środa, 12 kwietnia 2017

179 (22-02-2017)

        Tak jak przypuszczałem od początku, obecność Sheili przy moim boku zmusiła mnie do zachowania zimnej krwi I ostrożności. Nawet, jeśli w środku buzowały różne sprzeczne emocje i chęci, to na zewnątrz wcale nie było tego widać. Dziewczyna zdawała się w ogóle niczego nie zauważać, co nie było do niej podobne. Zawsze miała oczy naokoło głowy, a teraz miałem wrażenie że wręcz buja w obłokach. Oboje stanowiliśmy najwyraźniej dla siebie wygodne alibi. Dobraliśmy się całkiem nieźle, stwierdziłem nieco kwaśno, starając się przeanalizować sytuację.
        Na tarasie otulonym kolumnami krużganków, które nie były połączone witrażowym szkłem jak w innych częściach posiadłości smagał nas nieprzyjemnie zimny wiatr. Ochładzał wszelki zapał, który tak łatwo udało się rozpalić we mnie Spencer. Nawet jednak lodowate podmuchy jesiennej pogody nie były w stanie go zupełnie zgasić. Czułem na ustach jej usta, miękkie i ciepłe, chętne kolejnych pieszczot, moje ciało nadal posiadało pamięć smaku pożądania, który obudził się we mnie z taką nieznaną do tej pory siłą. Wiatr rozwiewał blond włosy Sheili, ale mi się wydawało, że mają inną barwę i miękką fakturę włosów innej dziewczyny, włosów w które z chęcią wplótłbym dłoń po raz kolejny...
        Ludzie mijali nas, niezainteresowani parą anonimowych ludzi. W końcu to ja pierwszy odzyskałem głos. To dało mi pewną przewagę.
        - Co się z tobą dzieje? Wyglądasz, jakbyś żyła w innym świecie.
        Moje słowa natychmiast wybudziły partnerkę z zamyślenia. Wydawała się być zirytowana. Może faktem, że jej przerwałem? Albo że zatopiła się w myślach na tak długo. Przybrałem nonszalancki wyraz na twarz.
        - Nie musisz udawać, że teraz cię to interesuje – burknęła, zagryzając policzek. Pewnie można by to było uznać za urocze. Dla mnie to było jak większość gestów tej dziewczyny, gest dokładnie obliczony żeby osiągnąć jakiś cel. – Nikt przecież na nas nie patrzy.
        Po tych słowach zapadła cisza. Były boleśnie prawdziwe. Udawanie czegoś było oznaką słabości, zwłaszcza, jeśli miało się szanse na coś prawdziwego. Ona chyba też to rozumiała.
        - Powinniśmy być ostrożniejsi. Pytali mnie gdzie zniknąłeś i musiałam świecić za ciebie oczami – rzuciła jakby odniechcenia, odwracając się bokiem do mnie i oparła się o kamienny parapet. Wyjrzała przez krawędź na dół. – Liczę na rewanż, jeśli kiedykolwiek zajdzie taka potrzeba.
        Nie odpowiedziałem. Nie było żadnej odpowiedzi na te słowa. Chąc czy nie, wiedziałem że będę chronić naszej otoczki i kłamstwa, które nas otacza. A całując ją publicznie będę mógł sobie wyobrażać, że całuję kogoś zupełnie innego.
        Weszliśmy do środka, przybierając na usta sztuczne, matowe uśmiechy. Ludzie i tak nie zauważali różnicy, zbyt zajęci byli sobą albo splendorem tego miejsca, w które zostali zaproszeni. Łatwo było ukryć się w tłumie, zwłaszcza zsuwając maski na twarz. Złapałem dłoń blondynki i ruszyliśmy do swojego stołu, gdzie czekali na nas inni goście. Ukradkowe spojrzenia i uśmiechy, które na nas kierowali zbywałem uprzejmym milczeniem. Zawsze znajdą sobie powody, żeby ucieleśnić swoje pragnienia. Część z nich z pewnością myślała, że nasze drobne wymknięcie się z sali balowej miało zupełnie inny charakter.
        Czas mijał szybko na tle muzyki, zabaw i tańców. Sheila miała mnóstwo adoratorów, którym musiała poświęcać uwagę, ale ja nie zostawałem za nią daleko w tyle. Słodkie odzywki dziewczyny „tylko pamiętaj z kim stąd wychodzisz” albo „wiesz do kogo należysz skarbie” podkręcały atmosferę między plotkarzami a ludźmi, którym nasz związek nie pasował. Oczywiście, takich też znalazły się tony. Im dalej toczyła się pompatyczna impreza, tym dalej udało mi się odsunąć na skraj świadomości to, co stało się kilka godzin wcześniej. Ale świadomość mojego czynu czaiła się w moim mózgu, tliła się jak żar, którego nikomu nie udało się dogasić.
        Ciężar, który spoczął na moim sercu i mózgu nie był równomiernie obłożony. W gruncie rzeczy czułem ekscytację a myśl o tym, co może być, co może się stać, ale z drugiej czułem ostre ukłucie głosu rozsądku. Mówił wyraźnie „nie”. Ale nie chciałem go słuchać.
        Kiedy po którymś z kolei tańcu - z jedną z starszawych fanek mojej gry aktorskiej, która w międzyczasie zdążyła mi zaproponować połowę swojego majątku za jedną upojną noc w jej willi – opadłem na krzesło, sięgnąłem po telefon. Z przyzwyczajenia raczej niż nadziei, że coś na nim zobaczę. Wiadomość jednak sprawiła, że wyprostowałem się jak struna. Potrąciłem jedną z przechodzących kelnerek, ale ta zachowała równowagę i zapewniła ze trzy razy, że wszystko jest w porządku. Rozglądnąłem się dyskretnie. Nikt nie patrzył na mój ekran telefonu, więc wysłałem odpowiedź.

Ha ha, wydaje mi się, że właśnie zaprosiłaś mnie do prywatnego pokoju w willi barona. 
Wyprzedziłaś mnie ;)

        Zawahałem się na chwilę, czytając treść tego sms’a. Była w oczywisty sposób dwuznaczna. Patrzyłem moment na ekran, a później wysłałem kolejną wiadomość, w duchu przeklinając się za swoją słabość i konieczność wytłumaczenia wszelkiego nieporozumienia.

Spotkajmy sięprzy głównym wejściu, o tej porze będzie tam przyzwoicie pusto.

        Send. Uśmiechnąłem się do ekranu,ale spoważniałem szybko. Co właściwie jej powiem? Odrzucę ją po raz kolejny? Po razkolejny zranię, skłamię, że wcale tego nieplanowałem? Że tego nie chciałem? Nie wydawało mi sięto wcale odpowiednim wyjściem z sytuacji. Nagle poczułem coś, czego dawno nie czułem. Stres podszedł powoli do serca i ścisnął go nieprzyjemnie chłodną, obślizgłą obręczą.
        Tylko jeśli coś z tego będzie... Bałem się, że zranię ją podwójnie. Albo moja sława wyżądzi jej krzywdę, której niczym nigdy nie będę potrafił naprawić. Chciałem zająć myśli czymś innym, ale nie byłem w stanie.
        - Złotko, pójdę na drinka z prezesem firmy modelingowej – usłyszałem jej głos, ale nie dotarł do mnie. – Jake – ktoś położył dłoń na moim ramieniu i zacisął ją nieco. – Jake, zaraz wrócę, słyszysz mnie w ogóle?
        - Jasne. Ja pójdę się przewietrzyć, ilość nieświeżego powietrza chyba mnie przytłacza – skłamałem gładko. Sheila wruszyła ramionami. Dla mniej taka odpowiedź była wystarczająca, to najważniejsze. Odeszliśmy oboje w swoje strony, kierując się w przeciwległe strony budynku.
        Wiedziałem, że będę pierwszy. Spencer pewnie nie wyrwie się tak szybko, ale nie przeszkadzało mi to ani trochę. W holu wejściowym nie było nikogo, nie licząc starszawego mężczyzny w eleganckim garniturze chrapiącego na eleganckiej kanapie i dwóch lokajów kręcących się tu i ówdzie. Czas w jako takiej samotności dawał mi chwilę na przemyślenie tego, co właściwie chcę zrobić. Miałem nadzieję, że coś mimo wszystko przyjdzie mi do głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER