środa, 12 kwietnia 2017

159 (15-01-2017)

        Wydawało mi się, że wszystko zwolniło bieg. Trwało to niemal lata, kiedy w końcu do moich uszu dotarły rozmowy - albo raczej krzyki - na korytarzu i rozbijające się o podłogę szkło. Lucy zorientowała się później, że coś się dzieje. I chyba dopiero w tym momencie zauważyłem w jej oczach błysk zrozumienia. Drzwi były otworzone cały czas, ale wcześniej w ogóle zdawała się tego nie dostrzegać. Nie wiem, czy zrozumiała rozmiar swojej pomyłki czy tylko przeraziła się widoku wk******ego Jareda, ale cokolwiek to było, wystarczyło żeby się w końcu ode mnie odsunęła.
        Obróciłem się powoli, z niewzruszonym wyrazem twarzy. Nagle jednak dotarł do mnie ogrom wykonanego czynu i spustoszenie, jakie mogło to wszystko wywołać. Nie widziałem nigdy wcześniej przyjaciela w takim stanie, a alkohol z pewnością w niczym nie pomagał. Wyglądał, jakby wpadł w furię i przygniotła mnie świadomość, że to wszystko jest moją winą. Opuściłem ramiona.
        Jared za to rozkręcał się coraz bardziej. Nie zatrzymał się we framudze drzwi, tylko wszedł do środka, rozwścieczony jak byk, któremu przed nosem ktoś machnął czerwoną płachtą. Szukał słów, ale ich nie znalazł. Przenosił spojrzenie to na mnie, to na Lucy, jakby nie mogąc się zdecydować, kto w tym wypadku zdradził go bardziej. Wcale mu się nie dziwiłem. Nie, właściwie przyłapałem się na czekaniu na jego wylew złości i frustracji, który skoncentruje się na mnie.
        - Nie mogę w to uwierzyć - jego głos był przepełniony gorzkim niedowierzaniem.
        Złość jednak wcale nie wyparowała. Bulgotała w nim jak lawa we wzbierającym wulkanie, która niedługo miała się przelać i zamienić wszystko w popiół. Lucy się trzęsła, a może nawet płakała? Nie patrzyłem w jej stronę, moje spojrzenie cały czas był wbite w przyjaciela. Zawodzenie blondynki było na tyle ciche, że dało się stłumić głosem Jareda.
        - Nie wierzę, że ze wszystkich ludzi to właśnie ty mi to zrobiłeś Jake - jego twarz wykrzywiła się w brzydkim grymasie. Miał ściągnięte brwi, usta drgały mu nerwowo. Ale nie jakby miał się rozpłakać, raczej jakby chciał pohamować słowa, które cisną mu się na usta. - Z drugiej strony to było oczywiste. Oczywiste, do przewidzenias. Przecież to jasne jak słońce! - uniósł na chwilę ręce a później opuścił je bezwładnie wzdłuż ciała i zaśmiał się krótko. Od tego dźwięku dreszcze biegły wzdłuż pleców. - Jesteś Jake'iem Underwood'em, zawsze tak było! Masz pieniądze i sławę! Karierę! Wszystko na wyciągnięcie ręki! Zawsze uważałeś się za lepszego ode mnie! - kipiał, wykrzykując kolejne słowa coraz głośniej. Jego zdrowy rozsądek dawno pożarły już nerwy i złość, wszystkie te negatywne emocje, które wzięły nad nim górę.
        Miałem ochotę mu powiedzieć, że się myli. Że nie mam nic poza tym, na co sam sobie zapracowałem i że to wszystko wcale nie spłynęło na mnie szczęśliwą falą, ale nie zdążyłem. Jared był szybszy. Dyszał ciężko. Lucy zawodziła, w chwili przerwy było to doskonale słychać.
        - A teraz myślisz jeszcze, że możesz brać wszystko, co ci się podoba, jakby to coś nie było przeznaczone dla nikogo innego! Jesteś pieprzonym hipokrytą - zniżył głos. Właściwie teraz już cedził słowa przez zaciśnięte mocno zęby. - I wiesz co? Nie mam pojęcia, jak ktoś mógłby cię znieść wraz z tą całą otoczką. Oczywiście, to jest fajne przez kilka chwil, puste suki lecą na to jak pies na kość - oskarżająco podniósł palca na blondynkę, która aż się zapowietrzyła pod wpływem tych słów. - Ale nigdy,  n i g d y  nie znajdziesz nikogo wartościowego, kto będzie cię akceptował z tym wszystkim! Nigdy! - warknął. Jego ramiona unosiły się i opadały, a twarz zrobiła się cała czerwona od krzyków. Nie dał nikomu wtrącić ani słowa.
        Jego słowa zabolały mnie mocniej, niż powinny. Był pijany i zły, ale hej! To, że ta dziwka się do niego przykleiła nie było moją winą! Poczułem, że i mnie obejmuje nagle wściekłość, paląca pod skórą furia. Miałem wrażenie, że dłonie same zacisnęły się w pięć. Sytuacja dawno wymknęła się spod kontroli. W tym szale, który ogarnął mnie po jego słowach nie widziałem nic poza jego ciemnymi oczami, które posyłały w moją stronę błyskawice nienawiści.
        Wydawało mi się, że po wypowiedzeniu tych wszystkich słów mój przyjaciel się uspokoił. Jego barki opadły, a oddech zaczął się uspakajać.
        Za to mi daleko było do trgo stanu. Rozsądek zniknął. Moje usta opuściły słowa, których nigdy, przenigdy nie chciałem wypowiedzieć. Wyślizgnęły się. Początkowo w ogóle ich nie słyszałem i wydawało mi się, że wypowiedział je ktoś inny. Docierały do mnie jak za grubej kotary pochłaniającej dźwięki.
        - Tak? I kto tu jest hipokrytą? Ilu dziewczynom chwaliłeś się, że jesteś moim przyjacielem, żeby je poderwać? ILU, JARED?! Ile razy użyłeś mojego nazwiska, żeby osiągnąć to, czego chciałeś?
        Zerknąłem na Lucy, żeby wskazać, że o niej mówię. Że gdyby nie powiedział jej o mnie, skąd wiedziałaby że jest moim przyjacielem? Że może użyć Jareda, żeby się do mnie dostać? Ta wątpliwość już dawno zrodziła się w mojej głowie, ale zawsze trzymałem ją pod kluczem. Sam nie chciałem wierzyć, że to prawda. Pierwszy raz zdjąłem spojrzenie z mężczyzny, żeby popatrzeć na Lucy, która siedziała na podłodze i której makijaż wyrzeźbił dwie stróżki w policzkach. Jakby naprawdę było jej przykro, że to się stało!
        To był jednak błąd. Nie zauważyłem, jak Jared bierze zamach, jak jego mięśnie spinają się machinalnie. Jego pięści w ogóle nie zauważyłem, poczułem tylko jak tępy ból rozchodzi się po dolnej szczęce. Jęknąłem przeciągle, czując że siła uderzenia była tak duża, ale osunąłem się na ścianę znajdującą się o krok za mną. Pociemniało mi przed oczami, a później świat wybuchł całą plejadą kolorów i kształtów. Miałem wrażenie, że uderzenie wycisnęło mi mózg z czaszki, a ból przybierał na sile.
        Lucy darła się w niebogłosy, a jej krzyk był jedynym, co słyszałem. Wbijał się niczym szpila w moje ucho i przyparawiał o rosnący ból głowy. A może to była siła ciosu? Miałem wrażenie, że nogi zaraz ugną się pode mną, ale ostatkiem sił walczyłem o to, żeby nie stracić przytomności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER