środa, 12 kwietnia 2017

163 (15-01-2017)

        Te kilka pierwszych słów przyniosły mi nieopisaną ulgę. Nie podejrzewałem że aż tak bardzo ciążyło mi to na sercu. Jakoś nawet ból głowy i szczęki wydał mi się teraz nawet bardziej znośny. I o dziwo zacząłem chyba słyszeć na obolałe ucho, bo wcześniej z prawej strony głowy w ogóle nie docierały do mnie rzadne dźwięki. Utrzymywałem ten w miarę pozytywny obraz pobitego faceta, któremu już wszystko jedno, dopóki Spencer była w pokoju. Nie chciałem więcej zrzucić na nią niż do tej pory, więc żarty i uśmiechy były jak najbardziej na miejscu. Ale nie mogła wiedzieć, że w miejscu gdzie powinno być serce teraz zionęła czarna dziura pożerająca każdą pozytywną iskierkę nadziei.
        Nawet nie było mi bardzo przykro, ale złość nadal siedziała we mnie, w zakończeniach nerwów, niezaspokojona nie zamierzała najwidoczniej odchodzić. Może poczułbym się trochę lepiej gdybym oddał cios przyjaciela... Ale teraz nawet nie chciałem widzieć jego twarzy. Nie, dopóki nie przyczołga się tu na kolanach z przeprosinami na ustach za to, że nie potrafił nad sobą zapanować. Albo chociaż powie, że zerwał wszystkie kontakty z tą blond suką. Moje własne myśli wydawały mi się być obce; nigdy nie zachowywałem na długo urazy, a poza tym złość się mnie nie trzymała, bo zawsze byłem bardzi tolerancyjnym. No, ale teraz to jednak coś zupełnie innego.
        Bliskość Drake'a i Queen była bardzo miła. Psy działały jak dwa kaloryfery, które ogrzewały mi nogi. Skinąłem głową na znak obietnicy, że się stąd nie ruszę, poza tym nie miałbym na to nawet sił. Spencer musiała zdawać sobie z tego sprawę, bo zniknęła w głębi korytarza, zostawiając za sobą jedynie ulotny zapach i przymknięte drzwi, które nie blokowały żadnych dźwięków. Przynajmniej Lucy umilkła i Bogu za to dzięki, bo zawodzenie doprowadzało mnie do szewskiej pasji.
        Hastings szybko załatwiła, co trzeba było. W sumie nie przeszkadzało mi już nic, koszula mogła zostać mokra, bo była na samym końcu listy [i]what do I give f*ck about[/i]. Nie próbowałem się z nią nawet kłócić, nie miałem na to zdecydowanie sił, psychicznych ani fizycznych. Poprostu wykonywałem jej polecenia. Trochę pomogłem jej z koszulą, a ona wytłumaczyła swoje zachowanie chociaż w ogóle nie miałem zamiaru protestować. Dziwne, jak wszystko było mi jedno, a wiele dałbym za to, żeby coś w końcu przyćmiło tępy ból głowy, który przyprawiał mnie o mdłości. Gdzie do cholery Jared nauczył się takiego uderzenia?
        Kiedy Spencer po raz kolejny wyszła, oparłem się wygodniej i zasnąłem, zupełnie nieświadomy tego, co dzieje się dookoła.

        - Uhm... Jeśli trzeba... Fotel też był niczego sobie łóżkiem - wymamrotałem, kiedy dziewczyna wyrwała mnie z lekkiego snu, w jaki zapadłem. Nie do końca docierało chyba do mnie to, co się dzieje albo oberwałem tak mocno, że wszytko inne przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
        Każdy ruch sprawiał, że miałem ochotę zakląć nieprzyzwoicie. Co dziwne, ból teraz odzywał się nie tylko w czasce, ale nawet barku, plecach, w ramieniu i obojczyku. Jakby rozlewał się razem z krwią jak jakaś trucizna. Nie za bardzo docierało do mnie to, co się działo, ale położenie się do łózka było bardzo przyjemnym doświadczeniem w tym momencie. Materac był miękki i zapraszał do zaśnięcia.
        Z opóźnieniem zorientowałem się, co się dzieje i głupawy uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Zapłaciłem za to odpowiednią dawką przeszywającego bólu. Rozpiąłem spodnie, zsuwając je z bioder. Na szczęście Spencer pomogłami z nogawkami, bo podnoszenie się do siadu z pewnością zaowocowałoby olbrzymimi zawrotami głowy i jeszcze gorszym bólem. Pościel była przyjemna w dotyku dla moich nagich pleców i całego ciała - miałem na sobie jedynie czarne bokserki. W pokoju zapadła cisza, zamknąłem oczy. Czułem, że dziewczyna jest tuż obok, jej obecność nie określona była dźwiękiem, zapachem ani obrazem, ale uczuciem. Wiedziałem, że jest obok.
        Wyciągnąłem w jej stronę rękę, nie otwierając oczu. Jej powolna podróż po aksamitnym wręcz w dotyku prześcieradle zakończyła się na nodze dziewczyny, gdzieś w okolicy kolana. Nie wiem, do czego zmierzałem ani do czego chciałem się przekonać. Może do tego, że to na mnie w ogóle nie działa? Nie wiem. Otępiony mózg nie odpowiadał już za myślenie, a chyba tylko za działanie.
        Moja dłoń wspięła się na jej nogę i po chwili znalazłem nadgarstek. Złapałem go i pociągnąłem w swoją stronę, a ten gest był zaskakująco szybki nawet dla mnie, chociaż wszystkie ruchy w moim wyobrażeniu były nieskończenie długie. Drugą ręką odwróciłem Spencer w powietrzu tak, żeby była twarzą do mnie. Przed upadkiem prosto na moją klatkę piersiową powstrzymała ją właśnie moja druga ręka, ale zawisła w odległości kilkunastu centymetrów nad moją twarzą. W momencie, kiedy zawisła nade mną, otworzyłem powoli oczy.
        - Wyglądasz... Całkiem uroczo, kiedy się wstydzisz - uniosłem lekko brwi, starając się uśmiechnąć, choć nie wiem jak wyszło to drugie. Miałem wrażenie, że teraz kości czaszki palą żywym ogniem. - Miałem nadzieję, że to wszystko inaczej się skończy... Będziesz tu spać? - zapytałem nagle, unosząc powieki nieco wyżej.
        Była tak blisko, że czułem jej ciepło. To była inna bliskość niż każda do tej pory. Ta była jedną z najintymniejszych, jakie nam się przytrafiły i to wcale nie dlatego, że byłem w tym moemncie prawie nagi. Łączyło nas coś więcej niż tylko fizyczność. W jej oczach dostrzegałem ten sam typ smutku, które odbijały się z pewnością w moich.
        - Będziesz tu spać - powtórzyłem, tym razem to nie było pytanie. - Łóżko jest wystarczająco duże dla nas dwojga. Nie martw się, prawie nie mogę się ruszać.
        Pozwoliłem jej oprzeć głowę na moim ramieniu, na tym który nie bolał tak bardzo. Objąłem jej drobne ciało ramionami na tyle silnie, na ile pozwalał mi obecny stan. Przytuliłem ją do siebie mocno, jakbym bał się że zaraz zamieni się w parę wodną i zniknie. Otaczając ją ramionami tak ściśle zasnąłem kamiennym, róznym snem. I dawno nie spało mi się tak dobrze, jak tej nocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER