymał.
     Przełknęłam głośno ślinę. Nie odrywając od niego wzroku. W tej chwili jedyną rzeczą, która ewentualnie mogła mi pomóc w razie zagrożenia, był mój refleks - a że go nie posiadałam, i was doomed.
     - W sumie nie jesteś taka zła... - Kiedy odezwał się, zapach alkoholu zaczął mnie odurzać. Aż przymknęłam oczy, gdyż jego ostry zapach zaczął szczypać mnie w gałki. Przez tę krótką chwilę poczułam jego dłoń na swoim policzku i od razu zwróciłam sobie zmysł wzroku.
     Kiedy pochylił się nade mną, od razu odwróciłam głowę. Miał dziewczynę i był pijany, a ja nie chciałam się z nim całować. Kiedyś słyszałam w radiu, że pijanym lepiej nie odmawiać bo są nieprzewidywalni, ale uważałam to za głupotę. Moim zadaniem było zmusić go do postawienia jeszcze kilku kroków do przodu i spojrzeniu w kierunku łazienki, nic więcej.
     - Kolejna niby niedostępna, ale przed Jake'iem nogi rozłożone, jak zawsze! - warknął, szturchając mnie. Na tym się jednak skończyło, pchnął mnie i wrócił do stołu po alkohol. - Kobiety - niby słodkie i tajemnicze, ale wszystkie są takie same - porąbane jak drewno...
     Syknęłam cicho. Po raz kolejny ktoś dzisiaj doprowadził do tego, że uderzyłam się miejsce obite przez fagasa mamy. Na chwilę mnie zgięło, zastygłam w miejscu - nie miałam czasu na siedzenie w fotelu i odpoczywanie jak to było na początku wieczoru. Teraz musiałam wrócić do formy w trybie natychmiastowym.
     - Prawda boli, co? - Rzucił, odstawiając butelkę od ust. Już nawet nie bawił się w szklanki, było mu już chyba naprawdę wszystko jedno.
     Przygryzłam dolną wargę i mimo bólu, ruszyłam w jego stronę. Najwyraźniej nie spodziewał się, że mogę być zdolna próbować mu wyrwać butelkę whiskey, bo zadziwiająco łatwo było ją mu odebrać. Nie mniej jednak bardzo szybko przystąpił do prób odzyskania jej, jednak trzeźwa byłam szybsza. Wyszedł za mną aż na korytarz, zadziwiające było że w trakcie tego aktu nie wyklinał za mną i nie żądał bym mu ją zwróciła. Pierwsze słowa z jego ust wydobyły się dopiero, gdy powędrował wzrokiem za alkoholem - rękę z butelką wyciągnęłam w stronę łazienki, gdzie Lucy już przykleiła się do Jake'a. Sama miałam ochotę coś powiedzieć, jednak tylko zacisnęłam usta w wąską linię.
     Usta Lucy i Jake'a były połączone zaledwie kilka sekund, jednak to wystarczyło. Alkohol przestał się liczyć - Jared wytrącił do z mojej ręki, rozbijając butelkę z resztką zawartości na podłodze. Z jego ust lała się wiązanka przekleństw, kiedy ominął szklaną przeszkodę i pewnym krokiem ruszył w stronę (już nie) mizdrzącej się pary. Jared musiał wyglądać na naprawdę wkurzonego, bo nawet Lucy zrobiła kilka kroków w tył.
     Nie byłam pewna, czy Jared zauważył, że to Lucy zbliżyła się do jego przyjaciela i go pocałowała. Nie mówiąc już o szczegółach, na które w tym stanie na pewno nie zwrócił uwagi - że dziewczyna próbowała każdą częścią ciała dotykać aktora, podczas gdy ten nawet nie drgnął na obecność jej ust, że Jake nawet palcem jej nie tknął, że to ona rozpięła jeden z guzików jego koszuli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER