Moje obawy o to, że jednodniowa menedżerka może bać się psów szybko zniknęły, kiedy zauważyłem, że w gruncie rzeczy ma z nimi bardzo dobry kontakt. Odetchnąłem z ulgą, znów siadając na fotelu i bujając się lekko na linie zawieszonej u sufitu. Queen też na szczęście się uspokoiła, ale jej radosne szczekanie musiało brzmieć groźnie, bo Dean wychylił się zza mlecznego szkła, oceniając szybko sytuację.
- Wszystko w porządku - powiedziałem odwracając do niego tylko głowę przez ramię i machnąłem ręką na potwierdzenie, że tak właśnie jest.
Mężczyzna zniknął, pewnie zajęty własnymi obowiązkami. A ja czerpałem przyjemność z tej chwili przerwy pomiędzy obowiązkami. To właśnie ceniłem w pobycie w swoim mieszkaniu chyba najbardziej. Wreszcie odrobina prywatności, spokoju i brak nachalności z każdej strony. W życiu aktora niemal niespotykana rzecz. Z zamyślenia wyrwał mnie głos dziewczyny i cichy pomruk raczej niż szczeknięcie psa. Odruchowo pogłaskałem Queen po głowie, a później położyła się blisko moich stóp.
- Drugi pies jest w pokoju gościnnym z zastępem weterynarzy, więc pewnie nie będzie na ciebie skakał - sprostowałem, jednak nie zasępiając się ani nie smucąc bradzo. Wiedziałem, że Drake z tego wyjdzie, szkoda tylko że to zjadało tyle mojej energii przeznaczanej zazwyczaj na pracę i obowiązki. Poza tym Spencer miała niezwykłe poczucie humoru i jakoś od razu udało mi się zapomnieć o przykrej nocy. - Chodźmy na dół, naprazeciwko jest promenada sklepów, na pewno znadziesz sobie jakieś ubranie - powiedziałem, wstając, po czym zmierzyłem ją szybkim spojrzeniem. - I bez obrazy, ale przyda się coś bardziej eleganckiego na spotkanie z producentem i reżyserem. Nie będziemy musieli nikogo przekonywać, że naprawdę jesteś menedżerką, a nie fanką która się mnie przypadkowo uczepiła - uśmiechnąłem się, bez złośliwości.
Dean na zawołanie przyniósł coś, co pomogło chociaż w drobnym stopniu uporządkować bałagan po psie tak, żebyśmy mogli wybrać się chociaż do sklepu. Skrypt ze swoją rolą zdecydowałem się zostawić w mieszkaniu, miałem później jeszcze na to całe mnóstwo czasu. Oparłem się biodrem o szkło oddzielające drugą część salonu od tej w której byliśmy. Nie powstrzymałem parsknięcia śmiechem kiedy zapytała o moją kolekcję krawatów - nie podejrzewałem nawet, że może ją to interesować.
- Jasne, ale przyjemności po obowiązkach. Chodźmy - zadycydowałem, nie chcąc słyszeć protestów. Ubierając buty i przygotowując się do wyjścia obejrzałem się jeszcze na Spencer, po czy dorzuciłem: - Nie martw się, ja płacę. Załóżmy że to część zatrudnienia o które muszę zadbać i wynagrodzenie wyrządzonych szkód.
Wyszedłem z mieszkania czekając, aż dziewczyna podąży za mną. W korytarzu przeznaczonym tylko do obsługi mojego mieszkania chwilę czekaliśmy na windę, która zawiozła nas na dół, do holu. Ten, jak i ulica przed nim, na szczęście był pusty i nikt nie czekał na nas z aparatami w rękach. Jak na razie wszystko szło idealnie, droga wolna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz