Nie odrywałam od niego wzroku. Jako jedyni wśród wirujących tłumów, staliśmy. Tak po prostu, wpatrzeni sobie głęboko w oczy, chociaż każda osoba z odrobiną rozumu patrząca na nas, wiedziałaby co się święci. Ale nie ja - tak bardzo skupiłam się na tym, żeby w razie czego go zatrzymać, nie dopuścić do złamania mi serca po raz pierwszy w życiu... Nie zwracałam uwagi na nic, jakbym umiała robić tylko jedną rzecz na raz i nic więcej.
I wtedy to się stało. Mój awaryjny plan okazał się być tym, do czego dążył. Aż przez chwilę zastanawiałam się, czy na pewno byłam tutaj z Jake'iem, jednak nie dało się zapomnieć tych ust. Tych ponętnych warg, które przyciągały niczym magnes. Ich smak zabarwiony był obecnie drogim szampanem. Nie wpłynęło to jednak na ich fakturę - miękkie tak jak zapamiętałam. Jednym słowem - były IDEALNE. Usta stworzone właśnie po to, by pocałunkiem nieść rozkosz licznym kochankom, a tak ową byłam właśnie ja. Ja, Spencer Hastings, mogłam po raz kolejny smakować rozkoszy jego ust.
Jednak nie tak bardzo chodziło o samo wykonanie, jak o wykonującego. Po tym, jak zarzekał się, że chce zapomnieć i zostawić to za sobą... Sam mnie pocałował. W tłumie ludzi, dla których byliśmy niewidzialni. Sam również go pogłębiał. W tłumie ludzi, dla których nie istnieliśmy. Byłam zakochana w Jake'u, który siedział ze mną w salonie i prowadził ze mną luźne rozmowy. Byłam zakochana w Jake'u, który mnie rozśmieszał i dzielił się swoim cudownym uśmiechem. Byłam zakochana w Jake'u, który tańczył trzymając mnie blisko siebie. Byłam zakochana w Jake'u, który tak jak ja nie umiał współżyć ze swoimi uczuciami, a jednak ich chciał...
Nie pozostawałam mu dłużna w pocałunkach. Nie byłam w nich co prawda mistrzem jak on, ale czułam się tak, jakby prowadził mnie swoimi wargami, a ja się temu poddawałam. Dawałam mu się prowadzić w tym tańcu namiętności, chociaż moje ręce same musiały już sobie radzić - jedna wczepiła się w jego włosy, a druga zacisnęła na jego kamizelce. Jakby w ten sposób spuszczała z siebie całe to pragnienie i pożądanie, od którego czułam, że mogłabym wybuchnąć.
Może byłam zachłanna, a może po prostu szalona, bo kiedy obydwoje w końcu zaczęliśmy znów oddychać, chciałam wrócić do stanu przez kilku chwil. Nie, jednak oszalałam, po prostu oszalałam, ale to była jego wina, a teraz i jego problem!
Splotłam dłonie za jego karkiem. Jego ręce nadal trzymały mnie biodra, wprawiając je w lekkie kołysanie - zaczęliśmy znów delikatnie wbijać się w rytm muzyki, nie odrywając od siebie wzroku. Wiedziałam, że niezależnie od wszystkiego, tak naprawdę nic między nami nie było. W prawdziwym świecie spotykał się z Sheilą, i tej krótka chwila, w której on mógł poudawać że jest nikim, tego nie zmieniała.
Odwróciłam wzrok, nie mogłam już wytrzymać. Zdawał się mnie parzyć, jakby był karą za same myśli, które już układały mi się w słowa...
- A więc, po prostu Jake'u - zaczęłam, chociaż czułam że nie skończę. Słowa zdawały się przechodzić przez gardło z bolesnym trudem, jakby moje ciało broniło się wszystkim co może, bym tego nie robiła. - Nasza bajka chyba się kończy - stwierdziłam smutno, wskazując podbródkiem na konsolę DJ'a, do której właśnie wrócił muzyczny guru tej imprezy.
Kiedy chłopak znów wrócił do mnie wzrokiem, obdarowałam go jeszcze jednym pocałunkiem. Był on jednak inny niż poprzednie dwa, w których oddawaliśmy się namiętności. W tym prowadziłam ja, i był on delikatny jak pocałunek motyla. Nasze wargi delikatnie ocierały się o siebie, aż w końcu to przerwałam.
Serce waliło mi tak ciężko, że myślałam że zostawi po sobie dziurę w moim torsie. Maska chowała kilka łez, które już przy pocałunku opuściły moje oczy, co było kolejną rzeczą, której nie rozumiałam. Miałam się z nim tylko pożegnać, miał obowiązki jako gwiazda, a ja pracowałam... Jednak myśl o tym, że w pewnym stopniu nam nie wolno, dopiero teraz do mnie dotarła. Każda komórka mojego ciała sprzeciwiała się temu, więc można by powiedzieć, że zostałam buntownikiem? Bo wiedziałam, że nie dam rady już zapomnieć. Zakochałam się po uszy i chciałam tego, pragnęłam jego, ale musiałam pamiętać o tym, co stawiam wtedy na szali.
- Dziękuję, że mogłam być Kopciuszkiem na tym balu - zażartowałam, próbując rozluźnić sytuację, chociaż byłam chyba jedyną spiętą w naszym towarzystwie. - Idź lepiej szukać swojej dziewczyny, zanim ona znajdzie ciebie. - Zabolało. Zarówno kiedy mówiłam, jak i kiedy usłyszałam te słowa.
Jeszcze raz go pocałowałam, jakby w obawie, że źle mnie zrozumiał, jakbym chciałam go odepchnąć. Wręcz przeciwnie - byłam prze szczęśliwa, chociaż nie wiedziałam na czym stoję. Była to niestety to rozmowa na inny czas, obecnie obydwoje mieliśmy obowiązki do wykonania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz