środa, 12 kwietnia 2017

174 (18-01-2017)

     Zaśmiałam się, słysząc jego parodie - to była część jego talentu aktorskiego, czy może po prostu tak dobrze umiał się wygłupiać? Niezależnie jednak od tego, komicznie parodiował "paniusiowaty" głosik. Lepiej by to chyba mogła zrobić tylko kobieta, chociaż nie każda. TO był prawdziwy talent. Rozśmieszanie w moim odczuciu jest największym darem jakim możesz się podzielić z innymi, a on go posiadał. Miałam go już pytać, czy może nie występował w jakichś komediach, kiedy... Tak po prostu mnie zostawił.
     Z takiej odległości nie słyszałam o czym rozmawiał z mężczyzną, ale sądząc po uśmiechach jakie między sobą wymieniali, oraz podmianie masek, pozwoliłam sobie zasugerować iż byli znajomymi. Nie robił by tego w końcu z nieznajomym... Prawda? Bo jak potem odzyska maskę? Z tego co było mi wiadomo, kompletował kostium z Sheilą, więc raczej się nie zachwyci na wieść o tym, że element jego stroju przepadł gdzieś hen hen w tłumie...
     Z każdą chwilą coraz bardziej rozumiałam, że nie mogę przewidzieć jego kroków. Zaskakiwał, ale pozytywnie. Chociaż z drugiej strony jego zachowanie wydawało się nieprzemyślane. Co jeśli ktoś by to zobaczył z boku i, nie daj Bóg, zrobił zdjęcia? Już widziałam te nagłówki - "Jake Underwood zamienia maski, by potem zabawiać się w tłumie z kelnerką!" czy coś w tym stylu. Miałam jednak nadzieję, że on wiedział co robi i panował nad wszystkim.
     Zastanawiało mnie, jak wielkim problemem są dal niego pytania o jego i Sheilę? Czy drażni go to, że ciągle teraz o to pytają, czy może chodziło o co innego? W końcu kilka dni temu wraził się jasno - że mu to nie przeszkadza, to po prostu praca. Dla mnie nadal było to niezrozumiałe. Całować się, trzymać za ręce, mówić słodkie słówka... To wszystko dla roli, ale jak potem na tym cierpią prawdziwe uczucia? Czy po paru takich razach są w stanie wykrzesać z siebie coś prawdziwego? Jeśli nie, to by wyjaśniało, czemu obydwoje nie mają partnerów.
      Wszystkie jednak myśli opuściły moją głowę, kiedy w końcu przestaliśmy przeciskać się między ludźmi. W mgnieniu oka Jake obrócił się w twarzą w moją stronę. Spodziewałam się, że położy mi rękę na biodrach, drugą złapie moją dłoń i będzie jak tego wieczoru... Wszystko było inne. Od razu przyciągnął mnie do siebie, nie pozwalając przestać nam patrzeć na siebie. Jego dłonie po chwili były na swoim miejscu, skutecznie nie pozwalając mi na żadne niepożądane przez niego manewry, o czym po chwili się przekonałam.
      - Bo nie dosłyszałeś reszty! - Próbowałam się jakoś ratować, ale mój nerwowy śmiech zapewne mnie zdradził, tak samo jak próba zrobienia kroku w tył, na co chłopak mi nie pozwolił. Mimo to postanowiłam brnąć dalej. - Powiedziałam, że tęskniłam za twoim dywanem! No wiesz... Taki miękki i... I biały! - Mój język się plątał, a jego mina mówiła sama za siebie. Nie kupował tej bujdy.
     Myślałam, że spalę się ze wstydu. Nie było możliwości, żeby mnie słyszał, więc... O cholera, no przecież! Jako aktor na pewno umiał czytać z ruchu warg! Tyle czasu temu powtarzałam sobie, że zacznę myśleć o tym co robię i mówię przy nim, ale jak widać nie umiałam się tego trzymać!
     Wzięłam głębszy wdech, próbując się zrelaksować. Jego wzrok zawisł na moich oczach, co nie pomagało przy moim zakłopotaniu. Do tego tylu ludzi wokół nas... Ludzi, których kompletnie nie obchodziliśmy. Musiałam odpuścić, wmówić sobie coś co zdejmie ze mnie to, co najbardziej mnie hamowało - jego sława. Był w końcu TYM Jake'iem Underoodem, bożyszczem kobiet w każdym wieku i bożkiem seksu. Onieśmielał mnie on i jego zachowanie - mógł mieć w końcu każdą i odrzucać całe tabuny takich jak ja.
     - Wiesz, skoro jesteś tutaj ze mną nie jako super popularna gwiazda estrady, a jako Jake - mówiłam, nawiązując do sytuacji z podmianą maski - to może mogę ci powiedzieć... - zrobiłam niby to dramatyczną pauzę, ale tak naprawdę musiałam się do tego zebrać w sobie.
     Zamknęłam na chwilę oczy, "czując" każdym innym zmysłem mojego ciała. Spokojna muzyka, której bity wprawiały tyle ciał, włącznie z moim, w lekkie kołysanie się, i zachęcała do bliskości ze swoim partnerem. Była niczym fale, podczas gdy my wszyscy byliśmy łodziami. Z zamkniętymi oczami ci wszyscy ludzie wokół byli tylko w mojej głowie, nie czułam ich obecności - byłam tylko ja i Jake. Mężczyzna, którego ciepły dotyk wywoływał u mnie gęsią skórkę, którego oddech owiewał moją szyję niczym szal, którego bicie serca znów zrównało się z moim... W którym, na moje nieszczęście, byłam zakochana.
     - ... Że tęskniłam za tobą - powiedziałam cicho, dopiero po chwili otwierając oczy. Denerwowałam się zobaczyć na jego ustach szyderczego uśmieszku.
     Momentalnie poczułam narastający we mnie lęk - lęk przed byciem odrzuconą. Wtedy nie miało to dla mnie znaczenia, ale teraz, kiedy wiedziałam co czuję... Nie chciałam pozwolić mu zgasić tego uczucia, nawet jeśli miał by go nie odwzajemniać, ja chciałam by płonęło dalej! Nawet w takim położeniu dawało radość z dobrych rzeczy, jak na przykład sam fakt zobaczenia go, jak wcześniej. Było to szczęście minimalnym kosztem i chciałam po nie sięgać, póki mogłam.
     Nie mogłam mu uciec, nie pozwalał na to, a ja nie zamierzałam się szarpać i zwracać na nas uwagi. Jednak jeśli nie chciałam słyszeć ewentualnych słów odrzucenia, musiałam działać szybko. Plan był więc taki - jak tylko otworzy usta, musiałam go pocałować. Odwlecze to jego wyznanie, a może nawet zbije z tropu i kompletnie o tym zapomni, choć szanse na to były lekkie. Ale i tak już się wkopałam, więc czemu nie ryzykować na maksa?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER