Pstryknęłam wyłącznik światła, który znajdował się koło łóżka. W jednej chwili otuliła nas szata ciemności, rozdarta jedynie przy uchylonych drzwiach - światła w łazience i jadalni nadal się paliły. Nie wydawało mi się jednak żeby to przeszkadzało chłopakowi w uśnięciu. Zamierzałam jeszcze chwilę z nim posiedzieć, upewnić się że nic więcej nie będzie potrzebować, a potem posprzątać mieszkanie. Wiedziałam, że rano przyjdzie Danny, który się tym zajmie, jednak po tylu latach zajmowania się domem znajdowałam swego rodzaju spokój podczas prac domowych.
Dopiero kiedy poczułam dłoń chłopaka na swojej nodze, spojrzałam na niego. Oczy miał zamknięte, ale na pewno jeszcze nie spał. Założyłam, że nie chce żebym jeszcze szła, więc postanowiłam czekać aż w końcu wykrztusi z siebie co chce. Zamiast tego, jego dłoń rozpoczęła wędrówkę, którą zakończyła dopiero w zetknięciu z moim nadgarstkiem - od tego momentu wszystko zadziało się szybciej. Z niespodziewaną siłą i szybkością Jake pociągnął mnie ku sobie. Z moim brakiem refleksu, prawie upadłam na niego, jednak zdążył mnie złapać przed tym tragicznym wypadkiem.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nadal czułam dyskomfort, jednak wolałam widzieć jego ciało niż twarz - nawet jeśli próbował się uśmiechać, wyglądało to jak tortury. Oglądanie go w takim stanie było po prostu smutne, gdyż czułam się bezradna. Nie mogłam w żaden sposób odjąć mu cierpienia, ani go złagodzić.
Jego słowa sprawiły, że zapomniałam języka w gębie. Nie wiedziałam jak zareagować na żadne z jego słów, chociaż gdzieś z tylu głowy starałam się pamiętać, że takie jego zachowanie było zapewne skutkiem szoku pouderzeniowego oraz bólu. Nie dało się inaczej wyjaśnić tego, że jeszcze kilka godzin temu wyraźnie postawił między nami grubą krechę. Teraz jednak postanowił, że będziemy spać razem, w jednym łóżku, mimo iż sypialnia gościnna była dwa kroki stąd, a co ważniejsze wolna.
Miałam wrażenie, że między nami pojawiła się taka dziwna bliskość... Intymność. To było coś więcej niż jego nagość i moja bliskość. Nie otwieraliśmy się przed sobą, nie rozmawialiśmy, ale jednak czułam się taka obnażona. Pierwszy raz spotykałam się z czymś takim i nie wiedziałam, jak na to reagować. Czułam się dziwnie, była to dla mnie kolejna nowa rzecz. Zrodziło się we mnie, zapewne głupie, poczucie iż mogę na kimś polegać, liczyć na niego oraz mieć namiastkę bliskości, której zawsze brakowało w moim życiu. Wiedziałam, że jestem naiwna i tak naprawdę nie miałam podstaw tak się czuć, ale chciałam. Dlatego postanowiłam nic nie mówić i po prostu wtuliłam głowę w jego ramię, na którym mnie położył.
To jednak nie był koniec zaskoczeń. Jego ciepłe ramiona otoczyły moje drobne ciałko niczym idealnie dopasowany kombinezon. Próbowałam trzymać to w sobie, ale kilka łez w końcu opuściło moje oczy. Znałam go ledwo trzy dni, a i tak zdążył ofiarować mi więcej uścisków niż moja matka przez kilka lat. A teraz, po całym tym wieczorze, musiałam wyrzucić to wszystko co w sobie hamowałam - strach, smutek, złość, panika... Czułam, że mogłam zapomnieć o swoich troskach, nawet jeśli na chwilę.
I tak zapadłam w sen, zmęczona płaczem, choć nie byłam pewna czy jeszcze ze smutku czy już ze szczęścia...
*u*
Z głębi mieszkania dobiegły mnie przytłumione, chociaż dziwnie znajome dźwięki. Zaczęłam przeciągać się, zaczynając od rozprostowania nóg, i wtedy przypomniałam sobie o poprzedniej nocy. O tym, z kim ją spędziłam - i dobrze, że nastąpiło to szybko bo gdybym niechcący przyłożyła mu ręką w szczękę...
Nadal leżałam w jego ramionach, co było naprawdę błogim uczuciem. Zaskakującym było, jak wygodny był oraz ile ciepła dawał, mimo iż nie spaliśmy pod żadnym przykryciem. I do tego ten zapach, który poczułam dopiero teraz - jego poduszki pachniały... Nim. Podejrzewałam, że po wspólnej nocy również przejęłam trochę tego zapachu.
Powoli i niechętnie zaczęłam wysuwać się z jego uścisku. Starałam się go nie obudzić, co nie zdawało się być dużym wyzwaniem odkąd całą noc spędził twardo w jednej pozycji.
Kiedy w końcu stanęłam koło łóżka, rzuciłam ostatnie spojrzenie na śpiącego Jake'a. Wyglądał jak anioł, czysta perfekcja. Wtedy jednak mały biały kontrast na jego czarnych bokserkach zwrócił moją uwagę. Nocne zmazy na pewno by ro nie były, niemożliwe... Prawda? Jednak i tak zbliżyłam się i zobaczyłam, że to kolczyk. Ten w moim uchu nadal był na swoim miejscu, więc to musiał być ten z kieszeni.
Kucnęłam przy łóżku, zbliżając twarz do jego krocza. Chciałam zabrać swoją zgubę, zwłaszcza że gdyby jednak zaczął się kręcić, mógłby sobie wbić ostrą część biżuterii w przyrodzenie, a i tak już był wystarczająco poturbowany. Zaczęłam więc dmuchać w niewielkiego kolczyka z kulką, która miała przypominać perełkę. Dmuchałam i dmuchałam, ale kolczyk ani drgnął. Czułam się jak kretynka, zwłaszcza że nie miałam pewności, czy zaraz się nie obudzi - w końcu budzik z salonu dzwonił nadal.
- Szybki ruch i mnie nie ma - mówiłam sobie cicho.
Samo patrzenie na jego przyrodzenie wprawiało mnie w zakłopotanie, a co dopiero kiedy musiałam złożyć wargi w dzióbek i trzymać je tak blisko jego klejnotów. Do tego teraz szykowało się przechwycenie, które na pewno wiązało się z niepożądanym, z obu stron, dotykiem. Na samą myśl dostawałam ciarek, ale nie tych pozytywnych. Nie podobała mi się ta opcja, jednak lepsze to niż narażać go na ewentualny uraz tak wrażliwej części ciała.
- Raz i dwa i po krzyku - dodawałam sobie otuchy. Kilka razy wyciągałam rękę w stronę krocza Jake'a, ale za każdym razem ją cofałam. - Jezu, czego ja się boję, przecież on śpi!
Wzięłam wdech, zamknęłam oczy i wyciągnęłam rękę w stronę kolczyka. Mój ruch ręką był zbyt szybki, bo cała moja dłoń spoczęła na jego przyrodzeniu. Ledwo zdążyłam złapać zgubę w panice, kiedy chłopak się poruszył. Myślałam, że czerwona już bardziej być nie mogłam, jednak teraz to zaczęłam gorączkować od rumieńców.
- Nic tu nie zaszło! Śpij dalej! - wykrzyczałam bezmyślnie, wybiegając z pokoju. Prawie potknęłam się o własne nogi i uderzyłam twarzą w drzwi, jednak wydostałam się stamtąd nim się obudził lub zaczął zadawać niezręczne pytania.
Zatrzymałam się dopiero w salonie, gdzie na stoliku leżał mój telefon. Serce mi waliło jak szalone, to była zdecydowana przesada. Miałam nadzieję, że nie zorientuje się, że poznałam rozmiar jego przyrodzenia w porannym wzwodzie, który okazuje się być prawdą - a myślałam, że to tylko taki głupi stereotyp...
- Nie myśl o tym! - uderzyłam się dłońmi w policzki. Były prawie tak gorące jak kubek wrzącej herbaty.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz