piątek, 7 kwietnia 2017

17 (21-08-2016)

   Zmartwiłam się trochę, kiedy usłyszałam o weterynarzach. W końcu oni nie przychodzą do swoich pacjentów bez powodu. Jednak brak zmartwienia na twarzy gwiazdora przekonał mnie, że nie ma się o co martwić. Mimo to postanowiłam nie drążyć tematu, bo choroba zwierzęcia nie należy do dobrych wyborów, jeśli przychodzi do rozmowy.
   Jak tylko dostałam ręcznik od Deana, zaczęłam się czyścić. Naprawdę błogie uczucie... I dostałam nawet małą buteleczkę żelu przeciwbakteryjnego, którym mogłam się przemyć! Wyglądała tak uroczo, że aż szkoda było wylewać na siebie jej zawartość, ale nie chciałam do końca dnia śmierdzieć i wyglądać jak po spotkaniu z fabryką śliny. Nie daj bóg jeszcze ktoś by pomyślał, że to moja... Ugh, wtedy to już na pewno Jake trafiłby na pierwsze strony gazet. "Świeżo upieczona gwiazda Jake Underwood chodzi z dzieckiem, które nie umie trzymać śliny w ustach! A może tak gorąco się całowali?!" - chyba by mnie pozwał.
   W miarę szybko się ogarnęłam, kiedy znalazłam lustro na korytarzu. Widok własnego odbicia we wszystkimi niedoskonałościami w jakości HD był wielce pomocy jak i również dołujący, nie musiałam chyba mówić, czemu. Jednak nie dałam po sobie tego poznać i nadal się uśmiechałam. Mimo wszystko so far so good. Dzień był naprawdę obiecujący, chociaż nie powinnam wspominać o tym skoro nawet nie przekroczyliśmy południa. W ciągu tak wielu godzin jeszcze wiele może się zmienić.
   - Dziękuję - powiedziałam, wręczając Deanowi brudny ręcznik i prawie pustą buteleczkę. Podejrzewałam, że prędzej go wyrzuci niż wypierze. Raczej nie widziałam bogatych ludzi jako tych, którzy beztrosko piorą swoje większe plamy oraz zaszywają dziury w ulubionych ubraniach. Na 99% wyrzucają takie ubrania i kupują nowe, przy ich zarobkach to tyle co nic.
   Szybko dogoniłam mojego dzisiejszego pracodawcę. Miałam ochotę już wykręcać się z zaproponowanych mi zakupów. Nawet jeśli traktował to jako zadośćuczynienie, ja nie cierpiałam takich sytuacji, w których ktoś chował pod argumentem fakt, że jestem biedna i on by coś mi kupił. Nie potrzebowałam litości ani jałmużny, ale w momencie kiedy wspomniał o tym, że powinnam mieć ubranie mówiące o mojej dzisiejszej profesji, ciężko było się nie zgodzić. Rzeczywiście wyglądałam jak jakaś fan girl, a nie osoba odpowiadająca za  jego dzisiejszy harmonogram i przygotowanie.
   - Nie boisz się, że zostaniesz rozpoznany tam w sklepie? - spytałam, kiedy zjechaliśmy stanęliśmy przed drzwiami prowadzącymi na wolność. - Już plotkują po dzisiejszym wyjściu z firmy... Nie sądzisz, że jak zobaczą nas na zakupach to jeszcze bardziej uprzykrzą ci życie? - Przynajmniej próbowałam mówić delikatnie. Nie byłam w końcu niczym więcej niż swego rodzaju zabawką na dzień dzisiejszy. Nie dało się jednak ukryć, że im więcej wspólnych zdjęć nam zrobią, tym więcej będzie plotek i tym bardziej będzie zależało paparazzi na zdobyciu mojej tożsamości. Po co? Sama nigdy nie rozumiałam, kogo to miałoby obchodzić, ale jak widać faneczki muszą wiedzieć, kogo nienawidzić.
   Powoli wyszliśmy na zewnątrz, rozglądając się na wszystkie strony w poszukiwaniu fanek czy fotoreporterów. Jak jednak widać, na razie znaleźli sobie inne zajęcie, za co byłam bardzo wdzięczna. Jeszcze kilka fleszy wprost w moją twarz a chyba dostałabym epilepsji.
   Jake znów schował wzrok w okularach. Na pewno nie powstrzyma to fanek przed rozpoznaniem go, ale przynajmniej nie będą widzieć jego zmarnowanego spojrzenia - dopiero kiedy mój mózg przyswoił całą tą seksowność, którą ociekał, zauważyłam jak zmęczony był. Aż mi go szkoda było.
   Gwiazdor znów mnie złapał, tym razem za łokieć, i ruszyliśmy w stronę centrum. Gardło tak mi się zaciskało z nerwów przed byciem złapaną, że prawie się dusiłam samym faktem przechodzenia z nim po pasach. Ludzie jednak byli zbyt zajęci swoimi telefonami by zwrócić na nas uwagę. Ulżyło mi, choć wiedziałam, że nie mamy na to szans w galerii. Tam ludzie rozglądają się wokół siebie, przeglądając ubrania czy siedząc przy stoliku ze znajomymi, pałaszując jakieś jedzenie.
   Ku mojemu zdziwieniu, nie weszliśmy głównym wejściem jak reszta ludzi. Kilka metrów dalej znajdowało się wejście dla personelu, gdzie ktoś już na nas czekał. Jakiś człowiek pracujący dla Jake'a? A może znajomy, którego poprosił o pomoc? W końcu kiedy się czyściłam był poza moim zasięgiem i miał czas na wykonanie paru telefonów, jeśli było to konieczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER