środa, 12 kwietnia 2017

165 (16-01-2017)

        Uchyliłem odrobinę powieki, ale szybko je zamknąłem.
        Grube kotary nie były zasunięte na okno, przez co do pomieszczenia wpadało dużo dziennego światła. Nie mogło być już późno, ale na zewnątrz było jasno. Syknąłem, chcąc przekręcić się na drugi bok. Zapomniałem o tym, że jedna strona mojej szczęki nie będzie mi za to wdzięczna.
        Druga próba wyrwania się ze świata snów poszła mi już znacznie lepiej. Pomogły mi w niej czyjeś krzyki. Przeciągnąłem się lekko zupełnie nieświadomy tego, co działo się dookoła. Instynkt samozachowawczy chyba nadal jeszcze spał słodko. Usłyszałem tylko paniczny krzyk Spencer... Chwila. Spencer? To sprawiło, że podniosłem się do siadu, zdecydowanie za szybko jak na obecny stan obrażeń. Przymknąłem lekko oczy, starając się odsunąć ból.
        Miałem wrażenie, że tuż przed obudzeniem śniło mi się coś raczej dziwnego, ale nie potrafiłem sobie przypomnieć co.
        Co właściwie działo się wczoraj wieczorem i co tu robiła Spencer? Czułem na swoim ramieniu gasnące ciepło i poczucie, że ktoś mnie przytulał. Pamięć wróciła jak fala, rozbijając się o brzeg z głośnym szumem. Nie miałem pojęcia, co mnie opętało wczoraj wieczorem. Pozostawało jednak pogratulować sobie braku konsekwencji. Wydawało mi się, że wcześniej dostrzegłem kątem oka Spencer, która jak torpeda opuszczała pokój niemal gubiąc pry tym nogi. A może to była część snu? Przeciągnąłem się, starając się wybadać, jak źle dzisiaj sie czuję. Szybka rachuba strat dowiodła, że na obolałe ucho słyszę całkiem dobrze, nos mam na miejscu nawet nie złamany, więc nie mogło być źle.
        Zdanie zmieniłem dopiero kiedy wstałem z łóżka i podszedłem do wiszącego na przeciwnej ścianie szerokiego na trzy metry lustra zawieszonego nad komodą. Miałem ochotę zakląć siarczyście, chociaż to w niczym by nie pomogło. U nasady mojej szczęki pojawił się niemałych rozmiarów siniec. Może make-up będzie w stanie go zakryć, inaczej internet oszaleje od plotek, co niekoniecznie było mi na rękę.
        Nie siliłem się nawet na to, żeby się ubrać. Do łazienki były dwa kroki, a musiałem i tak wziąć prysznic, więc wyszedłem na korytarz, gdzie moje plany pokrzyżował widok rozbitego na podłodze szkła. A odrobinę dalej, w salonie stała szatynka i patrzyła na coś, co trzymała w dłoniach. Nie byłem w stanie tego zobaczyć, bo była plecami do mnie. Mimo wszystko coś nadal mi nie pasowało, więc zupełnie zapominając, że prawie stoję przed nią jak mnie stworzono odwróciłem się w tamtym kierunku.
        - Coś ci się stało że wybiegłaś jak oparzona z pokoju? - zapytałem, pewnie nawet byłbym rozbawiony widokiem Spencer która gubi nogi żeby uciec z pokoju, gdyby nie to że ładny śliwkowy kolor na mojej twarzy psuł mi nastrój. - Wezmę prysznic, a później zbieramy się na sesję w centrum. Nie powinno to zająć długo. Z resztą muszę sprawdzić plan na tablecie, ale najpierw się wykąpię - uznałem za odpowiednie poinformować ją o tym, po czym odwróciłem się na pięcie i wszedłem do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
        Pomieszczenie przywołało dużo obrazów z wczorajszego wieczora i poczułem niechciane uczucie złości i czegoś nowego. Zawiedzenia? Z tym dylematem wszedłem pod prysznic, chcąc zmyć z siebie wszystko, co wydarzyło się wczoraj. No, może poza momentu, w którym zasypiałem...
        Prysznic trwał stosunkowo długo, kiedy wyszedłem z łazienki (skutecznie omiając wzrokiem resztki czerwonej sukienki; nawet gdybym miał czas nie zamierzałem tego sprzątać) Spencer nie było już w salonie. Wziąłem z pokoju swój telefon, sprawdzając czy nie ma nowej wiadomości, ale milczał jak zaklęty. Miałem złośliwą nadzieję, że Jared ma takiego kaca że nie jest w stanie podnieść się z łóżka.
        W kuchni włączyłem ekspres, który zaparzył moją ulubioną kawę. Przez kilkadziesiąt sekund trwałem w bezruchu, zastanawiając się co właściwie czuję; pomijając ból, bo odnalazłem tabletki przeciwbólowe i wziąłem dwie. Ale ból był najjaśniejszą z emocji, zała reszta była skomplikowana. Wręcz przysparzała mi więcej problemów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER