Razem z wolną melodią, zwolnił i czas. Kolorowe szaleństwo przypominało teraz światła miasta, które oglądało się po drugiej stronie wody. Zamglone, spokojne, a jednak takie żywe. Było w nich coś... Hipnotyzującego, co sprawiało że miało się ochotę wejść w ten tłum i tańczyć razem z nimi! Niestety, bądź stety, był jeden warunek, którego nie spełniałam - posiadanie partnera. A ponieważ byłam w pracy, a swoją sylwetką nie zachęcam wielu adoratorów, nie zapowiadało się bym szła tańczyć wcześniej niż przed wystawieniem resztek na Szweckie stoły.
Dopiero po kilku chwilach zdałam sobie sprawę, że obraz w mojej podświadomości nie wygląda już jak to, co miałam przed oczami, a zmienił się we wczorajszy wieczór. Te delikatne, płynne ruchy. Pewny uścisk i ciepłe ciało. Dla mnie było to jak doświadczenie czystej magii, albo jakiegoś paradoksu czasoprzestrzeni, w której czas zwolnił. Nie wiedziałam, czy czułabym się tak samo z innym facetem. Jake naprawdę sprawił, z małą pomocą fajerwerków, że było to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień, ale... Myśl o tym, że teraz, gdzieś w tym tłumie, tańczył tak z Sheilą, była... Dziwna. Taka nieprzyjemna - zapewne chodziło o zazdrość.
Na dźwięk mojego imienia prawie upuściłam tacę. Nie koniecznie się przestraszyłam, raczej zaskoczyłam - teraz, podczas spokojnych tonów płynących z głośników, można było dużo lepiej rozpoznać głosy gości. Moim okazał się nikt inny, jak...
- Jezu, Jake! - Bardziej niż jego obecnością, zajęłam się szampanem, które wylałam. Dwa na pięć kieliszków wywróciło mi się na tacy, wypełniając ją musującym płynem. - Błagam nie strasz mnie tak więcej! - Nie byłam na niego zła, nic się nie stało, ale ja zawsze byłam nerwowa kiedy robiłam błędy.
Westchnęłam, odstawiając tacę na jeden z wielkich stołów, koło których staliśmy. To na nich mieliśmy z czasem znieść alkohol i przekąski, a jak na razie wypełniały go tylko puste kieliszki. Bez problemu jednak znalazłam miejsce, by choć na chwilę odstawić pływającą tackę. W końcu hej! Mój problem się rozwiązał, znalazłam swoją "zgubę".
- Tęskniłam - powiedziałam praktycznie bezgłośnie, po czym odchrząknęłam, jakby nic przed chwilą nie zaszło. Miałam przed samą sobą czyste sumienie, bo obiecywałam sobie to mu powiedzieć. Powiedziałam to, a to że z przyczyn technicznych on tego nie słyszał... Nie moja wina. - Dobrze wyglądasz, ale lepiej się chowaj zanim zlecą się fani - powiedziałam z uśmiechem, wyciągając mu z rąk maskę i przykładając do jego twarzy. "Widzę, że po uderzeniu nie ma już śladu" chciałam powiedzieć, ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Tego wieczoru chodziło o zabawę. - Zgubiłeś swoją drugą połówkę? A może przed nią uciekasz? - zażartowałam, patrząc mu przez ramię. Na jego szczęście, żadne blond kudły były na jego tropie.
Miałam nadzieję, że nie będzie za bardzo pytać o pracę... Szczerze liczyłam na to, że udałoby mi się go złapać bez tej tacy. Nie dlatego, że wstydziłam się pracować tutaj albo w takim stroju, bo były osobie ubrane bardziej wyzywająco ode mnie, ale jakiś taki dyskomfort. Poza tym naprawdę chciałam przyjść w nadziei, że skradnę mu chociaż jeden taniec i zobaczę fajerwerki, ale od kiedy jestem w pracy... Ograniczało mi trochę manewrowanie w tym polu.
Mimo wszystko jedno było pewne - cieszyłam się, że mogłam go zobaczyć. Być może był to nasz pierwszy i ostatni raz na tej imprezie. Przez te kilka krótkich chwil mogłam cieszyć się jakąś krótką pogadanką, która by się nam zmajstrowała. Chętnie również bym zawiesiła oko na taki przystojniaku, za ten prawie tydzień bez widzenia, jednak bez maski... Zaraz by ktoś to zauważył i przyszedł, w końcu to Jake Underood! Im więcej widziałam go na mieście, tym bardziej przychylałam się do myśli, że naprawdę wszyscy, nie dosłownie, go kochają.
Chociaż naprawdę bardzo zastanawiające było to, że nie tańczył wolnego z Sheilą, ani że wobec tego żadna inna panna nie złapała go w porę... Chyba że im uciekał, w co wątpiłam. Nie wypadało odmawiać kobiecie tańca.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz